przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

ramka teoria
 
POJĘCIA:
   definicja sztuki
   kabaret jest sztuką
   obowiązki kabaretu
   piękno, brzydota i realizm
 
OCENA WŁASNEJ TWÓRCZOŚCI:
   teoria wielkości
   jak wyciągać prawdę
   czytanie własnego dzieła
   wiara i nadzieja artysty
 
ELEMENTY SZTUKI KABARETOWEJ:  
   warunki konieczne
   imponowanie
   uwodzenie publiczności
   sztuka rezygnacji
   widz docelowy
   śmieszne a dobre
   warsztat a spontaniczność
   tematy w kabarecie
   prowokacje
 
PRZESZKODY I PUŁAPKI:
   krzywa sukcesu
   pułapka następnego programu
   nerwice
   wyparcie się patologii
   demokracja w sztuce
   mutacje
   artystyczne wygasanie
 
INNE TEMATY:
   autorytety
   teoria współpracy
   wsparcie lidera
   ludzie, miejsce, sztandar i reguły   

   teoria w plikach rtf




nowości toria okno
 
     

DEMOKRACJA W SZTUCE

Od lat nie lubię demokracji ani w życiu ani w sztuce. O ile mogę w życiu publicznym się zgodzić z Churchilem że to kiepski system, ale lepszego i tak nie wynaleziono - to w działaniach artystycznych demokracja jest kompletnie do dupy.

I proszę nie stawiać mi za przykład grup działających zespołowo, które potrafią tworzyć sprawnie i ciekawie.
Takimi przykładami są grupy zaczynające działalność.
To nie są grupy demokratyczne - to zespoły wieloliderowe! Dopóki członkowie zespołu czują i działają jak liderzy dopóty to działa.

Demokracja zaczyna się wtedy, gdy zaczyna obowiązywać prawo większości.
Nie energia, nie entuzjazm, nie wizja - ale zgromadzenie większości głosów zaczyna decydować o konkretnych rozwiązaniach artystycznych i okołoartystycznych.

Z demokracją spotykam się często i doprawdy nie ma nic gorszego. To otwarcie pola działalności dla demagogów, oratorów i przeciętniaków.
Zwykle prym w demokracji wiodą osoby mające niewiele do zaproponowania, za to rekompensujące swoją nijakość aktywnym uczestnictwem we wszelkich demokratycznych procedurach.
Sam niewiele zrobi, ale chętnie zaproponuje i przegłosuje uchwałę „jak ma być lepiej”.

Działaniem destrukcyjnym demokracji jest jeszcze to, że ludzie przestają się słuchać.
Kiedy dochodzi do starcia różnych koncepcji - ambicją zwolenników jest uzyskanie jak największej liczby głosów - a nigdy zrozumienie racji przeciwnej strony. Każda próba zrozumienia argumentów jest odbierana jako słabość i natychmiast wykorzystana przez konkurencję.

Natomiast entuzjazm i wizja (to co w sztuce bardzo ważne) jest czymś wielce podejrzanym. Ktoś kto się podnieca swoją wizją jest dla grup demokratycznych osobą niezrównoważoną.
Można się podniecać niesprawiedliwością, porażką, sukcesem - ale w żadnym wypadku artystyczną wizją.
Żeby uzyskać minimum zainteresowania wizje trzeba przedstawiać grupie w sposób beznamiętny - wtedy jest jakaś szansa, że ktoś wysłucha. Ale akceptacja wizji niezrozumiałej dla większości jest już niemożliwa. Więc nie ma szans na wizje nieprzeciętne.
Króluje przeciętność i schematyzm.

Demokracja niszczy wszelkie przejawy postaw liderskich.
Im bardziej jakaś osoba przejawia inicjatywę, tym bardziej pogłębia dysonans jaki odczuwają osoby przeciętne - i wystarczy jakieś populistyczne hasło żeby zwrócić wszystkich przeciętnych przeciw. A haseł takich wiele jest pod ręką: tyrania, arogancja, samowolka, oszołomstwo, manipulacja, niesprawiedliwość...
W takiej sytuacji osoba nieprzeciętna szybko wraca do szeregu albo w ogóle trzyma się na uboczu.

Już nie wspomnę o takich słabościach jak lenistwo lub znużenie.
Kiedy decyzje są w rękach większości to żadna siła nie jest w stanie przełamać objawów znużenia. Tam gdzie lider mógłby swoim entuzjazmem zmusić grupę do aktywności - tam demokratycznie zostanie spacyfikowany każdy entuzjazm który jest nieatrakcyjny dla grupy.

System liderski też ma wady. I tu należało by sparafrazować Churchila - że kiepski system, ale lepszego nie ma.
Lider może się podniecić całkiem błędną wizją, może przestać słuchać grupy, może uznać się za wyrocznię.
Najlepszym systemem jest układ wieloliderowy (dwóch liderów lub więcej). Nie posiada wad demokracji a tworzy samoregulujący się układ wolny od wad autokracji.
Ale jednoliderowy system też jest lepszy od demokracji bo grupa nie jest całkiem bezbronna. To jednak siła kilku przeciw jednemu i może wymusić korekty lub zmianę lidera.

A w demokracji nikt nikogo nie może zmusić.
Za to skutecznie może wykastrować.




   


          


      kabaret ADI
      kabaret Potem
      Wytwórnia A'YoY
      klub Gęba
      bok
 
   
można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:

opinie:

podpis: y.
jestem liderem, niech mnie pan Bóg broni. święta racja Sikorze coś napisał, ale co mam mówić swoim podwładnym, aby nie czepiali się populistycznych haseł? bo ja nie chcę beznamiętnie.

podpis: S.
Nie musisz nic tłumaczyć. Demokracja sama się nie rodzi - trzeba się na nią zgodzić. Wystarczy się nie zgadzać.

podpis: niewdziosek
Najprzyjemniej jest liderować sobie samemu, ale taki układ ma małą wydajność.

podpis: Robo
e-mail: robofh@wp.pl
A kiedy to jeszcze jest konstruktywne balansowanie w układzie grupa=lider a kiedy już demokratyczne oddziaływanie grupy w temacie "udupmy lidera bo się wychyla"? Czasami trudno jest odróżnić jedno od drugiego. Kiedy to można nazwać zdrowym korygowaniem wizji lidera przez grupę a kiedy korygowaniem samego lidera przez zazdrosną grupę? Rozmywa mi się...

podpis: S.
Rozmywać się będzie. Ale nie ma problemu - jeśli lider jednak działa a nie oddaje władzy w ręce większości - to powinno samo się jakoś naprostowywać.

podpis: owsik
JA też uważam, że lider jest potrzebny, tylko, że to musi być LIDER, a nie lider...

podpis: mrowka
mnie się wydaje, że ataki na Lidera z prawdziwego zdarzenia przypuszczają ci, którzy sami chcieliby być liderami, ale nie mają do tego predyspozycji - charyzmy, charakteru itp. I wtedy to nie jest propagowanie demokracji, tylko podgryzanie silniejszego, zamiast zajmowania jego miejsca...

podpis: Robocik
Ale wtedy powstaje pytanie po co w ogóle w grupie ludzie tak zawistni, bez charyzmy i charakteru...

podpis: S.
Charyzma i charakter to nie takie powszechne - a do tego jeszcze jakiś talent potrzebny - więc w rezultacie nie można za bardzo wybrzydzać.
A zawiścią bym tego nie nazywał - tylko słabością - nie ma charyzmy a chciałby mieć większy wpływ więc sięga po demokrację.

podpis: D.
Sama prawda. A jakie kabarety cierpią najbardziej przez demokrację. Tzn. czy są jakieś konkretne przykłady w dzisiejszym dniu? dzisiejszych czasach?

podpis: S.
Są. :)
podpis: mrowka
z punktu widzenia tego, kto chce tylko być tekściarzem - wygodniejszy jest lider i zamordyzm przy okazji. Jak się mam użerać o swoje wizje artystyczne, to chyba lepiej z jednym silnym przywódcą, który wie czego chce, niż z bezkształtną demokratyczną masą?
Aż mi żal, że nie mam liderskich zapędów :(

podpis: Robocik
e-mail: robofh@wp.pl
Z drugiej strony Mrówa jeden silny przywódca ma często tendencje do sprowadzania reszty kabaretu do roli tej bezkształtnej masy. A to też nie jest dobre wyjście, bo prowadzi w konsekwencji do napięć i tarć - bo nikt nie chce być szarym trybikiem. Dlatego też ja bym uważał z tym zamordyzmem - da się go za dużo i z Lidera stanie się Tyran. A z Tyranem jest tak, że w końcu nikt z nim nie będzie w stanie wytrzymać.

podpis: mrowka
Nawet jeśli znajdziesz do kabaretu grupę ludzi, którym będzie zależało w identycznym stopniu jak Tobie (co praktycznie jest przecież trudne do zrealizowania), to i tak przyda się ktoś, kto będzie całość trzymać silną ręką. Z liderem (nawet liderem-tyranem) możesz przedyskutować swoje stanowisko - a trudno dyskutować z grupą, która chce wszystko przegłosowywać. Mało tego - taka grupa najczęściej w pewnym momencie przestanie działać, a zacznie czekać, aż zabierze się za projekt ktoś i ktoś wyraźnie powie, co robić (czyli będzie chciała lidera jednak!). Nawet tyran jest lepszy od rozmemłania ogólnego, jakie zapewnia demokracja.
Lider wie, czego chce. Grupa nie ma pojęcia. Za dużo inicjatyw mi już szlag trafił, żeby wierzyć w "dobre" moce demokracji w grupie. Zwłaszcza że nie mam liderskiej siły przebicia ;)

podpis: Robo
To nie do końca jest tak. Istnieje prosta zależność, mianowicie im więcej Tyrana w Liderze, tym mniej chętny on jest do podejmowania dyskusji. Ja nie mówię żeby każdy w zespole był równy, bo jest to niemożliwe. Ale nie popieram również despotyzmu i nadmiernego zamordyzmu, bo takie zachowania nie przyniosą niczego dobrego. Oczywiście, rozmycie odpowiedzialności ze względu na upośrodkowanie czynników decyzyjnych również nie jest dobrym wyjściem dla kabaretu. Dlatego też według mnie jedną z głównych zdolności Lidera powinna być umiejętna oscylacja między biegunami Demokracji i Tyranii. Mam rację?

podpis: S.
Nie.
Demokracji należy unikać jak ognia.
Natomiast do obowiązków dobrego Lidera należy umiejętność wysłuchania wszystkich racji. Wysłuchania, wyważenia i podjęcia najlepszej decyzji.
Lider może się też poddać woli większości - i nie ma w tym nic złego. Ale nie powinien zdawać się na głos większości zawczasu - nie wiedząc nawet co ta większość postanowi i z jakim przekonaniem.
Natomiast Lider ze skłonnością do despotyzmu to lider słaby, który tak się obawia, że można łatwo go przelicytować, że ucieka się do tyranii. Więc jeśli ciągle jest liderem to tylko znaczy, że pozostali są jeszcze słabsi niż on - więc w gruncie rzeczy to sprawiedliwe.

podpis: mrowka
Robo, i masz przykład z życia wzięty. Wykłócam się o własny tekst z całym Twoim zespołem. Kiedy mam się wykłócać z MASĄ (i masz relację ja kontra zespół bez lidera), to sama idę w despotyzm ("ma być tak jak ja chcę, albo zabieram tekst i idę się bawić do domu"). Jeśli zespół ma lidera, człowieka z charyzmą, to gadam z liderem i wtedy mamy dyskusję, nie kłótnię na chwyty retoryczne tylko rozmowę z rzeczowymi argumentami.
S. - i tak lepszy tyran niż demokracja. Chociaż faceci mogą w końcu uważać inaczej :)