przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

ramka
 
KABARETY, FESTIWALE:
   kabaret Hrabi
   kabaret Adin
   kabaret KMN
   kabaret AMM
   kabaretus Fraszka
   Taki Kabaret
   Ryjek
   PaKA
   Stand up
   Kabaret Popi i Kameralny
 
DROGI WYBORU:
   artysta użytkowy i sztuki
   między chałturą a bełkotem   
   telewizja i off
   niepraktyczny idealizm
   ściganie się
   fan idealny
   polemika z Młynarskim
 
BRZESZCZOT


artykuły w plikach rtf

ZACZEPNO-KRYTYCZNE




nowości Publicystyka - okno
 
     
Polemika z Młynarskim

Niedawno w Newsweeku Młynarski dość wyraźnie skrytykował stan polskiego kabaretu - narzekając na brak profesjonalistów, sprymitywnienie itp.

Kabaret się zmienia - tak jak muzyka popularna. W latach pięćdziesiątych również scena piosenki była sprofesjonalizowana. Profesjonalni tekściarze i profesjonalni kompozytorzy pisali piosenki dla profesjonalnych piosenkarzy. Akompaniowała profesjonalna orkiestra z profesjonalnym aranżem.
Później pojawił się big-bit. Teksty jeszcze bywały pisane przez zawodowców, ale muzyka już pisana była przez członków zespołu. Orkiestry bywały zapraszane do niektórych piosenek.
W czasach rocka samodzielność poszła dalej. Już całe piosenki były głównie autorstwa zespołu. Sami se napiszą, sami se zagrają.

Z kabaretem stało się to samo. Kabaret z formy profesjonalnej (zawodowi autorzy piszą, zawodowi aktorzy odgrywają) przeszedł do w pełni autorskich zespołów - autorzy są również odtwórcami ról.
Czy to źle? Pff… inaczej.
Świat się zmienia, zmieniają się standardy. Sam pamiętam jak pokolenie moich rodziców miało problem z aprobatą big-bitu. Że obrośnięte małpy, że się drą zamiast śpiewać. Niemen był wyklęty przez długie lata. Śpiewał Połomski, Fogg, Rolska - a Niemen się darł.
No i co? No i teraz Niemen wybitnym muzykiem i wokalistą - a Połomski...? Taki pan od cudacznych piosenek.

Nie chcę bronić dzisiejszego kabaretu zbyt zdecydowanie. Bo też ma swoje disco polo i królów popu. Ale czego tu wymagać? Jak ma nie być disco polo i popu jeśli taki jest przekrój społeczny a media nie czują obowiązku kształtowania gustów? Musi być! Jest w muzyce to i jest w kabarecie.

Jest kabaretowy hip-hop (stand up), jest normalny pop, jest jazz (improwizacja) i jest alternatywa. Młynarski może sobie narzekać, że nie ma zawodowych literacko-poetyckich kabaretów - ale też nie ma takiej muzyki jak w latach 50-60-tych. W dzisiejszych czasach piosenki o stylistyce sprzed kilkudziesięciu lat nie mają prawa robić kariery. Zapomnij pan panie Młynarski.
To nie są czasy dla Połomskich. Grzeczny pan bez emocji za to z warsztatem. Dziś liczą się emocje, własne spojrzenie, energia... (i w piosence i w kabarecie)
Można się zgodzić, że brak profesjonalizmu (w sensie dopracowania pomysłów, finezji, precyzji, rozmachu) stawia polską sztukę rozrywkową na dość niskim poziomie (i muzykę i kabaret i film) w porównaniu do osiągnięć światowych.

No cóż - raczej nikomu na tym nie zależy, a chyba bardziej - nikt w to nie wierzy! Spotykam producentów kabaretowych, rozmawiam i odnoszę wrażenie braku wiary w to, że może się udać coś więcej niż to co widzi się na estradach. Kabareciarze też dużo mówią o tym, jak chętnie by zrobili coś spektakularnego - i na gadaniu się kończy. Wszyscy trochę narzekają na poziom (kabarety na telewizję, telewizja na kabaret) a jednocześnie wydają się być z tym pogodzeni.

Więc nic dziwnego, że króluje szybka, byle jaka produkcja - na poziomie masowej widowni. Chodzi o przemiał - kabarety jak najszybciej chcą pokazać coś nowego żeby ich rynek nie wypchnął, telewizja jak najszybciej chce mieć nowe kabaretony - a jakość? Byle była beka to przejdzie. No to i pierdnąć i przekląć i się rozebrać. Jest beka - jest bezpiecznie.
Kabarety z trochę większymi ambicjami nie potrafią zdobyć się na odwagę by konsekwentnie odmawiać wspólnego grania z disco polo - przez co stapiają się w jedno i tak się tą biedę ciągnie.

Można mieć za to do kogoś pretensje? Tylko do wszystkich i do nikogo. Czy można mieć pretensje do wieśniackiego kabaretu, że robi karierę?... Czy można mieć pretensje do ambitniejszych, że nie chcą dać się wypchnąć na margines? Czy można mieć pretensje do ludzi, że chcą tego co ich bawi?... Czy można mieć pretensje do telewizji, że pokazuje to co jest modne?

Więc w ogóle nie ma pan racji panie Młynarski, chociaż ma pan rację.

(P.S. W podobnym tonie do Młynarskiego był artykuł w Polityce - ale na poziomie szkolnego wypracowania pt. „Co widziałam na YouTubie…” więc nie odniosę się bardziej)




   


          


      bok
      bok
 
   

można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:

opinie:

podpis:
No... "Beka" to tak genialne określenie, że to się w pale nie mieści. Jak ktoś mówi, że publiczność ma bekę to widzę pokładających się z piwem opalonych ludzi w pomarańczowych kapeluszach drących papę w powietrze, przy czym widać wszystkie plomby i kawałki kiełbas. Najważniejsze, że pokazują dobre kabarety, takie śmieszne. Jest beka.

podpis: Robo
e-mail: robofh@wp.pl
Ooooo nie, zdecydowanie się nie zgodzę w jednej kwestii - "stapiania się". Nie wierzę, że to działa do końca w taki sposób. Może pewna część widowni w ten sposób reaguje, ale kiedy zagrają obok siebie kabaret "disco-polo" i inny, bardziej ambitny, to nie każdy to automatycznie uśredni. Przeciwnie - wiele razy widziałem zjawisko zderzenia na zasadzie kontrastu. Nie będę podawał nazw, ale grupy naprawdę "na poziomie" odstają w tak rzucający się w oczy sposób, że to właśnie one pozostają w pamięci po zakończeniu kabaretonu! Poszedłbym więc w drugą stronę i wspierał takie występy obok kabaretowej masówki. Jeśliby konsekwentnie prezentować swoje inteligentne rozśmieszanie, to na tle "pierdów" taki kabaret będzie czymś wyjątkowym i spektakularnym.

podpis: S.
Przesadny optymizm.
Pierwsze - podejrzewam, że Twoje doświadczenia mogą dotyczyć zespołu, który już wcześniej uważałeś za ambitniejszy - a zderzenie potwierdziło wcześniejszą opinię (ale to trzeba już taką mieć). Zwykły niezaangażowany widz raczej słabo widzi tę różnicę.
Drugie - pół biedy kiedy ten ambitniejszy wystąpi wcześniej, ale gdy publiczność zostanie uruchomiona na poziomie tylko odruchu to stawianie wyższych wymagań widowni po prostu może się bardzo nie udać. Chyba, że wymagasz już takiego poziomu - że i prosto i niebanalnie. To się czasem zdarza, ale to rzadkość.

podpis: muzzy
Ja nie zgadzam się z jednym: uważam, że można mieć pretensje do telewizji (i ogólnie mediów), że pokazują to, co modne.
Bo pytanie jest głębsze: czy to właśnie nie media i telewizja decydują o tym, co jest modne, i kształtują nasze gusta? Czy to właśnie nie telewizja wytworzyła taką "otoczkę", w której ZAWSZE musi być intensywnie, mocno i z przytupem, co niejako wymusza pisanie skeczy na kolanie i bylejakość?

podpis:
ludzie, czy Wy oglądacie Kabaretową Noc Listopadową albo Kabaretowy Klub Dwójki? czy według Was napisanie zeszłorocznej Nocy wierszem nawiązującym do Wesela Wyspiańskiego to jest pisanie na kolanie? Albo Konrad Imiela, który preznetował spektakl "Dżob" albo Tomek Jachimek ze spektaklem "Ja do trzeciej"? Czemu wszystko wrzucacie do jednego wora?

podpis: S.
Nie ma wrzucania do jednego wora.
Napisane jest: króluje szybka, byle jaka produkcja. I to jest faktycznie na wierzchu. Ale są inne propozycje (chociaż KKD dla mnie nie).
muzzy - no nie. A dlaczego na tv ma spoczywać obowiązek ratowania świata? Tv podąża za gustami - bo to są pieniądze, nie inaczej większość artystów.
Żeby wymagać to trzeba by zatrudniać w tv misjonarzy a nie dziennikarzy, artystów, managerów i biznesmenów.
Nie ma żadnego powodu ani mechanizmu który by mógł wymusić na mediach inne podejście niż komercyjne.
Wymagać można jedynie od szkoły - ze względu na państwowe pieniądze i przymus szkolny.

podpis: mackooff
I jak tu się nie zgodzić. Nie jest to zjawisko nowe. Ja jedynie jako komentarz z mojej strony wstawię link do wiersza A. Asnyka : Sztuczne kwiaty.
(jeśli by link nie wszedł to wystarczy wpisać w google)
www.literat.ug.edu.pl/asnyk/130.htm

Chyba Asnyk najlepiej oddał to o co się i tutaj rozchodzi.

podpis: xserka
e-mail: xserka@poczta.fm
Jeśli "media" oznaczają TEŻ radio - to nie zgadzam się z przedmówcami. Właśnie radio staje na wysokości zadania i sięga TEŻ po to, co mogłoby "gusty kształtować". Materiały satyryczne z lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych, a nawet osiemdziesiątych. Są znane, a miejscami "kultowe". Tyle, że to niczego nie zmienia i mało kto, chce to dostrzec.
Z Sikorą się zgadzam. Z Młynarskim też, ale śmiem twierdzić, że jego obraz współczesnego świata zbudowany jest TYLKO na obrazie wykreowanym przez telewizję. Jak większości osób/autorytetów wyrażających podobne zdanie.
Maria Czubaszek czy Zenon Laskowik tak zasadniczych wniosków jak Młynarski nie wyciągają, bo oni WIDZĄ WIĘCEJ. Bywają na przeglądach. Ot, co. A jeden worek to zawsze przekleństwo. Czy dotyczy kina, literatury, płci czy kabaretu.

podpis: muzzy
No właśnie nie ma według mnie zgody na to, że telewizja (czy ogólnie media) tylko "podąża" za gustem. To w takim razie gdzie te gusta się kształtują? Według mnie to właśnie media odgrywają tutaj główną rolę.
I wyobrażam sobie taką sytuację - może jestem idealistą - że to właśnie media zaczynają "promocję" sztuki prawdziwej, a bylejakość i odwalanie chały staje się obciachem.

podpis: trzensimordek
na usta i pod palce ciśnie mi się tylko jeden komentarz - biedny pan Połomski.

podpis: wojtek
Wszyscy znamy i pamiętamy kabaret Dudka, ale czy to znaczy, że w tamtych czasach nie grały kabarety pokroju KSM? Uważam, że nie.

I myślę, że tylko tym różnią się nasze czasy, że obserwujemy całą scenę - co daje wrażenie chaosu - a nie ten lepszy (nostalgiczny) wycinek przeszłości.

BTW pamiętam, jak kiedyś Maria Czubaszek opowiadała, że gdy sarkającemu na poziom kabaretu Marcinowi Wolskiemu pokazała dobre współczesne produkcje, zmienił zdanie o 180 stopni.

podpis: mrowka
tylko czemu nikt nie zauważa, że ten wywiad z Młynarskim był beznadziejny od strony wywiadu właśnie? Przecież Młynarski dostawał pytania, w które z góry była wpisana odpowiedź. A jak próbował odpowiedzieć inaczej, niż się tego od niego oczekiwało, to przychodziło następne pytanie, żeby tylko powiedział, że dawniej to był kabaret, nie to co dzisiaj.
 
podpis: Kris
e-mail: ...
\"W dzisiejszych czasach piosenki o stylistyce sprzed kilkudziesięciu lat nie mają prawa robić kariery.\"

Moim skromnym zdaniem starszawe piosenki w nowym wykonaniu (patrz spektakl Miasteczko) miałyby jednak sporą widownie.
 
podpis: cepelin
e-mail: ...
To nie kwestia widowni - bo i ze względów sentymentalnych mogło by się to udać - ale zdolności przebicia się piosenki na dzisiejszym rynku muzycznym.
Nie sądzę aby wokalista z profesjonalnym warsztatem, grzeczną piosenką profesjonalnego autorstwa, mógł się latwo przebić. Trzeba emocji, wyrazu (niekoniecznie artystycznego) żeby zaistnieć.
Inne czasy, inne potrzeby.