przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

ramka teoria
 
POJĘCIA:
   definicja sztuki
   kabaret jest sztuką
   obowiązki kabaretu
   piękno, brzydota i realizm
 
OCENA WŁASNEJ TWÓRCZOŚCI:
   teoria wielkości
   jak wyciągać prawdę
   czytanie własnego dzieła
   wiara i nadzieja artysty
 
ELEMENTY SZTUKI KABARETOWEJ:  
   warunki konieczne
   imponowanie
   uwodzenie publiczności
   sztuka rezygnacji
   widz docelowy
   śmieszne a dobre
   warsztat a spontaniczność
   tematy w kabarecie
   prowokacje
 
PRZESZKODY I PUŁAPKI:
   krzywa sukcesu
   pułapka następnego programu
   nerwice
   wyparcie się patologii
   demokracja w sztuce
   mutacje
   artystyczne wygasanie
 
INNE TEMATY:
   autorytety
   teoria współpracy
   wsparcie lidera
   ludzie, miejsce, sztandar i reguły   

   teoria w plikach rtf




nowości toria okno
 
      PROWOKACJE

Prawem artysty a już szczególnie kabaretowego jest drażnić i kpić z widzów.

Umiejętne balansowanie w drażnieniu się z widzami to wielka sprawa. Nie mam wątpliwości. Niby trzeba robić za błazna, ale można trochę podrażnić się panią Publicznością, której się wydaje, że jest królową wszystkich błaznów (chociaż niestety słusznie).

Oprócz drażnienia istnieją jeszcze prowokacje - czyli zaatakowanie wprost wyznawanych wartości. Zajęcie to ryzykowne - kiedy się śmiechem dotyka się religii, moralności, wrażliwości, godności.

Ja tak przyrównał bym to do rzucania nożami w cyrku w tarczę z przypiętą kobietą (ciekawe, czemu zawsze kobieta...). Jak ktoś naprawdę umie, to może może rzucać - ale jak ktoś trafia 9 na 10, to lepiej żeby tego w ogóle nie próbował.

Prowokacje uznawane bywają za odwagę artysty. Hm... cóż... Rzeczywiście się narażają. Ale też narażają obiekt swoich ataków. Pytanie: kogo bardziej zaboli?
Wielcy a popularni artyści mogą odczuć wyraźniej negatywne skutki prowokacji - ale też większa szansa, że prowokacja przyniesie jakąś dyskusję. Natomiast mało znani sami niewiele ryzykują a mogą narobić dużo szkód.
Nierzadko prowokacje bywają przejawem odważnej głupoty lub odważnego chamstwa - pierdzielnę z nadzieją, że będzie ostro, ale bez krwi. I będzie show!

No właśnie - show! Podejmowanie tematów spoza granic poprawności - dla nowatorstwa lub manifestacji odwagi, a bez innych powodów - to syf. Tak właśnie uważam - syf.
Jest wiele rzeczy dla których warto być niepoprawnym. Nie uważam jednak nowatorstwa ani demonstracji odwagi za wartość dla której warto szarpać ludźmi. Porzyganie się na scenie tylko dlatego, że nikt inny tego nie zrobił... publiczne oplucie symboli religijnych, żeby pokazać pogardę dla strachu... - to niczym nie usprawiedliwiona wulgarecha.

Więc osobiście nie jestem zwolennikiem prowokacji w kabarecie.
W jednym kącie prowokator zaciera radośnie ręce, że jaki to odważny. W innym kącie "znawcy" zacierają ręce, że wreszcie ktoś dopierdzielił gnuśnemu społeczeństwu. A pośrodku "gnuśne społeczństwo" które nie rozumie czemu zostało tak potraktowane. Zamiast osławionej "refleksji" tylko złość lub rozczarowanie.

I co teraz ze społeczeństwem, które nie zrozumiało? Tłumaczyć ideę? Wypiąć się? Przepraszać za nieporozumienie?
Bo dla kogo ta prowokacja? Dla społeczeństwa które nie rozumie? Dla samopoczucia artysty? Czy dla garstki tych, co rozumieją, ale uważają, że dotyczy to wszystkich wokół ale nie ich?

Więc słowo do "intelektualistów" którzy kochają się w prowokacjach i cieszą się, że ktoś wreszcie dał do myślenia.

Rzadko która prowokacja daje naprawdę do myślenia. Zwykle kończy się na niesmaku albo dyskomforcie większości widzów o którym zechcą jak najszybciej zapomnieć. Natomiast ta część widzów, których prowokacja pozytywnie podnieciła, odczuwa tylko prymitywną satysfakcję, że ktoś dopierdzielił tym bezmyślnym. Refleksji jak nie było tak nie ma.

No więc gdzie tu wartość?

Umiem docenić odwagę tych, którzy narażają się dla osiągnięcia głębszej refleksji. Jeśli ktoś potrafi tak urazić swoich widzów, że wstrząs prowokuje myślenie - to jestem za.
Ale do tego trzeba wielkiej klasy. Bo świadomie urażając jednocześnie trzeba być razem z tymi, których się uraża i rozumieć co czują.
A w większości prowokacji nie dostrzegam sensu innego niż pusta manifestacja lub wątpliwy show.




   


          


      kabaret ADI
      kabaret Potem
      Wytwórnia A'YoY
      klub Gęba
      bok
 
   
można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:


opinie:

podpis: marcin k.
e-mail: myszowaty@gmail.com
ale czy to nie jest udupianie? nie prowokuj, bo i tak nic nie zwojujesz. i w ten sposób serwuje się nijaka papkę sceniczną. a jeśli widz czuje niesmak, to juz jakiś wstrząs. w prowokacji niekoniecznie chodzić musi o refleksję, może przecież chodzić o wstrząs widza.
rzyganie jednak tak czy siak odpada jako bezrefleksyjne...

podpis: S.
e-mail: cepelin@aster.pl
Prowokacja i papka sceniczna to skrajności. Sztuka mieści się pomiędzy.

podpis: marcin k.
ale czy przez to "pomiędzy" ta sztuka nie robi się zbyt gładka, nijaka trochę? niby mozna pójść w dowolną stronę, ale jeśli artysta będzie się bał podejść do granicy to powstanie sztuka, owszem, ale mało wyrazista, dobra, ale nie bardzo dobra, interesująca, ale nieciekawa, inteligentna, ale nie mądra. faktem tez jest, że sztuki nie da się jednoznacznie określić i wziąć w ramy czegokolwiek. trudna to dziedzina.

podpis: S.
Rozumiem tą pokusę skrajności - bo tanim kosztem można się upierać, że to sztuka ambitna z charakterem. Nie neguję, że może się zdarzyć - ale zbyt wiele widziałem tanich prowokacji, żeby się z tym godzić.
Za to się zgodzę, że nie uciekając się do prowokacji trudniej wywołać wrażenie sztuki mądrej i zaskakującej. Ale po to jest sztuka, żeby nie chadzać łatwymi ścieżkami.

podpis: kasia
Teraz łatwiej jest zaskoczyć nie używając prowokacji, niż używając jej. Prowokacja stała się wszechobecna.

podpis: marcin k.
czy jeśli się Sikorze zgodziłeś z moim poglądem, to czy nie powinieneś skasować swojego wpisu?

podpis: S.
Nie zgodziłem się!
Zgodziłem się tylko z tym, że trudniej być wyrazistym bez prowokacji.
Trudniej to nie znaczy, że niemożliwe!
A wręcz ta trudność nadaje szlachetności temu co się oprze łatwiźnie.
 
podpis: Mira
e-mail: ...
A czy na tym blogu nie ma prowokacji? Jak się potrafi czytać między wierszami to wiele można wyczytać, jak Szanowny S śmieje się i zaciera ręce, uprzednio prowokując do dyskusji. I taka prowokacja jest elegancka, jest fajnie i wesoło. Takiej prowokacji łatwo ulec, zwłaszcza kiedy autor podejmuje temat. Prowokować to inspirować do zmiany poglądów ale do licha nie chamskim zachowaniem. Prowokacja jest dobra, jest sposobem na poruszenie archaicznych energii, poglądów, pokazanie czasem ukrytej głupoty i nędzy umysłowej. Sztuka jednak zrobić to z uśmiechem (nie kąśliwym), dać do myślenia właśnie prowokując - ten rzadki proces. Ja bym się w kabarecie tak nie cackała, tam panuje swoboda i luz można wiecej i śmiesznie a to ludzie przyjmą bo lubią śmiać się z innych jak są głupi, nie biorąc do sobie tego ...oczywiscie.
 
podpis: S.
e-mail: ...
Podtrzymuję co napisałem.
Jak ktoś umie prowokować i zachęcać prowokacją do przemyśleń - to jestem ZA.
W kabarecie bym się cackał nie mniej niż w innych dziedzinach sztuki. Łatwo o chamski populizm. Wyśmianie jest mocnym efektem - który potrafi dotknąć do żywego.
 
podpis:
e-mail: ...
Miałam na myśli żart z jakiejś cechy, przywary nie personalnie bo to mało eleganckie. Kto gotowy to zrozumie aluzję i jeszcze się pośmieje.
 
podpis: S.
e-mail: ...
Personalne wyśmianie jest oczywiście nieładne.
Ale prowokacje raczej dotyczą tabu, świętości, intymności itd. - a tu już lepiej, jeśli artysta potrafi poruszać się z wyczuciem.