przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna  filozofijki

ramka publicystyka
 
ZJAWISKA NEGATYWNE:
   sprzedajność
   odmóżdżanie
   miękki kabaret
   przedwczesna półprofesjonalizacja   
   utrata dystansu
   kabaret może być zły
   wulgaryzmy w kabarecie
   przełamywanie granic
 
CIŚNIENIA I MITY:
   fajne życie w kabarecie
   złudzenia i mity
   publiczność nasz pan
   presje i ciśnienia
   seks drugs and ovations
 
NIEPOWAŻNIE:
   ego krytyka sztuki
   ego artysty kabaretowego
   zabawy towarzyskie
 
   westchnienie za przeszłością
   tabela porównawcza




nowości Publicystyka - okno
 
      PUBLICZNOŚĆ NASZ PAN

Właściwie kabareciarz ma podłe zajęcie. Oto stoi przed wielogłowym Panem i musi go rozśmieszyć. A wielogłowy Pan może go wetrzeć w ziemię jeśli ma taki kaprys.

Relacja między kabareciarzem a Publicznością od początku jest nierówna. Jeśli kabareciarz nie wypełni swej powinności rozśmieszania to może być wyrzucony ze sceny. A jeśli Publiczność ma kaprys się nie bawić nawet z najlepszych żartów... to kabareciarz może być wyrzucony ze sceny.

I jak tu się nie czuć błaznem? Nijak!
Z chwilą kiedy zachciało ci się robić kabaret stajesz się błaznem Jej Wysokości Publiczności. Od tej chwili za każdym razem stojąc na scenie oddajesz się na jej łaskę. Zrobi z tobą co chce.

Może komuś się wydaje, że to kabareciarz rządzi?
Rządzi dopóki mu JW. Publiczność pozwala. Jak potrafi rozkochać w sobie JW. Publiczność to może liczyć nawet na wyrazy uwielbienia. W formie pisków, braw i oczywiście honorariów. Ale to i tak złudne. Nigdy kabareciarz nie bedzie mógł postawić warunków: "Albo przestaniesz się widywać z Wyrwigroszem albo odchodzę".
JW. Publiczność nadal jest Panią bytu scenicznego i stale trzeba bardzo uważać, żeby się nie odkochała. No czy to nie upokarzające? Być jednocześnie idolem i błaznem?

No w mordę! Podłe zajęcie! Jak tu zachować szacunek dla samego siebie? Jak tu sobie radzić bez wazeliny? Jak?!

Tak widzę, że najprostszym rozwiązaniem jest zapomnieć o szacunku dla siebie. Bo po co sobie zawracać głowę czymś, czego w ogóle nie da się policzyć?... Łatwiej policzalna jest łaska JW. Publiczności. Więc ścieląc się do nóżek i przeliczając honoraria jakoś da się utrzymać równowagę.

Ale jak ktoś jednak upiera się przy szacunku dla siebie?
Nie ma lekko. Choćby się starał zapomnieć czego od niego żąda JW. Publiczność to nie zapomni.
Więc musi pamiętać czego sam żąda od siebie.
Pamiętać w każdej chwili kiedy stoi naprzeciw Niej. Ona będzie go kusić, a on będzie musiał pokusy pokonywać.
W tej rozgrywce najlepszym wynikiem może być remis - bo JW. Publiczność nigdy nie przegrywa - najwyżej traci humor, czas i pieniądze. Ale tego, co traci JW. Publiczność, nie zyskuje wcale kabareciarz - a wręcz traci razem z nią (pieniędzy nie traci od razu ale z czasem).

P.S. Widzę, że część czytających odbiera tekst jako użalanie się na niewdzięczną rolę.
A w życiu!
To świadomość zadania jakiego się kabareciarz podejmuje. Świadomość jak blisko od artysty do prywatnego błazna J.W. Publiczności. I jak łatwo niepostrzeżenie przejść tą granicę.




   


          


      bok
      bok
 
   
można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:

opinie:

podpis: Molly
co racja to racja... ale kto Panu kazał być kabareciarzem xD?!

podpis:
Panie Sikora, piszesz Pan że albo wpada się w bełkot, albo idzie po łatwiźnie (więc można to zbliżyć to dawania ciała za śmiech czy forsę). Rozwiązaniem ma być więc "złoty środek". To jest dobre dla - proszę wybaczyć - starych pryków, a nie młodych ludzi, przed 30, podobno kiedyś kabarety studenckie robili w sporej części studenci, więc zwykle ludzie przed 30. Odbijając od tematu - albo nie, z innej strony, Na taką miłość was skazano., to za kimś, wam kabaret po grób.

podpis: S.
Oczywiście, że piszę o starych prykach. Jednak większość kabaretów obecnie popularnych to już wieloletnie zespoły - a wiec wszystko dotyczy mniej lub bardziej. (o młodych jest w innym rozdziale)

podpis: efka
e-mail: hgdf@wp.pl
mam wrażenie, że to jest trochę sprzeczne z "fan doskonały" czy jakoś tak

podpis: Robo
e-mail: robofh@wp.pl
Przecież kabareciarz to taka istota, której psim obowiązkiem jest rozśmieszenie Publiki! Taką ma rolę, tak jak górnik kopie węgiel, hutnik wytapia stal a tirówka wiadomo.
Dlaczego występując na scenie miałby tracić szacunek do siebie? Że błaznuje?
Taki zawód, sam chciał, wiedziały gały co brały!
Nie śmieszy? Niech popracuje nad sobą i niech zacznie śmieszyć. Nadal nie śmieszy? No cóż, może trzeba poszukać innej pracy?
Jak dla mnie szacunek jest tutaj jednak sprawą drugoplanową - ważniejsze jest poważne podejście do zawodu rozśmieszania (wbrew pozorom nie jest to sprzeczność, nie ma nic poważniejszego od prób rozśmieszania ludzi...)

podpis: S.
Dlaczego występując miałby tracić szacunek do siebie?
Już odpowiadam - w przypadku gdy zaczyna siebie sprzedawać za śmiech (patrz: sprzedajność).
Szacunek do siebie jest wg mnie sprawą pierwszorzędną w zawodzie tak narażonym na prostytucję intelektualną. Wiem, że można mieć inne zdanie, ale ja pozostanę przy swoim.

podpis: Biała Gała-Kasia.
Stanisław Tym kiedyś powiedzial, ze jezeli trafi sie trudna publicznosc to trzeba sobie z publiki wyszukac jedną osobę, która się dobrze bawi i dla tej osoby się gra.
Dlatego zaprzeczam, że trzeba czuć się blaznem.

podpis: mrowka
sporo w tym prawdy, ale jest też tak, że publiczność sobie wybiera odpowiedni dla siebie rodzaj humoru! Parę razy od różnych osób słyszałam, że humor Adina jest "za inteligentny", wymaga zbyt wielkiego wysiłku, więc te osoby wolą kabarety z tv. Z kolei ci, którzy się w Adinie rozsmakowali, nie chcą potem wracać do biesiady i widzą miałkość i płytkość skeczy z tv, albo po prostu obrażają ich dowcipy o smarkaniu i kupie. Więc z jednej strony Ty walczysz z pokusami, żeby się nie chcieć przypodobać wszystkim, a z drugiej publiczność pilnuje, żebyś też nie zniżał poziomu, to powinno w obie strony działać...

podpis: S
Kasia - sory, ale granie dla jednej osoby to może być jakiś ratunek - ale ani to dobre ani uczciwe. Przyjmując występ kabaret podejmuje zobowiązanie, że potrafi publiczność rozbawić na odpowiednim dla nich poziomie.
Zabawianie jednej osoby - marnując czas i nerwy kilkuset pozostałych to nijak nie może być uczciwe.
Najwłaściwszym wydaje się nie przyjmować występów ze zbyt dużym prawdopodobieństwem niepowodzenia.

podpis: Kris
Witam
Jestem przedstawicielem tej JW publiczności. Trochę mnie zatkało jak przeczytałem powyższe. Wydawało mi się, że tacy ludzie jak pan Sikora robią kabaret taki jaki sami chcą, a ludzie kupują bilety, żeby to zobaczyć bo sami chcą. Gdzie tu jest miejsce dla relacji Pan - błazen.

Zresztą to takie użalanie jaka ta moja praca trudna, ale w takim razie w każdej robocie jest się błaznem, a Panem jest ten kto płaci. To tyle.

podpis: S.
Wygląda jak użalanie?
Nie jest intencją.