przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna  filozofijki

ramka publicystyka
 
ZJAWISKA NEGATYWNE:
   sprzedajność
   odmóżdżanie
   miękki kabaret
   przedwczesna półprofesjonalizacja   
   utrata dystansu
   kabaret może być zły
   wulgaryzmy w kabarecie
   przełamywanie granic
 
CIŚNIENIA I MITY:
   fajne życie w kabarecie
   złudzenia i mity
   publiczność nasz pan
   presje i ciśnienia
   seks drugs and ovations
 
NIEPOWAŻNIE:
   ego krytyka sztuki
   ego artysty kabaretowego
   zabawy towarzyskie
 
   westchnienie za przeszłością
   tabela porównawcza




nowości Publicystyka - okno
 
      WESTCHNIENIE ZA NIEDALEKĄ PRZESZŁOŚCIĄ

Łatwo jest pisać źle i krytykować dzisiejsze czasy. Popadając w starcze westchnienie - ech, za moich młodych lat.! To i słońce bardziej żółte i trawa bardziej zielona.

Ale ja bym chciał westchnąć za całkiem niedaleką przeszłością początków tysiąclecia - kiedy scena kabaretowa była ciekawa jak nigdy. Kiedy jak spod ziemi pojawiały się prawdziwe zjawiska kabaretowe - istniejące co prawda do dziś, ale już bez tamtego charakteru.

Można by obwiniać tylko czasy - że tak telewizja kraje, że tak internauci ściągają, że tak amfiteatry oklaskują. Ale czy kabarety nie mają już na to żadnego wpływu? Westchnę: eeeeech.

Zacznę od największego swojego rozczarowania czyli Formacji Chatelet. Jeszcze parę lat temu to była grupa prezentująca programy bardzo ciekawe pod względem formalnym i z dużym ładunkiem abstrakcji - a teraz. no już lepiej żebym nie pisał.

Kabaret Moralnego Niepokoju prezentuje cały czas wysoki poziom, ale już nic nie zostało z literackich i muzycznych klimatów jakimi czarowali wcześniej. Popularność KMN jest w pełni zasłużona, ale trochę szkoda, że nie prezentuje tak szerokiego spektrum nastrojów jak dawniej.

Kabaret Mumio bardziej znany obecnie z reklam niż ze swoich programów traci z każdym rokiem aurę kosmicznego absurdu. Rośnie pokolenie które wcale nie kojarzy Mumio ze sceny i jeśli zdarzy im się pójść na występ - mogą kompletnie nie kumać produkcji scenicznych.

Krosny i Grupa Mo Carta zachowują poziom i elegancję warsztatową - jednak stało się to normą i o zaskoczenie coraz trudniej.

Ani Mru Mru ciągle jest najpopularniejszym kabaretem i wytwórnią hitów scenicznych. Ale ma to swoją ciemną stronę - każdy z ich hitów rozchodzi się w mig i skecz mający zaledwie pół roku uznawany jest już za stary. Więc nie dziwią później opinie, że AMM niewiele nowego pokazuje. Na domiar AMM tak już się uzależnił od hitów, że pokazanie skeczu, który nie jest hitem, napawa przerażeniem. Więc lepiej nic nie pokazać.

Kabaret Rafała Kmity był jak maszyna kabaretowa - dopracowany w każdym szczególe nigdy nie pozwalał sobie na słabsze dni. Teraz Kmita odpływa z każdym spektaklem bardziej w teatr. Co też ma wartość ale coraz mniej kabaretową.

Łowcy.B zadziwiali zdziczałą formą kabaretu - teraz jakby złagodnieli i się ustatkowali. W swoich początkach byli zjawiskowi i nie do ogarnięcia w żadne ramy. A teraz dali się wciągnąć w świat rozrywki - który rządzi się swoimi prawami.

Piszę to z myślą bardziej o fanach niż o kabaretach. Mam wrażenie, że to oczekiwania ze strony fanów powodują dryf w kierunku twórczości zachowawczej. Nie wiem jak wiele osób podziela moje sentymenty, ale z pewnością brak sygnałów zachęcających do kontynuowania bardziej ambitnych form powoduje ograniczanie się kabaretów do tych rozwiązań które przynoszą sukces.

Wiem, że są fanowie, którzy oczekują bardziej ambitnej twórczości - ale kiedy kabaret zaczyna błądzić po ścieżkach sukcesu - to zamiast go wesprzeć fanowie z wymaganiami po prostu się odwracają.

Namawiam wszystkich do wysyłania pozytywnych sygnałów w kierunku gwiazd kabaretu, że warto robić też mniej hitowe rzeczy. Pewnie nie uwierzą, ale przynajmniej można będzie z czystym sumieniem powiedzieć sobie: chociaż próbowałem.




   


          


      bok
      bok
 
   
można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:

opinie:

podpis: dusia_em
e-mail: raabi@op.pl
"Nie wiem jak wiele osób podziela moje sentymenty" - myślę, ze całkiem sporo, tylko chyba już się odwrócili, zamilkli.. Jak kabaretom się nie chce, to fanom ma się chcieć? W każdym razie ja zdecydowanie i w całej pełni popieram każde słowo, zdanie, akapit i międzywiersz powyższego tekstu.

podpis: Muktofch
e-mail: muktofch@gmail.com
"brak sygnałów zachęcających do kontynuowania bardziej ambitnych form powoduje ograniczanie się kabaretów do tych rozwiązań które przynoszą sukces." Chyba najbardziej zainteresowana i zgodna jestem z akapitem nr.4 Oh. Są fani, którzy swego czasu mówili o swoim niezadowoleniu z przebiegu kariery co poniektórych kabaretów. Niestety większość zamilkła.
Ja także zamilkłam, bo mówiąc otwarcie spotykałam się z niechęcią i obrażaniem się twórców kabaretowych, ze tak to ładnie ujmę w słowa. A tak w ogóle to popieram niejaka słynną dusie_em, która ze tak powiem powiedziała to co ja miałam w głowie.
A ja tez się podzielę: http://muktofch.wordpress.com/ tak trochę o 4 akapicie.

podpis: S.
e-mail: cepelin55@o2.pl
Myślę, że kabaretom może się chcieć - tylko zajęci są uganianiem się za sukcesem i trochę od tego ogłupiali. Sam często spotykam się z nadwrażliwością na krytykę - ale co robić? To może nie przez krytykę, ale przez westchnienia za przeszłością i niewinne pytania - dlaczego juz teraz tego nie robicie? To jednak zdolni ludzie i może kogoś da się odratować...

podpis: muktofch
e-mail: muktofch@gmail.com
takimi pytaniami "dlaczego już tego nie robicie?" chcemy nakierować kabarety na właściwy tor, przypomnieć im ile rzeczy na poziomie kiedyś stworzyli. Ale oni tego nie słuchają, a może słuchają tylko jednym uchem wpada, a drugim wypada. Co po niektórzy po prostu sa przekonani, ze zdanie publiczności się nie liczy, ze co oni mogą wiedzieć o bycie kabaretowym. Może i nic, ale tez maja swoją wrażliwość, "gumowa, bo gumowa ale mają".

podpis: witek (bodzioslaw)
Temat dość związany z "przedwczesną profesjonalizacją".
Dla wielu twórców kabaret to po prostu źródło utrzymania, a to niejako wymusza stabilizację, uśrednienie i brak ekscesów (bo a nuż nie zaproszą jak zacznę fikać). W sumie to zrozumiałe: każdy szuka stabilizacji i źródła utrzymania dla żoneczki i dzieciaczków.
Ale efektem są coraz bardziej "tylko dobre", a i wtórne, programy.
Co poradzić?
Nie każdy chce być kabaretowym Diogenesem z Synopy - wierny ideałom, ale goły. Chociaż może rozwiązaniem jest "tylko bawienie się w kabaret"? Zgadzam się z ogólnymi wnioskami: jest gorzej. Ale najbardziej z tego wszystkiego żałuję Mumio - że też tak długo nie stworzyli nowego programu?
Czemu, czemu, czemu? Żal.

podpis: S.
e-mail: cepelin@aster.pl
Nie zgodzę się, że alternatywą jest bieda i czysto amatorskie podejście.
Twierdzę, że nie uleganie popularności skutkowało by rozłożeniem się w czasie kariery i honorariów. A przecież nie trzeba szybko - brać co jest do wzięcia i szukać nowego pomysłu na dalsze życie. Czy nie?...

podpis: marcin k.
e-mail: myszowaty@gmail.com
nie zgadzam się. to nie wina sukcesów tylko Beci. to ona zaczęła. i po co to było? dla złotego cielca?

podpis: S.
Nie ma co zwalać na Becię (dla niezorientowanych - osoba z TVP2). Ona nie zrealizuje nic, na co kabarety nie wyraziły wcześniej zgody.

podpis:jerzul
e-mail: jerzul<maupa>o2.pl
Mi najbardziej zaczyna brakować kabaretów studenckich. Takich co to by kumpel z roku mógł polecić, a kabaret występował by przy 200 widzach choć sala przewidziana była tylko dla 50-ciu.

podpis:marcin k.
e-mail: myszowaty@gmail.com
nie wyraziły zgody? a co ze zmienianiem puent (np. u Neo-Nówki tak było w Mrągowie)? co z robieniem biesiady z kabaretu? kabarety się godzą, owszem, bo jak nie, to ajlawju z telewizji. nie chce demonizować, ale TV straszną robotę tu odwala, trochę zabija te kabarety. co się stało z Mru mru? ale podzielam tęsknotę do kabaretu który ciasna salkę zapełnia ponad stan. jestem świeżo po lekturze "Salonu Niezależnych" Nyczka i tam czuć ten klimat.

podpis: efka
e-mail: hgdf@wp.pl
bardzo dobry tekst, rzeczywiście szkoda, że MUMIO już nie występują byli bardzo oryginalni i zaskakiwali mnie

podpis: mulog
Kabarety zapomninaja, że widza trzeba zaskoczyć i zaciekawić.
Po co robić zabawę światłem, dźwiękiem, scenografią, rekwizytem (ten to już odchodzi do lamusa chyba)? - by właśnie zaciekawić zaskoczyć.
1 -Lenistwo.
2 -Brak odwagi grupowej
Szkoda bo są kabarety z tak ogromnym potencjałem że aż bija blaskiem.... niestety tylko wewnętrznym.
Kiedy skecze będą grane dla z tym blaskiem to nawet TV nie da rady.
pozdrawiam

podpis: kasia
Łowcy.B to 1/4 moich ulubionych kabaretów. Ale ostatnio byłam na ich występie i trochę się zawiodłam. Wszystkie skecze, które pokazali widziałam już w telewizji.
KMN uwielbiam. Nic dodać nic ująć.
AMM już mnie nudzą. Nie potrafią mnie już chyba niczym zaskoczyć.
Wydaje mi się, że niedługo nastąpi lekki przesyt kabaretami, bo jest strasznie dużo. Za dużo.
Jak kabaret X zrobi skecz, to za miesiąc kabaret Y robi skecz o tym samym.

podpis: Robo
e-mail: robofh@wp.pl
Polacy uwielbiają się śmiać, więc uważam, że na przesyt kabaretami nie ma co liczyć :)
Natomiast przewiduję, że przesyt nastąpi w kwestii kabaretowej "masówki" znajdującej się w tym momencie na topie - bo rzeczywiście skecze zaczynają być do siebie bardzo podobne.
Jak walczyć z tym? Bardzo prosto! Jeśli kabaret X i kabaret Y robią podobne skecze, z podobnymi żartami, to... przecież zawsze jest kabaret Z, mniej znany, z nowymi pomysłami. Że nie medialny?
No to olać media i chodzić na mniej znane zespoły!
Dopiero po obejrzeniu tych grup których w TV nie uświadczysz można zauważyć bardzo prostą regułę - to nie tematów zaczyna tym medialnym, bardziej znanym kabaretom brakować aby być oryginalnymi - po prostu przestaje im się "chcieć" aby zająć się eksploracją nowych rejonów.
Bo się boją że spadną z góry na dół. Że zarobią mniej kasy. Że ludzie przestaną ich oglądać.
A przecież wystarczyłoby się tylko czasami wyłamać... i co mogłoby się okazać?
Że dzięki eksperymentom, próbom odkrycia nowych ścieżek kabaretowych ostatecznie w podsumowaniu... tej popularności (I może nawet pieniążków) jest nawet więcej?

podpis: mrowka
Sikor, szczerze mówiąc - KAŻDY doświadczony kabareciarz w pewnym momencie zaczyna narzekać na to, co na scenie dzieje się "teraz", każdy zaczyna mówić, że wcześniej to było coś, to były kabarety, ludzie idealni, skecze śmieszniejsze, a w ogóle dziś nie ma co oglądać. Co Ci da westchnienie za przeszłością? Powtarzasz tylko jeden zbanalizowany refren. Wiadomo, że jak się już grupa poczuje na scenie pewniej, a poza popularnością i forsą nie ma innego celu, to obniży poziom. Nie zastąpisz wszystkich "artystów" kabaretowych idealistami.
Robo - żebyś się nie zdziwił z tym przesytem w kwestii masówki ;). Ja bym bardziej liczyła na przesyt dowcipami niskimi, bo to zwykle funkcjonowało gdzieś poza obiegiem kabaretowym, a jeśli teraz pojawia się wszędzie w tym oficjalnym kabarecie, to w końcu widzowie muszą zrozumieć, że się ich obraża...
A i tak cały czas mam naiwną nadzieję, że dno już było (albo jest właśnie teraz), potem może być tylko lepiej...

podpis: S.
Mam tę przewagę, że przeżyłem już kilka pokoleń (w sensie artystycznym) i widzę jak to działa to westchnienie.
Ale też wiem jak działa ciśnienie rynku.
I to co tu opisuję to nie nostalgia za minionym - tylko zwrócenie uwagi na to jak rynek spłaszcza sztukę. W kilka lat dość mocno spłaszczył młodą scenę kabaretową.
Ot takie memento.

podpis: mrowka
dobra, nie mam zamiaru kwestionować tego błyskawicznego procesu spłycania kabaretów, bo akurat to też sama mogłam obserwować.
Ale zobacz, co się dzieje: ci, którzy mogliby ten proces jakoś wyhamować, albo po prostu dać ludziom - na szerszą skalę - możliwość innego wyboru, odwracają się od mediów. Zespoły "medialne" będą równać do ziemi coraz bardziej i wiesz, jak to będzie wyglądało za kilka lat?
Dla mnie to jest problem: ci, którzy by się nie dali telewizji spłaszczyć, uciekają od niej. Rozumiem to, a jednocześnie trudno mi zaakceptować taką sytuację. Boli, że w głośnej historii kabaretu zapiszą się grupy, które na to nie bardzo zasługują...
Może rozwiązaniem byłoby wprowadzenie jakiejś cenzury? Nie wolno na trzech imprezach transmitowanych przez tv zagrać tego samego skeczu, albo coś?...

podpis: Robo
No, to ostatnie to już podejrzewam byłoby łamaniem Konstytucji :) Nikt nie może zabronić telewizji grania tego na co jest popyt - a jesli skecz jest popularny, to na niego popyt zawsze będzie.
A co do przesytu dowcipami "niskimi" - to obawiam się, że wulgarno-popkulturowa mieszanka sceniczna (bo nie wiem czy to jest jeszcze kabaret, ja jako gówniarz słuchałem Laskowika, w liceum załapałem się na Bajki dla Potłuczonych a na studiach uwielbiałem moralny niepokój wczesnych Moralnych Niepokojów - tak, że powoli zaczynam wzdragać się przed nazywaniem tego co się teraz dzieje kabaretem) odpowiada zbyt dużej ilości potencjalnych widzów którym można w przerwach między koprofagicznymi tekstami pokazać reklamę nowych podpasek.
I ten procent widzów niewymagających niestety nie maleje.