przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

ramka teoria
 
POJĘCIA:
   definicja sztuki
   kabaret jest sztuką
   obowiązki kabaretu
   piękno, brzydota i realizm
 
OCENA WŁASNEJ TWÓRCZOŚCI:
   teoria wielkości
   jak wyciągać prawdę
   czytanie własnego dzieła
   wiara i nadzieja artysty
 
ELEMENTY SZTUKI KABARETOWEJ:  
   warunki konieczne
   imponowanie
   uwodzenie publiczności
   sztuka rezygnacji
   widz docelowy
   śmieszne a dobre
   warsztat a spontaniczność
   tematy w kabarecie
   prowokacje
 
PRZESZKODY I PUŁAPKI:
   krzywa sukcesu
   pułapka następnego programu
   nerwice
   wyparcie się patologii
   demokracja w sztuce
   mutacje
   artystyczne wygasanie
 
INNE TEMATY:
   autorytety
   teoria współpracy
   wsparcie lidera
   ludzie, miejsce, sztandar i reguły   

   teoria w plikach rtf




nowości toria okno
 
     

WIDZ DOCELOWY

Stanowczo sprzeciwiam się przypisywaniu artyście misji. Natomiast uważam, że można sprecyzować oczekiwania wobec artysty z punktu widzenia widza.

Artysta idealny:

- wie do kogo adresuje swoja sztukę i adresuje celnie (lub chociaż wie do kogo nie chce adresować swojej sztuki).

- docenia swoich widzów (nie podaje żartów poniżej ani powyżej poziomu widzów (bez powodu), ma zawsze coś świeżego, unika sytuacji które obrażają jego widzów lub zbrzydzają (bez powodu), itd.)

A wcale nie musi:
- spełniać ważnej misji.
- tworzyć zgodnie z własnym poczuciem humoru.
- robić tego dla idei.

Artysta musi wiedzieć dla kogo chce grać! (lub wiedzieć dla kogo nie chce grać)

Jeśli artysta się chce bawić w dobranym towarzystwie, to trzeba się zdecydować. Jeśli ktoś nie chce wulgarnej widowni, to rezygnuje z wulgarnych żartów. Jeśli ktoś chce szerokiej widowni to rezygnuje z żartów zbyt wymagających. Jeśli ktoś chce widowni na wysokim poziomie, to nie obraża ich smaku prostackimi żartami.

Widz docelowy to konieczność.

O ile w muzyce, malarstwie, poezji można się obyć bez kontekstu - to w dramacie, filmie i szczególnie w kabarecie kontekst stanowi podstawę.

Nie bez powodu mówi się o barierze kulturowej. Takie bariery są nie tylko pomiędzy narodami ale też pomiędzy różnymi grupami widzów. Nie ma drugiej osoby która przeczytała dokładnie te same książki, widziała te same filmy, zna te same słowa... itd. Trzeba odwołać się do jakiejś średniej - i tu ten docelowy widz, który zna pewne podstawowe fakty i pojęcia, ma określoną otwartość na abstrakcyjne myślenie. Itp.

Artysta nie potrafiący się zdecydować dla kogo tworzy - zawsze stworzy albo coś niezrozumiałego albo banalnego dla każdej określonej grupy widzów.

Myślenie: aby jak najwięcej sympatyków - doprowadzi w końcu do ulegania gustom najprostszej publiczności i stopniowego obniżania lotów do najbardziej pospolitego poczucia humoru. I finalne zostaje się artystą użytkowym - ku uciesze gawiedzi.

Czy to wyklucza TV z rozważań? Niby nad tym, kto Cię ogląda nie ma kontroli.
Ale nie. Bo tu akurat widownia ma pilota w ręku i sama się wyreguluje.

Z tym że:
- Jeśli zaadresowałeś wyraziście, to u widza nie ma dylematów.
- Jeśli zamieszałeś, pozwoliłeś na nieadekwatną scenografię, formułę, niewłaściwe towarzystwo itp. to widz więcej czasu traci na decyzję przełączyć-nie przełączyć.


Tak długo masz widownię, której nie chcesz, jak długo mieszasz, kręcisz, zadziwiasz na siłę.

 

temat korespondujący Czytanie własnego Dzieła




   


          


      kabaret ADI
      kabaret Potem
      Wytwórnia A'YoY
      klub Gęba
      bok
 
   
można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:


opinie:

podpis: kruczek
Pojęcie widza docelowego kojarzy się trochę marketingowo. Jak dla mnie jest to aspekt wtórny tego co robimy. Tworzenie w zgodzie ze sobą oraz dbanie o spójność dzieła powinno w zupełności wystarczyć. Widz się znajdzie, albo nie. Jeśli poruszamy się na poziomie ideału to widz docelowy wydaje się być z niższego piętra.

podpis: S.
e-mail: cepelin@aster.pl
Bardzo się nie zgodzę.
Wierzę w tworzenie w zgodzie ze sobą na poziomie początków.
Jednak lata spędzone w kabarecie sprawiają, że nie sposób odróżnić własnych preferencji od preferencji widzów. Różnica bardzo się zaciera. Taka przypadłość artysty kabaretowego - musi znaleźć wspólny język z widzami. Choćby się starał, to nie zachowa jasnego obrazu swojego poczucia humoru. I jeśli nie zacznie patrzeć na siebie oczyma swoich wybranych widzów - to zacznie patrzeć na siebie oczyma widowni masowej.

podpis: Masło
e-mail: bakcy1@interia.pl
Mnie pojęcie widza docelowego nie kojarzy się marketingowo. Raczej literaturoznawczo. Odsyłam do prac U. Eco ("Czytelnik modelowy"). Zgadzam się z Sikorą.

podpis: marcin k.
e-mail: myszowaty@gmail.com
hmmmm.. nie zgadzam się. widz może "kupić" moją sztukę, albo nie. tworze coś i pokazuję, nie musze zastanawiać się komu, czesto nie ja o tym decyduję, a jakiś zewnętrzny organizator, manager, agent tudzież inny szarlatan. tak więc publika albo oklaszcze, albo wygwiżdże. oba przypadki mogą satysfakcjonować. widz docelowy jest dosyc wirtualny i rzadko możliwy w związku z tym. nie zawsze tworzy się dla widzów. czasem tworzy się dla siebie, ale chce się to pokazać innym, bo wtedy można tworzyć na bieżąco jeszcze lepiej, z emocjami i adrenaliną. widz jest więc też narzędziem, które nakręca aby nasza sztuka była "mocniejsza". a czy mu sie to spodoba? trzeba by widza zapytać...

podpis: S.
Oj biedny. "Nie ja decyduję"... Jak nie będziesz chciał decydować to na pewno nie będziesz decydował.
Polecam jeszcze temat "jak czytać swoje dzieło". Jeśli nadal będziesz uważał że widz docelowy jest niepotrzebny to ja Cię przekonywać nie będę.

podpis: Milva
e-mail: basiamm@onet.eu
Mam pytanie: dla jakiej grupy tworzyło Mumio (z przed reklam Plusa)? Bo mam wrażenie że dla grupy najwyższej, jednak ci artyści nie odwoływali się raczej do wiedzy, skojarzeń jaką powinni posiadać ludzie na wysokim poziomie.

podpis: S.
W mojej ocenie Mimio tworzyli dla ludzi o wyższym stopniu otwartości na kabaret - powiedzmy; większej wyobraźni.

podpis: rzepaPĄ
e-mail: rzepson.91@tlen.pl
Wydaje mi się, że znalezienie widza docelowego to zapewnienie sobie stabilności artystycznej. Ze spełnianiem misji uważam, że takowa istnieje ale pisanie dla niej nie ma sensu. Przecież to była by walka z ludzką mentalnością. Na to chyba nie ma miejsca w kabarecie.

Nie wiem czy słusznie ale wydaje mi się, że w początkowej fazie twórczości warto pisać w zgodzie z własnym poczuciem humoru. Człowiek ma w sobie tą świeżość, na co dzień ma kontakt z innymi, wie co podoba się jemu i innym. Jak jest później może kiedyś będzie mi dane doświadczyć:-)