przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna  filozofijki

ramka publicystyka
 
ZJAWISKA NEGATYWNE:
   sprzedajność
   odmóżdżanie
   miękki kabaret
   przedwczesna półprofesjonalizacja   
   utrata dystansu
   kabaret może być zły
   wulgaryzmy w kabarecie
   przełamywanie granic
 
CIŚNIENIA I MITY:
   fajne życie w kabarecie
   złudzenia i mity
   publiczność nasz pan
   presje i ciśnienia
   seks drugs and ovations
 
NIEPOWAŻNIE:
   ego krytyka sztuki
   ego artysty kabaretowego
   zabawy towarzyskie
 
   westchnienie za przeszłością
   tabela porównawcza




nowości Publicystyka - okno
 
      ZABAWY TOWARZYSKIE Z KABARETAMI

Wakacje są super! Po kraju jeździ telewizja z kabaretami i organizuje dla ludzi zabawy towarzyskie na świeżym powietrzu.

Jest fajnie, na luzie i wesoło. Bo kabarety to nie jacyś wielcy artyści tylko naprawdę swoje chłopaki (i czasem dziewczyny też). To są fajne imprezy!
Pewno, że można sobie samemu wypić piwo w gronie znajomych. Ale rzadko znajdzie się taki jajcarz co potrafi pół nocy kawały opowiadać.

A tu przyjeżdża telewizja z kabaretami i jest zarypiaście. Wielki szacun dla telewizji i kabaretów. Jest co wypić, jest co zjeść i jest komu pożartować.
To jest dużo lepsze od grilla w kameralnym gronie. Jak się zbierze parę tysięcy luda to można się razem pokiwać, pokrzyczeć, poklaskać, falę meksykańską zrobić. A jeszcze bezcenne, że można sobie przez kamerę do znajomych pomachać. A nieraz ktoś coś krzyknie i jaja jeszcze większe.
Jak są fajne kabarety to się nikt tam nie obrazi, a nawet coś nieraz śmiesznie odpowie.

Kabarety kawały potrafią opowiadać super. I głosy śmieszne podrabiają i miny strzelają takie, że polewka. A jeszcze do tego śmiesznie się ubiorą - to na żadnym grillu nie ma takiego fajnego świrusa. Czasem na weselu się ktoś taki może zdarzyć, ale wiadomo - wesele nie jest codziennie.
Już teraz nie ma tak jak kiedyś, że śpiewają jakieś beznadziejne piosenki. Czasem coś tam śpiewają, ale przynajmniej na znaną melodię - to chociaż można potańczyć albo się pokiwać.

Niektórzy znajomi się czepiają, że już to czy tamto widzieli wcześniej w telewizji. Guzik się tam znają - za każdym razem jest jakiś nowy numer chociaż jeden na cały wieczór - ale jest.
A ile jest zrobionych inaczej!
Nieraz to kabarety nie wytrzymują i się sami śmieją z siebie. To jest największa beka!
Niektóre kabarety są tak śmieszne, że ile razy by nie grali to za każdym razem nie wytrzymają i się zaczną śmiać w tym samym miejscu.
I to jest zajebiste - że mimo grania tego samego przez wiele lat ciągle ich to śmieszy.
To znaczy, że wciąż są świezi.

Najważniejsze, że im sodówka nie odbiła. Bo chociaż są z telewizji i są gwiazdami to widać, że są normalni. Nie puszą się, ze jakaś wyższa sfera. Nie udają abstynentów, nie udają intelektualistów czy jakiś kulturalnych, a jak coś powiedzą to widać, że znają życie.
Widać, że też piją, też oglądają telewizję i znają te same wyrazy co każdy normalny człowiek i nie boją się ich mówić. Są naprawdę odważni i się nie wstydzą niczego.

Chociaż nie raz występowali na pewno w różnych miejscach - ale potrafią docenić prawdziwą publiczność!
Nawet jeśli wcześniej uważali, że to w Opolu czy gdzieś jest najlepsza publiczność - to jak widzą naprawdę świetną publikę to nie wstydzą się zmienić zdanie i powiedzieć przed kamerami która publika jest najbardziej zajebista.
I za to ich kochamy!
Kabarety rzondzom! (albo żondzom - nie jestem pewny)
Pietrzak na prezydenta!
...
O przepraszam... to już było...



   


          


      bok
      bok
 
   
można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:

opinie:

podpis: szczurzasty
--- skasowane --- S.
--- umiejetnosci wyrażenia opinii jednym słowem moje stanowcze "e tam" ---

podpis: Krzych-Rych
(kiepsko.. bo jakoś zmieniłem podejście i nie zgadzam się z przekazem, a z szacunku do pracy nad stylem wypowiedzi autora wypada odpowiedzieć w tym samym stylu.. trudno, ale spróbuję) Jak można? Przecież wiadomo, że wszyscy Polacy to ludzie pragnący kultury na najwyższym poziomie! Nie bez powodu TVP kultura i radiowa dwójka cieszą się takim powodzeniem! A wszyscy inni? Jeżeli być muszą to niech siedzą cicho i się nie wychylają! Przecież to nieznaczący procent narodu! Dlaczego nieznaczący? A ilu z nich idzie do wyborów? Nawet jeśli wszyscy którzy idą są właśnie nimi to i tak jest ich w ostatnich latach mniej niż 50% Polaków! Czyli nieznacząca ilość! A śmiać się z polityki chcą! I to najgłośniej właśnie z niej! Tak się znają! A ci kabareciarze? A fe! Jak oni mogą? Nawet jeśli potrafią i nie wstydzą się! Nawet jeśli mają swego rodzaju.. hm.. talent.. to jakim prawem nie zaprzepaszczają okazji?
A co z tego, że ludzie to lubią i za to płacą?! Niech przestaną!
Niech Tuwima poczytają i wyobrażają sobie grę aktorów, pod których pisał, bo szczerze mówiąc bez tego to ani rusz... Co z tego, że nie mają ochoty? A czy ktoś pytał Tuwima czy ochotę miał? Głodny był to pisał! Natchnęło go to pisał! Niech ich też nagle zbiorowo natchnie! Albo niech zgłodnieją!
Fu! I ta komercja! Fu!
I to wszystko.. przestają być dla widza a zaczynają być dla masy.. bo przecież widz w masie to nie widz! prawie nie człowiek! Widz w masie to obowiązkowo pijak i idiota! Tylko 'klasyk' kabaretu wie jak do każdego widza dotrzeć, wie czego każdemu tak na prawdę mu potrzeba! ba! tylko 'klasycy' mają prawo definiować kabaret i nadawać mu kształt, a że jest ich coraz mniej? no cóż! najwyraźniej to najtrudniejsze.. i nie nie nie.. to nie dlatego, że oni odrzucają widza masowego.. to masa odrzuca ich. i nie nie nie.. wcale Ci Najwspanialsi nie zaczynają zamykać się przed światem zewnętrznym, przecież wciąż grają po teatrach i klubach, a w końcu tam przebywa całe nasze społeczeństwo na co dzień. I dobre choć jedno! Że Ci 'klasycy' wyjdą jednak na swoje!
Ja to mówię!
W końcu wezmą się wszyscy razem i zejdą w jedną kupę, i zaczną tak narzekać, że zrobią przewrót kopernikowski w kabaretach. Ja to wiem! Już trenują!

podpis: S.
O grypo jednodniowa! Katarze sienny! To to tak?!
To nie można sobie pojeździć po masach żeby nie być wyzwanym zaraz od Najwspanialszych?!
Kto się przyzna, że zauważył wiwaty po wulgarach ten Klasyk?!
Wyzwij mnie jeszcze od Wielkiego Artysty a i tak się nie wyrzeknę podstawowej wrażliwości estetycznej, odrobiny kultury i przebłysków inteligencji.

podpis: ja.
o matko, ale się usmialam :D

podpis: Rychu Krzychu
:) czuję się przeszczycony, bo zaszczycony to za mało ;). I ten osobny temat o zmaronowaniu.. zmarnieniu.. zmarynowaniu.. Przyznam szczerze, że się nie spodziewałem, aż takiej, ale oczekiwałem podobnej reakcji. Panie Autorze. Powyższym zaczepnym wpisem chciałem uprzedzić jedno pytanie. A może by tak... nie tracić czasu na gdybanie (to zdanie to oksymoron?) i pojechać na te przeglądy i festiwale telewizyjne i zrobić dobry kabaret? To znaczy..
Kabareciarnią w filharomonii dowcipu udowodniliście, że da się, że nie wygwizdują.. w każdym razie nie bardziej niż resztę. Rozumiem, że Wasze Autorze podejście do tego typu pomysłów może być czymś na kształt Adinowej podstrony "imprezy firmowe plenery wesela", ale samo narzekanie nic nie da i jest chyba marnotrastwem umiejętności pisania tekstów. I tak.. właśnie z szacunkiem do ludzi o "talencie marnej twórczości" nie tyle zepchać ich ze sceny, co wymusić konkurencję. "Załamać rynek". Bo ludzie coraz częściej mówią, że mają dość kabaretów, że nudzi ich to co widzą w telewizji, ale oglądają.. bo może coś będzie.
Natomiast chociażby po wspomnianej Filharmonii spotykałem się ze zdziwieniem u znajomych, że ktoś w końcu zrobił coś dobrego! W końcu! Jakby wymyślono coś nowego! Dowcip bez przekleństw! Ludzie dalej będą oglądać kabarety w telewizji, ale jeżeli nie pojawi się konkurencja dla żartów debilnych to i one będą trwać. Amen.

podpis: S.
Nie podejrzewaj mnie o brak ambicji. Mam.
Ale ani myślę konkurować z kabaretem użytkowym na ich własnym boisku. Ja tak nie lubię przegrywać! To takie przykre!
Na razie udeptuję własne boisko. Jak już wydeptam całe to zagram śmielej.
Kabareciarnia zagrała z Malickim który się nie wypiera związku z kulturą i sztuką (chociaż też pozwala sobie na żarty populistyczne).
Natomiast dzisiejsze kabarety jakby się wstydziły związku z kulturą - i w każdym skeczu starają się przekonać publiczność, że oni nie chodzą do teatrów i nie czytają książek. Więc przyciągają na występy i przed ekrany amatorów prostej zabawy - skutecznie zniechęcając amatorów kultury.
Nie bez powodu tyle na stronie o widzach docelowych.
Występy z ambitniejszym programem w atmosferze prostej zabawy bez cholernie silnego kręgosłupa mogą skończyć się bolesną kontuzją albo trwałym zwichnięciem.
Więc najpierw ćwiczenia kręgosłupa!

podpis: mrowka
zastanawiam się, co było pierwsze. Czy najpierw kabarety (biesiadne) obniżyły poziom, czy najpierw widzowie (masowi) odwrócili się w stronę łatwej rozrywki - bo mam wrażenie, że przez jakiś czas po prostu publiczność wybierała nieintelektualne kabarety (wtedy na fali popularności wyrosło Ani Mru Mru), a dopiero potem się kabareciarze dostosowali. Ci, którzy się nie dostosowali, wypadają z medialnego obiegu. Popatrz, co się dzisiaj dzieje, kiedy ktoś próbuje wyskoczyć z trudniejszym żartem na kabaretonie - odpowiada mu cisza.

podpis: Robo
e-mail: robofh@wp.pl
Oj, wyważają sobie tutaj ludzie otwarte drzwi, wyważają. Przecież zjawisko to jest dobrze znane, nie tylko w kabarecie, generalnie w całej polskiej kulturze od momentu zaistnienia demokracji w 89 istnieje ten sam pęd do maksymalnej komercjalizacji i fastfoodyzacji. Jest to całkowicie logiczna pochodna zachłyśnięcia się ustrojem w którym liczy się pieniądz i dotarcie do jak największej liczby klientów. Dużo klientów kupić drogi bilet jak zobaczyć na plakat że Paranienormalni wystąpić, bo oni w tiwi być i z nich ludzie się tak strasznie śmiać jak oni na scenie "dupa" powiedzieć. Mało klientów kupić tani bilet na artystyczno-filozoficzny performance bo tam nie być żadnej "dupy" a do śmiechu też nic, a ludź ma się śmiać, bo zaduma nad poetycka piosenka nie być taka cool jak takie jajcarze na scena. To nasza agencja artystyczna/grupa medialna/firma reklamowa mieć to drugie we wspomniana już wyżej dupa.

podpis: S.
Hola!
To że tekst jest napisany z punktu widzenia drobnego tumana - to nie znaczy, że taki jest cały amfiteatr.
Problem tkwi w tym, że przede wszystkim do tych otumanionych zwracają sie kabareciarze. I wtedy atmosfera prostej zabawy otumania pozostałych.
I w konsekwencji próby ambitniejszych żartów mogą się źle skończyć.
Praktyka kabaretu mówi - nie żartuj ambitnie jeśli wpuściłeś przed siebie wodzirejów.
Ale jeśli wcześniej nie wystąpił KSM lub ktoś podobny - to humor na wyższym poziomie może być przyswojony przez widownię.

podpis: mrowka
to zrób tak dzisiaj, żeby NIE wystąpił przed Tobą ktoś pokroju KSM... coraz trudniej o to. Robo - wiem, że wyjaskrawiasz, ale nie zgadzam się z alternatywą albo dupa - albo poetycka piosenka bez żartów (przydałby się w ogóle osobny tekst o piosence kabaretowej ;)).

podpis: praxis
Mnie się wydaje, że TVP pokazując bez przerwy kabaretony i Kanapowy Klub Kabaretowy celowo próbuje zniszczyć prawdziwy kabaret. I dobrze jej idzie. Zawiesiła działalność Przechowalnia: Poniedzielski uciekł do teatru, Andrus chyba pójdzie za nim, Hrabi Grupa MoCarta i Krosny trzymają poziom, ale są dostępne dla nielicznych, Adin to jeszcze niemowle i nie wiadomo jak się rozwinie. KMN i AMM najlepsze lata mają już za sobą.
O pozostałych nie ma co pisać bo dostosowały się idealnie do biesiady.
Najmłodszych nie ma jak promować, co z tego że są przeglądy, jak później można przeczytać jedynie: publiczność płakała ze śmiechu lub pospadała z krzeseł. Okropność! Dno! Kabaret to bardzo poważna sprawa. I ja protestuję. I nie będę płacić abonamentu i oglądać szmiry w TVP i Polsacie. I nie nagrywajcie więcej programów, aż ktoś się opamięta.

podpis: Biała Gała.
Hmmm...KMN.
Piękne liryczne piosenki oparte na literackich motywach.
Skecze sięgające do historii Polski.
Momenty refleksji, zadumania.
To było w roku 1996 na Pace.
A co jest teraz?
Teraz na hasło "PEDAŁY" cały amfiteatr leżał! Wszyscy płakali ze śmiechu. To mnie normalnie wewnętrznie boli!

podpis: wojtek
Wydaje mi się, że KMN ma jeszcze możliwość przejścia z powrotem na jasną stronę kabaretu. Jakoś rok temu wydali płytę z piosenkami, kompletnie nieprzystającą do tego co robią obecnie na scenie; fajnie to wyszło, chociaż chyba do platyny nie dociągną. Ostatnio z przyjemnością oglądnąłem skecz o kupowaniu drzwi - aż przecierałem oczy i uszy ze zdumienia, toż to Stare Dobre KMN!

Czyli można, tylko trzeba chcieć - a nie strzelić tekst o "150 sposobach masturbacji" (naprawdę żenujący) i zmuszać Pakosińską do ciągłego rechotania.

podpis: Biała Gała.
Piosenki są prześliczne!
To fakt. Odbiegają od tego corobią na scenie.

podpis: Robo
Mrówko, ja nie przedstawiam skrajnych alternatyw dlatego że tak jest zawsze - ale wyjaskrawiam właśnie po to, żeby coś udowodnić w kwestii "biesiadności". Jest oczywiście miejsce i dla takich kabaretów, tak samo jak dla disco polo i dla piosenek biesiadno-weselnych. Tyle że u nas to "miejce" coraz bardziej się rozrasta, spychając bardziej ambitne formy sztuki (nie tylko kabaretowej) do nisz. A ja nie chcę oglądać np. Adin w niszy.
Wojtek, Pakosy nikt jak to ująłeś do "rechotania" nie zmusza. Przypatrz się jej uważnie, zobaczysz, że to jej naturalne zachowanie.

podpis: Biała Gała.
Jak najbardziej naturalna.
Kasia tak po prostu ma.
Jest bardzo optymistyczną osobą.
A to, że w każdym wywiadzie powtarzają, że ma specyficzny śmiech to nie jej robota ;)

podpis: mrowka
chociaż drzwi też były trochę schematyczne i dość wyraźnie widać w nich było próby szukania żartu. Ale i tak lepsze niż reszta ostatnich produkcji tego kabaretu. Robo - wychodzi na to, że mi sprawia przyjemność dyskutowanie z Tobą ;), ale ambitne formy sztuki z definicji są niszowe. Masz alternatywę masowość - elitarność, ale proporcje są tu mocno rozchwiane. A że "biesiada" rozrasta się bardzo niebezpiecznie - masz rację, tylko że ciągle nie dochodzimy w tym do żadnych wniosków.

Nie lubię śmiechu Pakosy, mam wrażenie, że ona wtedy fałszuje.

I ile razy ten tekst czytam, tyle razy śmieję się tu: "Niektóre kabarety są tak śmieszne, że ile razy by nie grali to za każdym razem nie wytrzymają i się zaczną śmiać w tym samym miejscu". Ech...

podpis: niewdziosek
To, co masowe i popularne najczęściej szybko się szerokim masom nudzi. Fanom najczęściej nie, chociaż to zależy, czy przedmiot podziwu trzyma poziom.
Czy proporcje między kabaretem dobrym, a popularnym są rozchwiane, czy odbiegają od normy (jakiej ?), czy nie, to jest kwestia nie do definitywnego rozwiązania. Bardzo dobrze, że są kabarety i takie i takie. Każdy z nich ma swoją publiczność. Jedne większą, drugie mniejszą - coś za coś. Odwieczny problem - mieć, czy być.
A co do śmiechu - profesjonalista wie, kiedy nie przesolić. A ta zupa często wyraźnie jest za słona.

podpis: Biała Gała.
Ktoś kiedyś powiedział, że jej śmiech wkręca się w mózg niczym wiertło w zęba. Rany... :D

podpis: Robo(cik)
e-mail: robofh@wp.pl
Mrówko: Widzisz, kiedy podawana zostaje alternatywa między biesiadnością a artyzmem, masowością a elitarnością, to to już nie jest zdrowy objaw. Bo "biesiadność" nie powinna być utożsamiana z "masowością". Powinna być jednym z biegunów, zaś większość ludzi powinna wybrać "normalność". Czyli upośrodkować. A w czasach obecnych to "upośrodkowienie" niebezpiecznie zbliża się do "dna". Nigdy nie sądziłem że nadejdą czasy kiedy takie kabarety jak Potem, Adin, Hrabi będzie można zaliczyć do "niszy", że w ogóle dyskutujemy na ten temat. Dla mnie ten typ humoru zawsze mieścił się w "normalności" - nie był ani zbyt łatwy ani za trudny. Nie odmóżdżał, ale i nie powodował parowania mózgu od nadmiaru myślenia. A teraz, widzisz sama... festyn się robi z kabaretu, festyn masowy, hop-siup przy leciutkiej muzyce. Wiem, znowu biadolę, ale uspokoję: mam tez parę teorii w jaki sposób taki stan rzeczy zmienić :)
Co do śmiechu Pakosy, to nie uważam go za fałszywy czy też specjalnie denerwujący. On jest taki perlisty, słodziutki i taki kochany, że ło. Po prostu nie wszyscy wiedzą, że nadmierna ilość cukru może doprowadzić do potężnego pawia.
Mnie się skecz z drzwiami bardzo podoba, lecz - co może kogoś zaskoczyć - teleturniej "to idiotyczne" podoba mi się również. I ten żart o samogwałcie - może komuś narażę - uważam za całkiem niezły. Nie jest wysokich lotów, ale mnie śmieszy. No ale ja też orłem nie jestem :)

podpis: wojtek
Mnie śmiech Pakosińskiej wydaje się nieautentyczny; takie też miałem wrażenie oglądając wspomniane "to idiotyczny". W tym skeczu za to podobała mi się postać kreowana przez Borkowskiego (tego wysokiego).

Co do ogólnej kondycji sceny kabaretowej, to ostatnio uświadomiłem sobie rzecz zdałoby się oczywistą. Mianowicie pod jednym mianem rozumiemy bardzo różną działalność sceniczną i w sumie mamy chyba pretensje, że niektórzy "biesiadni", "masowi" etc., również nazywają siebie kabareciarzami. A niech się nazywają jak chcą - kura nie stanie się łabędziem, nawet jak się jej wystawi 1000 certyfikatów "łabędziowstwa".

podpis: niewdziosek
Fajnie, że wiadomo, co większość ludzi powinna wybrać i że biesiadność powinna być jakimś biegunem. Może więc trzeba trochę poczekać i wszystko wróci do normalności. Kurcze, jak ja zazdroszę ludziom tej pewności i wiedzy. Skąd oni ją biorą? Może trzeba było pójść na uniwersytet a nie na politechnikę?
A mnie się wydaje, że Potem, Hrabi i Adin to nie jest żadna nisza, tylko ludzie rozdający radość.

podpis: czytelniczka.
zwalmy to wszystko na kryzys.
będzie prościej :D

podpis: mrowka
e-mail: mrowka@granice.pl
Robo - właściwie tak, biesiadność mogłaby być biegunem masowości, ale już od dłuższego czasu nie jest, za to stanowi o jej (masowości) kształcie. Wczorajszy kabareton w Zielonej Górze trochę mnie pod tym względem uspokoił, da się jednak robić dziś kabaret bez wulgaryzmów i skojarzeń z seksem zamiast puent.
Co do niszowości Adina czy Potemu - wydaje mi się, że jedna rzecz tu decyduje: Sikorowe zabawy słowem. W tym znaczeniu nisza, nie jest to humor dla wszystkich, drobiazgi pozostaną ku radości bardziej wyrobionych widzów ;).

Wojtek - ale w kabarecie jest miejsce i na tych wysokoartystycznych i na tych biesiadnych, daleka jestem od tego, żeby tym drugim odbierać prawo do nazywania się kabareciarzami. Problem zaczyna się, kiedy biesiadni odchodzą od kabaretu w stronę efektu, gubią pomysły, nie wprowadzają puent, nie mają przemyślanej kompozycji skeczu, tylko jakieś zlepki żartów, albo opierają się jedynie na tych najtańszych sposobach wywoływania śmiechu. Wtedy sztuka kabaretowa rozmywa się i ludzie narzekają na kabaret. Uważam, że żeby śmieszyć, trzeba wyjść ponad poziom "Kiepskich" (dobra, dobra: żeby MNIE śmieszyć ;)). Może to jest też problemem, że przy skeczach o dupie widać całą jałowość wysiłków kabareciarzy, żeby rozbawić ludzi?

Niewdziosek - cały kłopot z tym wyborem - że nie za bardzo jest z czego wybierać (i teraz celowo pomijam tu sceny offu, bo to jednak wymaga wysiłku). Co zobaczysz raz jako premierę, za chwilę zobaczysz 50 razy jako absolutną nowość.

podpis: niewdziosek
Wydaje mi się, że oczekiwania większości widzów kabaretonów polegają na chęci obejrzenia "takich scenek kabaretowych do śmichu" (być może dodatkowym warunkiem jest wykonawca, którego już się widziało wcześniej, czy to w telewizji, internecie, czy też na żywo).
A zobaczą to, co zaserwują im wykonawcy, w oprawie, scenografii, realizacji pań i panów z telewizji.
Jeżeli nad całością będzie ktoś panował, kto będzie miał całość przemyślaną, to przedsięwzięcie ma szanse powodzenia.
To jest chyba kluczowy element - kierownik całego przedsięwzięcia. Od niego i jego siły przebicia zależy, czy efekt będzie sprawiał wrażenie sensownej całości, czy też przypadkowej zlepki. A co do sugestii (delikatnie mówiąc) ze strony telewizji dotyczących scenografii, realizacji i treści to obawiam się, że "jest różnie". No i słupki oglądalności. Teoretycy cały czas wymyślają, co się dobrze sprzedaje. A to nie zawsze idzie w parze z ambitniejszą produkcją. Mimo wszystko publiczność nie odwróci się od tego typu imprez, jakiekolwiek by nie były. Zawsze jest nadzieja, że tym razem będzie dobrze, a poza tym są widzowie, którym żaden poziom nie przeszkodza dobrze się bawić. P.S. "Kabaretobranie", według mnie, wypadło całkiem dobrze.

podpis: praxis
Fakt, zielonogórski kabareton był najlepszy z kabaretonów prezentowanych w tym roku. Miałam nie oglądać, ale przyzwyczajenie był silniejsze. Klasyczna forma (konferansjer, brak Kabaretów Wysokiego Ryzyka, dobór skeczy) A czy ktoś wie dlaczego gwizdano na wejście Stanisława Tyma?
Bo publiczność była znakomita i aż mi się w to wierzyć nie chciało. Może coś przekręciłam.

podpis: mrowka
Niewdziosek - do śmichu, ok. Ale ten śmich nie musi być z wulgaryzmów i cielesności i to wczorajszy kabareton udowodnił dość dobrze. Co do dodatkowego warunku - zgadzam się z tym, ale popatrz też, że nie było tu ulubieńców publiczności. Jednak zespoły, które się pojawiły w Zielonej Górze to grupy z trochę wyższej półki, jedynie Bałtroczyk mógł tam być w roli ulubieńca... i jak dla mnie - zawiódł na całej linii, bo poza zjedzeniem winogrona z Janusza Rewersa nic oryginalnego nie pokazał, a już przerabianie dowcipów z brodą na rzekomo rodzinne anegdotki... na to powinien być paragraf. Problem w tym, że i tak Bałtroczyk jako konferansjer najlepiej sobie na razie na scenie radzi (a wypuszczenie na przykład Andrusa z Poniedzielskim windowałoby za bardzo poziom).
Przyznam, że się przeraziłam, kiedy zaczęło się od konkursu smsowego, to jest plaga, której z kabaretu usunąć nie będzie łatwo, niestety. Ale potem było już tylko lepiej.
Widzisz, ja nie żądam od tv, żeby produkowała same ambitne kabaretowe programy (bo w "kabareton" chyba się już brak ambicji wpisał?) - ale żeby dbała o poziom tych masowych. Kabaretobranie nie było w końcu jakieś superwysokoartystyczne, a można się było trochę pośmiać bez niesmaku. TO nie jest takie trudne do osiągnięcia, nie może być... Warunek jest jeden: przestanie się wpuszczać na scenę za nazwisko.
Praxis - też miałam nie oglądać, ale chciałam mieć powód do narzekania później ;). I teraz nie żałuję. Co do Tyma - zmęczył mnie jego monolog bardziej niż ucieszył, przynajmniej tym razem. Publiczność wydawała mi się całkiem zwyczajna, chociaż - co było dobre - nie została potraktowana jako kawałek scenografii (ale transparent "Żagań się bawi" mnie rozbroił).

podpis: mulog
e-mail: mulogmałpabezpolskichznaków
Że tyle ironiiiiiiii...? Iiiiiiiiiiii tam. :) Kiedy Japończyk zabiera się za rekord Guinessa to pobija go nie o 3 lub 4 powtórzenia ale o 500 ! Robi to świadomie bo wie że jeśli ktoś będzie chciał pobić jego rekord zajmie mu to trochę...lat. Jeśli oczywiście sam wynik wszystkich nie zniechęci:) Kabaret jest tyle wart na ile się ceni. A jak już się ceni nie musi się podlizywać zawsze, wszędzie i potem zjebiście się z tego tłumaczyć: że musiał, że to TV, że taki kabareton, że deszcz padał, bo jakby nie padał to... Wymówki niech będą wynikiem naszej manipulacji...howgh!

podpis: Sedes z Bakelitu
Mrowka wspominała o poziomie "Kiepskich". Serial ten miewał świetne, pełne aluzji (nawet literackich), autentycznie śmieszne albo absurdalne odcinki. Ale było to bardzo dawno temu. Teraz natomiast jest to rozrywka w typie kabaretowej biesiady, niemiłosiernie wtórna i nieciekawa.

Walduś ciągnął ten serial. Ale od dawna go nie ma.