przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

ramka teoria
 
POJĘCIA:
   definicja sztuki
   kabaret jest sztuką
   obowiązki kabaretu
   piękno, brzydota i realizm
 
OCENA WŁASNEJ TWÓRCZOŚCI:
   teoria wielkości
   jak wyciągać prawdę
   czytanie własnego dzieła
   wiara i nadzieja artysty
 
ELEMENTY SZTUKI KABARETOWEJ:  
   warunki konieczne
   imponowanie
   uwodzenie publiczności
   sztuka rezygnacji
   widz docelowy
   śmieszne a dobre
   warsztat a spontaniczność
   tematy w kabarecie
   prowokacje
 
PRZESZKODY I PUŁAPKI:
   krzywa sukcesu
   pułapka następnego programu
   nerwice
   wyparcie się patologii
   demokracja w sztuce
   mutacje
   artystyczne wygasanie
 
INNE TEMATY:
   autorytety
   teoria współpracy
   wsparcie lidera
   ludzie, miejsce, sztandar i reguły   

   teoria w plikach rtf




nowości toria okno
 
     

JAK WYCIĄGAĆ PRAWDĘ?

Chyba każdy ma kłopoty z tym, żeby wyciągnąć jakieś uwagi krytyczne na temat swojej twórczości. Zwykle udaje mu się usłyszeć tylko pochwały, a jak już krytyka to ogólnikowe „słabe” lub „żenada”.

Sztuka wyciągania uwag krytycznych to wyższa szkoła komunikacji i pewnego rodzaju manipulacji. Łatwo nie jest.

Dlaczego ludzie nie chcą mówić szczerze?
Główny powód siedzi w samych osobach oczekujących oceny. Niechcący tworzą presję na rozmówcach i wzbudzają w nich silne skrępowanie. Więc rozmówcy uciekają od rzetelnej oceny w stronę bezpiecznych ogólników (zwykle pozytywnych) - albo całkiem uciekają od rozmowy (to już bardzo zły sygnał).

Skąd się bierze presja? Oczekujący oceny zwykle już natarczywością oczekiwania krępuje rozmówcę. Jeśli do tego emocjonalnie reaguje na ocenę to już jest po ptokach. Nie pozna szczerej oceny.
Ale nawet artysta jeśli przystąpi do rozmowy wyluzowany to i tak w rozmówcy tkwi jakieś skrępowanie gdy ma wyrazić coś innego niż zachwyt. Ludzie już tak są skonstruowani, że z trudnością przychodzi mówienie o cudzych niedociągnięciach.

Więc jak praktycznie zabrać się do wyciągania prawdy?

Osobiście stosuję lekką prowokację. Zamiast czekać na ocenę sam zaczynam oceniać swoje dzieło - trochę lepiej niż na to zasługuje. Sam wygłaszam wszystkie banały na swój temat – przez co nie musi tego robić rozmówca. Jemu pozostawiam korygowanie mojego zdania, co jakiś czas pytając go czy rzeczywiście potwierdza to co mówię.
Na początku będzie potwierdzał (i to nie będzie jego prawdziwe zdanie), ale w końcu powie coś od siebie. I tu trzeba się zahaczyć!
Trzeba się zdziwić!
Nic nie tłumaczyć, niczego nie bronić (w żadnym wypadku!) - tylko się dziwić. Jak to? Dlaczego? Naprawdę? I już wpadł!
Zaczyna tłumaczyć swoje zdanie. Zacznie jedno, przechodzi dalej i dalej. A ja tylko się dziwię i dopytuję. Więc to tak wyglądało? Takie odczucia wywołało? Co ty mówisz?
W pułapce zdziwionego wypytywania taki delikwent powie wszystko co myśli! Ba! Rozkwitnie i powie więcej niż myśli!
Byle tylko nie skusiło powiedzieć mu, że czegoś nie zrozumiał - bo od razu się zamknie i koniec z wylewną szczerością.

Do tego trzeba mieć trochę dystansu do siebie i do rozmówcy - bo jak się rozkręci to skrytykuje prawie wszystko w najdrobniejszych szczegółach - a przecież nie wolno tego negować (chociaż w środku aż kipi: „człowieku, ale ty jesteś głupi!” - lecz naprawdę głupi jest ten kto nie potrafi słuchać, bo akurat rozmówca tak uważa i to jest obiektywna prawda, że on tak uważa).
Zawsze lekko można sterować stopniem krytyki samemu wyszukując minusy dzieła. Wtedy rozmówca dla odmiany wskazuje na plusy.

Tak czy inaczej trzeba pamiętać, że każdy z rozmówców jest tylko jednym z wielu obserwatorów dzieła i jego ocena nie ma mocy prawdy objawionej - a jedynie informacji o jego i tylko jego odczuciach. Dopiero suma wszystkich zabranych opinii skorygowana przez świadomość twórcy może stanowić właściwą ocenę i podstawę do korekty.

Słowniczek wyrażeń oceniających

Branża
Nienawidzę cię – zazdroszczę
Czad - bardzo dobre
Zajebiste - dobre
Niezłe - niezłe
Fajne - średnie
Fajne fajne - słabe, nieciekawe
Słabe - nie lubię tej poetyki
Gówno - jestem zły że się podobało
Odważne - niezłe gówno
  Widzowie i znajomi
Uwielbiam – nie znam się, ale lubię
Zajebiste, genialne – trafiło w mój gust, co nie znaczy że dobre
Kiedy znowu gracie? – bardzo dobre
Niezłe - niezłe
Żenada, shit – mam inny gust, ale nie znaczy że złe
Słabe – bardzo słabe




   


          


      kabaret ADI
      kabaret Potem
      Wytwórnia A'YoY
      klub Gęba
      bok
 
   
można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:


opinie:

podpis: Zdenek
Jako że mnie nie trzeba przekonywać do krytyki:
Szanowny Autor musi przebywać z bardoz nieszczerymi i zwyczajnie głupimi skoro musi stosować tym podobne metody do wyciągnięcia prawdy.
A poza tym na ten tekst chyba trzeba patrzeć z dużym przymrużeniem oka bo te uproszczenia i uogólnienia odnoszą się tylko do pewnej grupy ludzi o ile ludzi można w ogóle szufladkować...

podpis: S.
Jeśli rzeczywiście nie masz z tym problemów to szczerze zazdroszczę. Ale raczej Ci nie wierzę.
Wszystkie moje obserwacje wskazują na to, że artyści nie są nawet świadomi ilu uwag krytycznych nie poznali.


podpis: mrowka
"słowniczek" pokrywa mi się z własnymi obserwacjami. Coś w tym jest, chociaż i tak strasznie trudno tę prawdę wyciągać...

podpis: N.
e-mail: natusiek[at]gmail.com
Wydaje mi się, że twórca musi mieć też świadomość jeszcze jednej pułapki związanej z podpuszczaniem. Z jednej strony (i o tym już była mowa) rozkręcony ROZMÓWCA może w ferworze krytyki wygarnąć więcej niż na prawdę myśli.
Ale jest też druga strona medalu: jak się TWÓRCA rozkręci w 'sterowaniu' taką rozmową (czyli jak będzie za mocno manipulował rozmówcą) to może się okazać, że uzyskana opinia wcale nie będzie tym co rzeczywiście myśli widz lub kolega, tylko mieszanką 'tego co sam/a myślę o swoim dziele' i 'tego co sobie wyobrażam na temat tego co mogą sobie myśleć inni' przepuszczoną przez aparat mowy rozmówcy.
W skrajnych przypadkach manipulacji można sprawić - wyłącznie za pomocą umiejętnego stawiania pytań - by druga osoba wypowiedziała jakiś sąd, który był do tej pory zupełnie sprzeczny z jej własnymi poglądami, jako swój (i to z pełną wiarą i przekonaniem!).
Zatem trzeba bardzo uważać, żeby nie przedobrzyć.
Czyli znów sprawdza się zasada złotego środka. Ten Arystoteles to miał łeb...

podpis: S.
W pełni się zgadzam. Chodzi o ośmielenie w krytyce a nie o manipulowanie wyrażaną opinią - bo jakiż byłby sens?
Zamnipulowana opinia będzie tyle samo warta co kurtuazyjne pochwały.
Sterowanie krytyką ma sens tylko wtedy gdy już Twórca zaczyna odczuwać psychiczny ból i musi nieco odsapnąć.

podpis: Zdzichu
A tu bym się ze Zdenkiem nie zgodził, to szalenie ciężka rzecz wyciągnąć krytyczne uwagi. I to też od Sikory :)
uwagi dotyczące własnych dokonać a nie obgadywanie innych oczywiście.
Jeden występik oceniłem dość słabo, do szatni poszedłem załamany że kicha jak Gęba szeroka, a tu wszyscy pięć min później gratulują... Bo tak naprawdę to może aż tak źle nie było ale poprawiać można jak duszę w czyśćcu. No i może z trzy uwagi krytyczne były, gdzie jedna osoba to aż przepraszała że mówi o jakimś drobiazgu właściwie, a ja patrzę na nią bliski miłości że ktoś to powiedział.
Tak właściwie to trochę przykro czytać ten artykuł ale jest on adekwatny do rzeczywistości.
ps
Słowniczek mnie rozbawił:)
pozdrowienia


podpis: S.
Oczywiście, że ja też nie za chętny do krytyki - bo zgadniesz czy ktoś się nie załamie na twoich oczach? Bezpieczniej zdawkowo i kurtuazyjnie.
A sztuki wyciągania uwag trzeba się uczyć - jeśli jak mówisz sam odniosłeś wrażenie, że kicha i pokazywałeś to swoją miną - to kto by chciał kopnąć leżącego? To aż chce się pocieszyć.
Jak chcesz krytyki to swoją postawą musisz pokazać, że dasz radę przyjąć jeszcze parę ciosów.

podpis: Zdzichu
No racja, ale tylko w szatni miałem taką minę, potem było gratulations, i było wesoło. Ale to był występ raczkujący dopiero.
I nie chodzi o dowalenie tylko o ten zdrowy krytycyzm.
Kilka dni później usłyszałem "a robilibyście coś dalej jakby nie były same negatywy". No nie (?). Ale jak mówię krytyki jest za mało, a do ulepszania siebie jest potrzebna, no i do forteli aż trzeba się odwoływać.

podpis: mrowka
to jeśli ktoś prosi o krytykę (i naprawdę tego chce), może się załamać na oczach krytykującego? oj...

podpis: S.
Jeśli ktoś prosi o krytykę - niby nie powinien mieć za złe kiedy coś zostanie ocenione nienajlepiej.
Ale praktyka pokazuje co innego. Często prośba o krytykę jest podszyta nadzieją, że było nieźle i tylko parę drobiazgów jest do poprawki - i na to jest proszący przygotowany. A gdy krytyka okazuje się ponad oczekiwania to już jest gorzej.

podpis: S.
Zdzichu - przyjąć parę ciosów - to nie ma znaczyć dowalania, tylko to, czy zainteresowany jest w stanie znieść uwagi krytyczne bez pokazania cierpienia.
Sam pisałeś, że ktoś Cię przepraszał za uwagę krytyczną - prawdopodobnie się bał, że sprawia Ci przykrość. Ludzie są empatyczni i wolą skłamać niż przysporzyć przykrości.
Dlatego jakoś trzeba przekonać ludzi, że można śmiało krytykować i nie zaboli.
(chociaż mnie boli każda krytyka [na którą nie jestem przygotowany] - ale jeszcze bardziej boli kiedy rozmówcy unikają tematu)

podpis: mrowka
i potem ci, którym krytyka jest potrzebna, cierpią, bo muszą wyłuskać prawdę z całego zestawu kurtuazyjnych uwag i pocieszaczy...
boleć - chyba każdego boli. Ale po co się z tym obnosić, jeszcze przed krytykującym?...

podpis: Robo
e-mail: robofh@wp.pl
A wiesz mrowko jak ciężko jest pozbyć sie tej nadziei w oczach "że jednak nie było tak źle" kiedy się prosi kogoś o krytykę? Nie jest to obnoszenie się... to po prostu naturalna ludzka postawa, bo każdy woli żeby stworzone dzieło było dobre.
Dlatego tez potrzeba sporych umięjetności aktorskich żeby nie dać pokazać po sobie ze krytyka - nawet taka z którą się zgadzamy - po prostu nas boli.
Wiemy, ze ten facet ma racje... ale i tak boli.

podpis: mrowka
w pewnym momencie się z tej nadziei po prostu wyrasta. I potem zaczyna się czekanie na konkret: jeśli złe, to mów bez owijania w bawełnę, bo tak naprawdę co mi dadzą zdawkowe pochwały?
Będzie mi co najwyżej głupio, że ktoś przeze mnie się musi męczyć i udawać, że straszny gniot nie jest w rzeczywistości taki zły. Jak się już nasłuchasz pochwał, to kiedyś one się przejadają i wtedy człowiek czeka na krytykę ;).
Nawet jeśli tylko z ciekawości...

podpis: S.
Do tego się dorasta. Jest informacja, ale pocierpieć trzeba (żeby w przyszłości cierpieć mniej - czyli jak u dentysty, jak u dentysty!!!).

podpis: mrowka
no i zgadzam się pocierpieć (nie męczeńsko! ;)), naprawdę te podpowiedzi, nawet zdawkowe, pomagają szalenie. To w sumie w moim przypadku żadne dorośnięcie, banalna obserwacja, ale co tam, efekt się liczy.

podpis: mikke
e-mail: mikke@tenbit.pl
Słowniczek mi się bardzo podoba - szczególnie, że zaliczył mnie do "branży" choć z niej nie jestem. O pewnym programie Hrabich powiedziałem, że to "odważne" - a w duszy pomyślałem.... trochę mi wstyd... ale to tylko potwierdza zdanie Sikora, że artyści nie są nawet świadomi ilu uwag krytycznych nie poznali.
Choć może znając słowniczek artyści sobie przetłumaczą OPINIE widzów.
Staram się zawsze zobaczyć program do końca i choć na koniec mam pewne zdanie o nim, to czekam jak opadną emocje. Nie chcę skrzywdzić "złym myśleniem" artysty, który coś chciał przekazać.
Najczęściej wracam po przymiarkach lub premierze programu kilkaset km do domu i wtedy to dokonują się prawdziwe oceny programu. Niestety często zgodne z pierwszymi odczuciami.
Cieszę się, że w taki sposób jak teraz - mogę się z Tobą podzielić wrażeniami i potwierdzić przemyślenia.
"czasami szczczery do bólu" m.

podpis: Milva
Tak już dziwacznie urządzona jest ludzka psychika: niby widz jest odważny, pewny swojego zdania, ma świadomość że może to zdanie komuś nie będzie się podobało; niby rozmówca jest uśmiechnięty i sam zachęca do krytyki - a i tak człowiek boi się niezrozumienia, wyśmiania, że popatrzą na niego z politowaniem i "Boże, co za głupek!" w oczach. "Bo przecież oni/on/ona na pewno długo pracowali nad tym programem, biedactwa. I wszyscy mówią, że było fajnie, super i zajebiście, więc może po prostu nie zrozumiałem/am." Jedyna (moim zdaniem) rada? Nie bać się! Powiedzieć głośno, szczerze o swoich subiektywnych odczuciach. Jeśli twórca będzie miał o to do nas pretensje, znaczy, że nie jest Wielkim, ani nawet nie stara się nim być (odwołując się do innego artykułu). A skoro nim nie jest, to o czym my jeszcze mówimy? :)

podpis: S.
Ani to widzowie tacy odważni, ani artyści tacy odporni.
Po drugie - oceny głównie bywają schodkowe - podobało się, nie wiem, nie podobało się. Z takich ocen dość mało wynika i jeśli widzowie już decydują się skrytykować to bywa, że robią to z domieszką agresji - co utrudnia przyswajanie krytyki.

podpis: rzepaPĄ
e-mail: rzepson.91@tlen.pl
Tak na wstępie to gratuluję strony i podziwiam pana dorobek artystyczny oraz chęć dzielenia się swoimi spostrzeżeniami z innymi. No..trochę posłodziłem (ale nie mogłem się powstrzymać).
Teraz mogę się zacząć udzielać. Jako, że obecnie jestem jeszcze widzem nie znającym branży od środka, zauważyłem u siebie pewną zależność. Mając już pewne, sprecyzowane poczucie humoru ciężko jest mi oceniać obiektywnie twórczość innych, a już najtrudniej oceniać coś co z założenia mi się nie podoba. Bo tak na przykład oglądając kabarety typowo festiwalowe jak np. KSM czy Koń Polski i wiele innych mam trudności ze znalezieniem w takich występach czegoś fajnego, świeżego, czegoś co zapamiętam na dłużej. Inaczej ma się sprawa z kabaretem Potem albo Hrabi. Podoba mi się więc oglądam (to takie proste). Po prostu większość skeczy trafia w mój gust. Oczywiście zdarzają się też słabe występy. Jednak kładąc na szali te lepsze i te nie do końca udane, wygrywają te udane. Przecież to oczywiste, że takie występy lepiej zapadają w pamięć. Skecze które mi się podobają ze względu na całokształt z chęcią obejrzę jeszcze raz. Dopiero wtedy mogę zauważyć jakieś błędy, niedociągnięcia, niewykorzystany pomysł. Bądź też zwrócić uwagę na jakąś błahostkę która dała temu występowi całkiem nowy wymiar (czasem nawet lepszy od poprzedniego). Tutaj można zadać pytanie czy "drugie wrażenie" jest ważne. Myślę, że tak (przynajmniej dla mnie). Tylko jak zachęcić kogoś do znalezienia tego drugiego, własnego odczucia. Trzeba napisać taki skecz który oglądany dziesiąty raz ciągle poprawia humor, już nie zaskakuje bo nie ma czym ale nadal ma się ochotę kiedyś do niego powrócić.
Trochę się rozpisałem, a warto by było wrócić do tematu. Zgodzę się z N. że taka lekka prowokacja jest stąpaniem po cienkiej linii. Jeżeli ktoś potrafi zachować umiar i jest w stanie zauważyć moment w którym oceniający zaczyna się gubić to może korzystać z takiego sposobu na otrzymanie szczerej krytyki. Jednak tego nie da się nauczyć ot tak. Potrzeba naprawdę dużego doświadczenia aby prowadzić takie rozmowy. Człowiek ma to do siebie, że swojego zdania jest w stanie bronić nawet za cenę sensu swojej wypowiedzi, a wtedy z takiej krytyki nic dobrego nie wyniknie. Wychodzi na to, że nikt nie oceni nas tak krytycznie jak my sami. Spojrzenie na napisany pod wpływem chwili tekst, następnego dnia, odsłania większość jego wad. Trzeba mieć ogromny dystans do siebie i tego co się pisze.
Z wiadomych względów za co najmniej ryzykowne uważam przyznanie się przez S. do takiego sposobu poznania opinii oceniającego i umieszczenia go tutaj:-) Do słowniczka dodałbym jeszcze słowo "majstersztyk" dla mnie to najwyższa ocena jaką mogę dać. Za takie uważam dzieło którego lepszego wykonania sobie nie wyobrażam, w którym nie widzę żadnych wad, a zalet ma tyle, że zapisze się w moim dysku twardym na długi czas.