przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

ramka
 
KABARETY, FESTIWALE:
   kabaret Hrabi
   kabaret Adin
   kabaret KMN
   kabaret AMM
   kabaretus Fraszka
   Taki Kabaret
   Ryjek
   PaKA
   Stand up
   Kabaret Popi i Kameralny
 
DROGI WYBORU:
   artysta użytkowy i sztuki
   między chałturą a bełkotem   
   telewizja i off
   niepraktyczny idealizm
   ściganie się
   fan idealny
   polemika z Młynarskim
 
BRZESZCZOT


artykuły w plikach rtf

ZACZEPNO-KRYTYCZNE




nowości Publicystyka - okno
 
     
ŚCIGANIE SIĘ

Ściganie się jako przeciwieństwo hasła „róbmy swoje”.

Ciężko znaleźć pozytywne przykłady spokoju w dążeniu do sukcesu artystycznego. Byle nagroda, byle brak nagrody, byle wydarzenie i rodzi się gorączka pośpiechu. .
Swego czasu kabaret Mumio wydawał się być odporny na gorączkę. Działali spokojnie, nie przesadzając z obecnością w mediach i na festiwalach. Hrabi po raz kolejny może służyć za przykład. No, jeszcze póki co nie widać gorączki u Fraszki i u Stada Umtata. Ale być może tylko dlatego, że nie mieli okazji się rozgorączkować.

Za to wśród kabaretów jest mnóstwo przykładów pośpiechu. Zarówno wśród tych którzy osiągnęli jakiś sukces, jak też u tych którzy na sukces trochę czekają. Pominę tym razem tych z sukcesem, bo w końcu ktoś stwierdzi, że zazdroszczę.
Użyję jako przykładu kabaretu Marka Grabie. Kabaret bardzo obiecujący (zważywszy na osobę lidera) ale co się dzieje? Kabaret który powinien sobie zdawać sprawę ze swojego niecodziennego charakteru i mieć świadomość, że popularność i nagrody nie są im pisane jako chleb powszedni - zaczyna się niecierpliwić brakiem docenienia na festiwalach, a też pokazuje skecze w słabym wykonaniu w słabych programach tv. Do czego się śpieszą?

Nie będzie wielkiej dojrzałej sztuki w atmosferze ścigania się z czymkolwiek innym niż własne wizje. Jeśli zewnętrzne czynniki będą decydować o ocenie dokonań - to to co wewnętrzne (a więc sztuka) stanie się sprawą drugorzędną.
Jeśli kabaret Marka Grabie nie powstrzyma pośpiechu to utraci charakter. A to już koniec. Grabie nie umie robić kabaretu biesiadnego, cała jego moc to odjechane skojarzenia. Więc im bardziej będzie dopuszczał do siebie tęsknotę do sukcesu tym bardziej będzie się wybijał z mocy.

Wiara w słuszność drogi artystycznej i wielkość swojego talentu musi mieć pożywkę. Taaak. Ale czy zawsze muszą być to pospolite symbole sukcesu? Od artysty chciało by się wymagać więcej. A już szczególnie od artysty niecodziennego.
Czy sama przyjemność wodzenia widowni po kosmicznych ścieżkach nie może być wystarczającym potwierdzeniem talentu?

Jasne! Jest jeszcze aspekt popularności - czyli możliwość życia z kabaretu i częstych występów. Co wydaje się pomagać sztuce.
Pomaga, ale pod warunkiem, że popularność jest nabyta z powodu wysokiego poziomu - a nie starań marketingowych kosztem sztuki. I jeśli omawiam przykład kMG to jeszcze tego poziomu nie osiągnął. I nie osiągnie jeśli będzie się ścigał.

Ściganie się powoduje doganianie a nawet wyprzedzanie swoich możliwości na bieżącym etapie - a więc zabieranie sobie jakiejkolwiek perspektywy. Nic z przodu, wszystko za.
Niby dobrze, że wykorzystane wszystkie szanse - ale już zdobyte co mogło być zdobyte i z przodu tylko otchłań. I zaczyna się oglądanie wstecz.

P.S. Tak samo mógłbym się odnieść do kabaretu Hlynur.




   


          


      bok
      bok
 
   

można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:

opinie:

podpis: mendrek
Jak tu się nie ścigać, gdy osiągnięcia festiwalowe uważa się za wyraz wartości prezentowanej przez kabaret.
Jak w takim razie działać? Brak osiągnięć, miejsc na festiwalach - analizujemy i filtrujemy porady jurorów, przekładamy na swoją sztukę i bierzemy to co się nas rzeczywiście tyczy, a co z resztą? nie znają się, czy to rzeczywiście jest do d... Trzeba mieć naprawdę dużo dystansu i potrafić spojrzeć z boku na to co się robi, żeby przy braku osiągnięć nie stracić wiary we własną wartość. Przecież zazwyczaj wszystko rozbija się o gusta. Chyba trzeba postawić na słowo "konsekwencja" ;) A skoro już przy festiwalach - może Autor napisałby słów kilka o jurorowaniu, a w Autora przypadku raczej nie jurorowaniu;)
pozdrawiam

podpis: S.
e-mail: cepelin@aster.pl
Nie namawiam do rezygnacji z konkursów - ale do tego żeby się nimi nie podniecać. Tak - nagrody są wynikiem gustu jurorów, a nie nieomylnym wyznacznikiem sztuki. Więc nagroda lub jej brak - to jedna z informacji - ale nie jedyna.

podpis: mrowka
i w ferworze pogoni za nagrodami ginie gdzieś duch zdrowej konkurencji - takiej, która motywuje do pracy i przeskakiwania własnych ograniczeń...

podpis: Robo
e-mail: robofh@wp.pl
Do niedawna nie zgadzałem się z tym podejściem. Aż zobaczyłem Górala który bredził na scenie o podpinaniu szambiarki do rurociągu z gazem i patrzącego przy tym z błaganiem na publiczność, no śmiejcie się, przecież to było takie zabawne...

podpis: K.
Jak dla mnie kabaret Hlynur to jest porażka i jakieś nieporozumienie. Ani nie śmieszą ani nie bawią. Zapchajdziura... I trzecie miejsce na zeszłorocznej PACE...

podpis: S.
No i zilustrowałeś co chciałem wyrazić.
Po co Hlynurowi ten występ w tv na PaCE - skoro pozostawił takie wrażenie...

podpis: w tremiszewski
e-mail: wojciechtr@o2.pl
na tej stronie mocno w odniesieniu do kabaretu. ale znajduję te słowa w znacznie szerszej perspektywie. czy jesteś artystą czy wyścigówką. czy coś, co mieszka w twej duszy i sercu, co chcesz pokazać innym może się z kimkolwiek ścigać na jakiejkolwiek bieżni? nie neguję brania udziału w konkursach, a raczej do spoglądania na nie bardziej z perspektywy poznawania innych artystów i szlifowania swego warsztatu i stylu podczas bezpośredniego stykania się z widownią. traktowanie sztuki jako sportu, czy biznesu, czyli mówienie o "zdrowej" rywalizacji, wg mnie jest bezsensem absolutnym. takie myślenie generuje strach przed porażką, a takie odczucie straszliwie wpływa na artystyczne decyzje.
strach zabija sztukę.
"Dlaczego koniecznie nie możesz mieć racji tylko dlatego, że kilka milionów ludzi sądzi, że jej nie masz?" - Frank Zappa
a jeśli takie stwierdzenie kłóci się z opcją zarobkową, to ja wolę robić kabaret, czy też inną sztukę po ośmiogodzinnym dniu pracy w biurze.

podpis: kuba-s
e-mail: dobramy@wp.pl
Pamiętam, że to samo mówił pan mojemu kabaretowi odrzucając nas na eliminacjach Paki w 2002 roku (ile to już lat?) wtedy byłem tym zbulwersowany, ale wtedy byłem młody i głupi.
Teraz rozumiem, co pan miał na myśli tu i w kilku innych felietonach też. I doceniam.