Życiorys Artystyczny

PODSTAWÓWKA
Początki życiorysu artystycznego zaczęły się w podstawówce - gdzie jako superprzeciętne dziecko w klasie (proszę czytać: popychadło) szukałem swoich silniejszych stron. Niewiele znalazłem: matematyka i rysunek.
Matematyką nie dało się budować pozycji w klasie, to próbowałem rysunkiem.
I tak powstały moje pierwsze rysunki o zacięciu satyrycznym - które przyniosły mi około godzinną sławę w klasie.
Ale to właśnie w podstawówce rodziło się moje przekonanie, że nie ma takiego tekstu na który by się nie dało wymyślić riposty. Jako popychadło byłem niejednokrotnie złośliwie komentowany - i po powrocie do domu usilnie kombinowałem co mogłem odpowiedzieć na taki komentarz. I w moim przekonaniu zawsze udawało mi się wymyślić celną ripostę. Na szczęście nie miałem okazji tego sprawdzić - bo dawno już było po obiedzie i musztardzie.
Ale przekonanie zostało.

TECHNIKUM (1970-1975)
W technikum zacząłem się odbijać od dna (czyli tego przeciętniactwa). Udawałem, że jestem cwańszy, że jestem śmieszniejszy niż byłem.
Koledzy powiedzieli mi „ty to byś się do kabaretu nadawał”.
A akurat był kabaret w naszym technikum. Zgłosiłem się. Wzięli mnie! Wystąpiłem. Wyrzucili mnie.
Właściwie to nie pamiętam czy wyrzucili czy po prostu skrzętnie ukrywali przede mną kiedy następna próba.
Tak czy inaczej zostałem na offie. Ale to już nie był ten Władek z podstawówki! Nieee.
Założyłem własny kabaret!
Stać nas było na jeden własny raczej słaby program - a już od drugiego zacząłem ściągać kawały z gazet i montować z tego program. Był trochę śmieszniejszy, ale inni też czytali te gazety i nie dało się ukryć skąd pomysły. Po roku kabaret zamilkł. Poświęciłem się w tej sytuacji grze na gitarze w zespole szkolnym. W sumie tak się złożyło, że grywaliśmy głównie na weselach - raczej słabo niż dobrze.
W połowie technikum nadarzyła się okazja bo poszukiwano składu do kabaretu w osiedlowym domu kultury. Poleciałem. I co? Nie wyrzucili mnie! Więcej nawet - czułem się trochę gwiazdą. Program był bardzo osiedlowy i pisany przez panią z DK - ale dzielnie występowałem okraszając tekst bogatą interpretacją.
Z kolegą założyliśmy nawet swój własny odłam kabaretu i sami (!) napisaliśmy program.
W końcu zagraliśmy parę razy i zabrakło widzów do dalszego występowania.
Nie pamiętam nawet jak to się rozeszło.
Poświęciłem się więc w międzyczasie karierze tancerza dancingowego - z chęcią umówienia się z wszystkimi dziewczynami z którymi tańczyłem. W końcu raz umówiłem się na dłużej i trochę to trwało.

STUDIA (1975-1980)
O rozwoju artystycznym na studiach niewiele da się napisać - poza nieudanym epizodem w zespole pieśni i tańca. Przez półtora roku pozostawałem w szkółce - kiedy już wszyscy inni przeszli do składu występującego. I tak dotarło do mnie, że chyba do ludowego tańca się nie nadaję.
Za to robiłem karierę towarzyską, studencką. Wybiłem się już na postać ciekawą i inteligentną. Pobłyskiwałem raz po raz na zajęciach, a i poza zajęciami zręcznie operując niewielką ilością akordów gitarowych potrafiłem zagrać i zaśpiewać kilkadziesiąt piosenek.
I to właściwie wszystko. Kariera towarzyska zupełnie przyćmiła chęć robienia kariery artystycznej.

PO STUDIACH (1981-1984)
Po studiach, po wojsku na 3 lata zostałem szanowanym specjalistą od naprawy telefonów.
Żeby nie się marnować jako tylko monter-inżynier dołączyłem do klubu kajakowego gdzie rozwijałem się jako gitarzysta użytkowy. Nie żebym lepiej grał - ale znałem coraz więcej piosenek.
W klubie było więcej osób grających na gitarach - więc razem postanowiliśmy zredagować śpiewnik piosenek turystycznych. A że każdy taki śpiewnik był ozdabiany rysunkami - to i nasz też musiał być. I tak zacząłem sobie przypominać, że umiem rysować. A po obrysowaniu śpiewnika nie przestałem rysować i tak przez jakiś czas tworzyłem rysunki, które udało mi się opublikować w niektórych gazetach.
Nie przestając być gitarzystą użytkowym zacząłem sam układać piosenki. Nie zapominając o tym, że „ja to się nadaję do kabaretu” starałem się układać piosenki śmieszne.

KABARET POTEM (1984-1988)
Sam nie dotarłem do kabaretu.
Kolega z którym tworzyłem duet gitarzystów użytkowych „Black and White” zgłosił się do kabaretu który właśnie zmieniał profil personalny i nazwę z Paka na Potem.
Ja właściwie nie byłem zainteresowany tą działalnością, ale tenże kolega poprosił mnie o udostępnienie moich piosenek do programu kabaretu. Pozwoliłem.
Pozwoliłem i poszedłem zobaczyć co z nimi robią. Co mogli robić?!... Śpiewali.
Ale jak już dotarłem na próby to moja natura wszechmądrali nie mogła milczeć. No to zaczęła się odzywać raz po raz. Odzywałem się, później zacząłem współuczestniczyć w pisaniu tekstów. I kiedy pewnego razu trzeba było zastąpić jednego z aktorów to zgodziłem się bez problemów. I tak dołączyłem do stałego składu.
Lider kabaretu Potem przyjmując mnie do składu zrobił taktyczny błąd.
Za dużo miałem własnego zdania, żeby się nie odzywać przy każdej okazji. Jeszcze razem pojechaliśmy na I PaKĘ - a później lider stwierdził, że w takich warunkach on rezygnuje. Zrobił to za późno. Wcześniej jeszcze dało by się mnie spacyfikować, ale po pół roku już nie. Zespół przyjął abdykację i tak objąłem odpowiedzialną funkcję lidera.
I tu się zaczęła normalna praca kabaretu amatorskiego w cyklach od FAMY do PaKI i od PaKI do FAMY.

Kabaret Potem dojrzewał, zaczął zajmować wysokie miejsca na PaCE i być dostrzegany na FAMIE (chociaż bez nagród). Czuliśmy coraz większą wartość artystyczną swojego kabaretu.

Pracowało nam się przyjemnie chociaż nie bez kłótni. Już tworzyłem swoje pierwsze teorie i wizje na temat kabaretu. Co owocowało różnymi sytuacjami. A to zostałem nazwany „pieprzonym psychologiem”, a to musiałem na piśmie gwarantować skuteczność różnych wizji, a i doszło kiedyś do spisku przeciw ustaleniom liderskim.
Ale i tak tworzyliśmy zgrany zespół i dość dobrze rozumiejący się (a przynajmniej do dziś tak mi się wydaje).
Po serii niewątpliwych osiągnięć kabaretu Potem przyszedł nieco trudniejszy okres spowodowany działaniem kompleksu sukcesu. Już ciężej było tworzyć nowe skecze.
Zbiegło się to ze zbliżającym się obowiązkiem zasadniczej służby wojskowej 2 najaktywniejszych członków zespołu. I po ponad trzyletniej działalności została podjęta decyzja o rozwiązaniu kabaretu Potem.

FORMACJA ZAŚ (1989-1991)
Fajnie fajnie - kabaretu Potem już nie ma a ręce swędzą.
Pomysł Formacji Zaś powstał tuż po zakończeniu działalności kabaretu Potem.
Kamol odchodząc do wojska zostawił w spadku program „Wio Pegazie” który był doskonałym materiałem na nowy program, nowy zespół, nową formację i nową ideę.
Wystarczyło stworzyć ramy, wizję rozwoju i perspektywy. Z takimi rzeczami nie miałem kłopotów. Wizje i ramy - z zamkniętymi oczami!
Stworzyłem najpierw wirtualną Formację z określonymi zasadami działania, zasadami rozwoju i początkowo jednym zespołem. Zespół (Drugi Garnitur) okazał się charyzmatyczny i charakterny - a do tego nie unikał pracy, więc efekty musiały być.
Program Wio Pegazie został doszlifowany i bez problemu wywoływał Wrażenie w amatorskich artystycznych kręgach.
Ale Formacja nie miała poprzestać na jednym zespole. Czułem już mocno powołanie liderskie i marzyła mi się komuna artystyczna. Obok działała już szkółka nowego zespołu - którym miał być Laf Laf Laf. W ramach ćwiczeń bojowych został napisany 10-minutowy program Teatru ŻŻŻŻŻ i wystawiony przez szkółkę na festiwalu kabaretowym FOKA. No i program pozamiatał.
Już nikomu się nie chciało uczestniczyć w programie Laf Laf Laf - cały impet skierowany został na rozbudowę programu ŻŻŻŻŻ. Kamol podchorążym jeszcze będąc zaczął przygotowywać program Zielonej Gęsi z młodzieżą który napłynęła po wakacjach do klubu. Aż rok się dopełnił i Kamol wrócił z wojska. Drugi Garnitur zdążył się nieco rozkaprysić…
I powstał nie bez powodu pomysł reaktywacji kabaretu Potem (1990).
Kabaret Potem zaczął szykować nowy program, Kamol z młodzieżą wyszykował „Barszcz z krokietem” z Zieloną Gęsią... Zaczęło się to rozmnażać coraz bardziej.
Do współpracy dali się namówić również muzycy z WSP i tworzyć imprezy muzyczne wraz z kabaretemi. Kurde, zaczęła to być potężna siła artystyczna. Na kolejnych trzech FAMAch trójzęby Neptuna (Grand Prix Famy) zostały przydzielone albo zespołom z Formacji Zaś albo całej Formacji. W szczytowym momencie zielonogórskie siły artystyczne (bo to nie tylko Formacja Zaś) w ciągu 8 dni Famy pokazały 12 imprez kabaretowych i muzycznych i zgarnęły 90 procent wszystkich nagród.

Było tak dobrze, że trudno już było nad tym panować. Ciężar sukcesu był zbyt wielki, żeby go dźwigać. No i stało się - wycofałem się z Formacji tym samym kończąc jej działalność jako komuny artystycznej. Zostały zespoły, które prowadziły później samodzielną działalność.
A ja wyemigrowałem do kabaretu Potem i codziennej pracy w klubie Gęba.

POTEM
Sukcesy Formacji mnie trochę zmęczyły i na jakiś czas nie w głowie mi były wielkie plany i wydarzenia.
Skupiłem się na kabarecie Potem. Powstały „Bajki dla Potluczonych” (1991) które robiły dość duże wrażenie na widowniach i gdzieś od tego zaczęły się nasze sukcesy tzw. komercyjne.
Pierwsze wystąpienia w telewizji, sezon w Teatrze Rampa w Warszawie (wspierani bardzo przez Stanisława Tyma) i zaczęła się popularność wystarczająca do całkiem przyzwoitego funkcjonowania.
Tworzyliśmy kolejne programy bardziej i mniej eksperymentalne. Mieliśmy ambicje. Stąd poszukiwania różnych form kabaretowych: Trąbka dla Gubernatora, Sny i Zmory, 15 Sztuk, Dzikie Muzy. Przeplataliśmy to bardziej składankowymi programami: Różne Takie Story, Serca jak Motyle, Paskudy i Wywłoki - to dla higieny psychicznej i artystycznej - żeby się nie zapędzić na manowce sztuki.
Tak sobie tworzyliśmy programy i kolejne teorie na temat kabaretu prowadząc dość spokojny żywot artystów. Nawet bardzo spokojny. Ani to alkoholizm ani rozwiązłość. Hm, nie zasługiwaliśmy na miano rozdartych artystów.
Gorzej! Coraz bardziej obrastaliśmy w teorie i prawie matematyczne podejście do kabaretu.

IMPERIUM TRRRRT (1992-1993)
Impulsem do powołania Imperium Trrrrt stał się nagły napływ młodych i energicznych studentów do klubu Gęba. Zakipiało w klubie, ruszyło i... przyszły wakacje.
Wakacje to okres ogólnej nudy i tworzenia nowych koncepcji.
Więc trochę z nudów, trochę, żeby zagospodarować nowo przybyłą energię zacząłem tworzyć wizję Imperium. Przyszło mi do głowy, żeby nadać jej wymiar mistyczno-feudalny. Wymyśliłem oprawę, ceremoniały, tytuły... I wprowadziłem w życie.
Zaczęło się bardzo dobrze. Cała oprawa dodawała tajemniczego uroku i tworzyła wrażenie uczestnictwa w czymś wyjątkowym i ekskluzywnym. Zrobiło się sektowo. Energia sprzed wakacji przetrwała i nawet się rozwijała. W Imperium poszło hasło „zakładamy kabarety!”. Powstały trzy. Każdy z nich przygotował program - wspierany przez kogoś ze starszych (czyli Kamol i ja).
No ale sru... Imperium nie przetrwało.
To co było główną atrakcją na początku stało się szybko słabością Imperium. Cała oprawa, hierarchia i obrzędy stały się podejrzane gdy pojawiły się pierwsze ambicje. Dopóki to była tylko zabawa to wyzwalała się energia i spontaniczność. Jak doszły do głosu ambicje to zaczęły się tarcia. Po kątach zaczęły się spiski - nie przeciw Imperatorowi (bo nikt nie śmiał) - ale pomiędzy grupami. No, ale tak to jest jak chce się tworzyć komunę na bazie zależności pałacowych. W samej koncepcji to było sprzeczne.

Tak mi te tarcia podniosły poziom adrenaliny, że w jedną nieprzespaną noc podjąłem decyzje o zakończeniu działalności Imperium. Czym udowodniłem sobie i światu, że jestem jednak chimeryczny.

POTEM
Potem cały czas działa. Mimo rozwiązania Imperium wspieramy młode kabarety.
Nie dość, że wspieramy istniejące to jeszcze przygotowujemy następne. Najpierw EK, później Szum (wszystkie późniejsze powstały już samodzielnie).
Komunę artystyczną gdzieś próbowałem jeszcze po cichu reaktywować w wąskich gronach - ale bez większych sukcesów. Myślenie kumunistyczne nie przyjmowało się w ludziach - albo w ogóle komunizm jest zupełnie nierealną ideą. Tak więc środowisko kabaretowe istniało lecz nie na poziomie wspólnej idei. Chociaż ciągle jeszcze byłem głównym przywódcą w środowisku.
Kabaret Potem to jedyna komuna artystyczna która się udała. Kabaret Potem do samego końca prowadząc swoją własną działalność jednocześnie pracował na rzecz środowiska - w najróżniejszych formach: Klub Literacki Zeppelin, Wytwórnia A’YoY, Bez Żyły Wałbrzych, imprezy w klubie...
Wtedy zaczęły się duże produkcje A’YoY - które jako przedsięwzięcia na określony czas tworzyły ze środowiska komunę artystyczną. Wręcz nie wypadało nie uczestniczyć w przygotowaniu filmu.
Aż przyszedł czas decyzji o rozwiązaniu kabaretu Potem.
Ta decyzja dojrzewała powoli gdzieś w nas. Działalność kabaretu stawała się coraz bardziej rutynowa. To prawda, że poszukiwaliśmy do końca nowych środków wyrazu - ale nawet to poszukiwanie stawało się rutyną. Nie było rady, podjęta została decyzja o zakończeniu działalności. Daliśmy sobie półtora roku wypowiedzenia. To dużo. Ale trzeba było pozamykać spektakle i całą działalność. Wyszło w sam raz. (1999)

CZASY POPOTEMOWE (1999-2003)
Pustka po zakończeniu działalności Potem trochę mnie zaskoczyła. Planowałem znowu stworzyć mini-komunę artystyczną (miałem już nazwę „Łabędź”) ale jakoś ciężko mi było odnaleźć entuzjazm do działania. Tak jak z Potemami już się nie rozumiałem z nikim więcej. Pozostali ze środowiska byli albo zbyt bezkrytyczni albo krytyczni tak na zapas.
Trochę się błąkałem po przestrzeni artystycznej próbując tworzyć słuchowiska, filmy, program "kabarety nieroby", pisząc dla kabaretów... ale jakoś tak mnie nic nie kręciło bardziej. Niby coś robiłem, ale czułem, że to rutyna (oprócz „Baśni o Ludziach Stąd”).
Wszedłem w końcu w trochę bliższy kontakt z kabaretem Słuchajcie który nie miał wtedy akurat zbyt dobrego poziomu i trochę odżyłem jako kreator we współpracy z Piasecką. Parę fajnych nowych rzeczy udało się razem stworzyć.
Ale to błąkanie się spowodowało wyraźny spadek zaangażowania i energii w sprawy środowiska kabaretowego w klubie. Dawne idee zaczęła pokrywać patyna, każdy szukał swoich dróg do funkcjonowania na rynku artystycznych. Z częścią środowiska poróżniłem się z powodu niedokończonej ligi (2002-2003). Poszło na drobne!

PLATFORMA LASKOWIKA (2003-2007)
W takiej pustce mentalnej zastał mnie Laskowik z propozycją stworzenia swojej Platformy Artystycznej. Początkowo współpracować miałem tylko jako autor.
Ale wiadomo jak to jest - patrzę jak ktoś gra i wiem, że muszę to sam zrobić bo nawet nie chce mi się tłumaczyć. Więc ostatecznie też zacząłem występować.
Zajęcie u Laskowika przyjąłem chętnie, chociaż nie bez obaw. Różnice programowe, zupełnie inna stylistyka, zespół z castingu. Ale też ciekawość co z tego wyniknie, czy zadziała układ dwuliderowy?
Ruszyliśmy ostatecznie wspólnie i sama współpraca układała się nawet nieźle. Rozumieliśmy się w sprawach priorytetów artystycznych, ale Zenek nie był skłonny zbyt wiele ryzykować. A przewaga Zenka nade mną była wyraźna. Nie mówię o aktorskiej (bo tu była wręcz przepaść) ani o autorskiej (bo tu nie było przewagi) tylko o przewadze ważności. No nie dało się nijak przeskoczyć tego, że to Zenek był w centrum ważności. I to jego stylistyka była obowiązująca na spektaklach. A jego stylistyka wymuszała jego filozofię działalności. I pole eksperymentu artystycznego zostało poważnie zawężone.
Dla mnie to stało się po raz kolejny w życiu zbyt rutynowe. Krępowała mnie konieczność występowania w tym samym miejscu, dla zawsze podobnej widowni, z tym samym programem - bywało, że ponad dwadzieścia razy w miesiącu.
Próbowałem wyłamywać nieco zasady ale z niewielkim skutkiem. Na końcu każdej dyskusji czyhało: „Właaaadek, takie rzeczy to można robić jedynie na imprezach klubowych”.
Odejście ze stałego miejsca i rozpoczęcie występów wyjazdowych nie zmieniło specjalnie sytuacji. Wciąż, pomimo wielu ciągłych zmian w programie, było to zbyt rutynowe. Ani to spektakularnej klapy ani to spektakularnego sukcesu. Wszystkie występy w jakiś sposób do siebie podobne pod względem emocji jakie wywoływały.
Nie zrezygnowałem od razu. Próbowałem jeszcze walczyć o większe ryzyko artystyczne, aż w końcu dałem za wygraną. Odszedłem.

ADIN (2007-2010)
Z ludźmi Adina zacząłem jeszcze w czasach Platformy tworzyć osobny byt. Najpierw jako OAO w większym składzie, później jako Kropka Jedna aż w końcu zrodził się pomysł na kabaret Adin.
Na fali zdegustowania nadmiarem środków w kabarecie medialnym zacząłem się zastanawiać nad stworzeniem kabaretu oszczędnego pod wieloma względami. I tak mnie podnieciła myśl o kabarecie ascetycznym, że postanowiłem spróbować z ludźmi których już trochę poznałem.
I ciągle mnie ta idea kręci.
Bardzo to niedzisiejsze, niekomercyjne i okazało się, że jeszcze mało efektowne. Kurczę, ale jest w tym coś pociągającego. Miałem to czego chciałem - występy wychodziły różnie. Oczywiście - najważniejsze najsłabiej. To już jest złośliwość losu i własnego charakteru. Ten brak rutynowego podejścia przeszkadzał jak mało co. O ile łatwiej byłoby grać programy Adina rutynowo!
Rutyny nie było - a za to wciąż nowe koncepcje jak przebić się do świadomości dzisiejszej widowni. Koncepcji było mnóstwo ale żadna dość skuteczna. Wciąż o krok od sukcesu. W końcu ten brak sukcesu nas powalił. Nie wytrzymaliśmy konkurencji z przedsięwzięciami Laskowika. Brak czasu na próby, na występy - ogólnie na rozwój. A bez rozwoju nie było warto kontynuować działalności.


Formacja BIS (2011-2013)
Po okresie Adina poczułem, że muszę się trochę cofnąć żeby złapać dystans. Przyznam, że zacząłem mieć trudności w zrozumieniu dzisiejszego obrazu kabaretu.
Postanowiłem zwrócić się w kierunku młodzieży. W tym jest coś odświeżającego. Praca z doświadczonymi ma swoje plusy ale jednak ciężej o ten pierwotny entuzjazm.
Zaproponowałem 2 zespołom współpracę na zasadach trenerskich (nie wodzowskich jak wcześniej). Ja im doświadczenie, oni mi energię. I to się sprawdzało. Do tego trochę niezrzeszonych młodocianych.
Kolejna próba stworzenia komuny artystycznej.
Po początkowym roku - gdzie energia młodości ciągnęła wszystko do przodu - zaczęły się schody. Jeden z zespołów poszedł w samodzielność (i chwała - ale nie dźwignął do końca i po latach zniknął) a drugi dotknięty tragicznym wydarzeniem zamknął nagle działalność. Energia formacji się rozproszyła - i było po.

ADIN DWA (2012-2014)
Zatęskniłem za ADINem. Nadarzyła się okazja, więc został zmontowany nowy skład i ADIN powstał z prochów. Nowy program, stara filozofia. Ale się nie układało artystycznie, co chwilę coś się zacinało - nie nabrało to barw i energii. Towarzysko bez zarzutu - artystycznie kulawo. No i najpierw doszło do separacji a w końcu do rozstania z połową składu.

kabaret amatorski ADI (2014)
W czasie separacji część zielonogórska dalej pracowała nad programem. Dla czystości sytuacji nazwa została skrócona do ADI - żeby nie anektować nazwy gdyby separacja uległa przedawnieniu. Ale okoliczności się złożyły tak, że już nie wróciliśmy do tego drugiego składu. Zostaliśmy we dwóch i pracujemy nadal. Zgadzamy się ze sobą, że nie dążymy do popularności i wyżej cenimy przyjemność tworzenia niż karierę. Na razie są 3 programy.





mapa strony
 
e-mail: cepelin555@gmail.com