przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna  filozofijki

ramka publicystyka
 
ZJAWISKA NEGATYWNE:
   sprzedajność
   odmóżdżanie
   miękki kabaret
   przedwczesna półprofesjonalizacja   
   utrata dystansu
   kabaret może być zły
   wulgaryzmy w kabarecie
   przełamywanie granic
 
CIŚNIENIA I MITY:
   fajne życie w kabarecie
   złudzenia i mity
   publiczność nasz pan
   presje i ciśnienia
   seks drugs and ovations
 
NIEPOWAŻNIE:
   ego krytyka sztuki
   ego artysty kabaretowego
   zabawy towarzyskie
 
   westchnienie za przeszłością
   tabela porównawcza




nowości Publicystyka - okno
 
      PRZEDWCZESNA PÓŁPROFESJONALIZACJA

Dopóki początkujący kabaret uważa się za początkujący - tak długo jest w stanie dynamicznego rozwoju. Szarpie się, eksperymentuje, bawi się i ciągle ma szansę na duży skok jakościowy.

No, ale w końcu się zdarzy jakaś nagroda na przeglądzie, seria bardziej udanych występów lub występ za poważne honorarium - i w młodych durnych głowach kiełkuje myśl: a może da się z tego żyć...

I zaczyna się jazda. Trzeba profesjonalnie się do tego zabrać! Szybki wywiad: jak się profesjonalizowali inni - i już jest plan działania gotowy. Wiadomo: plakaty, foldery, rider, menadżer, telewizja, konkursy, strona internetowa, youtube, warsztaty. Jakie to proste! Da się! Już tylko krok do cudownej przyszłości.

No i kabaret z okresu początkowego wchodzi w etap przedwczesnej półprofesjonalizacji. Kończy się etap przygody i zabawy, a zaczyna pogoń za pozycją na rynku showbiznesu. Opakować i sprzedać. W takim stanie psychicznym już nie ma mowy o skoku jakościowym. Jedyne na co można liczyć od strony artystycznej to wzrost poziomu wykonawczego na bazie doświadczenia. Jest to też wartość, tylko czy wystarczająca?

Walka o pozycję na rynku oznacza, że trzeba zacząć się liczyć z oczekiwaniami organizatorów i odbiorców. Koniec z własnym zdaniem. Od tej pory kabaret musi się kierować wymaganiami innych. Dobrze, jeśli przedtem osiągnął taki poziom zgodności własnych ambicji i wartości tego co robi, że oczekiwania jakie przed nim stoją są podobne do tego co lubi robić i w czym się dobrze czuje.

Ale nie w przypadku przedwczesnej półprofesjonalizacji. W tym przypadku jeszcze nie zaznaczył swojego charakteru na tyle silnie, żeby moc rozwijać ulubioną formę sztuki kabaretowej. Jeśli się zdecyduje na oryginalne podejście (a zdarza się to i tak bardzo rzadko), a trochę się noga powinie - to szybko zostanie naprostowany przez menadżera, organizatorów i publiczność. Nie ma wyboru - już musi być pajacykiem fikającym jak mu każą. Jeśli nie zechce, to wypada z rynku - a o powrót jest już trudno.

Jasne. Można fikać jeśli się potrafi i jeśli to nie narusza zbytnio dumy osobistej. Płacą lepiej niż w budżetówce. Nawet i na fanaberie wystarczy. I nawet można powiedzieć o sobie: jestem artystą. Czasem gdzieś za plecami słychać jak o kimś mówią: „chałturnik” ale nie ma pewności o kim.

I to właściwie tak wygląda dorastanie. Młodzieńcze przygody zostają zastąpione przez uposażenie. Nie ma co się czepiać artystów - wszyscy tak mają. Artystów bardziej widać, więc im dostaje się częściej niż innym statusiałym punkom, anarchistom, pacyfistom i różnym dawnym ideowcom.

Każdy musi się zestarzeć. Tylko po co się tak do tego śpieszyć?
Można przecież później się profesjonalizować. A może przez ten czas da się zaznaczyć swój charakter na tyle, że można będzie robić to co się naprawdę lubi, bez upokarzającego przymusu zadowalania przypadkowych widowni.
Żeby mówiąc o sobie „artysta” nie trzeba było uważać przy kim się to mówi.




   


          


      bok
      bok
 
   
można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:

opinie:

podpis: jerzul
e-mail: jerzul@o2.pl
Tia, zazwyczaj jak hobby zaczyna zamieniać się w prace to efekty dosyć często staja się mizerne. Najlepiej jest gdy człek ma talent biznesowy, zakłada własną dobrze prosperującą firmę i w ten sposób zapewnia swojemu zainteresowaniu niezależność finansowa. Ale takie rzeczy to tylko w erze ( mały off-topic, trochę mnie przeraża to jak bardzo stałem się dzieckiem marketingu - hasła reklamowe łatwo wpadają do głowy - a później ciężko mi się inaczej wysłowić niż używając je)
Natomiast co do budżetówki, pensje od stanowisk zastępcy dyrektora wzwyż, są naprawdę całkiem spore: 8-10tys podstawa plus premie plus nagrody plus dofinansowania. To raczej sporo jak za osoby, które najczęściej maja najmniejsze pojecie o działalności swojej placówki.

podpis: staly czytelnik
dziekuje!

podpis: Robo
e-mail: robofh@wp.pl
Ale gdzie jest granica? Gdzie jest granica między półprofesjonalizacją a profesjonalizacją? Jak można to odróżnić? Gdyby ta granica była jakaś trwała, określona... ale to jest kuźwa płynne, nieostre...

podpis: S.
Granica przebiega gdzieś wzdłuż albo w poprzek mózgu (to jeszcze się bada)
Tak na oko - działania promocyjne nie mają prawa wyprzedzić poziomu artystycznego.
A dla ułatwienia dodam, że ocenę własnego poziomu należy obniżyć gdzieś o połowę (ze względu na subiektywność). Dla większego ułatwienia dorzucę, że lepiej dużo później wystartować z promocją niż trochę za wcześnie.

podpis: mrowka
ale niewielu stać na taką cierpliwość, niestety...
czy wystartowanie z promocją za wcześnie zmanieruje kabaret? czy po prostu sprawi, że widzowie poznają go z jak najgorszej strony i potem nie będą chcieli do niego wracać?

podpis: S.
Nie o to chodzi najbardziej. (chociaż i to też się zdarza)
Przede wszystkim cały impet idzie na utrzymanie się na rynku - i artystyczny rozwój drastycznie się spowalnia.

podpis: mrowka
widzisz, na to bym pewnie nie wpadła... brak doświadczenia, nic innego ;)

podpis: Robo
Ujmę to w ten sposób - tyle kabaretów próbowało być na siłę genialnymi, prowokującymi i wyjątkowymi że tak naprawdę były po prostu "subtelnie ułomne". Toteż - odnoszac się do postu eSa powyżej - przedstawienie średniej jakości ale SOLIDNEGO programu z dobrym warsztatem musiało przynieść wygraną.

podpis: N.
To, że w pewnym momencie pojawia się dylemat: wygłupiać się i bawić vs ustatkować, może i jest przykre, ale jednak naturalne.
Mnie bardziej martwi, że czasem tych młodzieńczych ideałów i wariactwa nie ma już nawet na samym początku. Wygrywa podejście pt. "a co ja z tego będę mieć?". Pojawiają się ludzie, którzy zaczynając się bawić w kabaret, już na starcie traktują to jako biznes. Takie przynajmniej mam wrażenie, jak widzę poczynania niektórych młodych kabarecików. Chłodna kalkulacja. Co raz bardziej brakuje luzu i szaleństwa...
Zrzędzę, nie?

podpis: S.
Trochę.
Ale jak tu nie zrzędzić?