przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna  filozofijki

ramka publicystyka
 
ZJAWISKA NEGATYWNE:
   sprzedajność
   odmóżdżanie
   miękki kabaret
   przedwczesna półprofesjonalizacja   
   utrata dystansu
   kabaret może być zły
   wulgaryzmy w kabarecie
   przełamywanie granic
 
CIŚNIENIA I MITY:
   fajne życie w kabarecie
   złudzenia i mity
   publiczność nasz pan
   presje i ciśnienia
   seks drugs and ovations
 
NIEPOWAŻNIE:
   ego krytyka sztuki
   ego artysty kabaretowego
   zabawy towarzyskie
 
   westchnienie za przeszłością
   tabela porównawcza




nowości Publicystyka - okno
 
      WULGARYZMY W KABARECIE

Język kabaretu radykalizuje się coraz bardziej. Przekraczane są kolejne granice - jedne w imię wolności sztuki, inne dla śmieszności. Kiedyś niedopuszczalne tematy i słowa dziś stają się tworzywem scenicznym.

Daleki jestem od podejścia ortodoksyjnego. Słowa uznane za wulgarne są również bogactwem języka i są w stanie wyrazić emocje niewyrażalne w inny sposób. Nie bulwersuje mnie używanie mocnych słów.
Pod jednym warunkiem - że użyte są z pełną świadomością ich znaczenia. I wulgarnego i emocjonalnego. Nie dla prymitywnego efektu wzmacniającego, ale właśnie dla oddania emocji czy opisu postaci.

Jednak wulgaryzacja kabaretu postępuje. I to co bywało świadomym użyciem wulgaryzmu w służbie sztuki otwierało niechcący drogę wulgaryzmom użytym już w sposób prymitywny.

Ale wulgarność nie zamyka się tylko w używaniu wulgarnych słów. Za wulgarność uznaję prymitywność każdego rodzaju (prymitywność, nie prostotę - prostota potrafi być genialna).
Nadużywanie slangu, uproszczone do granic stereotypy, prymitywne skojarzenia erotyczne i fekalne, epatowanie golizną i bielizną... Niby bezpośrednio ucha nie obraża, ale obraża inteligencję i wrażliwość (przynajmniej moją). Spotykając się z kolejną wersją żartu o durnej blondynce kojarzącej wszystko z seksem, gdzie cała śmieszność ma polegać na kolejnym wyolbrzymieniu cech - nie ubawię się, a raczej czuję niesmak.

Oczywiście, wulgaryzmy śmieszą olbrzymie rzesze widowni - więc nie ma co się dziwić, że są w użyciu i właściwie znieczulenie na nie jest powszechne.
Dla mnie na przykład wulgarne są niektóre „dzieła” kabaretu Pod Wyrwigroszem (chociaż zauważam tam też dobre żarty). I co z tego, że w takich wulgarnych numerach są żarty czasem niezłe, gdy brzydzi mnie wygrzebywanie rodzynków z gówna.
Wulgarna bywa też blondynka Mariolka, samolot prezydenta KMP, Śruba KSM i jeszcze trochę.

Moje poczucie estetyki cierpi kiedy oglądam takie produkcje. Widzę, że to śmieszy i muszę się z tym pogodzić. Podejrzewam, że wiele osób stwierdzi, że po prostu jestem głupi i nie wiem co śmieszne. I chyba nie ma sensu wszczynać krucjaty przeciw wulgarności bo z góry jest skazana na porażkę. Za bardzo się podoba.

Ale chcę wyrazić swoje zdanie chociażby po to, żeby nie przysyłano mi tekstów do oceny, w których główną siłą komiczną ma być język slangowy, wulgarne skojarzenia, boleśnie proste stereotypy, czy też parodie bez polotu.




   


          


      bok
      bok
 
   
można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:

opinie:

podpis: efka
e_mail: hgdf@wp.pl
wulgaryzmy są śmieszne ale tylko wtedy gdy kabaret wie kiedy ich użyć.

podpis: Kaś.
Ostatnio do mojego miasta zagościł KMP, każda puenta miała w sobie słowo na "k" a ludzie wręcz pokładali się ze śmiechu. Poczułam żenadę i wyszłam z występu.
Zgadzam się, że czasami wulgaryzmy podkreślają co nieco, ale na litość: nie muszą być używane w każdym prawie skeczu!

podpis: mehilaeinen
No tak, też ostatnio odnoszę wrażenie, że sporo kabaretów ratuje słabe puenty użyciem wulgaryzmu (wyłączając "Szczypiorek", tam pasuje).

podpis: jerzul
e-mail: jerzul<człekokształtna>o2.pl
Wulgaryzmy? Tak, ale tylko w określonym celu i do tego nie za często.
Natomiast odnoszę wrażenie, że estradowcy nie mając pomysłu na cokolwiek, wstawiają parę słów na ka, a tłuszcza się bawi.
Co gorsza, także nauczyciele coraz częściej gdy chcą się przypodobać uczniom/studentom rzucają mięsem na prawo i lewo. I to niestety działa...

podpis: kasia
e-mail: kasia_6@buziaczek.pl
Nie ukrywam, że coraz częściej kabaret kojarzy mi się z prostactwem.
Chociażby ostatnio: oglądam w telewizji zlepek występów różnych kabaretów i co widzę? Jeden skecz po drugim, a każdy o pijakach, o żulach, o nierobach, o głupich blondynkach. Rozumiem, że niektórym to się podoba, ale co z resztą? Czy to świadczy o tym, że intelekt społeczeństwa spada?
Jeżeli rozśmieszyć potrafi nas już tylko epatowanie wulgaryzmami, to bardzo mi przykro.

podpis: S
Myślę, że nie tyle społeczeństwo obniża loty co kabarety (pod dyktando tv - nieważne jacy widzowie, byle duuuużo).

podpis: Igo
e-mail: kotlars_osu@yahoo.com
Wulgaryzmy sa powszechne w każdym żywym języku. Ostatecznie trzeba miec jakiś wyraz aby go wypowiedzieć gdy wbijający mlotkiem gwoźdź uderzy się nim w palec. Wulgaryzmy są wszędzie gdzie są zgrupowani sami mężczyźni.
Tak więc literat opisujący akcje dziejącą sie w grupie samych mężczyzn używa ich języka.
Wystarczy przeczytać "Pożegnanie z Bronią" Hemingwaya po wlosku lub "Komu Bije Dzwon" tego samego autora po hiszpansku.
Jako taki słownik wystarczyłoby spisać zawodowy język codzienny wojskowych bohaterow narodowych różnych narodów, nie chce wymieniać nazwisk.

podpis: mrowka
e-mail: mrowka@granice.pl
ale nadużywanie wulgaryzmów, to jest chwyt, który się szybko znudzi. Wystarczy sobie przypomnieć, jakie wrażenie robiły wulgaryzmy w "szeptance" Smolenia - dzisiaj już takiego aplauzu nikt przekleństwem nie wywoła. Chyba że faktycznie dobrze użytym i umotywowanym.
Przypuszczam, że niedługo publiczność przestanie się po prostu śmiać w miejscach "wulgarnych".
Przykre jest to, że kabarety często maskują brak konceptu takimi tanimi środkami.

podpis: S
Wulgarność nie zniknie ze scen kabaretowych - będzie się tylko zmieniać rodzaj. To zbyt łatwy kawałek chleba, żeby "artyści"" zechcieli zrezygnować i wystarczająco prymitywne żeby poruszać masowe widownie.

podpis: mrowka
jeśli to, co daje się obserwować dzisiaj, to zmiana wulgarności (przejście od przekleństw do całkowitego prymitywizmu) - to zaczynam się bać o kondycję sceny w przyszłości. Ale przecież gdzieś musi być granica, w końcu i masy zrozumieją, że drapanie się po... hmm, plecach... na scenie wcale nie jest takie śmieszne.
Śmieszy, póki jest aktem dziwnie pojmowanej "odwagi". Tylko ile można?

podpis: S.
Odwaga sceniczna to niezła pułapka.
I muszę przyznać, że sam też wpadam w takie koleiny - chcę odważnie a czasem wychodzi pretensjonalnie lub niesmacznie. I to trudno dostrzec z bliskiej odległości (dokładnie jak w temacie "Utrata Dystansu").

podpis: mrowka
w czyjej ocenie pretensjonalnie albo niesmacznie?

podpis: S.
A w mojej własnej. Co widzę nieraz po fakcie.

podpis: mrowka
ale to nie musi być obiektywna ocena, mimo doświadczenia scenicznego...
chociaż właściwie nie bardzo się mogę wypowiadać, bo to wszystko to będą tylko przypuszczenia

podpis: S.
Obiektywnie ani autorytatywnie tego NIKT nie może stwierdzić. Ale ja sam dla siebie jestem widzem na którym mi bardzo zależy - więc nie mam zamiaru ryzykować utraty szacunku.

podpis: mrowka
zgoda, ale jesteś też widzem o - momentami ekstremalnie mocno - zawyżonych oczekiwaniach, a to też może przeszkadzać...

podpis: S.
Jeśli wybór leży między przesadą w ostrożności a przesadą w wulgarności - wolę ostrożność (chociaż przyłapałem się, że nie zawsze).

podpis: mrowka
jeśli mam taki wybór, to też wolę ostrożność... ale z pewnego poziomu nie da się zejść do takiej zupełnie prymitywnej i niebezpiecznej wulgarności

podpis: S.
No i mamy ilustrację tematu Fan Idealny a Fan Wpatrzony

Zobacz co ja piszę?!!
Zamiast brutalnie stwierdzić, że wiem co to wulgarność i czasem naprawdę przesadzam - to lawiruję, owijam w bawełnę.
Bo obawiam się zburzyć ten pomniczek który mi postawiłaś.
A Tobie trudno przyjąć do wiadomości, że ja mogę pisać teksty po prostu wulgarne. Sugerujesz, że to moje zawyżone wymagania. I tak oboje się pakujemy w jakieś zakłamanie.
Co zrobił by fan idealny?
Pogodziłby się z tym, że bywam wulgarny - ale doceniłby za to fakt, że to dostrzegam i staram się walczyć ze swoją słabością.

podpis: mrowka
nie zgadzam się.
Bo z tego wychodzi, że fan idealny musi się ze wszystkimi opiniami idola zgadzać.
Wulgarny byłbyś - przynajmniej dla mnie - w momencie całkowitego przestawienia się na teksty poniżej pewnego poziomu, nie w chwilowych manifestacjach "wulgarności" i próbach sprawdzania ile można!

podpis: S.
Sprytne odwracanie kota ogonem. Nie zgadzam się - więc nie ma zapatrzenia.
"w chwilowych manifestacjach "wulgarności" i próbach sprawdzania ile można!" - Toż to przyzwolenie na wszystko!


podpis: mrowka
Nie ma zapatrzenia, bo nie stawiam pomniczka. Wyszukuję to, co mi się podoba - zgoda.
To zresztą normalne, jeśli chce się czerpać przyjemność z bycia fanem. Ale nie jest tak, że bezrefleksyjnie akceptuję WSZYSTKO, co zrobisz na scenie. W razie czego chyba lepiej mi będzie zaczekać i przez chwilę poobserwować, co się dzieje, niż reagować impulsywnie i histerycznie na pierwszy bardziej "wulgarny" skecz?
Zauważ, nie kwestionuję tego, że możesz napisać wulgarny skecz - zastanawiam się raczej nad tym, czy we własnej ocenie nie jesteś zbyt surowy: tu przecież przejawia się też brak dystansu. Jeśli próbom sprawdzania "ile można" towarzyszy wysoka (zaraz mi się za ten przymiotnik oberwie) świadomość teoretyczno-sceniczno-warsztatowa, to myślę, że nawet chwilowy brak dystansu nie przeszkodzi artyście w rozwoju.
Nie chcę w Tobie obiektu do podziwiania. O wiele bardziej interesują mnie Twoje drogi poszukiwań scenicznych.


podpis: S.
Wyrażę się inaczej: z mojego punktu bardziej cenię głos z zewnątrz który przypomina mi, że jestem tylko człowiekiem. Natomiast czytając co piszesz - czuję, jak brąz na mnie osiada - niezależnie od Twoich intencji. Twoich intencji nie jestem w stanie ocenić, ale wrażenia jakie ja odnoszę są właśnie takie - i temu z kolei Ty nie możesz zaprzeczyć.

podpis: mrowka
Fakt, i nie zaprzeczam.


podpis: niewdziosek
Wulgarność w sztuce akceptuję tylko wyjątkowo i w uzasadnionych przypadkach (podobnie z agresją). Obszar poszukiwań jest ogromny i wulgarność stanowi jakiś drobny jego procent. Więc w efektach końcowych ten procent niech też będzie drobny. Sztuka kabaretowa jest dla mnie jedną z jasnych wysp na błotnistym obszarze świata, więc może nie zachlapywać jej zbytnio tym błotkiem?

podpis: mrowka
Niewdziosek - ale już satyra polityczna Ci obala teorię ;)

podpis: niewdziosek
Źle się wyraziłem. Pisałem nie o całości sztuki kabaretowej, ale o jej podzbiorze, wolnym od złośliwości, agresji, nadmiernej wulgarności itp. Satyra polityczna jakoś mnie nie pociąga. Przeważnie jest wobec swoich obiektów złośliwa, a ten typ humoru dość mało mnie bawi.

podpis: mrowka
Niewdziosek - a co z czarnym humorem? (z tą najbardziej czarną odmianą czarnego humoru, która nie śmieszy a szokuje przede wszystkim? ;))

podpis: niewdziosek
Czarnego humoru dotyczą podobne kryteria, co innych odmian. Jeżeli jest prymitywny - nie interesuje mnie, jeśli jest mocny, ale zawiera jakąś myśl, akceptuję go, chociaż nie mam ochoty na powtórkę, jeżeli natomiast jest w miarę subtelny - bardzo chętnie do niego wracam.

podpis: mrowka
to w efekcie zostawiamy wulgarność przede wszystkim tym biesiadnym kabaretom, które chcą zaimponować masowemu odbiorcy i szybko go rozśmieszyć? Bo właściwie podzbiór satyry, o którym piszesz, jest zarezerwowany dla grup z wyższej półki...

podpis: niewdziosek
Można tak powiedzieć. Ale zdarzają się kabarety, które nawet nie u masowego, lecz kameralnego odbiorcy chcą uzyskać efekt używaniem wulgaryzmów, czy też skojarzeń okołorozporkowych i, przyznaję, że osiągają swój cel.

podpis: mrowka
mimo wszystko wydaje mi się, że wulgaryzmy to sposób na "zdobycie" masowego odbiorcy. Te kabarety, które chcą podbić serca wybranej widowni raczej nie mogą iść w taką stronę (chyba że wybrały sobie środowisko menelskie)... nie dzisiaj...

podpis: niewdziosek
Mnie się też wydaje, że podbijanie serc przy użyciu wulgaryzmów raczej słabo wychodzi.

podpis: Robo
e-mail: robofh@wp.pl
Dlaczego to śmieszy? Bo to jest robione pod masówkę. Popkultura.
Czy to dobrze, czy źle... trudno powiedzieć.
Przynajmniej ma się jakiś "południk zerowy" od którego oddalając się można wejść w ciekawe obszary eksperymentowania...

podpis: mrowka
Robo, ale tu się pojawia efekt śnieżnej kuli. Rzucisz wulgaryzmem (albo zrobisz wulgarny skecz, teraz na jedno wychodzi): i ZAWSZE znajdzie się ktoś, kto zacznie z niego rechotać. To nic, że wiele osób pozostanie zniesmaczonych, ten śmiech się i tak rozniesie (przynajmniej jeśli mówimy o tych "dużych", estradowych publicznościach).
I to jest problem: bo teraz dlaczego satyryk ma zrezygnować z takiego obniżania poziomu, skoro to chwyta?

podpis: Robo
Wbrew pozorom można to ze sobą pogodzić. Ja nazywam to "inteligentną kurwą", czyli przekleństwem które w danym momencie rozśmieszy wszystkich a nie jedynie najprymitywniejsze umysły na widowni "A halabarda gdzie? Kurwa, nie wezmę!".
Właśnie tego zaczyna brakować kabaretom - wyczucia sytuacji, kiedy jest to fajne a kiedy żenujące (widać to było doskonale na tegorocznej Pace). Ten efekt śnieżnej kuli zaś można bez problemu zniwelować, wystarczy tylko chcieć - satyryk po prostu musi sobie uświadomić, że im więcej będzie klął, tym bardziej zohydzi swój wizerunek sceniczny.
Bo nawet idiota w końcu będzie znużony taką wulgarnością - tej jest wystarczająco dużo w życiu codziennym.

podpis: Seba
e-mail: sebol.lks@wp.pl
A Moim skromnym zdaniem, patrząc na przekrój kabaretowej sceny przez to 100 lat od zielonego balonika do dzisiejszych KMP, Limo czy DNO, wulgaryzmy w kabaretach dziś są powszechne między innymi dlatego, że pozwala nam na to wolność słowa, a także widownia wymusza taką formę wyrazu emocji. Pozdrawiam ;)

podpis: mrowka
Robo - jasne, zgadzam się. Ale mam też wrażenie, że myślisz idealistycznie. Niewielu "satyryków" zdobędzie się na ten moment refleksji o zohydzeniu. Zrobią to najlepsi - ci, którzy i tak świetnie potrafią operować inteligentnymi przekleństwami. Reszta pójdzie na łatwiznę i będzie kląć, bo to rozśmieszy.
Seba - nie bardzo mogę się zgodzić na to połączenie wolności słowa i wulgaryzmów, wydaje mi się, że nie tu leży przyczyna zjawiska. Popatrz sobie na Salon Niezależnych i monolog "Chodźcie tu bliżej" - "chodzi o to, żebyśmy, kurwa, nie podpadli, no...".
Zobacz sobie szeptankę Smolenia. To naprawdę wywoływało eksplozję śmiechu widowni, tylko nie wiem, czy dlatego, że stanowiło owoc zakazany... jakoś trudno mi się z tym zgodzić.

podpis: Robo
Może też dlatego że było nagłe i nieoczekiwane. Jeden wulgaryzm na cały program i to w momencie napięcia scenicznego. A co do mojego idealizmu - to ja nie napisałem że tak będzie, że satyrycy dadzą sobie na wstrzymanie. Chciałbym aby tak było - ale świat idealny nie jest.
Po prostu trochę mi ich żal kiedy sami obudzą się z ręką w nocniku. Bo w końcu nastąpi przesyt masówką, obowiązującym trendem wulgarności.

podpis: wojtek
Wulgarności, prostactwa i chamstwa nie akceptuję (przykład: skecz AMM o niewidomym golfiście). Podobnie wulgaryzmom bezcelowym i maskującym miałkość/brak pomysłu na skecz mówię NIE. Jednak sensowne ich wykorzystanie jest w porządku. Np. ostatnio, odkrywając na youtubie kabaret Macież, trafiłem na ich skecz pt. "Próba TM" - od groma wulgaryzmów, ale są one tam jak najbardziej potrzebne, służą do zbudowania kontrastu. I nie odrzucają, jak pojedyncza k..wa rzucona jako "puenta" u innych artystów.

podpis: mrowka
no... dla mnie było na przykład prostackie to sformułowanie refrenowe "trza bronić moralności", kompletnie bez sensu. I w połączeniu z deklaracją, że Macież chce tworzyć kabaret LITERACKI. Dziękuję...

podpis: S.
I ja "próbę" widziałem i nie uważam za sensowne. Modyfikacja - nie uważam za konieczne!
Rozumiem przekaz skeczu - ale można ten sam sens przekazać bez tego nasilenia wulgaryzmów.
A właśnie takie skecze używając wulgaryzmów intensywnie (zasłaniając się przekazem) zwiększają tolerancję w sztuce na mocne środki.
Następni już nie potrzebują przekazu - po prostu korzystają z otwartej furtki.

podpis: eh
uczepiliście się wulgaryzmów, a sami niejednokrotnie używacie, taka prawda, na innych się gada, a siebie usprawiedliwia.

podpis: S.
Racja. Wulgaryzmy są skuteczne - więc łatwo znajduje się wytłumaczenie dla wulgaryzmów u siebie - jednocześnie czepiając się innych.
Co można zrobić - to adresować krytykę bezpośrednio i bardzo konkretnie. Wszelkie ogólniki są raczej traktowane jako głosy egzaltacji.

podpis: mrowka
a, czepiasz się tych wulgaryzmów i czepiasz. A przecież dzisiaj to jest jedyne co śmieszy! Albo przynajmniej - g(ł)ówne!

podpis: wojtek
Faktycznie, po zastanowieniu i ponownym obejrzeniu - w "Próbie" można było uzyskać efekt zbliżony (jeśli nie lepszy), bez uciekania się do wulgaryzmów. To było pójście na łatwiznę.

podpis: Dziara
e-mail: asfarasiconcern@yahoo.com
Rozumiem podział na wulgaryzmy "emocjonalne" i "wzmacniające" ale nie do końca mogę się zgodzić by ten drugi rodzaj był koniecznie czymś negatywnym.
Mam trochę inne spojrzenie bo moją dziedziną jest stand-up przez co jestem w tej kwestii bardziej tolerancyjny.
W sytuacji kiedy dziewięciu na dziesięciu komików posługuje się wulgarnym językiem "kurwa" jako istota pointy po prostu nie działa.
Natomiast zdarza mi się słyszeć dobre żarty z wulgaryzmem czy błędem językowym rzuconym dla lepszego brzmienia lub zachowania płynności wypowiedzi.
Są nawet pointy które są słabe jeśli pozbawić je wulgaryzmu ale nie są złe same w sobie.

Jednak podzielam Pana zdanie na temat prymitywizmu ponieważ wiem jak bolesne jest gdy ta sama publiczność, która śmiała się z ciężko wypracowanego materiału dobrego komika (lub czasem mojego) "ryje" podczas żartów, które mógłby opowiadać mój pijany wujek na imieninach.

podpis: S.
Stand up bywa bardziej tolerancyjny dla użycia slangu i mocnych słów - głównie ze względu na specyfikę - gdzie oprócz zadania komicznego jest jeszcze zadanie wyrażenia swoich emocji w sposób otwarty.
To i rzeczywiście w stand up-ie nie wyobrażam sobie języka literackiego i ugładzonego. Tam musi haczyć.
Niemniej jednak wydaje mi się, że nadużywa się w tym gatunku mocnych zwrotów - korzystając właśnie z tej podwyższonej tolerancji i alibi jakie daje stand up.
Zabawa w przegięcia nie jest mi obca i prywatnie potrafi mnie to bawić - jednak czynienie z przegięć istoty programu powinno być zarezerwowane tylko dla najlepszych - którzy potrafią wyczuć subtelne granice.
A właściwie to i też nie - bo to niestety otwiera pole dla przegięć prymitywnych serwowanych przez prymitywnych wykonawców.

podpis: olpiczek
e-mail: dominikagosia@gmail.com
Jeśli nie mają (pomysłodawcy danego kabaretu) czym zastąpić danego słowa to używają wulgaryzmów są to min. K***a s********j p*****l s*ę itp. ale jeśli mają czym zastąpić to niech ich nie używają. Dobry "kabareciarz" potrafi wymyślić kabaret bez tych zbędnych słów, a nasze społeczeństwo śmieje się z takich rzeczy bo cóż ...jeden człowiek się zaśmieje to drugi sobie pomyśli:
-"On się śmieje to ja nie będę gorszy i tez się będę śmiać."
Tak naprawdę to, że się nie śmieje to nie czyni go gorszym. Każdy ma swoje poczucie humoru i śmieje się, tylko wtedy kiedy mu to odpowiada. Trochę się rozpisałam ale warto było