Wcześniejsze:

poprawność i parytety (11.10.13)
grzech pierworodny (29.07.13)
Ona tańczy dla mnie (1.07.13)
Polacy to lubią narzekać (23.04.13)
Wojny religijne (25.03.13)
Świąteczny przymus (24.12.12)
Modlitwa Brackout (23.09.12)
Partia Pustych Miejsc (19.06.12)
Kabaret Adin - nowe otwarcie (4.06.12)
Granica Wszechświata (6.05.12)
Wrażenia po PaCE (30.04.12)

MAPA STRONY


Miejsce dla mało poukładanych odczuć i myśli na dowolny temat - które zawsze się pałętają, ale brak im jakiejś spójności.

 

Polacy to lubią narzekać
23.04.13

Chyba nie spotkałem Polaka, który by nie narzekał na to, że Polacy lubią narzekać.
Jakby nie dotarło, to jeszcze raz:
Chyba nie spotkałem Polaka, który by nie narzekał na to, że Polacy lubią narzekać.
Zabawne, nie?

Znajomi mieszkający dłużej w krajach zachodu zachwycają się jak to inne nacje potrafią nie narzekać.
„Jak leci?” „Fajnie”.
Ani słowa o kłopotach. Wszyscy trzymają smiling i jest pogodna atmosfera.
A nie jak w Polsce: „Jak leci?” „Aj, kłopoty, boli mnie i pada”.

Ale ci sami znajomi odczuwają też przykrość, kiedy chcą się zwierzyć ze swoich kłopotów - a ci wspaniali, pogodni ludzie po prostu mają to w dupie.
Ma być fajnie. Żadnych kłopotów! Koniec.

No i właśnie.
Polacy, którzy tak irytują swoim narzekaniem, mają pewna pozytywną cechę. Potrafią wysłuchać cudzych narzekań.
Potrafią wczuć się w czyjeś kłopoty, nawet jeśli nie mogą lub nie chcą pomóc to chociaż wysłuchają a i być może pocieszą.

Fakt, że Polacy narzekają świadczy o tym, że nauczyli się, że ktoś słucha o ich kłopotach. Gdyby nie byli wysłuchiwani to by tak nie narzekali.
Owszem, jest to śmieszne, że ktoś posiadający piękny dom, samochód i zdrową rodzinę i tak narzeka z powodu nieistotnych dupereli.
Czyżby nie umiał się cieszyć tym co jest?
Nie wydaje mi się. Nie odnoszę wrażenia, że Polacy są nieszczęśliwsi od innych. Tylko inaczej to wyrażają.

Irlandczycy, którzy należą do okazujących pogodę i radość (to jedyny obcy naród, który miałem okazję obejrzeć z bliska), pomimo tego stylu zachowania, noszą w sobie jakiś ciężar.
Śpiewają, tańczą, uśmiechają się i nie są szczęśliwi. Coś jest nie tak.
Wygląda jakby poza zabawą nie było dla nich innych radości. (pewnie ktoś się ze mną nie zgodzi - ale ja tak to widzę, kiedy na nich patrzę)

Polacy są bardziej upierdliwi i chamscy na co dzień. Ale nie widać, żeby to się odkładało na innych - uchodzi razem z narzekaniem i równowaga nie jest naruszona.
Przynajmniej nie potrzeba armii psychoanalityków do wysłuchiwania o osobistych problemach.

Nie jestem entuzjastą narzekania. Też wolę pogodnych ludzi, którzy swoje problemy trzymają z dala od życia towarzyskiego.

Ale to przesadne narzekanie na narzekanie - jest wyolbrzymione i jednostronne (jak zresztą każde nasze narzekanie).
Cieszę się, że jesteśmy narodem, który potrafi słuchać o kłopotach swoich znajomych.
Cieszę się, że nie musimy udawać, że wszystko jest w porządku, kiedy do obiadu nie dostaniemy kompotu.
Cieszę się, że ktoś to zrozumie - „Co?! Nie ma kompotu?! Skandal!”.






 
 
 
   
można po swojemu:

podpis:
e-mail:
treść:


 
podpis: Adam
e-mail: ...
Wszystko fajnie, ale to narzekanie stało się na tyle silną dyscypliną narodową, że narzekamy na wszystko, nawet na rzeczy, które nie mają dla nas żadnego znaczenia i wręcz nie mają prawa nas denerwować, np. ludzie, którzy nie jeżdżą samochodami narzekają na drogi.

Narzekamy na zarobki tzw. gwiazd, które przecież dostają za udział w reklamówce prywatne pieniądze, a nie publiczne, więc co nas to obchodzi...

Zrzędzimy też, gdy jest zimno, na to, że jest zimno, a gdy się ociepli, że jest gorąco. A to, że nie ma autostrad, a jak są, to że płatne (jak w większej części Europy). Marudzimy że jest niebezpiecznie na drogach, a jak stawiają fotoradary też narzekamy.

Myślę, że jednak nie tylko jesteśmy bardziej otwartym narodem na swoje problemy, ale jednak też po prostu lubiącym sobie ponarzekać.

PS. A może inni lubią tego słuchać, bo też sobie na to narzekają i czują sympatię do bratniej duszy?
 
podpis: Kris
e-mail: ...
Jakoś tak sie u nas porobiło, że aby wzbudzić symatie to w naszym kraju trzeba po prostu ponarzekać i jest sie u siebie, swojsko i w domu. Owszem każde jest super, jest fajne itp jest z reguły odbierany jako lans, albo (jeszcze gorzej) propaganda rządowa :)

Najbardziej jaskrawo uwidoczniło mi sie to jak postałem ostatnio w kolejce przed miesnym (przed świętami) - niby nikt się nie zna i jest cisza każdy zajety własnymi myślami. Aż tu jedna pani zrobiła uwagę o paskudnej pogodzie i tak już poszło dalej i wszyscy juz poczuli się razem i wspólnie itp.

Jeśli narzekam (choć właściwe sam uważam, że właściwie jest ok) to sam próbuje jakoś bronić przed wywyższaniem się (tak myślę) Podskórnie myślenie jest takie, że dopóki narzekamy to nie mamy komu zazdrościć, zawiścić


PS Rozumiem, że Ty nie narzekasz, że Polacy narzekają, że Polacy lubią narzekać ? :)
 
podpis: S.
e-mail: ...
Ależ narzekam!
Jakże mi się wyprzeć? To powinność wobec ojczyzny i rodaków.
Jak człowiek tak może uzewnętrznić co mu się nie podoba, to od razu lżej.
 
podpis: J.A.W.
e-mail: ...
Narzekanie na trudy dnia codziennego, które nas dotyczą bezpośrednio lub pośrednio nawet to zwykłe narzekanie. Natomiast narzekanie na to, że się narzeka to wyższy poziom narzekania, czyli tak zwane meta-narzekanie. To tak jak z językiem: ten którym się posługujemy to zwykły język, a gdy rozmawiamy o języku to już mamy do czynienia z metajęzykiem. Można tak mnożyć przykłady aż braknie miejsca. Normy prawne to po prostu normy postępowania, inferencje między normami prawnymi tj. zasady inferencji to byłyby wobec tego metanormy. Proszę ponarzekać na ten przydługi komentarz, a później ponarzekać na narzekanie na komentarz i tak usque ad mortem usrandum. Pozdrawiam!