przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

ramka
 
KABARETY, FESTIWALE:
   kabaret Hrabi
   kabaret Adin
   kabaret KMN
   kabaret AMM
   kabaretus Fraszka
   Taki Kabaret
   Ryjek
   PaKA
   Stand up
   Kabaret Popi i Kameralny
 
DROGI WYBORU:
   artysta użytkowy i sztuki
   między chałturą a bełkotem   
   telewizja i off
   niepraktyczny idealizm
   ściganie się
   fan idealny
   polemika z Młynarskim
 
BRZESZCZOT


artykuły w plikach rtf

ZACZEPNO-KRYTYCZNE




nowości Publicystyka - okno
 
     
MIĘDZY CHAŁTURĄ A BEŁKOTEM ARTYSTYCZNYM

Tak jak prawie każdy zaczyna swoją przygodę z kabaretem wyłącznie dla zabawy – tak prawie każdy po kilku latach z tej zabawy niewiele już ma.
Laikom może się wydawać, że kabaret to nieustająca zabawa, ale kto sam spróbował to wie, że to także stres, okresy niemocy twórczej i zwyczajnie zmęczenie.

Ale kto już raz osiągnął sukces, to tak łatwo ze sceny spędzić się nie da! Bo sukces wciąga. Więc (prawie) każdy rozgląda się jak tu ten sukces powtarzać w nieskończoność. No i tu się drogi artystów rozchodzą.

Jedni szukają łatwego sukcesu poddając się woli ludu i robiąc wszystko czego ten potrzebuje. Sukces okazuje się i tak niełatwy – ale raz obrana droga determinuje dalsze poczynania artysty.
Tkwiąc w obowiązku rozśmieszenia jak największej liczby ludzi i zarobienia jak największych pieniędzy artysta powoli i konsekwentnie wkracza na ścieżkę chałtury. Ewolucyjnie przekształca się w wycierusa scen (a i również przyczep i sal weselnych) i tam dokonuje swego żywota artystycznego.

Inna grupa artystów poszukuje sukcesu w misji poprawiania świata i sztuki. Tu już nie chodzi o poklask tumów, tylko o tą elitę która może docenić i kilkoma słowami nadać poczucie sensu całemu wysiłkowi artystycznemu. Misja tak samo wciąga jak pieniądze.
Artysta owładnięty poczuciem misji nabiera powoli pogardy dla zwykłych prostych (a więc genialnych) rozwiązań – za to hołubić zaczyna wszelki bełkot artystyczny z tzw. Przesłaniem. Wytwarzając coraz większy bełkot nie zważa na odrzucenie przez widzów – bo czuje się lepszy i bezpieczny pod płaszczem misji. Po drodze staje się zgorzkniały i przeświadczony o tym, że przerasta swoje czasy, a ciemny lud woli klaunów bo jest prymitywny.
I tak już sobie cichutko obumiera.

Wizja kariery w obu przypadkach nie jest zbyt zachęcająca i świetlista. Na szczęście nie u każdego artysty choroba postępuje w szybkim tempie – i chociaż cały czas następuje regres, to tempo degradacji artystycznej bywa czasem na tyle powolne, że dopiero na starość widać mocniej jej skutki.

Nie widzę innej możliwości jak trzymać się jak najdalej od każdej z tych dróg. Ani łatwy sukces i popularność przeliczalna na pieniądze, ani naprawianie świata i sztuki (che che i kto to pisze...?!).

Jedyne co jest w stanie ratować od choroby, to permanentne szukanie przygody. Łatwo powiedzieć! Najwyższym stopniem rozwoju artysty jest zblazowanie. I to musi przyjść jak nie z sukcesami to przynajmniej z wiekiem.
Ale podobno i z raka można się wyleczyć jeżeli tylko ma się wystarczająco mocną wolę wyzdrowienia.

Więc dopóki zblazowanie nie poczyniło nieodwracalnych szkód dopóty można z tym walczyć.




   


          


      bok
      bok
 
   

można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:

opinie:

podpis: Tomek
Zawsze można zwinąć kabaret, spieniężyć go w postaci DVD i założyć nowy udając, że się zaczyna od nowa.

podpis: S
e-mail: cepelin@aster.pl
Aluzja zrozumiana.

podpis: efka
e-mail: hgdf@wp.pl
Tomek bardzo trafnie skomentował więc nie dodam nic od siebie

podpis: kasia
A co jeśli kabaret ma talent, ale nie zostaje zrozumiany przez publiczność? A ona (ta publiczność) siedzi na widowni i czeka na jakiś zwrot akcji, na jakiś powalający żart, ale nic co prezentuje artysta do niej nie dociera?
Lepiej się poddać? Czy może poddać się woli ludu, który czeka na coś z rodzaju prowokacji?

podpis: S
Oba wyjścia wydają się niedobre.
Trzeba trzeciego rozwiązania: zastanowić się dlaczego pomimo rzekomego talentu nie udaje się dotrzeć do publiczności?
Kabaret który nie potrafi nawiązać porozumienia (zrozumieć widowni, uwieść, zauroczyć, zaciekawić) powinien albo zmienić sposób myślenia albo zmienić widownię (o ile jest taka opcja).
Albo pogodzić się z brakiem talentu.

podpis: Robo
e-mail: robofh@wp.pl
Pardąsik, ale jeśli artysta stoi przed powiedzmy - setką (czy może przed większą ilością) widzów i widzi, że jego żarty są nieśmieszne, nie "zaskakują", to zwalanie wszystkiego na widzów jest w najwyższym stopniu niesmaczne! No dobrze, powiedzmy, że coś takiego zdarzy się raz. Albo dwa, czy trzy razy (bo różne g... po ludziach chodzi). Ale nie dziesięć razy i więcej. Praw statystyki nie da się złamać, koniec końców ona triumfuje!

podpis: Wiktor K
e-mail: wkielczyk@o2.pl
Zdarza się że np. do jakiejś widowni program ktory kabaret przygotował nie dociera, nie rozumieją go, nie śmieją się. A następnego dnia zupełnie inna widownia ledwo wytrzymuje na krzesłach ze śmiechu.

Ale jeśli ten brak "zrozumienia" wśród publiczności się powtarza... znaczy jedynie że cos jest nie tak i trzeba się skonsultować z lekarzem lub Panem Bogiem.

 
podpis: Waldek
e-mail: ...
Mówcie co chcecie - wiecie na czym (wg mnie) polega wielkość kabaretu Potem? Za każdym razem, gdy widzę dzisiaj któryś z jego pojedynczych \"trybów\" (poszczególnych członków występujących dziś w innych kabaretach), moje pierwsze skojarzenie to: \"O, to ten z byłych Potemów\" - to coś jak: \"John Lennon? A, wiem - to ten z \"Beatlesów\" :)