przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

ramka
 
KABARETY, FESTIWALE:
   kabaret Hrabi
   kabaret Adin
   kabaret KMN
   kabaret AMM
   kabaretus Fraszka
   Taki Kabaret
   Ryjek
   PaKA
   Stand up
   Kabaret Popi i Kameralny
 
DROGI WYBORU:
   artysta użytkowy i sztuki
   między chałturą a bełkotem   
   telewizja i off
   niepraktyczny idealizm
   ściganie się
   fan idealny
   polemika z Młynarskim
 
BRZESZCZOT


artykuły w plikach rtf

ZACZEPNO-KRYTYCZNE




nowości Publicystyka - okno
 
     
NIEPRAKTYCZNY IDEALIZM

Czyli jak to określił kolega po fachu Utopia.

Rzeczywiście zbyt daleko posunięty idealizm wydaje się cholernie niepraktyczny.
Mimo licznych nawoływań ze strony odbiorców sztuki o więcej idealizmu wśród artystów - właściwie idealizm nie jest doceniany w żaden widoczny sposób.
Raczej doceniane są objawy idealizmu marketingowego - czyli zupełnie praktycznego idealizmu poprawiającego wizerunek artysty - wypływającego nie tyle z przekonań tylko z wiedzy o medialności zachowań idealistycznych.

I z tym trzeba się pogodzić.
Odbiorcy sztuki chcą wierzyć w spontaniczność i bezinteresowność swoich idoli. A w to co się chce wierzyć - zwykle się wierzy.
No chyba, że artysta wyraźnie zademonstruje swoją interesowność.
Więc odbiorcom wystarcza kiedy media podadzą informacje, że artysta X zachował się szlachetnie, nonkonformistycznie. Nikt z odbiorców nie zamierza węszyć, analizować, tylko zdają się na to co podadzą media.
A media też nie zamierzają analizować - tylko szukają niusów, które mogą poprawić wskaźniki.
Więc dla odbiorców idealistą jest ten kto dobrze opakuje i sprzeda swoje pokazy bezinteresowności i nonkonformizmu.

Idealizm nie mający medialnej wartości mało kogo interesuje. Pozostaje prywatną sprawą artysty. Kto chce być niepraktycznym idealistą to musi się pogodzić z tym, że robi to wyłącznie dla siebie.

I właściwie nie wiem jaki mieć stosunek do idealizmu w świetle pracy artystycznej.
Idealizm jest prawie z definicji niepraktyczny.
Całe życie pokazuje, że wyrachowanie się opłaca w każdym aspekcie robienia kariery - finanse, opinia, sukces, pozycja.

I mój kolega nazywający idealizm utopią ma zupełną rację.
Pod warunkiem, że kariera to jest najważniejszy element życia.

Coraz częściej moi koledzy po fachu kabaretowym rozmawiają ze mną jak z osobą ułomną.
Słucham i nie wierzę!
Osoby, które lubię, ale nie stawiam sobie ich za wzór rozwoju artystycznego, zaczynają z troską po ojcowsku tłumaczyć mi jak mam robić skutecznie karierę.
Jakie to błędy popełniam w moim zbyt idealistycznym myśleniu.

Więc czego miałbym wymagać od dalekich mi odbiorców - kiedy ci co mnie dobrze znają też nie potrafią doceniać moich poglądów.
Wychodzi na to, że faktycznie idealistom pisana jest rola dziwaków niedostosowanych do dzisiejszych czasów.

Tyle, że wartość życia niekoniecznie mierzy się ilością pieniędzy, fanów, koncertów, owacji.
Bycie artystą bywa przyjemne.
Bycie artystą podziwianym przez tłumy jeszcze przyjemniejsze.
Bycie artystą podziwianym przez samego siebie to już wyższy stopień satysfakcji.
A bycie człowiekiem który robi w życiu to co naprawdę lubi - bez konieczności naginania się do czasów, trendów i opinii - bezcenne.

No i jak mi teraz wytłumaczycie, że idealizm jest niepotrzebną utopią? Moi koledzy z karierami...



   


          


      bok
      bok
 
   

można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:

opinie:


podpis: Robocik
e-mail: robofh@wp.pl
To Sikorowski śpiewał że "Moi koledzy poszli w biznesy, bo przestał słuchać ich naród... (...) a ja nie mam z nimi o czym gadać".
A dzisiejsze czasy są niestety bardzo materialistyczne - pogoń za kasą zaś jest w stanie zniszczyć najpiękniejsze ideały. Ale powiem Ci coś - uczucie, że w przeciwieństwie do Nich, udało Ci się zachować cząstkę siebie, wiarę w coś więcej od szelestu papierków, chociaż trochę, altruizmu, uczucia że robisz coś jednak dla innych, zależy Ci na ludziach a nie tylko na ciągłym poprawieniu własnej egzystencji - otóż to uczucie warte jest wszystkiego. I kiedy niektórzy tłumaczą jak powinno się robić karierę - można im roześmiać się w twarz, wsadzić ręce do kieszeni i zamiast na świetnie płatny firmowy występ wśród pijanych biznesmenów udać się do sadu nazrywać dla kolegów czereśni.
Ja wiem, że to dla niektórych trącić może naiwnością, ale - kurwa mać - ja w takim razie wolę być "naiwny". Inna sprawa, że w dzisiejszych czasach tacy "naiwni" muszą mieć naprawde bardzo twardą dupę...

podpis: N.
e-mail: natusiek[at]gmail.com
Oj, no pewnie, że jest niepraktyczny, i to jeszcze jak... Ale co? Że wszystko w świecie koniecznie musi być praktyczne? :)

A idealiści mają jedną ważną rzecz, której karierowicze mogą im jedynie pozazdrościć: wiarę. W siebie, w słuszność swoich pomysłów i decyzji i w to, że te pomysły nie tylko są słuszne ale i wykonalne. I dzięki temu stają się na prawdę wolni - od presji, złośliwego krytykanctwa i innych zmor.
No to dla takiej wolności - zdecydowanie warto...

podpis: S.
e-mail: cepelin@aster.pl
Nie pasują mi te górnolotne sformułowania: Cząstka siebie, wierzyć w coś...
Dla mnie idealizm ma znaczenie praktyczne. Jestem zadowolony z siebie i z życia i z tego co robię. Ot.
Koledzy z karierami też mają te cząstki siebie, też w coś wierzą. Tyle, że zwykle to co ich naprawdę cieszy to nie jest ich kariera tylko zupełnie inne rzeczy (przynajmniej takie miewam wrażenia).
No a ta troska o moją karierę artystyczną świadczy o tym jak bardzo odpłynęli w swoim myśleniu od mojego - że nie wyobrażają sobie, że to może dawać satysfakcję i przyjemność.

podpis: mrowka
śmieszy mnie myśl, że ktoś może chcieć Ciebie uczyć, jak się robi karierę. To jest dopiero idealizm... A wracając do tematu: żaden karierowicz nigdy nie odczuje tej satysfakcji, jaką będzie miał idealista, kiedy coś mu się uda. Karierowicz jest z definicji uboższy - cieszą go pieniądze. A idealistę - szczęście plus (ewentualnie) pieniądze.

podpis: niewdziosek
Nie tylko dzisiejsze, zawsze czasy były, są i będą materialistyczne. Za kasą trzeba niestety gonić, bo ułatwia (trochę) życie, ale dobrze przy tym mieć odpowiednią rzeczy miarę i nie zgubić ideałów.
W każdym razie fajnie jest, gdy istnieją artyści, których działania śledzi się z niesłabnącym przez lata zainteresowaniem i wciąż z wielka przyjemnością.

podpis: mrowka
niewdziosek - mylisz pojęcia, mam wrażenie. GONIENIE za kasą wyklucza idealizm.
Sikor - a może jest tak: publiczność mnie kocha - wita mnie owacyjnie - ja mam z tego przyjemność - więc wykonuję swoją pracę najlepiej jak mogę (bo to uwielbiam, bo mi to sprawia przyjemność też) - wtedy publiczność jest zadowolona - i kółko się zamyka.

podpis: S
Bardzo dobre kółko.

podpis: niewdziosek
Sformułowania "gonić za kasą" użyłem w dużej przenośni. Chyba nietrafnie. A więc proponuję zmienić je na "zarabiać na utrzymanie". Może być?

podpis: Robocik
Może być. Najgorzej się zaczyna dziać kiedy kabareciarz zamiast zarabiać na swoje utrzymanie zaczyna zarabiać na swoje luksusowe utrzymanie. Wtedy ideały szybko znikają z jego umysłu. Dlatego też tak się przydają odpowiednie wewnętrzne bariery ochronne - tak jak idealizm czy też zdrowy rozsądek. Jeśli artysta w sobie potrafi wytworzyć takie zapory - to pozostanie artystą a nie estradowym wycieruchem.

podpis: szczurzasty
e-mail: szczurzasty@gmail.com
Przeczytawszy tekst i wypowiedzi nasuwa mi się jeszcze jedna rzecz. Wielki smutek, a zarazem szereg pytań. Dlaczego nie możemy żyć i pracować na sposób idealistyczny? Dlaczego ta "utopia" nie może stać się realnym bytem? Czy człowiek na prawdę już tak się zbydlęcił, że ideały są niemożliwe? Chcę jednak wierzyć, że świat można zmienić. Powoli i od siebie, ale jest to możliwe aby ideały zwyciężyły!

podpis: S.
Szczurzasty i co narzekasz?
Po to jest idealizm żeby się cieszyć, że Ci nikt go nie może zabronić.
Narzekanie to solidny krok w kieruku wyrachowania.

podpis: szczurzasty
Masz rację. Narzekanie do niczego dobrego nie prowadzi. Niestety wkrada się w naszą (w tym i moją) mentalność. Dzięki za zwrócenie na to uwagi.

podpis: Zwykły facio
e-mail: przeprusz@poczta.onet.pl
A ja sobie myślę, że ten dylemat należy nie tylko do artystów, bo do tych się akurat nie zaliczam. Im człowiek dłużej żyje, tym więcej widzi, i widzi, że inni mogą mieć więcej, gdy płyną z prądem. Mam 30 lat i szczerze zazdroszczę tej wiary, o której tu napisano, tym, co ją mają. Ja ją gdzieś, motyla noga, po drodze zgubiłem i staram się ją odnaleźć, ale nie jest łatwo.
Pozdrawiam!
PK