przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

ramka teoria
 
POJĘCIA:
   definicja sztuki
   kabaret jest sztuką
   obowiązki kabaretu
   piękno, brzydota i realizm
 
OCENA WŁASNEJ TWÓRCZOŚCI:
   teoria wielkości
   jak wyciągać prawdę
   czytanie własnego dzieła
   wiara i nadzieja artysty
 
ELEMENTY SZTUKI KABARETOWEJ:  
   warunki konieczne
   imponowanie
   uwodzenie publiczności
   sztuka rezygnacji
   widz docelowy
   śmieszne a dobre
   warsztat a spontaniczność
   tematy w kabarecie
   prowokacje
 
PRZESZKODY I PUŁAPKI:
   krzywa sukcesu
   pułapka następnego programu
   nerwice
   wyparcie się patologii
   demokracja w sztuce
   mutacje
   artystyczne wygasanie
 
INNE TEMATY:
   autorytety
   teoria współpracy
   wsparcie lidera
   ludzie, miejsce, sztandar i reguły   

   teoria w plikach rtf




nowości toria okno
 
     

AUTORYTETY

Autorytety to nie są wyrocznie. Można podziwiać, szanować, cenić, naśladować - ale jeśli robi się to bezkrytycznie, to ze szkodą dla siebie, a nieraz i dla autorytetu.
Uznanie opinii autorytetu za własną grozi spłaszczeniem wszelkiej głębi (jeśli taka jest). Naśladowanie autorytetu nie jest w stanie przynieść żadnych twórczych efektów. Wszystko pozostaje płaskie, wtórne i sztuczne.

Autorytety trzeba mieć po to, żeby się z nimi nie zgadzać. Bo żeby zrozumieć złożoność poglądów autorytetu należy spróbować je zakwestionować.

Bo im ładniej sformułowane myśli, tym większym obarczone uproszczeniem. Do tego skróty myślowe, pominięte warunki skrajne i okazuje się, że piękne słowa są przede wszystkim piękne a prawdziwe są tylko pod pewnymi warunkami. I bezkrytyczne stosowanie się do wskazówek autorytetu prowadzi nieuchronnie do kuriozów.

Najpierw trzeba wynaleźć te uproszczenia. Zawsze są. Zawsze jest jakieś: ale… Hm...
I przy takim podejściu szybko całe wywody zaczynają się wydawać wręcz bzdurą. Kiedy znajdzie się już pierwszy wyłom w teorii, następne są tylko kwestią czasu.
A kiedy już cała teoria upadnie!... wtedy należy sobie przypomnieć, że to jednak autorytet i debilem nie jest.

I tu drugi etap pracy nad zrozumieniem co autor miał na myśli. Tu się przydaje ten szacunek dla autorytetu, żeby uwierzyć, że jednak te przemyślenia nie są nieodpowiedzialnym gaworzeniem, tylko z czegoś wynikają. Że pomimo tego, że w pewnych warunkach są nieprawdziwe, to jednak zawierają w sobie jakąś głębię. I tą głębię wypadało by zrozumieć.

I kiedy to się uda to następuje rzeczywista korzyść z obcowania z autorytetem.

W bezpośredniej relacji korzyść może też mieć autorytet. Bo nie ma prawd uniwersalnych (przynajmniej w sztuce) i każda prawda jest uwarunkowana. Czasem autorytet ma świadomość wszystkich uwarunkowań, a czasem nie. Kwestionowanie prawd autorytetu może pogłębiać spojrzenie na temat i doprecyzowywać prawdziwość twierdzeń.

Więc stanowczo wolę kiedy wszelkie komentarze mają w sobie jakąś polemikę - bo sam mądrzeję, a i mam więcej pewności, że ktoś się przez moment zastanowił co czyta.




   


          


      kabaret ADI
      kabaret Potem
      Wytwórnia A'YoY
      klub Gęba
      bok
 
   
można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:


opinie: podpis: mrowka
e_mail: mrowka@granice.pl
a co jeżeli autorytet jest potrzebny jako przewodnik? W takim wypadku podważanie jego stwierdzeń równoznaczne byłoby z traceniem gruntu pod nogami. Uznanie autorytetu za przewodnika nie oznacza też przecież naśladownictwa...

podpis: S
e_mail: cepelin@aster.pl
Przewodnika warto kontrolować - tym bardziej kiedy przewodzi zaocznie - i co innego "w lewo" może znaczyć dla przewodnika i prowadzonego.
Podważanie polega nie na kwestionowaniu kierunku "lewo" tylko na szukaniu niebezpiecznych uproszczeń. Wtedy może się okazać że manewr w lewo trzeba wykonać trochę prędzej lub później - albo trochę na skos.
A ślepe posłuszeństwo często prowadzi w przepaść.
Jasne?

podpis: mrowka
aż chciałoby się odpisać "tak jest, Imperatorze!"
Tylko że sztuki kontrolowania trzeba się najpierw nauczyć. Jeśli spadnę w przepaść, bo zamiast przemyśleć rady Autorytetu, ślepo wykonywałam jego polecenia - to i tak będę bliżej celu, niż gdybym spadła w przepaść przy samodzielnych poszukiwaniach drogi.
W pierwszym wypadku mam jakąś szansę na to, że się pozbieram i następnym razem przyjmę słowa Autorytetu z większym krytycyzmem. W drugim uznam, że nie ma nic oprócz przepaści i że nie ma sensu iść dalej.
Nie chcę, żeby Autorytet podejmował decyzje za mnie - tylko żeby wskazywał kierunek, nawet jeśli to kierunek uproszczony. Przepaści i tak nie da się uniknąć. A tak przynajmniej w razie wątpliwości mogę zapytać (jeśli Autorytetowi chce się odpowiadać), albo próbować wyciągnąć wnioski z teorii i/lub praktyki - obserwując Autorytet. Myślę, że to kwestionowanie poglądów odbywa się najczęściej na poziomie szukania autorytetów i sprawdzania ich.

Inna sprawa, że dobrze wybrać sobie na Autorytet kogoś, z kim można się pospierać. Nawet dla zasady.

podpis: S
Tak, z zasady trzeba się spierać z autorytetem.
Zupełnie się nie zgadzam ze zdaniem, że z przepaści bliżej do celu. Bo w sztuce kabaretowej to co ja nazywam przepaścią to nijakość. I to wcale nie jest bolesne tylko zwyczajnie beznadziejne.
Więc zamiast pakować się ślepo w przepaść, lub też uznawać, że istnieje tylko przepaść - trzeba dopuścić do siebie i wątpliwości wobec wskazówek i też wiarę, że jednak autorytet coś wie - i wtedy można znaleźć ścieżkę którą autorytet miał na myśli.
Sam mam na sumieniu wpuszczenie niechcący młodszych w maliny - tylko dlatego, że gdzieś dochodziło do uproszczeń i bezrefleksyjnego traktowania wskazówek.
Więc z tym większą determinacją nawołuję do nieufności wobec wskazówek, ale też do wiary w doświadczenie autorytetów - żeby pośród wskazówek móc znaleźć coś korzystnego dla siebie - ale żeby to było już coś własnego.

podpis: mrowka
przepaść jako nijakość całkowicie mi tu odpowiada (w sensie metafory, nie w sensie poziomu tekstów). Nijakość też w pewnym momencie może zacząć boleć.
I wtedy ratunkiem jest Autorytet.
Jeśli człowiek chce stworzyć coś "więcej" niż do tej pory, to nawet ogólnikowe "w lewo" od Autorytetu mu się przyda. Przynajmniej da sygnał do zmian (do kierunku zmian)... Co po wydaniu komendy "w lewo" zrobi Autorytet, to już mniej ważne. Może mnie cały czas mieć na oku i rzucić linę, kiedy spadnę w przepaść, może prowadzić za rączkę i ostrzegać przed każdym niebezpieczeństwem, ale może też odwrócić się i stracić zainteresowanie: ja i tak będę szukać drogi "w lewo", zbrojna w wiedzę, że ta droga gdzieś tam jest. To będzie chyba najlepszy bodziec do zmian.
Zdarzało mi się pisać kiedyś pod dyktando nie-autorytetów (chociaż ludzi, którzy osiągnęli znacznie więcej ode mnie) kolejne wersje jednego tekstu. Tyle że efekt finalny, którym oni się zachwycali, mnie do dzisiaj wydaje się tak beznadziejny, że nawet nie mogę na niego patrzeć. Wtedy jednak nie słyszałam CO jest źle, a jedynie "mnie się nie podoba, spróbuj jeszcze raz".
Nie uwierzyłabym za to, że Autorytet (mój, nie - jakikolwiek) chce mnie wpuścić w maliny, więc gdyby coś się nie udało, byłaby to pewnie wina mojej błędnej interpretacji. Normalna rzecz...
Co do spierania się z autorytetem - nie zawsze Autorytet ma do tego cierpliwość (więc dziękuję za te odpowiedzi tutaj!).

podpis: S
No, mimo tego co piszesz - całkiem uparcie potrafisz się nie zgadzać.
Czyli nie jest źle.
Ale też nie dobrze. Jeszcze ten drugi krok - czyli spojrzenie przychylniej na wskazówki - i próba zrozumienia co się za nimi kryje.

podpis: Zdzichu
e-mail: boja33@wp.pl
A ja nie mam autorytetu, nawet pana Jezusa. No bo po co? Lepiej słuchać co się dzieje dookoła, nie zgadzać się a jak nie ma okazji to chociaż w sobie zgłosić gotowość do "nie zgadzania się"
I broń boże jakieś wyrazy uwielbienia.
Udało mi się zauważyć ciekawą postawę u ludzi. Mają autorytet w jakieś dziedzinie, darzą tę osobę nieskończenie wielkim szacunkiem i tyle, w ogóle zdaje się nie słuchają co ta osoba im próbuje przekazać, tylko kończą na tym dziwnym szacunku.
A chyba lepiej kogoś posłuchać jeśli się zgadzamy lub nie z tymi poglądami ale w zapasie trzymać gotowość do kopnięcia autorytetu w zad. (co jeśli bóg jest zły?:)
sorki, wiem że piszę obok tematu, ale nigdy nie miałem dyscypliny papa

podpis: S
Zdzichu, mam to samo.
A ten szacunek połączony z brakiem słuchania - kłaniam się - bardzo trafnie podsumowany temat.

podpis: mrowka
uparcie się nie zgadzam, bo potrzebne mi są autorytety (bez względu na to, czy uzyskam ich zgodę ;)). Mogę sobie przez długi czas pracować bez przeszkód - ale w końcu dochodzę do poziomu, którego w żaden sposób przeskoczyć nie potrafię (albo: nie mam cierpliwości, żeby poczekać, aż dojrzeję do samodzielnych rozwiązań). I co wtedy?

podpis: mrowka
no i jak się człowiek nie zgadza, to od razu nie słucha ;)

podpis: S.
Dobra, czuję się przyłapany.

podpis: mrowka
a ja przyznaję bez bicia, że sporo mi ta rozmowa dała.

podpis: mrowka
chyba dojrzewam wreszcie do pełnego przyjęcia tego, co piszesz. Uzupełniam o własny punkt widzenia: czasami pójście drogą, którą proponuje (albo którą wybrał dla siebie) Autorytet jest dobre: wtedy, kiedy pozwala jakoś się twórczo do-rozwinąć, wprowadzić do własnego pisania nowe elementy, których tam wcześniej nie było, a które są wartościowe.
Ale kiedy już wiesz, co zrobić, żeby naśladować Autorytet, to nie możesz przy tym zostać, bo zaczynasz hamować swój styl. I twórczość zamienia się w odtwarzanie.
A co do kwestionowania poglądów Autorytetu - w którymś momencie one mogą przestać być potrzebne i wtedy nawet nie trzeba ich odrzucać - bo nie muszą być złe, tylko po prostu mogą nie pasować do innego pomysłu na twórczość.
 
podpis: zaciekawiona
e-mail: ...
Ja zawsze poszukiwałam autorytetu i nigdy nie mogłam znaleźć zadowalającej dla mnie osoby. Oczywiście mogłabym się powołać na takie osoby jak Jezus, ale bliżej już mi był Karol Wojtyła, o którym myślałam czasami. Czuję jednak potrzebę autorytetu, który znałabym osobiście, z którym mogłabym porozmawiać w cztery oczy. Oczywiście w pewnym sensie są to rodzice/dziadkowie, ale z nimi łączy mnie jakaś relacja, bo to moja rodzina i nie jestem w stosunku do nich osobą \'obcą\' lub w jakiś sposób obojętną. W związku z tym ta relacja nie jest na zasadzie uczeń i mentor. Oprócz tego często nie zgadzam się z moimi rodzicami (każdy w miarę dorastania kreuje swój własny światopogląd itp). W związku z tym doskwierającym brakiem staram się szukać autorytetu w każdym człowieku, którego spotykam. Wygląda to jednak zgoła inaczej niż w normalnych warunkach. Ponieważ w jednej osobie imponuje mi pewna cecha, to ja staram się ją zrozumieć[cechę], naśladować. To może być koleżanka, której na ogół nie lubię, ale ta jedna cecha jest bardo dobra. To może być człowiek dla mnie obcy na ulicy, który oferuje swoją pomoc jakiejś babci w noszeniu zakupów. To są moje autorytety. Oprócz tego, że przyglądam się takim osobom i staram się wchłonąć od nich te dobre cechy, to właśnie... moim pragnieniem jest żyć tak, aby właśnie stać się realnym autorytetem dla bliskich/znajomych/drugiego człowieka. Myślę, że każdy mógłby tego spróbować, dążyć do dawania wzorca innym, a nie tylko czerpania i zachwycania się, a nie robienia kompletnie nic z sobą. Dziękuję i przepraszam za może zbyteczne rozwodzenie się.
 
podpis: S.
e-mail: ...
Całkiem ładne rozwodzenie się. Szukanie autorytetu (chociaż bardziej wzoru) bez ograniczeń - widzę pozytywnie.