przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

ramka teoria
 
POJĘCIA:
   definicja sztuki
   kabaret jest sztuką
   obowiązki kabaretu
   piękno, brzydota i realizm
 
OCENA WŁASNEJ TWÓRCZOŚCI:
   teoria wielkości
   jak wyciągać prawdę
   czytanie własnego dzieła
   wiara i nadzieja artysty
 
ELEMENTY SZTUKI KABARETOWEJ:  
   warunki konieczne
   imponowanie
   uwodzenie publiczności
   sztuka rezygnacji
   widz docelowy
   śmieszne a dobre
   warsztat a spontaniczność
   tematy w kabarecie
   prowokacje
 
PRZESZKODY I PUŁAPKI:
   krzywa sukcesu
   pułapka następnego programu
   nerwice
   wyparcie się patologii
   demokracja w sztuce
   mutacje
   artystyczne wygasanie
 
INNE TEMATY:
   autorytety
   teoria współpracy
   wsparcie lidera
   ludzie, miejsce, sztandar i reguły   

   teoria w plikach rtf




nowości toria okno
 
     

WYPARCIE SIĘ PATOLOGII

Rozmawiając z kolegami o patologiach artystycznych zbyt często słyszę: „Na szczęście mnie to nie dotyczy”.
I robi mi się filozoficznie smutno. Żal mi kolegów.

Dlaczego?
Wyparcie się to otwarta furtka dla patologii.

Jedyną obroną przed gwiazdorstwem, prostytucją artystyczną, przerysowaniem, przewrażliwieniem itd. jest stała czujność. Patologii artystycznych nie poprzedzają fanfary. To przypełza niepostrzeżenie, zagnieżdża się, obrasta w usprawiedliwienia coraz mocniej - i kiedy jest już bardziej widoczne - to jest praktycznie nie do wyplenienia.

Jeśli się nie węszy cały czas w poszukiwaniu oznak patologii to one mogą się spokojnie zagnieżdżać. Wiem o czym piszę, bo sam notorycznie przyłapuję się na różnych skrzywieniach patologicznych. I boję się przede wszystkim tego, że któregoś dnia uznam, że udało mi się wygrać z którąś z patologii.

Od wielu lat obserwuję procesy w zespołach kabaretowych i w osobach twórczych. Obserwacje są niewesołe. W żadnym ze znanych mi przypadków nie udało się uniknąć jakiegoś skrzywienia. I w żadnym z przypadków nie widać woli naprawy - usprawiedliwienia są tak zagnieżdżone, że patologia robi za normę.

Może to dowód na to, że uniknięcie skrzywień jest niemożliwe. Że każdemu w końcu gdzieś zabraknie czujności. Nawet największym.

Ale na cholerę to ułatwiać stwierdzając: „Mnie to nie dotyczy”.
Dotyczy!
Smutno jest patrzeć na chałturzących mistrzów, na bełkoczących mistrzów, na zdziecinniałych mistrzów… W głowie tłucze się pytanie: Dlaczego doprowadzili się do tego stanu?
A odpowiedź jest taka, że chyba nie zauważyli kiedy to się stawało. A potem obrośnięci w usprawiedliwienia uznają, że nic w tym złego – nawet jeśli ktoś życzliwy próbuje coś im uświadamiać.

Zastanawia mnie czy Januszowi Weissowi jest wstyd za udział w programie Fort Boyard... Chyba nie. To ja się wstydzę za niego.
A on pewnie 30 lat temu by nawet nie podejrzewał siebie o coś takiego.
Może jakby wtedy podejrzewał - to dziś by tego nie robił.




   


          


      kabaret ADI
      kabaret Potem
      Wytwórnia A'YoY
      klub Gęba
      bok
 
   
można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:


opinie:

podpis: mrowka
e-mail: mrowka@granice.pl
ten sam proces zaobserwować można w sporcie. Mam wrażenie, że potem się stan patologiczny jeszcze wzmacnia przez gorliwą chęć powrotu na szczyt... A u "starych mistrzów" najsmutniejsze jest teraz oczekiwanie na śmiech, który nie następuje. Ten kompletny brak wyczucia widowni, zniżanie się do coraz słabszych (bo i coraz mniej dopracowanych) żartów.
Mam wrażenie, że starzy mistrzowie często idą w chałturę, bo uznają, że szacunek (czyli uznanie) publiczności im się należy za przeszłość... Weiss sobie chyba nawet nie zdaje sprawy z tego, jak żałosny jest w Forcie...

podpis: Robo
e-mail: robofh@wp.pl
Istnieje nawet gorszy scenariusz. Być może nawet zdaje sobie z tego sprawę. Ale jest już zbyt zmęczony i wypalony artystycznie by coś zmienić. Bo o lenistwo nie posądzam.

podpis: mrowka
wypalony artystycznie po czym? od Salonu trochę czasu minęło... Sikor - wierzysz w to, że dawnym mistrzom (tym, którzy siebie za mistrzów uznali i pozwolili się oblepić brązem) da się coś życzliwie uświadomić? Może oni są po prostu zbyt dumni, żeby słuchać rad? Albo uważają, że skoro byli mistrzami, to są nimi dalej i mogą robić wszystko?

podpis: S.
Ja się obawiam, że usprawiedliwienia są na tyle silnie zakorzenione, że ciężko się przez nie przedrzeć. Obawiam się, że oni nie widzą w tym nic złego - lub uważają, że obniżenie lotów jest tak nieznaczne, a cena tak satysfakcjonująca.

podpis: mrowka
widzisz, ale jak na przykład stary kabaret powtarza skecz grany od kilku ładnych lat na każdej imprezie, na którą zostanie zaproszony, a ludzie śmieją się już tylko z litości, bo znają ten skecz na pamięć, to to już jest patologia pełna i trudno mi zrozumieć, że można jej nie dostrzegać...

podpis: S.
Tak? Zaręczam Ci, że można nie dostrzegać gorszych rzeczy. Bo człowiek wierzy w to w co chce wierzyć. Więc łatwo uwierzy że zabawa jest autentyczna i ci ludzie akurat tego skeczu nie znali.

podpis: radix
e-mail: radixto@poczta.fm
...trochę poźno... często gęsto napotykałem podczas rozmów z jury (na jakimś przeglądzie kabaretowym) że juror ma pełen worek porad i wskazówek, że pokazuje czego można sie dopuścić na scenie a czego nie... tłumaczy to np jego ocenę co do danego kabaretu; ale głowa boli w momencie jak widzę w tv albo podczas jego występu że robi dokładnie to co ja, to co przekreślił sam praktykuje-to jest dość bolesne; prawdopodobnie jest to chyba objaw takich piórek, tylko jak ma sie czuć potem młody kabareciarz który che robić swoje a deprymuje go takie podejście-to dość bolesne doświadczenie.

podpis: S.
To co juror wie i czuje to jedno - co praktykuje to drugie.
Wskazówek wysłuchać warto (ale nie polecam gorliwości we wdrażaniu).
A z faktu rozbieżności poglądów i praktyki jurorów należy wyciągać wnioski: nawet autorytety błądzą - więc tym bardziej trzeba sobie patrzyć na ręce - bo wszelka patologia czyha na chwile nieuwagi.

podpis: radix
zgadzam się, akurat istota kabaretu jest patrzenie w każdym kierunku i poszukiwanie wielu wartości i treści, faktycznie-lepiej potknąć się i otrząsnąć niż przeć na złamanie karku w jakąś totalną ułudę... pozdrawiam

podpis: mrowka
właśnie znalazłam u siebie patologię. Obsesyjną niechęć do biesiady. Jak ktoś używa moich tekstów, oprawiając je w biesiadny kontekst, to trafia mnie szlag :(. W takich momentach wolę szufladę i wieczne terminowanie bez szans na debiut w Adinie. ;((((((