przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

ramka
 
KABARETY, FESTIWALE:
   kabaret Hrabi
   kabaret Adin
   kabaret KMN
   kabaret AMM
   kabaretus Fraszka
   Taki Kabaret
   Ryjek
   PaKA
   Stand up
   Kabaret Popi i Kameralny
 
DROGI WYBORU:
   artysta użytkowy i sztuki
   między chałturą a bełkotem   
   telewizja i off
   niepraktyczny idealizm
   ściganie się
   fan idealny
   polemika z Młynarskim
 
BRZESZCZOT


artykuły w plikach rtf

ZACZEPNO-KRYTYCZNE




nowości Publicystyka - okno
 
     
STAND UP

Tu i ówdzie bywam pytany o moje zdanie odnośnie stand up-u. No to wyłożę na stronie i będę sobie odsyłał.

Do stand up-u nie mam stosunku dobrego ani złego. Na razie obserwuję. Wg mnie to taki hip-hop kabaretu. Prosto i bezceremonialnie. Prosto w oczy, bez gładkich słówek i o codzienności.

Fanem raczej nie zostanę. Nie moja fala, nie moja wrażliwość.

Z jednej strony doceniam naturalność, kontaktowość i publicystyczne zacięcie. Takie niejednokrotnie ciekawe komentowanie tego o czym wszyscy wiedzą przez mniej lub bardziej bystrego obserwatora.
Z drugiej strony brakuje mi walorów sztuki wyższej półki. Zbyt to codzienne, za mało przetworzone, za zwyczajne. Ot - gaduła. Znam takich prywatnie i nie muszę płacić za bilet.

Pewnie stand up znajdzie swoje stałe miejsce na scenach i scenkach. Wiele osób uzna to za alternatywę dla kabaretu - który albo strasznie spłyca żarty, albo zupełnie przeciwnie - zbyt kombinuje.
Stand up wydaje się prawdziwszy i głębszy. Przynajmniej na pierwszy rzut oka.

Celowo dodałem „na pierwszy rzut oka”. Bo trochę widzę monotonię formy i emocji, rozrzut tematyczny jest szeroki - ale zubożony o wszelkie abstrakcje i lirykę. Język stand up-u jest jednostajnie szorstki i dość slangowy - co znowu ogranicza mu możliwość operowania literackimi zwrotami. Niby można by było - ale trochę obciach.

Ja wiem, ja rozumiem - tak ma być. To ma być szczere i wyraziste. Bez ceregieli.

Tylko dlaczego akurat musi?
To, że taki jest model stand up-u to nie znaczy, że nie wolno go ruszyć. Napierdalanie mocnym słownictwem, ograniczanie się właściwie do 2 emocji - ironii i irytacji, zamknięcie się w publicystyce - bez odważniejszych odwołań do wyobraźni - to ograniczenie. Ot taki poprawny stand up akademicki.

Słyszałem od wykonawców stand up-u, że chodzi tu o wyrażenie siebie, tego co się czuje.
No to przepraszam - ale chyba nawet stand-uper czuje też radość, zadumę, smutek, niepokój itd. Nawet stand-uper mówi czasem w sposób bardziej kulturalny, no i też nie zawsze o zwykłej codzienności.
Owszem, to też wymaga jakiejś odwagi - stanąć przed tłumem (tłumkiem) żądnym kpin i dosadnego słownictwa - lecz zamiast wyszydzać i przeklinać - zaproponować ten kawałek siebie, który jest łagodny.
Że nie?
Że stand-uperzy nie bywają łagodni? Jakoś Poniedzielski jest - a spełnia wymogi stand up-u. Jest sobą, opisuje świat który widzi wokół siebie, nie udaje żadnej postaci. Czyli można.
Fakt, że nie przypomina duszy towarzystwa na amfetaminie - ale czy to konieczność?

Prawda, że tak może być trudniej. To trzeba trochę więcej inteligencji i nie działa już etykietka „swój chłop”. Trochę więcej może wymagać skupienia od widzów - i ta nieśpieszność aż prowokuje widzów do wcięcia się z własnym tekstem.
A stand up za środowisko naturalne uważa knajpki i swobodne kluby. No i faktycznie gość typu Poniedzielski miałby problem ze zbyt ożywioną widownią. To prawda.
Zdecydowanie najpierw stand-uper musi zdobyć przychylność widowni zanim zacznie czegoś wymagać. Cóż - jest takie określenia „charyzma”.
A fakt, że nikt z widzianych przeze mnie stand-uperów nie zasłużył jeszcze na to określenie (w moich oczach). Mogę powiedzieć: sprawny, skuteczny, zadziorny - ale wciąż nie charyzmatyczny.

Jak każdy gatunek sztuki ma swoich liderów i ogony.
Ogony pracują głównie na złą opinię o stand up-ie. Nie mając zbyt ciekawych myśli i spostrzeżeń napychają swoje programy wulgarnością. Udają takich wyzwolonych i przez to zwracają na siebie uwagę. Cóż, jak się nie ma talentu to zawsze można być wyzwolonym. Znajdzie się trochę osób, które się na to nabiorą.

Liderzy wyglądają na takich, którzy mają coś do powiedzenia od siebie. Słownictwo szorstkie, ale w ramach swobody ekspresji a nie pustego epatowania. Takich mogę oglądać bez przykrych doznań. Chociaż dla mnie obracają się w kręgu oczywistości i brakuje mi jednak jakiś puent, podsumowań poruszanych tematów.
Zbyt niepostrzeżenie zmieniają temat - i często na koniec właściwie trochę nie wiem o czym mi ten gość (babka) chcieli powiedzieć.

Za dużo chcieli powiedzieć naraz? Czy może naprawdę nie mają nic do powiedzenia?



   


          


      bok
      bok
 
   

można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:

opinie:

podpis: ciekawski
A co z Michałem Kempą? Ot pojawił się taki facet który zamiast strzelać żartami nadaje o nogach i martwych Niemcach. I nieustanie mi kogoś przypomina, ale za każdym razem inaczej. Czy on w ogóle jest stand-uperem? Czy absurd ma rację bytu w stand-upie? (zetknąłem się z opinią że nawet w monologach kabaretowych nie ma) A może to już jakaś nowa forma?

podpis: S.
Kempa jest rzeczywiście dość oryginalny jak na stand-upera. Na pewno nie jest poprawny i akademicki. A może to jest kierunek rozwoju dla stand up-u...?
Niekoniecznie tak jak u Kempy - ale z tym brakiem szacunku dla ścisłych wzorów.
Bo jeśli Kempa w tym jest szczery - a chyba jest (prywatnie też jest dziwny) - to może stanowić ciekawą alternatywę dla zbyt jednostajnego obrazu stand up-u. Chociaż trudno przyswajalną.
A absurd ma rację bytu w każdej formie sztuki rozśmieszania - chociaż nie wszyscy to lubią.

podpis: Kris
A kiedy jest monolog, a kiedy już stand up ?

podpis: S.
Z tego co zrozumiałem - monolog to produkt artystyczny, kreacja (czy to postaci czy zawartości tekstowo-tematycznej) wykonywany jednoosobowo.
Stand up to naturalne wyrażanie siebie bez elementów kreacji - a może dokładniej (bo kreacja jednak jakaś jest) kiedy wszelkie elementy kreacji współgrają w pełni z naturalnym wyrażaniem siebie. O.
Może być?

podpis: kasia h.
e-mail: huma.is.alive@wp,pl
Sporo racji w tych przemyśleniach. Stand-up zawsze mnie drażnił, a nie wiedziałam dlaczego, no i teraz wiem. Bardzo fajnie jest rzucić takim ciężkim dowcipem, ale tylko w odpowiednim towarzystwie, które zazwyczaj jest w takim stanie, że nie będzie potem nic kojarzyło. Dziwię się ludziom, którzy chcą sobie przylepiać etykietkę wrednego człowieka, który publiczności się jednak podlizuje.

Z uwagi jednak na jakieś tam formy pochodne od klasycznego stand-upu, jak choćby pan Kempa, które bardziej mi się podobają, myślę, że to taka para paskudnych rodziców, którzy nie cieszą oczu ani uszu, ale dzieci mają urocze.

podpis: Robocik
Co do Kempy - widziałem kilka razy na żywo i nie na żywo - i po prostu nie widzę u niego specjalnych postępów. Monotonnie rozśmiesza sobą, ale wciąż w ten sam sposób, nie wychodząc poza swoje ustalone ramy - ani, co gorsza, chyba nawet nie planując ich przekroczenia (w sumie można go zrozumieć, poza sceną jest prawie taki sam, więc ma ten komfort, że nie wypadnie z postaci). No i jego żarty są na tyle dziwne, że zupełnie nie wiadomo o co chodzi, co chce przekazać i czy w ogóle chce coś przekazać. Ktoś może lubić taki rodzaj absurdu w kabarecie, ja nieszczególnie.

Co do samego stand-upu, to mam mieszane uczucia. Ogony ogonami, ale nawet ci lepsi cierpią na "pułapkę kolejnego programu", gdzie wypstrykawszy się z lepszych żartów próbują je nadrobić tą nieszczęsną "jazdą po bandzie".
Ten styl rozśmieszania ma niestety największą tendencję do popadania w rynsztok i teksty na temat różnego rodzaju wydzielin opuszczających nasze ciała. Owszem, bywa że nie rozśmiesza a zbrzydza, często celowo.

Ale dobrze, że jest. Ustala pewne granice, ma swoich zwolenników - więc jest potrzebny. Jak hip-hop.

podpis: Kosik
Ja nie rozumiem mody na stendap (sobie tak spolszczam); znaczy się modę rozumiem, ale nie rozumiem jej u świadomych (za jakich część z nich się podaje) kabareciarzy - wielu próbuje, pojawia się, ale nawet Ci najlepsi przywodzą mi na myśl popisywanie się przed znajomymi, dodatkowo korzystając z jakiejś już tam popularności. Nie poznałem jeszcze spendapera, który nie robiłby kreacji na scenie - prywatnie zachowują się inaczej i gadają inaczej i o innych rzeczach - więc jest to kreacja, ale taka lekko zakłamana - gram na scenie siebie którym chciałbym być. Chyba trzeba jeszcze parę lat poczekać na jakieś osobowości w tych ruchu.

podpis: S.
Zgadzam się, że kreacja w stand up-ie zdecydowanie jest. Tyle, że jest kamuflowana - czego w sztuce się nie robi, a wręcz się eksponuje.
Mi też to za bardzo przypomina popisy rozochoconych kolegów w towarzystwie, żebym mógł sie tym zachwycać.
Chociaż widziałem paru wykonawców zagranicznych, którzy swój stand up robią na poziomie sztuki. Ale właśnie u tych widzę niekamuflowaną kreację.

podpis:
W podobnym tonie wypowiadają się moi znajomi komicy o kabaretach.
Prawdopodobnie myślałbym podobnie gdybym nie szukał lepszych niż te, które wciska mi telewizja najwyraźniej sądząc że są zabawne.
Co do pańskich sugestii dotyczących formy to nie wiem czy Poniedzielski poradziłby sobie w klubie ale Steven Wright radził sobie rewelacyjnie.
Publiczność stand-upu bardzo dobrze reaguje na liryzm co wiem z własnego doświadzenia.
W przeciwieństwie do Pana trudno mi wyobraźić sobie tą dziedzinę bez abstrakcji i absurdu,występy Woodyego Allena czy Eddiego Izzarda wciąz mają ogromny wpływ na artystów.
Nie istnieje też nic takiego jak "model stand-upu" a język i forma zależą tylko od występującego lub występujących(istnieją też duety).
To co aktualnie jest powszechną tendencją wykonawców nie definiuje tego czym jest kabaret czy stand-up.

podpis: S.
Przyjmuję.
Fakt, że nie śledzę ze szczególną uwagą a tylko obserwuję co mi przypadkiem przed oczy weszło.
Cieszy, że stand up jest bardziej różnorodny niż ten który dotąd spotykałem.

podpis: eMTe
trzensimordek@gmail.com
Już miałam się nie zgadzać, ale mnie kolega Anonim w komentarzach uprzedził. Stand up uwielbiam, ale nie w wykonaniu polskich młodych gniewnych. Poza Eddiem Izzardem dorzucam choćby takie nazwiska jak Michael McIntyre, Danny Bhoy, to z tych pozytywnych i stawiających na abstrakcję, ze świetnie przygotowanym tekstem. Klasyka gatunku w USA: Whoopie Goldberg i Robin Williams. Klasyka gatunku w Polsce: Andrus, Bałtroczyk, Poniedzielski, Piasecki, niech będzie i Pazura. Zgodnie z definicją w tekście, stand up\'em nie będą telefony Laskowika, Górskiego, monologi sołtysa Kierdziołka 'Cie choroba', bo wszyscy oni tworzą czysto fikcyjne postaci. Ale już 'Księga życzeń i zażaleń' w wykonaniu Kobuszewskiego? Dla mnie to przykład zachodniego stand up'u w polskiej wersji. Współczesny stand up w Polsce to jest brzydki chuyt materkindody, tworzenie niszy na siłę za pomocą amerykańskiego formatu greps-pauza na aplauz-greps-pauza na aplauz. A fe! Porządny stand up to jest przygotowany i przećwiczony występ, a nie tylko chodzenie od prawa do lewa i rzucanie grubszym słowem. Michał Kempa to świetny przykład. Polecam obejrzeć kilka filmików na youtube na ten sam temat, gdzie tekst powtarza on z dokładnością godną Krzysztofa Piaseckiego - nie tylko słowo w słowo, ale momentami wręcz z identyczną intonacją :) Nie twierdzę, że wszyscy mają recytować gotowce, ale pełen spontan, slang i sztywny format mało mają wspólnego ze sztuką stand up'u.

podpis: Dziara
Pazura? Ze swoim "zabije siego i jebie..." czy "chodż no tu z tym cipo.."?
Nie znoszę gdy ktoś stosuje przejęzyczenia na scenie, w komedii nie można zejść niżej, a te w wykonaniu Pana Cezarego to już dno dna.
"Salon Niezależnych" miał monolog pt. "Człowiek Dowcipny", który mocno kojarzy mi się z twórczością Cezarego Pazury.
Jeśli wierzysz że ci młodzi komicy nie przygotowują swoich tekstów to odniosłeś mylne wrażenie.
Mnie nie irytuje hardcore, tylko silenie się na hardcore związane z przeświadczeniem, że tak trzeba.
Ten anonim powyżej jest mój, zapomniałem się podpisać.

podpis: eMTe
e-mail: trzensimordek@gmail.com
nie no faktycznie z klasyką to przesadziłam, ale chodzi mi o to, że pan wychodzi i papla jako on, a nie fikcyjna postać. I o to, że stand-uperów jest w Polsce wielu i to od lat. Co do poziomu - ot, kwestia gustu, dla mnie gorszy jest np. Daniec, a ktoś go może cytować fanatycznie. Co do mylnego wrażenia - owszem, ci dobrzy przygotowują :)

podpis: S.
No to powoli stanowiska zaczynają się zbliżać.
Pozostają lekkie różnice w gustach (i to nie za wielkie) no i większe lub mniejsze rozeznanie.
 
podpis: stand-uper
e-mail: mg.wieczorek@gmail.com
Z wielkim zainteresowaniem przeczytałem Pańską opinię. Przed laty fascynował mnie kabaret i jak wiele osób, które zwróciło się ku stand-upowi, owym kabaretem (jako zjawiskiem) z czasem się rozczarowałem.
Głównie z tego powodu, o którym pisze Pan w innym tekście - kabaret zaczął utożsamiać się w moich oczach z kabaretem \"popi\". Większość artystów, których szanowałem i których twórczość robiła na mnie znaczne wrażenie, zaczęła być dla mnie kabareciarzami jednej roli i jednego podejścia. Przebrać za księdza/policjanta/dresiarza/kobietę udać, że jest pijany/głupi/wulgarny... i to cały pomysł.
Także żywię ogromną nostalgię za Kabaretami.

Jeśli chodzi o stand-up - w dużej mierze zgadzam się z Pańską opinią... Co więcej, w stand-upie zaczyna już powoli zachodzić podobne zjawisko, co w kabarecie. Kształtują się standuperzy \"popi\", którzy bazują na wulgarności lub kontrowersji. (Pytanie, czy kontrowersja na siłę, bez przekazu, to wciąż kontrowersja).
Zestawiłbym tu dwu obecnie najpopularniejszych polskich standuperów - Abelarda Gizę i Kacpra Rucińskiego. Pierwszy, moim zdaniem, stara się nieść przekaz w swoich występach, przez co pointy padają rzadziej niż u jego kolegi.

Sporym jednak utrudnieniem dla standupu jest to, że występy zazwyczaj trwają kilka-kilkanaście minut, podczas których ciężko zbudować relację z widzem, ciężko też postawić na przekaz, bowiem point wtedy jest zdecydowanie mniej.

Z własnego doświadczenia powiem, że największą satysfakcję przyniosło mi, gdy po jednym z występów słyszałem, jak widzowie mówili: \"nie wiem, czemu się śmiałem...dlatego, że to mnie bawiło, czy dlatego, że on to mówił...\".
Castigat ridendo mores. Śmiechem chłostać obyczaje - stand-up idealnie do tego się nadaje. Kontrowersję rozumiem wtedy jako poruszanie tematów, o których ludzie woleliby nie myśleć. Tematów, które są dla nich kłopotliwe. Z których, kiedy się śmieją, to czują się zawstydzeni, bo mają wrażenie, że ten śmiech jest niepoprawny.
Do jakiej refleksji może ich to skłonić? Wierzę w podejście: \"skoro głupio mi, że to mnie śmieszy...to czemu mi głupio? Co jest takiego w tym temacie, co sprawia, że przez chwilę poczułem się hipokrytą?\"

Wydaje mi się też, że w stand-upie zdecydowanie w większym stopniu niż w kabarecie, ważne jest nastawienie występującego. \"Bawi mnie to, o czym chcę powiedzieć, jest do według mnie śmieszne i spróbuję teraz przekonać do tego ludzi.\"

Oczywiście są dziesiątki osób, które opierają swoje występy na tematach takich jak: masturbacja, porno, katolicyzm, seks... I wśród publiczności znajdują poklask... Ale tego chyba nie ma szans odmienić i pozostaje tylko próbować robić swoje.
 
podpis: Mateo
e-mail: mateo211998@gmail.com
to nie jest w cale tak że Stand-Up jest kabaretem Stand-Up to zabawa z widownią to jest opowiedzenie czegoś a co nikt inny nie miał by odwagi. Tak to jest szorstkie i wulgarne ale tego wymaga Stand-Up. Chciałbyś słuchać jakiegoś hipisa który gada że nasz kraj a wgl świat jest idealny.Nie jest dlatedo stand uperzy piszą o tym co ich irytuje a nie o tym co ich uszczęśliwia.
 
podpis: rRtWVm7b7
e-mail: 64ngw1aj@mail.com
Whoa, whoa, get out the way with that good inftimaoron.