przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

ramka teoria
 
POJĘCIA:
   definicja sztuki
   kabaret jest sztuką
   obowiązki kabaretu
   piękno, brzydota i realizm
 
OCENA WŁASNEJ TWÓRCZOŚCI:
   teoria wielkości
   jak wyciągać prawdę
   czytanie własnego dzieła
   wiara i nadzieja artysty
 
ELEMENTY SZTUKI KABARETOWEJ:  
   warunki konieczne
   imponowanie
   uwodzenie publiczności
   sztuka rezygnacji
   widz docelowy
   śmieszne a dobre
   warsztat a spontaniczność
   tematy w kabarecie
   prowokacje
 
PRZESZKODY I PUŁAPKI:
   krzywa sukcesu
   pułapka następnego programu
   nerwice
   wyparcie się patologii
   demokracja w sztuce
   mutacje
   artystyczne wygasanie
 
INNE TEMATY:
   autorytety
   teoria współpracy
   wsparcie lidera
   ludzie, miejsce, sztandar i reguły   

   teoria w plikach rtf




nowości toria okno
 
      DEFINICJA KABARETU

Kabaret ma pełne prawo do miana Sztuki.

Chociaż powszechnie pokutuje opinia, że kabaret to tylko rozrywka, sztuka użytkowa czy podkasana Muza - to jest tylko opis kabaretu popularnego. I tak jak muzyka ma swoje arcydzieła i letnie przeboje - tak kabaret bywa popularny i artystyczny.

Na początek chcę zdefiniować na czym polega artyzm kabaretu.

Funkcją artystyczną kabaretu jest naruszanie i łamanie powszechnych schematów, poglądów i zasad. Wynajdywanie i wyrażanie wszelkich alternatywnych sposobów myślenia na tematy bardzo zakorzenione społecznie i kulturowo.

W tym celu kabaret zderza schematy ze sobą lub nadaje im wymiar groteskowy - co w efekcie doprowadza do rozładowania emocji w formie śmiechu.

Ot i cała Sztuka kabaretowa.

Nie zgodzę się z większością krytyków - którzy żądają od kabaretu więcej niż żartów. Żądają publicystyki, propagandy politycznej i społecznej lub wartości literackich i metafizycznych klimatów. To nie jest sztuka kabaretowa - to edukacja, propaganda, literatura, teatr - ale nie kabaret.

Kabaret artystyczny musi być anarchizujący. Bez oderwania się od obowiązujących zasad, schematów i myślenia popularnego - nie ma sztuki kabaretowej. I najszlachetniejsze nawet intencje i wartości edukacyjne nie czynią z kabaretu Sztuki.

Sztuką kabaretową jest dopiero to, co przełamuje schematy.

Chcę zanegować obowiązek kabaretu jako Sztuki mającej zmuszać do myślenia.

Kabaret nie ma zmuszać do niczego. Im więcej zmuszania tym mniej myślenia. Przełamywanie schematów to nie jest stawianie trudnych pytań. Idiotyczne nieraz żarty mogą mieć większą moc przełamywania schematów niż inteligentnie skrojony skecz z drugim dnem. Pojedyncze żarty bywają dziełami sztuki - jeśli tylko potrafią naruszyć swoją konstrukcją zakorzenione schematy.

Nie dziwię się, że patrząc na kabarety popularne trudno uwierzyć, że kabaret to sztuka. Ale przecież przez muzykę dico polo nie można negować Beethovena. To co zwykle widać na ekranach telewizorów to jest sztuka użytkowa - schlebiająca wszelkim schematom zamiast ich przełamywania.

Trudno, jest zapotrzebowanie - to też jest biesiada kabaretowa.

Ale sztuka kabaretowa naprawdę istnieje.

Chociaż głównie w teorii - no i w pojedynczych skeczach.

 




   


          


      kabaret ADI
      kabaret Potem
      Wytwórnia A'YoY
      klub Gęba
      bok
 
   
można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:


opinie:

podpis: Olcia
Nie wiem czy wypada mi się nie zgodzić, bo się nie znam... Pomijając wymaganie - nie jest chyba źle, jeżeli w kabarecie są jakieś wartości literackie czy teatralne.

podpis: S.
Bardzo dobrze gdy są. Ale nie stanowią o istocie sztuki kabaretowej. Tak jak dobrze jest, żeby w teatrze były dobre kostiumy i scenografia - ale nie są głównym wyznacznikiem wartości dramatu.

podpis: TED
e-mail: tomasz-d1@o2.pl
a....piosenka? Czy to tylko przerywnik, oddech przed następnym zadęciem? Tak mi w uszach brzmi ... piosenka jest dobra na wszystko... to tez Kabaret. A czy kabaret musi byc śmieszny? Czy nie może być nostalgiczny, zamyślony, absurdalny, surrealistyczny....?

podpis: marcin k.
e-mail: myszowaty@gmail.com
czyli łam schematy, nie prowokuj, nie stawiaj pytań. to jaki jest cel sztuki kabaretowej?
rozbawić przez łamanie schematów? rozbawić po prostu? rozrechotać? czy rozbawić i jednak niech pomyśli widz: ma rację!

podpis: S.
Sztuka nie ma funkcji innej niż estetyczna. Kabaret ma swój obowiązek naruszania schematów i z tego nie może się zwolnić, ale nie musi się ograniczać tylko do tego.

podpis: kasia
Może być sztuką. Ale sztuka kabaretowa umarła dla mnie wraz z rozwiązaniem jednego kabaretu. Teraz to już tylko masowa produkcja skeczy się liczy. W większości przypadków. Chociaż są 2 kabarety, które się ratują.

podpis: mrowka
e-mail: mrowka@granice.pl
kabaret JEST sztuką - wszystko jedno, czy zajmuje się komentowaniem rzeczywistości społeczno-politycznej, czy bawi się w absurd i czysty humor, czy chce prowokować przez makabrę - ważne JAK to robi.
Jeśli artystom chodzi tylko o łatwy zarobek i produkują masowo skecze, które podobają się "większości" - zatracają najczęściej cały artyzm. Ale przecież część grup kabaretowych poszukuje czegoś "więcej".
Cieszę się, jeśli kabaret potrafi bazować na absurdzie i czystych żartach, na humorze bez walki.
Ale jeśli potrafi inteligentnie o coś zawalczyć, jeśli umie tak rozłożyć siły, żeby wystarczyło i na humor i na "walkę" - to czemu nie.

podpis: radix
powstanie komizmu wzięło się z poczucia zdziwienia i ciekawości, projekcji fantazji i obserwacji świata, kabaret to tworzywo temu pochodne, więc przede wszystkim ma bawić, cieszyć, i najfajniej byłoby żeby zmuszał do przemyśleń; pójście w stronę pieniądza wyjaławia gdzieś tam nasze poczucie wartości...

wg mnie kabaret ma być przygodą, może być sposobem na życie ale nie sposobem na zarabianie (pieniądz pojawi się; ale nie może być chyba priorytetem)

podpis: mrowka
Radix - dlaczego? Jeśli kabaret mnie bawi, inspiruje, cieszy, zmusza do myślenia ;), nie zniesmacza, ale zachwyca - to w zasadzie w ogóle mnie nie obchodzi, jak on na tym zarabia. Wszystko zależy od podejścia artysty, jeśli dla pieniędzy zrobi wszystko, to nie osiągnie tego satysfakcjonującego mnie poziomu. Ale jeśli potrafi się kontrolować, to niech sobie ma prywatną wyspę i trzynaście jachtów, byle bawił nie byle jak, byle nie szedł na łatwiznę w rozśmieszaniu.

podpis: radix
tak oczywiście masz racje, z punktu widza i otoczenia nie ma to wiele wspólnego, w końcu widz chce zobaczyć efekt końcowy i taki otrzymuje; źle to może przedstawiłem - bardziej zależało na tym że zdaniem skromnym moim kabaret winien być przede wszystkim zabawą i pomysłem na realizacje siebie samego. a w wątek pieniężny nie wnikam bo to dość śliski temat i jeszcze mógłbym kogoś urazić niepotrzebnie...

podpis: Andy
Widziałem dzisiaj Słoiczek po cukrze... Bardzo to dobre jest! Dla mnie: kwintesencja kabaretu! I nawet nie mam ochoty tego uzasadniać! Świetne zagrana, dowcipna prowokacja!

podpis: Sedes z Bakelitu
Jak to w końcu z tym zmuszaniem do myślenia. Warto oczekiwać od publiczności, że przychodzi na kabaret, po to by myśleć?

Jeżeli humor jest taki, że aby się zaśmiać, wpierw trzeba pomyśleć, to w dzisiejszych czasach może być ciężko (typowe narzekanie, że kiedyś było lepiej tutaj wsadzam - cóż, zdarza się człowiekowi czasem), ciężko będzie o rozbawienie publiczności. Zależy też jakiej publiczności.

Ja bym optował raczej za tym, że skecz może pozostawić po sobie jakieś "wrażenie". Np. za tydzień widz wciąż będzie pamiętał o co w skeczu chodziło, a także wyciągnie z tego jakiś wniosek, niekoniecznie śmieszny. Takie zmuszanie do myślenia ja rozumiem. Ale jest jeszcze bardzo ważna sprawa - moim zdaniem nie powinno się pisać skeczy w tym celu, żeby zmuszały do myślenia. Każde zmuszania do myślenia powinny się pojawić jakby samoistnie. To kwestia jakiegoś pisarskiego luzu.

Skecz uważam za wybijający się ponad cel rozrywkowy wtedy, kiedy po jakimś czasie, nie od razu przy tworzeniu można wychwycić w nim jakieś smaczki, na pierwszy rzut oka niezauważalne.

podpis: S.
Zmuszanie do myślenia (w poważnej formule) kłóci sie wręcz z ideą kabaretu. Dydaktyzm, edukacja, propaganda na poważnie to śmierć dla kabaretu.
Zgadzam się, że powinien zostawić wrażenie - niekoniecznie w postaci przemyśleń.
.
podpis: Robo.
Chcę się zapytać czy ja to dobrze rozumiem - czy za Sztukę Kabaretową można uznać skecz, po obejrzeniu którego widz mówi sobie w duchu "O, k...a, ja bym na takie rozwiązanie nie wpadł!" ? .
.
podpis: S..
Prawie to. Ale dużo bardziej:
- No tak! Jak mogłem na to nie wpaść!
Lub:
- No tak! Teraz to widzę! Zaskakujące ale proste.
Bo przełamywanie schematów w kabarecie bywa odkryciem bardzo uderzającym przez swoją oczywistość..
.
podpis: rzyczliwy.
Kabaret jest opowieścią ludzi, którzy niczego nie muszą. Dlatego żartują. Bo są spełnieni. Bo świat już ich przestał wkurwiać a zaczął śmieszyć. Ot i wszystko.
W Polsce nie ma Kabaretu. Jest estrada, na której dominuje fajna chłopakowatość, która się podoba fajowym chłopakom i ich mniej dowcipipnym dziewczynom, równie fajowym. Cóż więc czynić? Tworzyć! Nie oglądając się na dowcipipnych! Chłopaków i dziewczyny. A nóż tworzywo się spodoba dowcipnym dziewczynom i facetom z jajami. Warto!.
.
podpis: rzyczliwy.
Tu znowu skończyłem:).
.
podpis: S..
(Wygląda jakbyś się uskarżał...)
Nie zgodzę się, że kabaret jest domeną ludzi zadowolonych. Raczej wkurzonych, ale wyrażających swoje pretensje do świata lekko i bez żyły.
Po cholerę komuś spełnionemu narażać się publicznie na ryzyko oceny swojego poczucia humoru? To czasem bywa jedna z bardziej bezlitosnych ocen. Mało kto potrafi być ponad.
.
podpis: ladymalinka.
Mógłby ktoś mi napisać definicję piosenki kabaretowej ?
.
podpis: S..
Za piosenkę kabaretową uważać wypada piosenkę zawierającą treści humorystyczne lub satyryczne, piosenkę przekazującą niebanalną myśl zakończoną puentą oraz piosenkę zinterpretowaną w sposób kabaretowy..

podpis: rzyczliwy
Zawsze się uskarżam, jak coś kończę. Ale szybko sobie wybaczam:). Zwłaszcza, że nie skończyłem.
A skąd eS-ie wziąć lekkość i brak żyłowatości? Oczywiście ze zrozumienia. Pierwszy odruch - ciężar, żyła, wkurw. Potem:) ćwiczenia oddechowe, modlitwa, myśl. Potem:)zrozumienie i zdystansowany, choć pamiętający o niedawnych emocjach tekst, zagrywka, hepening. Więc w jakimś sensie sztuka wypływa z wkurwienia, ale trzeba mieć siłę, żeby je oswoić. Oswojone wkurwienie, nie jest wkurwieniem, ale sztuką czyli zdystansowaniem od własnych emocji. A zdystansować się może Ktoś spełniony, a nie ktoś, kto czegoś od Świata oczekuje!Wymaga! Pretensje ma! Rozczarowany jest i klnie, na czym żywy Świat stoi.

podpis: S.
Uważam, że się uparłeś przy tezie.
Ja też się upieram.
Nie wiem ilu kabaretowych znajomych masz - ale z mojej perspektywy z tym spełnieniem to przesada.
Pomijam fakt, że już sama praca w kabarecie dostarcza dużo powodów do frustracji i napięć, o świecie nawet nie wspominając.
Z jednej strony jest to odreagowanie przez obśmianie (bo co obśmiane to mniej męczy), a z drugiej to sposób na samorealizację. A głównie potrzeba śmiechu - dotykająca prawie wszystkich ludzi.
I jeszcze pragnę przypomnieć, że śmiech to jest uzewnętrznienie agresji (z jednoczesnym rozładowaniem).

A skąd lekkość?
A z poczucia humoru (czasem wisielczego).
A z przebłysków inteligencji.
A ze swobodnego strumienia skojarzeń.
Do tego tzw. spełnienie nie jest warunkiem koniecznym.

podpis: rzyczliwy
Mam bardzo wielu kabaretowych znajomych. Co to ma do rzeczy? Liczy się empiria czy racja?
Zgodzimy się obaj, że dzisiejszy, tak zwany, kabaret, jest do dupy. Moja diagnoza - jest do dupy bo jest wkurwiony! A wkurwiony jest, bo nie ma poczucia własnej wartości. Nie jest domeną ludzi spełnionych. Więc kocha poklask, komplement, autograf, celebryckość. Może to fajne, ale z doktorem medycyny - Żeleńskim-Boyem, który przetłumaczył parę dobrych tomów literatury francuskiej, nie ma nic wspólnego! Wolę Zielony Balonik niż nadmuchany balon... Ale rób! Pretensji nie mam. Zawsze to jakaś terapia:)

podpis: S.
To że dzisiejszy kabaret wygląda tak - to dlatego, że kabaret stara się światu podobać zamiast się na niego wkurzać. Ot!
Dlatego kabaret już nie jest wkurzony - tylko najwyżej znerwicowany.
A co do poczucia własnej wartości to się zgadzam. Im mniej poczucia wartości tym więcej wchodzenia w dupę.
Ale poczucie własnej wartości nie jest równoznaczne ze spełnieniem.

podpis: Robo
e-mail: robofh@wp.pl
Ale przecież jeśli kabaret zacznie się wkurzać na świat, to zamiast bawić zaczyna "o coś mu chodzić", niesie przed sobą pochodnię, czy inny szynel - i przestaje być kabaretem. A z drugiej strony jeśli zacznie wpadać w nerwice - to wejdzie w publiczkę, utraci swoją oryginalność i upodobni się do większości tych grup, które jadą na masowości i popkulturze. Czyli co, tak źle i tak niedobrze?

podpis: S.
Na pewno lepsi wkurzeni niż znerwicowani.
Nie jestem zwolennikiem misji innej niż sama sztuka. Więc wkurzonym można być, byle nie popadać w chęć naprawiania.
Większość żartów w swojej konstrukcji jest złośliwa - więc spokojnie współgra z wkurzeniem. Obśmiać, wyszydzić, skarykaryturyzować, ironizować - prosta i naturalna reakcja na nielubiane zjawiska. Żart abstrakcyjny jest też ironizowaniem na temat porządku i systematyzacji.
Wszystko gra.
Zależy od tego czy ma się stosunek prześmiewczy czy naprawczy.
Kabaret jest od wyśmiewania, od naprawy są inni.

podpis: rzyczliwy
W życiu! Wkurwionemu Gościowi czasem coś w życiu wyjdzie. To nie dowód na zasadę. Uśmiech - tam, gdzie mógłby być wkurw! To jest zasada! Prawdziwy mędrzec zdaje sobie sprawę z własnej niedoskonałości, więc nie wkurwia go niedoskonałość Innych. Mistrza to bawi. A jeśli Go wkurwia, cokolwiek, to niech to oswaja, a nie kultywuje. I Mistrz obśmiewa wszelkie irytacje, które najczęściej wynikają nie z miłości, ale z miłości własnej, czy też, bardziej - z autoerotyzmu.

podpis: S.
A więc kabaret robią mędrcy? I w dodatku Prawdziwi...
Ryzykowna teoria!
Bo mi się wydaje, że kabaret robią ludzie niepoważni. Którzy zamiast załamywać się swoimi kłopotami zaczynają się z nich śmiać.

podpis: Kucharz
e-mail: pandakiller@wp.eu
Kabaret nie ma obowiązków, nie powinien być zamykany w definicje. Kabaret to wolność i dowolność. Jeżeli skecz ma mieć jakiś cel to go spełni lepiej albo gorzej. Jak chce być absurdalny - proszę bardzo. Jeśli chce się babrać w polityce, krytyce - ok.
Wszystko zależy od twórców kabaretowych i ich poczuciu kabaretu a nie naszemu poczuciu. Reszta to kwestia gustu czy ktoś woli kabaret A których skecze wyśmiewają polityków, czy kabaret B śmiejący się ze społeczeństwa a może C traktujący o codzienności. Zgadzam się z autorem po części, z drugiej strony krytyka też ma trochę racji. Ale to jest dyskusja na inny czas i inne miejsce. Pozdrawiam.
 
podpis: Piotr Przybylski
e-mail: piotr.przybylski@onet.pl
Szanowny Panie
Trafiłem na Pana stronę zupełnie przypadkowo dzięki komentarzowi jaki wystawił Pan po zamieszczeniu szkolnej wersji \"wywiadówki\" na stronie kabaretu Hrabi. Sam nie jestem miłośnikiem kabaretów ale syn bardzo się tym zainteresował. Zaczynamy studiować Pana stronę, będę też wdzięczny za jakieś wskazówki bo syn ma dopiero 12 lat i próbuje się brać za coraz to nowe teksty. Pozdrawiam
Piotr Przybylski
 
podpis: Mira
e-mail: ...
Kabaret... życie dostarcza tylu tematów do skeczy i żartów że aż się dziwię tej dyskusji. Wprawne oko, poczucie humoru i błyskotliwość i już zabawa, ale ludzie muszą mieć definicję, muszą gadać, znaleźć określenie bo bez tego ani rusz. Gadające głowy się nie śmieją, są zajęte gadaniem, dlatego trudno im poczuć, po prostu poczuć chwilę i bawić się. Ale jak ma się śmiać skoro kabaret nie jest sztuką? A jak jest, to wątpliwą? Co za różnica, stuknijcie się w głowę i zapytajcie czy sztuka wymaga? Ona jest, tak po prostu, dla upiększania życia, dla czerpania radości.