przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

ramka teoria
 
POJĘCIA:
   definicja sztuki
   kabaret jest sztuką
   obowiązki kabaretu
   piękno, brzydota i realizm
 
OCENA WŁASNEJ TWÓRCZOŚCI:
   teoria wielkości
   jak wyciągać prawdę
   czytanie własnego dzieła
   wiara i nadzieja artysty
 
ELEMENTY SZTUKI KABARETOWEJ:  
   warunki konieczne
   imponowanie
   uwodzenie publiczności
   sztuka rezygnacji
   widz docelowy
   śmieszne a dobre
   warsztat a spontaniczność
   tematy w kabarecie
   prowokacje
 
PRZESZKODY I PUŁAPKI:
   krzywa sukcesu
   pułapka następnego programu
   nerwice
   wyparcie się patologii
   demokracja w sztuce
   mutacje
   artystyczne wygasanie
 
INNE TEMATY:
   autorytety
   teoria współpracy
   wsparcie lidera
   ludzie, miejsce, sztandar i reguły   

   teoria w plikach rtf




nowości toria okno
 
      TEORIA WIELKOŚCI

Tylko Wielcy mogą odegrać jakąś rolę w Sztuce. Wielkości można się uczyć (chociaż nie jestem pewny z jakim skutkiem).

Aby być Wielkim wystarczy się poczuć Wielkim. Nie zależy to od talentu artystycznego, tylko od specyficznego poczucia Wielkości. Niektórym może się wydawać, że czuć się Wielkim to to samo co mieć palmę (szajbę, manię, czy jak kto to nazywa...). Palma od poczucia Wielkości jednak różni się jak szafa od szafotu. Parę różnic - proszę bardzo: Palmiarz kocha komplementy, mając jednocześnie niechętny stosunek do krytyki. Wielcy nie przejmują się zbyt ani jednym, ani drugim - traktując komplementy jako miły dodatek, a krytykę jako cenne informacje o swojej sztuce. W konkursie Palmiarz koniecznie chce nagród i chętnie czuje się pokrzywdzony, Wielki nie potrzebuje nagród, a niepowodzenia przyjmuje wyłącznie jako swój błąd.

Ostatecznie Palmiarz kończy jako frustrat, a Wielki osiąga to czego chce.

Od czego zacząć? Podstawowe warunki:

Błędów szukać tylko w sobie! - Tego koniecznie trzeba się uczyć. Choćby cała podświadomość się buntowała, choćby poczucie krzywdy było wielkie, nie wolno zrzucać winy za cokolwiek z siebie na innych. Jeśli odnalazłeś błąd w sobie, to możesz go na przyszłość uniknąć, jeżeli u innych to już niewiele da się zrobić. Wniosek jeden: przyznanie się nawet do cudzych błędów powoduje wzrost optymizmu i wiarę w przyszłość.

Nigdy nie dopuszczać do siebie poczucia krzywdy - poczucie krzywdy osłabia i zniechęca jak mało co. Nawet jeśli krzywda faktycznie miała miejsce to od razu wybaczać! Tego nie ma co robić dla kogoś - to trzeba zrobić dla siebie !

Pozwalać sobie na błędy! - Tylko marni artyści nie popełniają błędów (bo jak zepsuć gówno?), a im większy artysta tym więcej błędów. Twoje błędy świadczą o Twojej Wielkości. Unikając błędów unikasz Sztuki, zmieniając się w wyrobnika.

Szukać słów krytyki - Komplementy są fajne, owszem, ale tylko krytyka przynosi informacje z zewnątrz o Twojej Sztuce. Oczywiście, mogą być głupie, niedorzeczne, ale warto wysłuchać wszystkiego , żeby chociażby wiedzieć dlaczego nie podobasz się głupkom... Nie czekaj na uwagi od autorytetów, niewiele ich otrzymasz, a normalny człowiek nie jest skory do krytykowania. Jeżeli nie będziesz zachęcał do krytykowania to umrzesz w nieświadomości, że robisz gówno.

Szukać dobrych intencji tam gdzie ich nie widać - to wynika z poprzednich punktów. Ludzie naprawdę nie są głupi i źli, ale czasem mają kłopoty z właściwym przekazywaniem intencji. Kiedy krytykują nawet w dobrych intencjach to czują się skrępowani i różnie to wychodzi. Więc lepiej na zapas potraktować ich lepiej, niż na oko zasługują.

Oczywiście, żaden spełniony człowiek nie stara się być Artystą. Artyści to zwykle ludzie z jakimiś ukrytymi kompleksami - i to trochę zaprzecza idei Wielkości. Ale nie czyni jej niemożliwą. Po paru sukcesach - nad starymi kompleksami można zapanować - i jak się Artysta nie wpędzi w kompleks sukcesu to może być Wielkim.

P.S. Znam paru ludzi obdarzonych talentem, którzy skutecznie uniemożliwili sobie bycie Wielkim przez poszukiwanie dookoła winnych swoich w gruncie drobnych (o ironio!) niepowodzeń.
Tak mało do dźwignięcia - a tak wiele do zyskania!... I nie dźwignęli...




   


          


      kabaret ADI
      kabaret Potem
      Wytwórnia A'YoY
      klub Gęba
      bok
 
   
można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:


opinie:

podpis: Marek
e-mail: mru.home@wp.pl
Cieszę się że można się nie zgodzić. I nie temu, ze chciałbym się nie zgodzić. Po prostu raduje mnie takie podejście do czytacza (innego człowieka), które zapewnia mu wolna wole wypowiedzi.
Osobiście, nie mam kabaretu, nie występuję scenicznie, ale... Prowadza swój własny kabaret życia, a powyższe uwagi i sugestie bardzo fajnie przekładają się na życie we wszystkich jego aspektach. Dziękuję. Marek

podpis: TED
u mnie również się zgadza, dodał bym jeszcze robić swoje i dla siebie - dla sprawdzenia i spełnienia swoich wątpliwości i założeń. I parę takich tam innych wymysłów.

podpis: Andrzej
e-mail: fafer11@gmail.com
To może ja sprawię przyjemność autorowi i powiem kilka słów krytyki. Pomimo ogromnego szacunku dla Sikory za jego twórczość. Muszę powiedzieć, że Pan Sikora zaszył się w jakąś kulturalną niszę znaną chyba tylko jedynie ludziom z branży. Pomimo, że staram się co jakiś czas włączyć odbiornik TV aby zobaczy co ciekawego dzieje się na polskiej scenie kabaretowej. Sikory nie widziałem od co najmniej 10 lat!!! Jakoś przypadkiem z nudów, nostalgii za kabaretem Potem, trafiłem na tę stronę i co się okazuję. Byłem w błędzie. Ludzie tworzący kabaret Potem żyją!!! (uff jaka ulga) mało tego, dalej ze sobą współpracują!!!
Ludzie! Skazaliście się na zapomnienie zróbcie jakiś materiał do TV. Pokażcie innym że żyjecie. Z tego co zobaczyłem na stronie wnioskuję że można by było w Polsce spróbować zrobić przedsięwzięcie na wzór Monty Python'a ruszcie dupy z zaścianka artysta potrzebuje fanów, a wam ich nie brakuje chociaż co rok jest ich coraz mniej (umierają)!!!
Pozdrawiam Andrzej.

podpis: S.
e-mail: cepelin@aster.pl
Niby krytyka, ale jakoś odbieram jak komplement.
A co do obecności w mediach - to nieprawda, że czego nie ma w telewizji to nie istnieje. Podobno istnieje życie poza telewizją i chciałbym to udowadniać w ramach swoich możliwości.

podpis: Paweł
e-mail: gakuseii@op.pl
Podobno im więcej wykrzykników, tym mniejszy iloraz inteligencji stawiającego.

podpis: duldron
--- skasowane bo priv --- S.

podpis: marcin k.
e-mail: myszowaty@gmail.com
i znowu tu zajrzałem i znowu bede sie wymądrzał... czemu mam szukać błędów w sobie? czemu mam szukać błędów w innych? jakich błędów w ogóle? czy to, że nie poszło mi n występie to błąd czyjś jest? może jest, ale po co mam szukać po fakcie.
po prostu czasem coś nie idzie, postaram się, żeby poszło następnym razem. składniki błędu mogą być różne i przez różne osoby błąd może zostać popełniony. nie należy szukać błędów-negatywów w sobie i w innych. a zewnętrzna krytyka jest czasem tylko cudzą opinią i nijak się ma do nas. wystarczy być przekonanym i świadomym tego co się robi i nie robić tego dla poklasku. szukanie błędów i krytyki kojarzy mi się z krzyżowaniem. nie bede się kajał.

podpis: N.
e-mail: natusiek[at]gmail.com
Marcin, szukać błędów nie po to, żeby komuś przykleić łatkę 'winny', dać klapsa i w kącie postawić, tylko po to żeby skumać dlaczego źle poszło i móc tego błędu w przyszłości uniknąć. Pojęcia nie mam jak to tam w kabarecie wygląda, ale w życiu z reguły jest tak, że ciężko coś naprawić/poprawić kiedy się nie wie, gdzie leży źródło problemu.
Ale ten pomysł Sikora z szukaniem błędów tylko w sobie wydaje mi się trochę szemrany.
Tzn. zgadzam się, że niedopuszczalne jest zrzucanie winy z siebie na innych (to chyba jasne), ale hm... dziwny wydaje mi się pomysł przyznawania się do cudzych błędów.
Na krótką metę może faktycznie podwyższa to wiarę w przyszłość, ale w dłuższej perspektywie grozi frustracja. Bo jak unikać błędów, które leżą po stronie innych? Można się starać z całych sił, ale pozytywne efekty będą dopiero wtedy, gdy nad unikaniem błędów zacznie pracować osoba, która rzeczywiście je popełnia.

podpis: S.
Szukanie błędów tylko w sobie ma głębszy sens niż się na oko wydaje.
Ani to kajanie się, ani samobiczowanie - tylko bardzo pragmatyczny zabieg.
Gdy ma się wiarę w siebie (w swoją wielkość) to o załamywaniu się i frustracji nie ma mowy. To znaczy, że ma się też wiarę w znalezienie rozwiązania - wiarę w moc wpływania na rozwój wypadków.
Jeśli zaś błąd zostanie przypisany komu innemu - to moc wpływania na pozytywny rozwój wypadków pozostawia się w cudzych rękach!
To gdzie tu chęć do działania? Miałby człowiek Wielki siedzieć i czekać tylko aż inni poprawią swoje błędy?
Człowiek Wielki może sam poprawiać cudze błędy - jeśli tylko uzna je za swoje.

Myszowaty - coś mi wygląda na to, że znalazłeś się na jakimś rozdrożu i szukasz kogoś, kto Cię przekona, że warto się starać.
Jak sam siebie nie przekonasz - to nikt za Ciebie tego nie zrobi.

N - jak uniknąć błędów które leżą po stronie innych?
No właśnie tak: odpowiedzieć sobie na pytanie - co mogłem zrobić (a nie zrobiłem), żeby ktoś tego błędu uniknął?
Jeśli odpowiesz na to pytanie to:
Przyznasz się do własnego błędu.
Znajdziesz rozwiązanie na uniknięcie takiej sytuacji w przyszłości.

Jeśli pomimo starań uznasz, że naprawdę nic nie można było zrobić - to frustracja nie grozi no bo skąd?
(ale z doświadczenia wiem, że raczej zawsze coś można zrobić - a więc został popełniony jakiś błąd - często trudny do przewidzenia ale jednak)

podpis: Kinga M.
podpis: anorien84@o2.pl
A ja tylko dodam, że "Teoria wielkości" ma wiele z psychologii i z zachowań ludzkich i warto się chwilę nad tym zastanowić. Ktoś powiedział, że chcąc zbawiać świat, zacznij od siebie samego. Jest w tym wiele prawdy, którą można odnieść również do omawianego tu aspektu. Czasami najprostszą drogą jest zrzucenie winy na kogoś i podniesienie tym samym własnego ego, ale jakże błędna to droga, choć często niezmiernie kusząca. Wielu artystów, jak i zwykłych, niemedialnych ludzi, znika gdzieś z życia pod wpływem swej fałszywej wielkości pisanej przez małe "w". Sukcesem człowieka, artysty również, jest właśnie potrafić "dźwignąć" tak wiele lub tak niewiele.

podpis: Alicja
podpis: ala_dabrowska@interia.pl
Nawet jeśli nie jest to prawdziwe (według mnie jest, ale czy ja się znam?), to bardzo pocieszające.
 
podpis: Mira
e-mail: ...
Ooo! nie zgadzam się że spełniony człowiek nie będzie starał się być artystą i że artysta ma zwykle kompleksy. Artysta to wraźliwej natury człowiek, otwarty na doznania i uważny, cholernie uważny! Świadomy świata i emocji, odczuć i potrafi je jeszcze wyrazić a to już kwalifikuje do bycia Artystą np życia, znam takich wirtuozów. Niby że sztuka ma wyleczyć delikwenta z kompleksów? Bogowie! a co wobec tego powiedzieć o... dajmy przykład polityka? Ile tam kompleksów do zakrycia, władza jak magiczna róźdzka zaklina małe w wielkie, alchemia przeobrażenia robaka w orła nie załatwi sprawy bo potrzeba "dziądzienia" mówi już sama za siebie. Albo inny przykład, zacietrzewiona pani doktor stroi fochy bo starsza i chora kobieta olała jej święte lekarstwa i przykazania (jestem świadkiem naocznym), jaki tam jest kompleks i by go zatuszować (bo nie uświadomić) udaje uczoną przed półświadomą chorą? No, pubiczność jest ważna! Im większe zacietrzewienie tym większy kompleks a jego ukrycie ma niby spowodować spełnienie po którym nie będzie już groziło stanie się Artystą? Szanowny S, tylko ludzie spełnieni pomyślą o artystycznym tworzeniu, reszta będzie zajęta wypieraniem swoich kompleksów i ich skutecznym tuszowaniu arogancją...
Zresztą większość ludzi myśli o przeżyciu, nieliczni o życiu pełną piersią do tych nielicznych zaliczam Artystów, bo im się chce..tworzyć, nie stysfakcjonują ich elementarne potrzeby tylko pociąga to co oryginalne, często nowe, piękne i tego chyba nie robią w celu terapeutycznym , prawda?
 
podpis: S.
e-mail: ...
E! Naprawdę poszukiwanie uznania to jest objaw jakiś problemów ze sobą. Tacy Artyści o których piszesz - tylko przypadkiem mogą stać się znani - bo o uznanie zabiegać by nie chcieli.
Więc pewnie są - ale o nich nie wiemy. Nieliczne wyjątki mogą być naprawdę spektakularne - ale to nadal będą wyjątki.
 
podpis: Mira
e-mail: ...
Uznanie czy sława artysty - to wielokrotnie poruszane serca i umysły wielkiej ilość osób, które rozpoznają artystę i wtedy pojawia się
etykieta sławy.
Ale sławę zawsze rozpoczyna się od poruszenia jednej osoby, pamiętając że właśnie ta jedna zachwycona osoba będzie pomnażać to co się jej da.
To oznacza "bycie światowej sławy" - dla jednej osoby, ktora zawsze będzie pamiętać twoje imię, serce i twój dar. To wszystko czego Artysta będzie potrzebował by czuć się spełniony. Szkoda że zapomina się jak to działa.
 
podpis: S.
e-mail: ...
Zgoda, że najpierw się wywołuje poruszenie wśród bliższego otoczenia - a potem to idzie dalej.
Z tym, że każdy (tak myślę) zachwycił/rozśmieszył/wzruszył kiedyś kogoś ze swojego otoczenia - a nie każdy rozszerza to dalej.
O ile ktoś z talentem muzycznym (ew. plastycznym) może cale życie realizować pasję - i nawet przypadkowo wypłynąć - to obecność sceniczna wymaga pewnego parcia.
I tu powtórzę: osoby spełnione parcia nie mają.
(nie znam dobrze aż tak wielu artystów - ale u tych, których znam, widzę tą potrzebę bycia zauważonym - nawet jeśli są skromni)
 
podpis: Mira
e-mail: ...
To zależy na ile Artysta czuje się spełniony, a raczej jakie ma mniemanie o sobie, jak jest niepewny to co może dać? Czy poruszy serce jak będzie mamrotał pod nosem tekst? A jak wyjdzie śmiało przed jednoosobową nawet publiczność, stanie i z przekonaniem powie ( to co wcześniej przygotował z namiętnością z sercem) to bata nie ma, już go publiczność kocha. (podobały mi się pluszaki na widowni, czyli dobremu Artyście widownia nie jest potrzebna a dobra zabawa bardziej). Pewnie że sława to kasa ale radość z samego tworzenia raczej, to ona przyciąga publiczność.