przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

 
DEFINIOWANIE OCZYWISTOŚCI:
   Definicja szczęścia
   Definicja miłości
   Definicja życia
   Wiara i nadzieja
   Definicja głupoty
   Przyjażń         
   Definiowanie wolności
   Definiowanie prawdy
   Dobro i zło

FAŁSZYWE STEREOTYPY:
   Naiwność          
   Naiwność z ograniczonym zaufaniem
   Narcyzm szczęśliwy
   Znieczulica          
   Pierwsza wymówka
   Różnorodność i tolerancja
   Egoista z głową
   Pozytywne strony negatywnych uczuć
   Rywalizacja
   Pieprzeni humaniści
   Zło jest dobre
   Nic lepszego od demokracji?
   Filozofia, logika i inne
   Wyolbrzymianie niezrozumiałego
   Czyja to wina?
   Bój na argumenty
   Wychowanie w odrazie do zła

ŚWIATOPOGLĄDOWO:
   Czy istnieje Bóg
   I powstał Bóg
   Grzech pierworodny
   Życie po życiu
   Sens życia
   O grzechu
   O raju             
   Wojna                
   W sprawie aborcji
   Śmierć dobra albo zła
   Samobójstwo
   Władza sądownicza
   Teoria mieszania świata
   Ufność i niewiara
   Prawo Gorszego
   Manowce rozwoju

WIELKIE MAŁE PROBLEMY:
   Podatek od szczęścia
   Przeciw depresji
   Recepta na sukces?
   Recepta na porażkę
   Kurs starości
   Starzenie się
   Poczucie krzywdy
   Sprawiedliwość w stosunku 1/2
   Asertywność a wykorzystywanie
   Skuteczne przepraszanie
   Tak się nie chce!
   Motory napędowe
   Jak lubić siebie
   Codzienność przykra czy fajna
   Odruch rezygnacji
   Poznać swoje pragnienia
   Miłość nieszczęśliwa
   Rozkochiwanie
   Urabianie faceta
   Urabianie faceta - błędy
   Urabianie kobiety
   Urabianie kobiety - rozpieszczanie
   Spory i ustępstwa

   



nowości
 
     

NAIWNOŚĆ Z OGRANICZONYM ZAUFANIEM

Naiwność jest źródłem energii i optymizmu. Ale trudno być naiwnym przez całe życie (jeśli się nie jest głupim) bo prędzej czy później naiwność zostanie ukarana - gdyż świat jest brutalny.
Wielka szkoda, że nie można być naiwnym bez przeszkód. Ale z faktami nie ma co się kłócić! Świat nie jest idealny, ludzie nie są kryształowi i nie ma prostych rozwiązań na wszystko.

Ale jednak można zachować naiwność do późnych lat.
To co człowiekowi zabiera chęć do pozostawania w naiwności to kolejne rozczarowania (nieraz bolesne). Kolejne przypadki oszukania przez ludzi, kolejne niepowodzenia w misji naprawy świata i najbliższego otoczenia, kolejne porażki we wdrażaniu genialnie prostych pomysłów - powodują, że odechciewa się naiwności. W końcu naiwność zaczyna się kojarzyć z życiową głupotą i już klops! Przyziemny rozsądek zwycięża.

A ja ciągle pozostaję naiwny mimo swojego wieku (no, pół wieku). Ani się nie czuję oszukany przez rzeczywistość ani przez ludzi. Ja to sobie wkalkulowałem w koszty swojej naiwności. I uważam, że cały czas mi się to cholernie opłaca. Bo te trochę rozczarowań jakie mnie spotyka jest niczym w porównaniu z entuzjazmem jaki mogę z siebie wykrzesać.

Stosuję zasadę ograniczonego zaufania wobec wszystkiego (nawet siebie). Ufam, ale nie bezgranicznie. Zawsze zostawiam sobie margines na to, że zostanę oszukany (przez los, przez ludzi, przez siebie).
Zabrzmi to nieprzyjemnie ale nawet wobec najbliższych zostawiam sobie możliwość tego, że mnie oszukają. Ufam, że nie zrobią tego ze złej woli - ale mogą to zrobić. I co więcej - bez problemu mogę im to wybaczyć. Już mają wybaczone zanim to zrobią.

Ludzie z bagażem doświadczeń przestają ufać przypadkowym ludziom, ale mają grono najbliższych którym ufają bezgranicznie. I nie daj boże zawieść to zaufanie. To koniec przyjaźni! Koniec zaufania!

A ja nie! Ja ufam ludziom, ale nawet najbliższym zostawiam prawo do nadużycia zaufania. Czyli ktoś mógłby powiedzieć, że jednak nie ufam - bo dopuszczam myśl o oszukaniu.
Ja to nazywam inaczej - ufam, że są normalnymi ludźmi. Więc mają prawo do słabości, do błędu, do ulegania skłonnościom. I dlaczego to nie mieli by popełnić błędu wobec mnie? Dlaczego błąd wobec mnie miałby ich skreślić w moich oczach?
Nie, nie można być tak egoistycznym i tak głupim. Kimże ja jestem, żeby od kogokolwiek wymagać idealności? I dlaczego mam rezygnować z cennej dla mnie znajomości tylko dlatego, że się na kimś zawiodłem?

Ludzie na całym świecie bywają zawodni. I każdy z nich jest czyimś bliskim. Więc dlaczego w gronie moich bliskich nie ma prawa się znaleźć ktoś niezupełnie kryształowy?

Tak samo nie ufam bezgranicznie podejmowanym wysiłkom. Nawet jak mam świetne pomysły, wielką energię do ich realizacji - to zawsze pozostawiam sobie malutki margines na ewentualność porażki. Niewielki, żeby myśleniem o porażce nie psuć sobie entuzjazmu.
Ale jeśli mimo wszystko porażka stanie się faktem - to dla mnie nie jest powód do załamania. To jest jedynie powód do tego, żeby się zastanowić gdzie został popełniony błąd. Bo sobie też nie ufam bezgranicznie i tym samym nie odbieram sobie prawa do popełniania błędów. Errare humanum est.
W ten sposób nie tracę wiary w sens podejmowania wysiłków - bo każde niepowodzenie jest tylko efektem mojego błędu - a nie dowodem na niemożność poprawienia otaczającego mnie świata.

Czuję nieraz, że moim podejściem szokuję znajomych. „Jak to? To podejrzewasz mnie o nieuczciwość? Podejrzewasz mnie, że mogę zrobić ci świństwo?”
Co ja mogę odpowiedzieć? Tylko tyle, że „Podejrzewam, że nie jesteś nadczłowiekiem. I akceptuję to”.




   




      kabaret ADI
      kabaret Potem
      Wytwórnia A'YoY
      klub Gęba
      bok
 
   


można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:

podpis: Kris
Tak myślę sobie, że zaufanie dotyczy zawsze pewnej sfery, dziedziny życia, więc mogę mieć do kogoś zaufanie, w jednej dziedzinie a zachować ograniczone zaufanie w innej dziedzinie. Na przykład wchodząc do autokaru czy samolotu nie widzę i nie znam pilota czy kierowcy, ale ufam, że chce i potrafi dowieść mnie do celu. Z drugiej strony mogę nie mieć żadnej ochoty zaufać tym ludziom w innych dziedzinach.

Możliwość popełniania błędów jest dla logicznie myślącego człowieka czymś naturalnym i nie przekreśla zaufania. Zaufanie może dotyczyć intencji i zamierzeń, które ma druga osoba, lub umiejętności danej osoby (albo jedno i drugie) Niezamierzony błąd raczej nie powinien wpływać na zaufanie (oczywiście w pewnych sytuacjach ilość niezamierzonych błędów może być taka, że przestajemy ufać w umiejętności danej osoby, choć nie mamy zastrzeżeń co do intencji).

Następna kwestia to, zaufanie może być tylko relacją dwustronną. Złodziej może mieć kumpla złodzieja i jednocześnie mogą ufać sobie nawzajem, że się nie okradną nawzajem.

Zaufanie do moich bliskich jest sprawą elementarną,
Piszesz : „Ludzie na całym świecie bywają nieuczciwi. I każdy z nich jest czyimś bliskim. Więc dlaczego w gronie moich bliskich nie ma prawa się znaleźć ktoś niezupełnie kryształowy? „

Dany człowiek może być nieuczciwy (łamać prawo, oszukiwać wszystkich dookoła) ale z reguły ma taki krąg osób, wobec których zachowuje się uczciwie. (tzw bliskie osoby)

Ale oczywiście rozsądny człowiek sam szacuje, komu i ile zaufania i w jakiej sytuacji może okazać. I tutaj przechodzimy znowu do tematu naiwności – bardziej naiwni okazują więcej zaufania itd. Ważna jest chyba sama świadomość, że dobrowolnie i świadomie okazujemy więcej naiwności niż powinniśmy, jeśli nie mamy tej świadomości to zahaczamy o głupotę.

Zresztą zaufanie ma tyle aspektów, że ciężko o tym mówić sumarycznie.

PS. No cóż podejrzewać, że bliski może mi świadomoie zrobić świństwo i akceptować to, to faktycznie godzić się na realacje bez zaufania. Zwykłe ludzkie błędy to nie świństwa !!!

podpis: S.
Na tyle wierzę w ludzi, że ufam, że nikt bez powodu nie robi niczego co można nazwać świństwem. Powód zawsze jest!
A skoro jest powód to jest pokusa. Więc nie odmawiam nikomu prawa do słabości - chociaż by to mogło wyglądac jak świństwo.
Miano świństwa jest umowne - sami je nadajemy.

podpis: niewdziosek
Moje spojrzenie na ludzi bliskich różni się od spojrzenia na mniej bliskich. Bliskim więcej wybaczam. Znając ich przez lata, zakładam u nich przewagę dobrej woli nad złą (inaczej chyba przestali by być bliskimi). Błędy, które popełniają składam na karb wadliwości całego gatunku a nie na szczególne wady danego osobnika. A tak w ogólności to niestety się zgadzam.

podpis: Robo
e-mail: robofh@wp.pl
Jest prosty sposób, żeby rozczarowanie tak nie bolało. Chyba chodzi o to samo, tylko inaczej to sformułuję. Po prostu trzeba mieć świadomość tego co może sie zdarzyć - przewidzieć i rozważyć efekty naszego działania, wyciągnąć wnioski. Taka CELOWA naiwność - wynikająca nie z braku inteligencji, ale właśnie być może z jej nadmiaru - jest dobrą metodą na życie, bo jeśli ktoś nadużyje zaufania, to zawsze można sobie powiedzieć "Jestem dużym chłopcem, wiedziałem w co się pakuję i część mnie oczekiwała czegoś takiego". I jakoś mniej wtedy boli. Wybaczenie to dobra rzecz, nawet takie na kredyt. Jedyne co według mnie powinno być niewybaczalne, to sytuacja kiedy druga osoba odkrywa naszą naiwność i zaczyna wykorzystywać to z pełną świadomością - czyli nadużywa zaufania ponownie i cynicznie. Wie o naszym podejściu do życia i chce od tego odciąć sobie jak najwięcej kuponików... wyżąć jak najmocniej i odrzucić. I co wtedy zrobić z takimi ludźmi? Bo - jak piszę - wybaczyć czegoś takiego nie potrafię... a może jednak pownienem?

podpis: S.
Wybacza się głównie dla siebie - żeby nie obarczać się rozczarowaniem. Ale złe należy uprzykrzać aby uczynić je nieatrakcyjnym.
Tak więc wybaczenie nie oznacza akceptacji - wręcz należy karać i uprzykrzać zło - tylko nie z pozycji rozczarowania i zemsty a po to by pomóc cholernemu bliźniemu stać się lepszym.

podpis: Robo
Problem tylko w tym, że taki bliźni zwykle nie ma najmniejszej ochoty stać się lepszym. Bo to by oznaczało przyznanie się przed sobą do swoich błędów, uznanie swoich wad. A dla takich ludzi jest to prawie niemożliwe - oni w swoich oczach są idealni...

podpis: niewdziosek
Żeby zrozumieć swoje wady, trzeba umieć (mieć szansę) spojrzenia na siebie i swoje uczynki z nie swojej perspektywy - niejako z zewnątrz. A ludzkie środki, chociaż przeważnie są bardziej skomplikowane, niż prosty rebus, nie zawsze na to pozwalają. Dla każdego systemu myślącego istnieje granica, której swoim myśleniem przekroczyć nie jest w stanie. Granice niektórych umysłów sięgają niewiele dalej, niż ich materialna powłoka. I nie bardzo można mieć o to do nich pretensje. Zarzuty, że nie potrafią zrozumieć swoich wad, przypomina mi pretensje do PC-ta, że wciąż mu się wieszają Windowsy.

podpis: Robo
Idąc za tą metaforą, w takim razie nic złego w tym, że ten komputer kopie mnie prądem w momencie gdy zaczynam na nim pracować - ot taki biedny, niedorozwinęty system, co on jest winien temu że zadaje ból każdemu kto podejdzie?

podpis: mrowka
Chcę być naiwna, wszystkie przykrości mam wliczone w koszt. A radość, jaką daje mi bycie naiwną to wyrównuje z nawiązką.
Nie zgadzamy się chyba w definicjach, dla mnie oszustwo nie jest równoznaczne ze świństwem. A świństwo faktycznie przekreśla znajomość, to jest jak świadome wypowiedzenie wojny. To mój bufor bezpieczeństwa: robisz mi świństwo, to spadaj, a ja sobie odbudowuję świat, w którym wierzę ludziom. Wtedy następne świństwa nie przygniatają mnie do ziemi, a pozwalają zachować naiwność. Przynajmniej na razie. Świństwo z reguły samo w sobie sprawia, że znajomość przestaje być cenna i nie ma potrzeby wkładać w nią wysiłku. Wychodzi na to, że jestem głupia egoistka. Niech będzie.
Z bagażem (no, małym na razie) doświadczeń przypadkowym ludziom ufam. Naiwnie, ale co mi szkodzi.
Kris - wydaje mi się, że niezamierzone błędy w ogóle tu nie podlegają dyskusji.

podpis: niewdziosek
Robo - w uproszczeniu można tak powiedzieć. Sam z siebie taki PC ma małe szanse się przekonstruować (naprawić). Istnieje możliwość zmian, ale wymaga gwałtownej ingerencji z zewnątrz. Przy poważniejszej wadzie konstrukcyjnej zmiany są raczej niemożliwe. A odnosząc to do naszego gatunku - mam wrażenie, że wszelkie nawrócenia na dobrą drogę są raczej w mniejszości. Można jedynie "karać i uprzykrzać zło" ale raczej nie spowoduje to poprawy moralnej kondycji bliźniego, a najwyżej uruchomi mechanizm Pawłowa i włączy odruchowe unikanie przezeń przykrości, które mu się z czynieniem zła będą kojarzyć. Najlepiej było by podłączyć mu takiego automatycznego nadzorcę, który po każdym złym uczynku spowoduje wstrząs elektryczny. Tylko, czy o to chodzi - czy bliźni stanie się wtedy lepszy?

podpis: S.
Jak zwykle wymiana opinii odbiegła od zagadnienia :)
Zamiast o ograniczonym zaufaniu mamy dyskusję o efektywności wychowania w dojrzałm wieku. Też ciekawe.

Skoro już o wychowaniu - a czymże jest mechanizm Pawłowa jesli nie narzędziem wychowania? Od zawsze człowiek robi to co mu ulepsza życie (w jego mniemaniu). A że nie zawsze reakcja na system kar i nagród jest zgodna z oczekiwaniami - to tylko dlatego, że "wychowawca" nieraz źle ocenia potrzeby i wrażliwość "wychowanywanego" lub źle użył argumentów.

podpis: niewdziosek
No tak - mechanizm Pawłowa jest bardzo pomocny, a właściwie chyba jedynie skuteczny przy wychowywaniu jednostek młodych, które kierują się głównie emocjami, a więc podświadomością. Z wiekiem człowiek rozumny nabiera doświadczenia (powiększa swą bazę wiedzy) i, teoretycznie, w coraz większym stopniu kieruje się rozumem. Wychowanie takiej jednostki powinno raczej odnosić się do nabytej przez niego mądrości - a więc przez przekazanie racjonalnych argumentów i ich analizę. Jeżeli skuteczniejsze jest jednak stosowanie odruchów Pawłowa, to odechciewa się kontaktów z takim osobnikiem. A jemu wydaje się, że racja jest po jego stronie - "jest w swoich oczach idealny". I cóż - nie jest on "biednym, niedorozwiniętym systemem"?

podpis: S.
Skuteczne przy młodych i starych jest kryterium "polepszenia sobie życia" - nie zmieni postępowania jeśli finalnie mu się to nie "opłaci" (w jego ocenie).
A czy to drogą uświadamiania czy powtarzania bodźców - u starszych trudniej wywołać zmianę powtarzaniem bodźców bo mechanizmy ma bardziej utrwalone - a u młodszych trudniej uświadamianiem bo jeszcze nie ogarnia całości.
Ale czy starsi na pewno ogarniają całość? Wątpię. Jak się nie wstrzelisz w jego system - to o co pretensje?
Sam też polepszam sobie życie jak mogę - więc pretensje wolę sobie darować - za to staram się osobnika szkodliwego efektywnie pozbawiać wpływu na moje życie - włącznie do definitywnego wykreślenia z listy znajomych.

podpis: niewdziosek
Osobników szkodliwych oczywiście najlepiej unikać.
Co do ogarniania całości - nie stawiałbym takich wymagań, bo trudno realizowalne. Mnie wystarcza dobra wola i chęć zrozumienia drugiego człowieka. Wydaje mi się, że to się najbardziej opłaca. Bo co innego? Pretensje też nie mają większego sensu, bo i z jakiej pozycji? W końcu wszyscy jedziemy na jednym wózku. Każdy dostał mniej lub bardziej sprawny aparat myślenia - jakość sprzętu nie bardzo od nas zależała. Nie mówiąc już o mechanizmie podświadomości,który swą mocą wielokrotnie przewyższa rozumek.

podpis: seth11
Żeby być naiwnym trzeba lubić ludzi.
Trzeba wierzyć w człowieka. Trzeba go postrzegać przez pryzmat swoich ułomności. To pomaga. Tak, jestem głupcem, ale w gruncie rzeczy raduję się swoją głupotą, bo w ostatecznym rozrachunku wychodzi na moje. Ta wiara nigdy mnie nie zawiodła, chociaż czasami nie jest łatwo.

Ps. Sam też nie jestem kryształowy, więc bilans wychodzi na zero.

podpis: Kris
Wracając do tekstu. Faktycznie w wielu dyskusjach jest tak, że nie możemy się dogadać bo do tego samego słowa przykładamy różne definicje. Więc zacznę od definicji

Świństwo - podły czyn służący skrzywdzeniu kogoś.

Błędy nie są świństwami bo nie ma mają na celu skrzywdzenia, brak im celowości czynu.
Zaufanie do bliskich to właśnie wiara, że nie zrobią mi świństwa (celowo i świadomie zrobią coś żeby mnie skrzywdzić).
Piszesz, że : "nikt bez powodu nie robi niczego co można nazwać świństwem. Powód zawsze jest!
A skoro jest powód to jest pokusa. Więc nie odmawiam nikomu prawa do słabości"

Nie rozumiem, tego powód zawsze jest - jeśli zaufana, bliska osoba zawsze ma powód żeby mi zrobić świństwo - to raczej to jest dziwna relacja i nie ma nic wspólnego z bliskością.
Owszem są chwile kiedy np. pokłóceni małżonkowie robią sobie na złość (podpada pod świństwo) ale wtedy właśnie ich relacja nie jest bliskością i obojo zdają sobie z tego sprawę. Jeśli uda im się dogadać, pogodzić - relacja zostaje przywrócona i świństwa się kończą.

Jeszcze apropos naiwności. Osoby upośledzony umysłowo mają często taki dar (albo przekleństwo) naiwnego wierzenia innym i to pomimo świństw jakie im mogą i często inni robią. Pomimo to oni są szczęśliwi ponieważ cały czas wierzą w dobroć drugiego człowieka nie mają świdomości tego że są naiwni. (to bardzo ciekawe tacy ludzie pomimo wszystko są szczęśliwi)

Mnie bardziej interesuje to jak inteligenty człowiek świadomie wybiera pewnego rodzaju naiwność (zaufanie i wiarę w innych ludzi) w celu świadomego polepszania relacji z innymi itp. Tego typu postawa wymaga pewnego poświęcenia ponieważ wystawia się siebie samego na możliwość wykorzystwania przez innych. Oczywiście inteligenty człowiek w jakiś sposób stawia sobie grnice naiwności (bo inaczej jest po prostu głupi).

Ale się rozpisałem :)

PS. Szczęśliwego Nowego Roku

podpis: S.
1. Jak definicja to:
Świństwo - podły czyn krzywdzący kogoś. (drobna różnica ale jednak ważna - czyn służy osobie krzywdzącej - powody mogą być różne, ale to nie jest czysta chęć skrzywdzenia - zawsze jest jakiś powód pierwotny)

2. Źle przeczytałeś moje słowa. Nie znaczą one - zawsze jest powód do świństwa. One znaczą - jeśli jest świństwo, to musiał być powód.

3. wg mnie - granice naiwności łatwiej jest ustalać przy ograniczonym zaufaniu. Osoba z czystym kontem ma zawsze prawo do drobnego świństwa. Natomiast staram się i tak ograniczać możliwość wielkiego świństwa - niezależnie od bliskości. Dość ważna sprawa - nie tworzyć pokus! Ludzie są dobrzy ale słabi - i ulegają pokusom.
A osobie, która już nadużyła zaufania staram się zablokować możliwość powtórki w tej samej dziedzinie.
Przykład: gdyby przyjaciel skusił się by mnie okraść - nie przestaje być moim przyjacielem - ale od tej pory nie daję mu już możliwości łatwego przywłaszczenia sobie czegokolwiek.

podpis: Kris
Ad. 1
Poprzednią definicje wziąłem z Wikipedi, w słowniku PWN jest taka

Świństwo - postępowanie nieuczciwe i szkodzące komuś

W Twojej definicji i tej z PWN faktycznie nie ma tej celowości krzywdzenia, o której pisałem. Mówiąc szczerze ta poprzednia definicja z Wikipedii była tą, która ja przyjmowałem mówiąc o świństwie.
W każdym bądź razie wszystkie definicje mówią o wyrządzonej szkodzie, a powody mogą być różne (osiągnięcie własnych korzyści, bezmyślność, a wreszcie celowy czyn tylko po to, aby wyrządzić szkodę)

Jeśli ktoś zrobi nam świństwo to do oceny jest chyba ważny ten pierwotny powód, od tego może zależeć dalsza relacja z tą osobą.

Ad 2.
Ok. teraz rozumiem

Ad 3.
Ciągnąc dalej przykład.
Odkryłem, że przyjaciel mnie okradł (lub zrobił mi inne świństwo – coś, co mnie skrzywdziło) to staram się ustalić, co było powodem takiego czynu, bo może być różnie:
- może mój portfel wygląda zupełnie tak jak jego i po prostu się pomylił (zwykły błąd po wyjaśnieniu bez szkody dla relacji. Samo wyjaśnienie sprawy przekreśla te świństwo i jest ok.)
- jest kleptomanem, czyli jest chory – w takim przypadku przyjacielem może być nadal, ale oboje pamiętamy, że jest ten problem i staramy się unikać podobnych problemów w przyszłości
- cholernie potrzebował pieniędzy bo … (1000 powodów) i dlatego mnie okradł myśląc, że to się nie wyda (nie zgadnę że to on) – w tym przypadku całkowicie traci moje zaufanie (relacja przyjacielska zostaje zniszczona) dopóki nie zdarzy się coś co odbuduje relacje nie ma zaufania.
- ten ktoś miał o coś do mnie pretensje – według niego to ja wcześniej zaburzyłem nasza relacje i robiąc mi świństwo robił to tylko po to żeby się odegrać. Tutaj wzajemna relacja jest zburzona, chyba, że sytuacja zostanie wyjaśniona i relacja przywrócona razem z zaufaniem.

podpis: N.
Skomentowałabym wcześniej, ale tak mi jakoś nagle przyszło do głowy, że może tym razem (tak dla odmiany) dam szansę innym i nie będę się wpisywać od razu w pierwszych komentarzach. Ale honor spamera nie pozwala mi siedzieć tak całkiem cicho.
Wydaje mi się, że tej prawdziwej naiwności nie da się odechcieć i stracić.
Jeśli rozczarowania z czasem prowadzą do utraty wiary w ludzi, to znaczy, że nakręcała nas głupota a nie naiwność. Bo głupotą jest wierzyć, że świat i ludzie są dobrzy. To się mija z rzeczywistością (gdyby wszystko było tylko dobre, to skąd brałyby się niepowodzenia, oszustwa i inne paskudy?).
A naiwność to wiara, że świat i ludzie są dobrzy, ALE niedoskonali i czasem słabi. Z taką wiarą da się o wiele więcej zrozumieć i wybaczyć (ergo nie czuć się wykorzystanym czy oszukanym). I te granice naiwności też się wtedy jakoś tak intuicyjnie ustalają.

podpis: MArtika
No cóż... Moim zdaniem życie weryfikuje przyjaźnie. Jeśli ktoś kogo uważałeś za przyjaciela zrobi ci świństwo, przestaje być tym przyjacielem i tyle. Jestem lojalna wobec bliskich i nikogo bym nie okradła, nie okłamała, nie potrafię. Jeśli ktoś robi mi krzywdę,to nie wierzę w takie "whoops,ojej nie wiedziałem" Czego nie wiedziałeś? Że coś jest złe? Że tak się nie robi??? To nie kwestia przebaczania i umiejętności przebaczania.. Ja nie czuję już złości do osób, które mnie skrzywdziły, nie życzę im źle, ale... to sobie życzę dobrze i dlatego takie osoby wymazuję ze swojego życia. Bo to życie jest zbyt krótkie, żeby otaczać się tymi, którzy na nas źle wpływają, krzywdzą, zabierają pozytywną energię. Przebaczam, ale to nie oznacza, że ta osoba będzie dalej częścią mojej rodziny, bo tam wstępu już nie ma.
Można nie ufać bezgranicznie, ale pewnych rzeczy się po pewnych osobach nie spodziewamy, bo swoją postawą deklaruję coś zupełnie innego. Jest więc zaskoczenie, złość, poczucie straty... Tak,jesteśmy tylko ludźmi, ale to oznacza też, że rozumujemy, przewidujemy, kochamy...i to, że mamy wybór.

podpis: petrus romanus
to jest bardzo mądre mi się wydaje co tu napisałeś

podpis: S.
Martika, a szkoda, że tak radykalnie podchodzisz do lojalności. Ludzie potrafią mieć tak różne zalety, że brak lojalności można im czasem odpuścić - byle tylko się przed tym jakoś zabezpieczyć. Ot.

podpis: tesia
e-mail: teresakowalska@wp.pl
Naiwność jest normalną cechą człowieka jak zazdrość, wścibstwo, czy też skąpstwo, kłamstwo itp. My ludzie miewamy lepsze i gorsze dni, a w tedy dajemy się oszukać, cierpimy. Potem, gdy się uporamy ze sobą tzn. walką przeciwko innym którzy nas skrzywdzili, potrafimy wytłumaczyć ich zachowanie:oni są tylko ludźmi, słabymi, którzy w ten sposób się dowartościowują. Więc nie zmieniajmy się na siłę, skoro jestem naiwna to znaczy że wierzę w ludzi, ich dobro, nie wsadzam wszystkich do jednego worka.

podpis: Morgan19
e-mail: Morgan19@autograf.pl
Fajna strona. Dobrze dociera do człowieka jej treść. Pomocna.
Co do zaufania to przecież w stosunku do siebie nie możemy liczyć na 100% zaufanie. Czasami zrobimy cos co może wymyka sie spod kontroli, jak w gorączce. Mysle ze to moze byc rodzaj automanipulacji, stracenie kontroli nad tym czego naprawde sie chce, od nadmiaru obowiazków z zewnątrz, spraw innych ludzi, brak czasu na przemyslenie co dla mnie jest dobre. po prostu zapędzenie i to jest chyba groźniejsze w skutkach niż strata zaufania do innych ludzi

podpis: Les
e-mail: Detnirp@aol.com
Bardzo ciekawe pierwsze zdanie: Naiwnosc jest zrodlem energii i optymizmu! Całkowicie się z tym zgadzam. Znajomi zawsze sie pytaja skad mam tyle energii...
Czytałem ten artykuł prawie jak o sobie - jedna tylko różnica - nie mowie bliskim, ze spodziewam sie, ze moge zawiesc sie na nich - brzmialoby to jak oświadczenie, ze im nie ufam. Chce ufac I mam nadzieje (mimo wszystko), ze inni tym samym mi sie odpłacą.
Swoja droga nie ma ludzi idealnych - każdy z nas popełnił kiedyś błędy.

podpis: S.
To ja też nie mówię znajomym, że jestem gotowy na zawód z ich strony.
Jestem - ale nie mówię. Bo nie rozumieją co to znaczy.
 
podpis: Bartosz
e-mail: veene2@o2.pl
Przepraszam za gramatykę, interpelację oraz polskie znaki. prawie 1h pisania na telefonie.


wszystko co tu piszecie bardzo mi się podoba ale moje podejście do ludzi jest jeszcze bardziej skomplikowane. ja staram się myśleć w przód, analizuje ludzi bardzo uważnie ich słuchając i obserwując. ufam bezgranicznie a z drugiej strony jestem zakłamany bo sprawdzam wszystkich i wszędzie praktycznie od początku znajomości. chyba jestem dobrym człowiekiem pomagam wszystkim wszędzie bez znaczenia czy będę miał z tego jakieś korzyści. nie wiem jak to nazwać ?! wymyśliłem że to logiczne podejście do świata. nie oceniam pochopnie, wszystkich traktuje na równi z szacunkiem i naiwne ufności. nie wiem czy chociaż trochę mnie rozumiecie. moja ciągła analiza wszystkich i wszystkiego staranie się przewidzenia kilku możliwych rozwiązań i ewentualnych konsenkwencji od każdego rozwiązania jest strasznie męczące. (teraz też nie jestem pewien po co to piszę jako alibi, podniesienie sobie ego, nuda a może pomocy) nie panuje nad tym co się dzieje w mojej głowie. piszę bez ładu i składu tak jak moje myśli w głowie. chodzi o to że ufalem i analizowalem. widziałem jak jestem beszczelnie wykorzystywany. rolmany człowiek uciekł by od takiej znajomości a ja postanowiłem dalej w niej trwać mając kilkanaście scenarjuszy i ewentualnych rozwiązań. zanim zaczelem być zakłamany dwulicowy byłem już przygotowany na wszystko i nic nie mogło mnie zaskoczyć. trwała ta moja gra około 2lata dalej byłem kolega pomogalem byłem na każde zawołanie dosłownie frajer na telefon, widziałem jak kolega mnie wykorzystuje i rujnuje sobie życie. jak prawdziwy przyjaciel dawalem mu rady z serca szczere prawdziwe (dalej twierdzę że najlepsze) by sam zaczol myśleć bo jest dorosły. na chwilę obecną jestem po 48h na dołku przedstawiono mi 4 zarzuty grozi mi do 3 lat. mam 26lat kolega ma 31 lat i też ma nie ciekawie. mam sądowy zakaz kontaktowania się. Nie zmienił bym niczego w swoim postępowaniu bo matka kolegi z łzami w oczach podziekowala mi za prawdę.

Jedyny problem to taki czy niszczyć rodzinę z 2niewinnych dzieci pograzajac ich ojca ?
wszystko przemawia za końcem widzianym za krat bo okazał się nie człowiekiem a bezmyslna pijawka.

nadal wszystkich traktuję tak samo z szacunkiem i życzliwością......

to wszystko jest chore zdaje sobie sprawę ale ja nic złego chyba nie robie. ?!


od kilku lat powtarzam zdanie wszystkim:
\"Wierzę Ci nie musisz mi się tłumaczyć. Jeśli sumienie pozwala Ci mnie oszukiwać........\"
 
podpis: S.
e-mail: ...
Trochę inaczej na to patrzę.
Nie godzę się na oszukiwanie permanentne.
Po każdym zawodzie ograniczam możliwości powtórki dla tej osoby. Nie skreślam, ale utrudniam lub uprzykrzam tą możliwość.
 
podpis: Kryn
e-mail: ...
Ale to wygląda tak ze Ludzie po przejściach nie znajdą nikogo cennego w życiu przyszły. Sa skazani an samotność.jak brak Im zaufania........ a to absurd przecież. Bo człowiek jest an tyle głupi ze podnosi się tyle aż osiągnie cel........
 
podpis: ewa
e-mail: ...
Ludzie są tylko ludźmi jednak dla mnie nie ma czegoś takiego jak ograniczone zaufanie, owszem używam tego określania często bo brzmi lepiej niż brak pewności co do innych. Niezależnie od określania dla mnie to brak zaufania. Intencje? cóż jeżeli ktoś wyrządzi nam szkodę, krzywdę mając dobre intencje czy też nie mając złych (a jest w tym różnica) to nie zawodzi zaufania. Popełnia błąd, a dla mnie to nie to samo. Zawodzi zaufanie ten kto zdradza, postępuję wbrew temu co mówi nie próbując wyjaśnić. Jest dla mnie ogromna różnica pomiędzy zmianą zachowania i stosunku do mnie czy kogoś innego z próbą wyjaśnienia czy też bez niej. Jesteśmy ludźmi i całe życie coś się w nas zmienia, pod wpływem doświadczeń tego co przynosi nam życie, samorozwoju zdarza się że nieoczekiwanie dla innych i samych siebie chcemy zrobić zwrot. Tak bywa. Rzecz w tym, że gdy tak się dzieje możemy odwrócić się na pięcie i odejść od tych, którzy nagle przestali nam pasować lub zrobić to poprzedzając odejście rozmową. Nie zawiedzie zaufania ten kto umie otwarcie mówić
 
podpis:
e-mail: ...
Nie każdy człowiek zasługuje na nasze zaufanie. Brak jednak zaufania do kogoś nie powinno pozbawiać nas szacunku do takiej osoby. Mogę komuś nie ufać ponieważ wiem że działa w złej wierze i złej woli szkodząc sobie i innym a zatem nie wolno mi akceptować takiej postawy. Zrozumiałe jest jednak iż ufać nie mogę każdemu, a jedynie komuś o kim wiem że jest zdolny do miłości bezinteresownej. Takim ludziom mogę powierzyć swój los doczesny bez ryzyka zniszczenia. Pozostałych należy traktować z szacunkiem i godnością po mimo ich nieprawości przynajmniej dla tej ich części w nich która ma godność dziecka Bożego. Nie mogę jednak w imię jakiejkolwiek tolerancji ufać wszystkim w jednakowy sposób, nawet jeśli zakładam iż człowiek ma prawo się pomylić i pobłądzić. Oczywiście jest człowiekiem, a nie Bogiem tak jak ja więc może się pomylić i może mnie skrzywdzić. Ufać nie należy tylko komuś kto w uporze nie chce się poprawić. Takich ludzi nie wolno nawet dopuścić do relacji ze sobą opartej na więzach emocjonalnych. Pozwalać człowiekowi na krzywdzenie siebie to być brutalnym wobec samego siebie i naiwnym w sposób niemądry. Dawać szanse na budowanie relacji z nami, komuś kto nas skrzywdził można tylko wtedy gdy osoba ta żałuje i zrozumiała czynione zło. Oczywiście nieraz człowieka w życiu napadną i zadadzą gwałt mimowoli i przed tym nie da się uchronić i wtedy całą krzywdę należy przebaczyć nawet gdy ktoś nie żałuje ale nie mam prawą pojednać się z kimś kto nie żałuje. Mogę przebaczyć mogę darować mu dług aby dać mu szanse na rozwój ale nie muszę mu ufać i wiązać się z nim. Muszę natomiast go szanować, a więc nie odpłacać z nienawiścią za zło jakie mi uczynił. Nienawiść jako uczucie rodzi się w nas nędznych ludziach gdy ktoś nas bardzo poważnie skrzywdzi, w naszych fundamentalnych przekonaniach. I dlatego nie wolno nam nie przebaczyć bo to jedyny ratunek przed nienawiścią, gniewem, złością i niechęcią do człowieka który nas zranił. Kto kocha bezinteresownie będzie potrafił rozeznać z kim i komu wolno mi wiązać się emocjonalnie, kiedy okazać gniew i oburzenie a kiedy przebaczyć bezwzględnie. Wszystko zależy od postawy człowieka my zaś musi zawsze kochać i dobrych i złych. Obrona przed krzywdzicielem to miłość mądra do niego samego i do nas. Ale na nienawiść i odpłatę nie ma miejsca.
 
podpis: S.
e-mail: ...
Z treścią się zgadzam - ale brzmi tak fasadowo-nieugięte. Takie ostateczne bez miejsca na spontaniczne poprawki.
Chociaż może to tylko twardość zapisu...
 
podpis: Nonimus
e-mail: Martaask@gmail.com
Mam problem z tym że potrafię przewidzieć sytuację ale sprawia mi problem jedno. Riposta. Dostaję od kogoś \"werbalnie\" w twarz ale nie potrafię odpowiedzieć sensownie. Potem mam wstyd bo po niedługim przemyśleniu pojawia się to co potencjalnie chciałam powiedzieć. Jednak nie chce powiedzieć tego , bo wyjdzie ze \"poskarzylam się, wysluchalam czyjejś riposty,i to skopiuję\"
 
podpis: S.
e-mail: ...
Jak tak zostałem autorem kabaretowym. Nigdy na czas nie wymyśliłem riposty (brak refleksu) - a wszystkie po czasie. Ale w ten sposób się przekonałem, że się da, że można.
I teraz wykorzystuję tą swoją nieśpieszność w cierpliwym wymyślaniu tekstów. :)