przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

ramka
 
KABARETY, FESTIWALE:
   kabaret Hrabi
   kabaret Adin
   kabaret KMN
   kabaret AMM
   kabaretus Fraszka
   Taki Kabaret
   Ryjek
   PaKA
   Stand up
   Kabaret Popi i Kameralny
 
DROGI WYBORU:
   artysta użytkowy i sztuki
   między chałturą a bełkotem   
   telewizja i off
   niepraktyczny idealizm
   ściganie się
   fan idealny
   polemika z Młynarskim
 
BRZESZCZOT


artykuły w plikach rtf

ZACZEPNO-KRYTYCZNE




nowości Publicystyka - okno
 
     
Kabaret Popi i Kabaret Kameralny

Zdecydowanie już najwyższa pora, aby o kabarecie przestać mówić i myśleć w sposób uogólniony. To już tak się rozrzuciło po biegunach, że jedno określenie nie wystarczy.

Są kabarety specjalizujące się w rozbawianiu rozochoconych tłumów - i trudno w jakikolwiek sposób porównywać je z kabaretami o charakterze kameralnym nastawionymi na odbiór indywidualny. I używać na oba zjawiska tego samego określenia.

Nie chodzi o to, żeby wartościować w jakiś sposób jeden czy drugi rodzaj kabaretu - bo każdy pełni jakąś swoją funkcję. I albo pełni ją dobrze, albo źle. Wartościowanie powinno raczej tego dotyczyć.
Jeden i drugi gatunek ma swoich zwolenników i przeciwników.

Kabaret popi - specjalizujący się w rozbawianiu rozochoconych tłumów - musi stosować pewna określoną konwencję. Nasycenie żartami musi być wysokie.
Więc siłą rzeczy nie ma wielkich możliwości budowania nastroju, rozwijania jakiejś myśli - bo każda chwila musi być wypełniona wybuchami śmiechu. Żart powinien być prosty, czytelny dla przeciętnego widza z tłumu.
Jeśli nastrój, to od razu śmieszny, jeśli myśl, to też.
W tłumie się nie śledzi zawiłości. Tłum nie pamięta kilku zdań wstecz. Musi być szybko, prosto i śmiesznie.

Kabaret kameralny - nastawiony na mniejsze widownie, na bardziej indywidualny odbiór - ma możliwość budowania nastroju, konstrukcji. Może pokusić się o nieszablonowe myśli i trudniejsze skojarzenia.
Nie ciąży na nim konieczność upraszczania programu, aby dostosować się do najbardziej niecierpliwych (co często znaczy: najmniej inteligentnych) widzów.
(czy przeciętny kabaret kameralny potrafi wykorzystać te możliwości, to zupełnie inna sprawa)

Określanie wspólnym szyldem „kabaret” jednego i drugiego typu - prowadzi do nieporozumień i rozczarowań.
Zwolennik kabaretu Popi nie będzie zadowolony, kiedy idąc na kabaret zostanie zaskoczony zbyt zawiłym programem. Zamiast ulubionej beki, będzie się męczył.
Zwolennik kabaretu Kameralnego nie ubawi się za to na kabarecie Popi - uważając go za zbyt prostacki i płytki.

Nie ma złudzeń, że odbiorców kabaretu Popi jest więcej. W muzyce podobnie - disco polo ma największą grupę odbiorców. To jest normalne.
Ale gdyby hasło „muzyka” bez przymiotników miało być równoznaczne z disco polo - to inna muzyka musiałaby zniknąć albo znaleźć sobie inne określenie.
A tak jest teraz z kabaretem.
Kabaret Popi zdominował obraz kabaretu w ogóle. Mówisz: kabaret - myślisz: amfiteatr (lub mrugające światłem kluby Dwójki). Sytuacje jeszcze ratują, ale w niewielkim stopniu, kabarety, które umiejętnie łączą formułę popi z kameralną. Lecz w całym otoczeniu zaczynają się zlewać w jedno.

Zjawisko zwane kabaret traci widownię o wyższych wymaganiach estetycznych i intelektualnych. Często kabaret w środowiskach wrażliwszych zaczyna być kojarzony z obciachem.
Jeśli nie wykształci się rozróżnienie (i to w powszechnej skali) to kabaret kameralny po prostu zniknie. Przegra z etykietką obciachowej rozrywki.


P.S. Kiedyś takie rozróżnienie faktycznie istniało. Oprócz głównego nurtu kabaretu istniało powszechnie używane pojęcie kabaretu Studenckiego. Który to gatunek narażony był na amatorski poziom, ale jednak kojarzył się z nieszablonowym sposobem myślenia.

P.S. Określenie "Pop" wydało mi się zbyt szlachetne, określenie "Popi" bardziej mi harmonizuje z rzeczywistością :).





   


          


      bok
      bok
 
   

można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:

opinie:

 
podpis: pytek
e-mail: ...
Po lekturze powyższego tekstu przyszły do mnie następujące myśli:

Masowy widz w amfiteatrze przekłada się na możliwości zarobienia trochę większych pieniędzy niż za występ w warunkach kameralnych dla kilkudziesięciu osób.

Dobry występ kabaretowy w amfiteatrze jest sztuką. Zdarza się rzadko. Częściej można się natknąć na rzemiosło na przyzwoitym poziomie. Natomiast najpowszechniejsza jest masowa produkcja „jaj” dla „szerokiego widza”, który chce się pośmiać, nierzadko ze znanych osób, bo to fajne, przy okazji napić się piwa, coś przekąsić, pokręcić się w te i wewte, pogadać przez komórkę „słuchaj, jestem na kabarecie, ale jest za….”.

Po imprezie w amfiteatrze może pozostać wrażenie w rodzaju: „było fajnie”, które przemija w dość krótkim czasie.
Współczesny kabaretowy program telewizyjny przeważnie przechodzi bez echa, chociaż czasem błyśnie jakaś iskierka (a nawet zdarza się mały snop iskier) – bywa, że daje to impuls do spotkania z tymi ludźmi w mniejszej lub większej sali.
Po występie dobrego kabaretu w warunkach bardziej lub mniej kameralnych oprócz śmiechu potrafi pojawić się podziw, wzruszenie, refleksja, a wspomnienia tegoż występu poprawiają humor jeszcze przez długi czas.
 
podpis: Pan B.
e-mail: a345@wp.pl
Oczywiście można by też było wspomnieć o innych czynnikach. Któż będzie się zajmował KK, jeśli jedną z głównych motywacji wejścia w ten \'biznes\' są pieniądze lub popularność. KP wygra zawsze i wszędzie. KP nie jest napiętnowany społecznie przez elity tak jak jak disco polo, więc nie jest postrzegany jako obciach. Diagnoza: KK stenie się offowy, a może i zaniknie. Przykłady historyczne: tigel-tangle, PRL-owskie kabarety kawiarniane - tego już nie ma. Ot, procesy dziejowe, Panie monterze ;)
 
podpis: S.
e-mail: ...
Rola pieniędzy jest dla mnie jasna. I z tym się nie będę kłócić. Bo nie ma co się wściekać na to, że pies gania za kotami.
Problem widzę w tym, że jeśli nie zaistnieje w powszechnej świadomości jakieś rozróżnienie - to każdy inny rodzaj kabaretu poza Popi przestanie istnieć.
Byłoby szkoda.
Fajnie byłoby się czasem rozerwać na czymś, co nie jest głupie ani wulgarne.
 
podpis: B.
e-mail: ...
Można się nie zgodzić, ale ja zgadzam się w stu procentach. Dodam jeszcze, że tzw. kabaret Popi działa także w ten sposób, że sprowadza niegdyś dobre kabarety do... wiadomo, czego. Żarty o seksie, pierdzeniu, politykach i kościele (nierzadko zestawione razem w jednym \"dowcipie\") wkradają się do kabaretów, które teraz szukają zarobku jedynie w amfiteatrach i dniach miast, a kiedyś były uważane nawet bardziej za teatr niż za kabaret.
Nie ma co kryć, zęby bolą, jak ogląda się wyznawców weekendu i amfiteatry. A KRRiT powinna częściej karać kabareciarzy, nie tyle za obrazoburcze teksty, co za poczucie żenady u widza.
 
podpis: JGJ
e-mail: ...
Czekałem od dawna na tak ciekawy artykuł o polskim kabarecie i jego perspektywach. Pobudza do refleksji i do dyskusji zarazem. Generalnie podział na \"Popi\" i \"kameralistów\" jest wg mnie poprawny metodologicznie. Dostrzegam jednak również kabarety \"renesansu\", które powyższy podział traktują jedynie jako potencjalne wyzwanie co do pełnionych przez siebie ról w różnych sytuacjach i posiadanego twórczego potencjału. Takie kabarety równie dobrze radzą sobie z tworzeniem własnych klimatów dla widowni wymagającej i ukierunkowanej, jak i z podkręceniem tempa i lżejszą tematyką dla potrzeb masowego odbiorcy. Inną sprawą jest natomiast moim zdaniem, w jakiej roli czują się lepiej, a jeszcze inną - do której mają większe predyspozycje. Także z mojej strony postulat byłby dodatkowy - niech kabaret, jak już rozpozna swój "target", nie równa nigdy w dół, nawet ten "Popi", niech próbuje złapać publikę za gardło i choć na chwilę zmusić do refleksji, a nie tylko pustego rechotu, a wówczas może i w widzach zmienią się proporcje we wspomnianym rozkładzie normalnym, dziękuję za uwagę. ;)
 
podpis: Asiunia
e-mail: jmarczynska@onet.eu
Ilość zawsze kłóciła się z jakością.. Bardzo podoba mi się określenie popi. Trafione zatopione.
Ja bardzo poproszę o znalezienie określenia typowo polskiego i przystającego do naszego klimatu na nowe dziecko kabaretowe - stand up.
Gorąco wręcz pozdrawiam!
Cichy wieloletni wielbiciel Zielonogórskiego zagłębia kabaretów kameralnych - qwazi wymagający widz - ja!

P.S. życzenie na przyszłość - niech nie znikają! Filmy offowe też mimo wszystko egzystują i mają się dobrze! Może to jest droga właściwa - wytwórnia AYOY? Druge życzenie - niechaj będzie poetycko! Wzory z Tuwima czy Żeleńskiego - wspaniały pomysł!
Trzecie - życzę autorowi tekstu oraz wszystkim współpracującym kiedykolwiek - Wszystkiego co najlepsze i szerszej publiki! Niech nam naród mądrzeje! ;)
 
podpis: Szyszka
e-mail: ...
Uwaga, może być ostro!

Nazywajmy rzeczy po imieniu a zmienią się w oka mgnieniu - to co się dzisiaj dzieje w większości w TV, to co promuje PAKA (chciało by się powiedzieć co jeszcze do rymu na S), radio czy to muzyka czy \"sztuka\", to większość z fanów tylko takiej "sztuki", nadaje się do pracy w oczyszczalni ścieków. Dlaczego? Bo się dobrze na gównie znają.

Z drugiej strony za to gówno dobrze płacą - ponoć. I dobrze - są to jakby nie patrzeć warunki pracy uciążliwe, w smrodzie pracować.

Moim zdaniem z jednej strony bardzo dobrze, bo prawdziwa sztuka nie jest wycierusem scenicznym, ale z kolei tak jak piszesz Władek - szkoda jakby zginęła.

Dzisiejsza TV - w szerszym znaczeniu, także przedstawiania informacji - powinna być elementem oczyszczalni ścieków gdzieś za pomieszczeniem skratek), bo z gówna robi coś kolorowego i migającego.

Ktoś może z fanów takich typowych TV-fanów, jakby przeczytał mój wpis, powie do mnie
- "I co z tego gościu, co ci do tego?!\"
- A ja powiem "No w sumie co... gówno."


 
podpis: S.
e-mail: ...
Ta. Jak by było fajniej i co kto by powinien - owszem, fajnie snuć rozważania - ale to się nie zmieści w realiach.
Choćby kilka zespołów postarało się o wyższy poziom (zresztą kilka się znajdzie), to otoczenie wgniecie to we wrażenie taniej rozrywki.
Przykład: w jednym kabaretonie 2 zespoły unikają wulgaryzmów, 2 jadą bez obciążeń - cały kabareton jest naznaczony wulgarnością. Trzeba szczególnej uwagi, żeby docenić wstrzemięźliwość. Raczej wszystko się będzie już kojarzyć.
Rozgraniczenie musi zostać podkreślone jakąś grubszą kreską.
 
podpis:
e-mail: ...
Generalizacja jest naturalnym procesem myślenia, więc jeśli większość robi syf, łatka tandeciarzy trafia do wszystkich.
Można oczywiście tłumaczyć, że jest inaczej, ale radziłbym machnąć ręką i robić swoje.
Jako pesymista wątpię, żeby zużyta na to energia przekładała się na wymierne efekty. Z drugiej strony jako pesymista niekonsekwentny, nie wieszczyłbym zaraz śmierci przyzwoitym kabaretom.

Napisał Pan kiedyś, że nie bawi Pana "wygrzebywanie rodzynek z gówna", a mnie wręcz przeciwnie, przywraca mi to wiarę w człowieka.
To co nas łączy, to umiejętność odróżnienia jednego od drugiego i tej właśnie zdolności wymaga od widza kabaret kameralny.
I to jest właśnie największy plus, bo taki widz nie musi mieć nic podane na tacy.
Sam Pana znajdzie nawet nie szukając.
Ja na przykład, nie mam zielonego pojęcia skąd znam "7 minut Po", ot rodzynek się jakoś trafił i tyle.