przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

ramka teoria
 
POJĘCIA:
   definicja sztuki
   kabaret jest sztuką
   obowiązki kabaretu
   piękno, brzydota i realizm
 
OCENA WŁASNEJ TWÓRCZOŚCI:
   teoria wielkości
   jak wyciągać prawdę
   czytanie własnego dzieła
   wiara i nadzieja artysty
 
ELEMENTY SZTUKI KABARETOWEJ:  
   warunki konieczne
   imponowanie
   uwodzenie publiczności
   sztuka rezygnacji
   widz docelowy
   śmieszne a dobre
   warsztat a spontaniczność
   tematy w kabarecie
   prowokacje
 
PRZESZKODY I PUŁAPKI:
   krzywa sukcesu
   pułapka następnego programu
   nerwice
   wyparcie się patologii
   demokracja w sztuce
   mutacje
   artystyczne wygasanie
 
INNE TEMATY:
   autorytety
   teoria współpracy
   wsparcie lidera
   ludzie, miejsce, sztandar i reguły   

   teoria w plikach rtf




nowości toria okno
 
     

OBOWIĄZKI KABARETU

Czy kto tego chce czy nie - kabaret ma swoje obowiązki do wypełnienia.

Jako teoretyk i praktyk stawiam przed kabaretem 3 obowiązki:
Obowiązek rozbawienia.
Obowiązek szczerości.
Obowiązek łamania schematów.

Bez wypełnienia któregoś z tych obowiązków kabaret jest kaleki. Nieraz w stopniu urągającym.

Obowiązek rozbawienia - podstawowy, najbardziej oczywisty obowiązek.
Zdarza się, że grupa nazywająca siebie kabaretem przedstawia spektakl, który uchyla się od tego. Że niby mądry, przewrotny, literacki - a zabawy w tym ni cholery. No sory, ale to jest forma teatru-teatrzyku, zbudowana podobnie jak przedstawienie kabaretowe z mniejszych modułów, często z konferansjerem (rzadko spotykanym w tradycyjnym teatrze). No ale konferansjer nie czyni przedstawienia kabaretem, ani budowa modułowa.
Kabaret to sztuka rozśmieszania.

Obowiązek szczerości - to mniej oczywisty element kabaretu.
Kabaret jest formą komunikacji artystów z widzami. Chociaż ta komunikacja wzbogacana jest elementami estetycznymi - jednak to przekaz komunikacyjny jest centrum zainteresowania. Artyści wypowiadają się przez żart, publiczność wypowiada się poprzez reakcje.
Komunikacja jest do kitu, kiedy jedna ze stron po prostu kłamie. Publiczność raczej kłamstwa się nie dopuszcza, natomiast zdarza się, że kłamią artyści.

Najczęściej kłamią, żeby się podobać drugiej stronie. Tzw. „żarty pod publikę” są po prostu wyrzeczeniem się własnego zdania, własnej wrażliwości. To dość obleśne, kiedy ktokolwiek dla przypodobania się szefowi/pracodawcy udaje kogoś innego.

Równie nieszczere jest, kiedy artysta próbuje być mądrzejszy niż jest w rzeczywistości, bardziej swobodny niż normalnie. Też gra na podobanie się.

Także i trema jest często efektem nieszczerości. Bo w sumie skąd trema, jeśli masz zupełnie szczerze przedstawić swoje racje? Fakt, że można być niepewnym jak te racje zostaną przyjęte. Ale na dłuższą metę trema powinna odejść. Natomiast w nieszczerości trema będzie bardziej obecna - czy czasem nie widać tego kłamstwa?

Szczerość nie oznacza, że trzeba ze sceny mówić (i robić) wszystko i bez ogródek. Artysta sam sobie wybiera zakres wypowiedzi i subtelność przekazywania. Samoograniczenie się w wypowiedzi nie jest kłamstwem - mówi się tyle, ile chce się powiedzieć obcym ludziom.
Jeśli w kabarecie jest szczerość to spotkanie z takim jest niewątpliwie cenne - o ile ma się do czynienia z ludźmi w miarę ciekawymi.

Obowiązek łamania schematów - to świadczy o wartości sztuki kabaretowej.
Dobry żart ma zazwyczaj w sobie element łamania schematu. Polega na przywołaniu schematu w wyobraźni widza i za chwilę przełamaniu w niespodziewany dla niego sposób - jednak nieoczekiwanie trafny. Proste jak drut (chociaż w praktyce wcale nie).
No, ale jest grupa żartów, które wcale schematów nie przełamują - a co gorsza na tych schematach żerują. To te wszystkie żarty o „nieobecnych”. Sugerujące widowni, że gdzieś są ludzie od nich gorsi, głupsi i brudniejsi. Takie budowanie wspólnoty między sceną a widownią na wyśmiewaniu nieobecnych (lub mniejszości) w dość podły i stereotypowy sposób - chociaż nieraz nawet błyskotliwy.
Królestwo temu, kto nigdy nie skusił się na wyśmianie jakiejś grupy czy człowieka. Nie da się. Ale jeśli tylko to jest obiektem zainteresowania kabaretu - i poza wyśmiewaniem innych, nic więcej do zaproponowania - to najgorszy rodzaj kabaretu.

Przełamywanie schematów nie dość, że jest śmieszne - to jeszcze poszerza sposób myślenia na oczywiste sprawy. To sprawia, że kabaret zaczyna być warty każdych pieniędzy.

I kij w oko tym którzy uważają, że kabaret to płytki i obciachowy gatunek sztuki.




   


          


      kabaret ADI
      kabaret Potem
      Wytwórnia A'YoY
      klub Gęba
      bok
 
   
można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:


opinie:

podpis: Ines de la Fressange
Obowiązek szczerości jest bez sensu.
Z tego co wiem w kabarecie występują aktorzy, tak więc wymaga się od nich tak dobrej gry i warsztatu by widz się nie zastanawiał czy kłamie czy nie, tylko nawet kłamstwo przyjmował jako element kreowania postaci.

podpis: S.
Nie ma chyba oczekiwań, że się zgodzę...
Raz - piszesz o kabarecie aktorskim (w odróżnieniu od autorskiego). Tam rzeczywiście rządzi kreacja - no i często ten przekaz jest nieco sztuczny. Nie, żebym się bardzo czepiał - ale rzadko aktorski porywa. Raczej imponuje (jeśli ma czym).
Dwa - kreacja nie wyklucza szczerości, chociaż potrafi przeszkadzać. Jeśli nie ma sprzeczności kreacji z przekazem treści - to ta szczerość jest do zrobienia.
Trzy - dobra gra nie jest równoznaczna ze szczerością, jak i kiepska gra nie oznacza nieszczerości. Widziałem słabe wykonawczo skecze - ale pełne szczerości a więc i uroku. Doskonale się bawiłem na tym i nikt mi nie wmówi, że to były słabe rzeczy.
Cztery - ja piszę o obowiązku kabaretu, który ma być b. dobry. Ty piszesz o kabarecie jaki się widuje. To nie to samo.

podpis: Ines de la Fressange
Ze wszystkim się zgadzam (mea maxima culpa) :)

podpis: Dziara
Czytalem kiedyś wywiad z Andzejem Grabowskim, w którym wyraził taką myśl:
"Zadaniem komika jest wywoływać śmiech a nie rechot".

Gdybym miał wybrać jakiekolwiek przykazanie komedii, to wybrałbym właśnie to.

Łamanie schematów jest fajne, ale nie może być obowiązkiem w jakiejkolwiek sztuce.
Każdy autor napisze jakieś gówno od czasu do czasu, ważne żeby z niego zrezygnować gdy zdamy sobie sprawę czym jest.
Poza tym gówno jest nawozem.

Nie mogę się zgodzić co do mniejszej tremy gdy jesteśmy autentyczni, ale mój punkt widzenia jest zaburzony chorobliwym lękiem przed byciem ocenianym.

Publiczność składa się z co najmniej jednej najbardziej kłamliwej istoty na Ziemi, więc nie zakładałbym jej szczerości.

podpis: S.
:) Prowokujesz.
No co za minimalistyczne podejście - śmiech a nie rechot.
Tak jakby wystarczyło unikać najgorszego ze śmiechów - a już będzie się wyniesionym na piedestał artyzmu...?
To wystarcza jedynie, żeby uniknąć miana chałturnika lub hieny. Nic więcej.
Kabaret bez przełamywania schematów (czyli jadącego wyłącznie po stereotypach) to "jeleń na rykowisku o zachodzie słońca". Czyli po prostu kicz. Niby też sztuka ale jakaś taka...
A obawa przed byciem ocenianym - cóż, gdyby się bardziej myślało o tym co warto przekazać, a mniej o sobie - to byłoby łatwiej.
Publiczność składa się z istot zaprawionych w kłamstwie - ale w tym przypadku rzadko ma powód do kłamstwa. Więc może sobie pozwolić na szczerość.

podpis: Dziara
Występuję na scenie, nie na piedestale.
Naprawdę nie potrzeba wiele, żeby zamienić ambicję na aspirację,więc warto to docenić, ale nie ma sensu nobilitować.
Kicz bywa zgrabny i uroczy.
Po to mamy przymiotniki wartościujace, by tani kabaret był wciąż kabaretem a niska sztuka, sztuką.
Ci, którzy widzą schody zamiast piedestału nie gloryfikują artyzmu, bo może nie ma mniejszego zła,
ale słabi artyści istnieją na pewno.
I proszę mi tej wiedzy nie odbierać, bo zbudowałem na niej swoje poczucie tożsamości.

Warunki śmieszności i autentyczności są konieczne, ale schematyczność nie jest powodem do wyrzucenia poza nawias.
Jeśli ktoś tworzy kabaret z niskich potrzeb to kieruje się do publiczności o niskich potrzebach i tyle.
Ten ktoś nie ma obowiązku robienia tego inaczej, więc nie należy mu się z tego tytułu pogarda.
I nie ma w tym kalectwa, bo to że czegoś nam brakuje, wynika z naszych pragnień a nie autorów.

Człowiek potrafi śmiać się z żartu, którego nie rozumie, gdy widzi że inni się śmieją.
Powstrzymywać śmiech by upewnić się, że nikt się z tego powodu nie oburzy.
Potrafi śmiechem ukrywać niepokój gdy dzieje się coś dziwnego.
Powód do kłamstwa zawsze się znajdzie.

podpis: S.
Toś mnie ostrzelał z pozycji "nie aspiruję do miana artysty".
No i o.k.
Z tego punktu widzenia rzeczywiście jestem zbyt wymagający. W tym przypadku możemy zrobić jedynie protokół rozbieżności - bo raczej się nie przekonamy nawzajem.
Jeśli kabaret nie aspiruje do miana sztuki a wystarczy mu użytkowy charakter - to wystarczy wypełnienie obowiązku śmieszenia.
Co do kiczu - nie dostrzegam w nim wartości które by mnie pociągały. Może kiedy jest uroczy... ale częściej bywa śmieszny lub straszny. Z mojej strony to lekceważenie a nie pogarda. Kicz istnieje i będzie istniał - ale nie jest w kręgu moich zainteresowań odbiorcy lub twórcy (tylko jako badacza).
Podane przez Ciebie powody do kłamstwa publiczności dotyczą jednostek - a publiczność jest zbiorowością. (i wg mnie tylko pierwsze jest kłamstwem - następne dwa są szczerą reakcją)

podpis: Dziara
Nie mogę aspirować do miana artysty bo to wymaga jedynie ambicji. Artystą może być każdy. Najczęściej marnym ale artystą. Aspirować można do bycia wybitnym, niezależnym, orgyginalnym itp.
Jeśli człowiek pragnie wyrosnąć poza własne ambicje to jak najbardziej mu się chwali, ale żeby zaraz piedestał?
Rzucenie palenia jest trudniejsze.
Nigdy nie stwierdziłem, ża nie mam aspiracji po prostu moja koncepcja sztuki jest mniej romantyczna. A właściwie to wcale nie jest.

Dla mnie każda komedia, która nie niszczy empatii (nie wywołuje rechotu) spełnia swoje zadanie, a wszysto powyżej jest tylko przyjemnym bonusem.
Stereotypy często ją niszczą. ale za ich pomocą można się też do niej odwoływać.

Dlaczego dwie pozostałe reakcje są szczere?

podpis: S.
"Artystą może być każdy"... - ehm, no to pewnie co innego też rozumiemy pod pojęciem artysty. Bo dla mnie to ekskluzywne pojęcie - ale przecież nie będziemy się o to kłócić. Zostańmy przy swoim.
Sztuka rozśmieszania odwołuje się głównie do stereotypów. To pewne. Lecz odwołanie może być kpiną ze stereotypu, albo może być wyolbrzymieniem stereotypu. Dla mnie ogromna różnica.

Dlaczego szczere:
Powstrzymanie śmiechu, który może sprawić komuś przykrość - to nie jest kłamstwo, ale empatia. Mnie bawią nawet brutalne żarty w wąskim gronie - natomiast te same żarty ze sceny mogą mnie przyprawić o torsje.
No i zakrywanie śmiechem niepokoju to naturalna reakcja w wyniku napięcia. Gdzie w tym kłamstwo?

podpis: Dziara
Przyznaję Panu rację, niepotrzebnie doszukiwałem się w tych przypadkach hipokryzji.
I faktycznie, nie ma sensu kontynuować sporu o pojęcie artysty.
 
podpis: L.
e-mail: ...
Hm... Z obowiązkiem rozśmieszania... Owszem, jest dla mnie ważny, ale zastanawiam się, jak się ma to do kabaretu historycznego- przecież nie zawsze był zabawny.
 
podpis: S.
e-mail: ...
Sprawa punku widzenia. Dzisiaj ten historyczny kabaret wydaje się mało zabawny - z punktu widzenia obecnych standardów.
Śmiem jednak przypuszczać, że kiedyś rozśmieszało się w inny sposób i kabaret tą rolę spełniał.
 
podpis: L.
e-mail: ...
Może i rozśmieszał, ale nie w całości. Przecież oprócz tekstów komicznych powstały na potrzeby kabaretu takie teksty, jak \"Miłość ci wszystko wybaczy\". Nie mówiąc już o pierwszych, paryskich wytworach, gdzie mam wrażenie, że w jakimś stopniu bawiła ludzi erotyka (kankan, tańce rozbierane i coś tam jeszcze było, jeśli dobrze pamiętam). Jakaś forma zabawowa była, ale czy zawsze śmiesznie było- nie mogę do tego dojść. I tak, najbardziej cenię kabaret, który ma humor i to z tego gatunku, który określił Pan komicznym (czyli dobre śmieszne skecze) :) .
 
podpis: S.
e-mail: ...
Pozostaje kwestia pojęć - kabaret albo rewia. Blisko ale nie to samo. Na zachodzie obecnie kabaret oznacza bardziej rewię, ale u nas jeszcze nie.
Co do obecności liryki w kabarecie - dziś jest w zaniku, ale jeszcze niedawno był to bardzo popularny składnik przedstawień kabaretowych.
Z obowiązku rozśmieszania raczej bym nie rezygnował - co nie znaczy, że to rozśmieszanie ma być cały czas. Proporcje zależą od twórców.