przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

ramka
 
KABARETY, FESTIWALE:
   kabaret Hrabi
   kabaret Adin
   kabaret KMN
   kabaret AMM
   kabaretus Fraszka
   Taki Kabaret
   Ryjek
   PaKA
   Stand up
   Kabaret Popi i Kameralny
 
DROGI WYBORU:
   artysta użytkowy i sztuki
   między chałturą a bełkotem   
   telewizja i off
   niepraktyczny idealizm
   ściganie się
   fan idealny
   polemika z Młynarskim
 
BRZESZCZOT


artykuły w plikach rtf

ZACZEPNO-KRYTYCZNE




nowości Publicystyka - okno
 
     
Kabaretus Fraszka

Chcę poświęcić im osobny tekst - bo są tego warci.

Nie dlatego, że są dobrym kabaretem - bo nie są! I nie dlatego, że są awangardowi - bo są bardziej w klimatach pierwszych archaicznych kabaretów niż jakikolwiek inny kabaret.

Kabaretus Fraszka to kabaret zbuntowany (i już sobie wyobrażam, jak im się nie podoba to co piszę!). Zbuntowany przeciwko roli jaka przypadła kabaretowi. Mam wrażenie, że brzydzą się atmosferą wspólnej zabawy. Nie chcą ani trochę się zwrócić w kierunku widza - to widz musi dołączyć do nich, jeśli chce uczestniczyć w ich zabawie.

Zaryzykował bym nawet określenie Kabaret Który się Obraził na Widzów. Za ich głupotę, za ich biesiadność, za owczy pęd, za rozleniwienie intelektualne. Dlatego wszystko co robią naznaczone jest pogardą dla obowiązujących reguł kabaretu. Brak imperatywu puentowania, rozwlekanie sytuacji ponad wszelkie możliwe granice, przekraczanie barier dobrego smaku i wrażliwości widzów.

Ale chociaż nie trzymają się żadnych zasad sztuki rozśmieszania - są kabaretem najprawdziwszym. Charakternym, prowokującym, oryginalnym - tylko, że dużo rzadziej śmiesznym w potocznym rozumieniu. Kabaretem którego nie można zrozumieć - można tylko odbierać wrażenia i podziwiać upór w niechęci do bycia zrozumiałym. Nie mają szans na popularność inną niż z etykietą skandalistów.

Jako człowiek ze skłonnością do kabaretu klasycznego nigdy nie zostanę fanem Fraszki. Zawsze mnie czymś zniechęcą - chociaż podziwiam wiele z ich twórczości. A piszę o nich dlatego, że warto dostrzec takie zjawisko. Bo na telewizję i inne media nie ma co liczyć - a żal byłoby nie wiedzieć o nich.

 

www.fraszka.com





   


          


      bok
      bok
 
   

można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:

opinie:

podpis: gd
A mozna sie zgodzic?

podpis: sikor
Nie. Mozna sie ewentualnie nie zgodzic z kims, kto sie nie zgodzil.

podpis: Vooytal
e-mail: maciejmlodywedrowny@wp.pl
Nie zgadzam się. Kabaretus Fraszka jest dobrym kabaretem, ponieważ patrząc na te bardziej komercyjne, można zobaczyć, że gdyby się wymienili programami, to nic by się nie zmieniło, natomiast Fraszka ma w sobie tą esencję, która pozwala im zachować oryginalność, a w kabaretach oryginalność to podstawa, gdyż kabaret ma zaskakiwać. śmiesznie jest wtedy i tylko wtedy, gdy jest zaskakująco.
W przeciwnych przypadkach jest to śmiech sztuczny, trochę na siłę.

podpis: S.
e-mail: cepelin@aster.pl
Tak. Oryginalność to podstawa w sztuce kabaretowej - bez tego kabaret jest tworem wyłącznie użytkowym. Ale sama oryginalność to niekoniecznie wystarczający element.
Fraszka pozwala sobie na zbyt daleką nonszalancję wobec sztuki kabaretowej - co z tego, że w muzyce solo styropianem na szybie jest oryginalne - kiedy nie bardzo da się tego słuchać.

podpis: niewdziosek
e-mail: niewdziosek@gmail.com
Jeden raz się da. Ale tylko jeden. W dwóch przypadkach działalności scenicznej Fraszki, które miałem okazję widzieć, przyznaję, że były to wydarzenia bardzo interesujące, ale drugi raz nie miałbym na nie ochoty.

podpis:
Jebać fraszkę.

podpis: efka
e-mail: hgdf@wp.pl
oryginalny ten kabaret ale kiedyś może się to stać normą i już nie będzie tak zaskakujące i ciekawe

podpis: niewdziosek
Dobrzy są!

podpis: Maciek
Czy Fraszka to rzeczywiście kabaret?
Według mojej percepcji to bardziej grupa teatralna, performerzy, zjawisko dla odbiorcy o baaaardzo specyficznym (jeżeli już chcemy rozpatrywać ich w takich kategoriach) poczuciem humoru. Miałem okazję obejrzeć ich w starciu z kabaretem Limo kilka dni temu.
Byłem rozczarowany, ale nie do końca samą Fraszką a bardziej "samobójem" jakiego strzelili sobie organizatorzy zestawiając Kabaretus w takiej formule i w takim towarzystwie jak miało to miejsce na minionym festiwalu w Zielonej Górze.
Fajnie, że myśli się o widzu i jego inteligencji pozytywnie i serwuje program dający do myślenia, ale pozostaje pytanie "po co?" skoro jednocześnie nie bawi ?

podpis: S.
Powiem tak - faktycznie do plakatów o Fraszce powinno być dołączane ostrzeżenie i w przypadku ponownego ich zaproszenia trzeba o tym pamiętać. Bo widzowie powinni wiedzieć na co się wybierają.
Co do zabawy - tu Fraszka bywa nieobliczalna - bo mają również śmieszne skecze. Akurat na festiwal postanowili przygotować właśnie takie propozycje jak przygotowali. Byliśmy świadomi ryzyka zapraszając Fraszkę i ani myślę się wykręcać, że to ich wina.
Jednak Festiwal ma ambicję przedstawiania kabaretu szerzej niż tylko nurt telewizyjny, więc warto było zaryzykować. Ryzyko za bardzo się nie opłaciło (:)) ale w sztuce postawa asekuracyjna nie jest moją ulubioną.

podpis: jms
Nie zgadzam się, że ryzyko się nie opłaciło.
Po ich występie na auli publiczność się podzieliła.
Sporo osób mówiło mi, że "są niezłymi performerami", że odważni i że nigdy nie widzieli tego typu działań w kabarecie.
Wywołanie choćby kilku takich myśli się opłaca.
A reszta sobie udowodniła, że lubią inny kabaret (ten zwyklejszy, milszy, radosny)
Każdy coś znalazł.
Fraszka nadała odrobinę kolorytu występom ulubieńców (chciałbym widzieć ich miny, jak czytają, że czemuś nadali kolorytu ha ha).
pozdro

podpis: S.
Ocena zależna od punktu patrzenia.

podpis: niewdziosek
Ocena jest zwykle subiektywna, a więc zależna od punktu patrzenia. W moim przypadku ocena Fraszki przesunęła się znacząco w kierunku pozytywnym. Wydaje mi się, że dużą rolę odegrał tu fakt, że teraz już zdawałem sobie trochę sprawę, czego mogę się spodziewać.
Za pierwszym razem, mimo, że już coś o Fraszce słyszałem wcześniej, to jednak w bezpośrednim kontakcie zaskoczyli mnie i to w nieprzyjemny dla mnie sposób.

podpis: jms
Każda ocena działań artystycznych zależy od punktu patrzenia.
Co to mi (nam) tu Sikora wypisujesz za oczywiste oczywistości?

podpis: N.
Fraszka bardzo imponuje (przynajmniej mi), tyle, że nie zawsze śmieszy. Także, jeśli ich traktować jako zjawisko, to jestem za (bo taka dawka nieobliczalności sprawia, że chce się ich zobaczyć po raz kolejny, choćby z ciekawości co tym razem wymyślą).
Jeśli jako kabaret, to już niekoniecznie...

podpis: machin
ich zabawa formą przypomina mi nieco monty pythona- i tym, i tym klasycyzmu nie można zarzucić.

podpis: mrowka
Fraszka sama sobie robi krzywdę, nazywając się kabaretem. Bo potem wpycha się ich do jednego worka z Szarpaniną (po Pace), przychodzą na nich widzowie biesiadni i... oglądają w milczeniu. Albo wychodzą. Bez sensu zupełnie.

podpis: S.
Niekoniecznie, niekoniecznie.
Raz - że nie kabaret tylko kabaretus - to już coś.
Dwa - jeśli co ciekawsze kabarety będą używały bardzo innych określeń - to słowo kabaret zacznie oznaczać jedynie populistyczną wersję tej odmiany sztuki - co doprowadzi (chociaż już to mamy) do tego, że kabaret będzie się kojarzył tylko z płytką rozrywką i nic więcej.

podpis: mrowka
e-mail: izia211@o2.pl
ale jeśli kabaret zacznie iść w programowy brak śmiechu, puent itp., to co z niego zostanie? Samo przełamywanie schematów jakoś mi nie wystarcza, musi iść z tym w parze komizm. Jeśli mam ochotę na eksperyment na scenie, to pójdę sobie pooglądać coś w teatrze, najlepiej offowym.

Inaczej: jeśli coś ma dzisiaj zmienić oblicze kabaretu, pokazać, że można robić coś oprócz biesiady, to... jakoś nie wierzę w rolę Fraszki w tym. Za mało mają czegoś... może kabaretowej charyzmy? To już lepiej w ogóle nie kojarzyć się z kabaretami.

podpis: S.
I tu rzeczywiście klops. Dlatego nie zostałem fanem Fraszki.

podpis: mrowka
Tak mi jeszcze przyszło do głowy: łatwo napisać tekst, który nie ma puent i zacięcia rozśmieszającego. A skoro dzisiaj mnóstwo kabaretów prezentuje bezpuencie, to Fraszka jako kolejny bezpuentowiec mi nie zaimponuje.