przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna  filozofijki

ramka publicystyka
 
ZJAWISKA NEGATYWNE:
   sprzedajność
   odmóżdżanie
   miękki kabaret
   przedwczesna półprofesjonalizacja   
   utrata dystansu
   kabaret może być zły
   wulgaryzmy w kabarecie
   przełamywanie granic
 
CIŚNIENIA I MITY:
   fajne życie w kabarecie
   złudzenia i mity
   publiczność nasz pan
   presje i ciśnienia
   seks drugs and ovations
 
NIEPOWAŻNIE:
   ego krytyka sztuki
   ego artysty kabaretowego
   zabawy towarzyskie
 
   westchnienie za przeszłością
   tabela porównawcza




nowości Publicystyka - okno
 
      PRESJE I CIŚNIENIA

Nie wiem jak wiele osób zdaje sobie sprawę jakiemu ciśnieniu podlega artysta kabaretowy.
Bo od czasu do czasu widuję bezlitosne komentarze i opinie - jakby świat kabaretu skupiał najgłupszych, najbardziej bufoniastych i pazernych synów narodu.
Sam też nie szczędzę krytyki - a jednak mam świadomość, że to nie takie oczywiste.

Pomyślałby kto, że krytykanci byliby lepsi. Gówno prawda.
Po prostu niewiele wiedzą o presji jakiej poddany jest artysta kabaretowy - albo wiedzą, ale wydaje im się, że oni by sobie z tym poradzili.
Poradzili by sobie w najlepszym przypadku tak jak przeciętny kabareciarz - czyli słabo - ale przypuszczam, że jednak duuuużo gorzej. Bo często na wstępie popisują się brakiem wyobraźni i małostkowym myśleniem.
Już widzę, jak ci krytykanci robiąc karierę cały czas zachowują pion moralny! Ha! A w życiu!
Pierwsi byliby do pieniędzy i chałtury.
Co udowadniają swoimi wypowiedziami z których wyziera obsesja zarabiania i zazdrość, że ktoś może zarabiać lepiej.

Artyści kabaretowi i tak dysponują większym poczuciem humoru i dystansem do rzeczywistości niż przeciętny człowiek.
Ale presje robią swoje.

Presja 1 - rozśmieszenie publiczności. Niby oczywiste, nie?
Nie tak jak się wydaje!
Normalny człowiek myśli: „O, fajnie jest rozbawić. Więcej nie trzeba”.
A jednak trzeba! Bo spirala się nakręca. To nie wystarczy utrzymać poziom. Z każdym udanym występem presja na jeszcze lepszy efekt rośnie. To co było niedawno wystarczające, po pół roku jest za słabe.
Więc presja każe coraz mocniej i mocniej rozbawiać - a przeholowanie właśnie doprowadza do coraz gorszych efektów.
Więc presja rośnie jeszcze bardziej. I z czasem można się rozstroić nerwowo, rozpić lub rozchałturzyć.

Presja 2 - wybicie się na rynku.
Popularność działa sama z siebie jako wzmacniacz efektu. Zespół mniej znany musi się bardziej postarać o skupienie uwagi i w ogóle o frekwencję.
No więc, zamiast tworzyć, artyści zaczynają myśleć o sposobach promocji. Nie istnieje u nas instytucja menadżera, który czuje więź z zespołem - zwykle są to ludzie nie rozumiejący sztuki ale sprawnie działający na rynku.
Więc zespół ma do wyboru: oddać się specjaliście od kolorowego opakowania który zrobi z nich towar, albo sami muszą kombinować jak się promować.
W pierwszym przypadku szybko zostają pozbawieni artystycznego charakteru, a w drugim wysiłki i frustracje zaczynają przyćmiewać pracę artystyczną. W pierwszym przypadku ciśnienie funduje menadżer, w drugim potrzeba spektakularnego sukcesu.

Presja 3 - utrzymanie się na rynku.
Świat nie stoi w miejscu. Powstają nowe rzeczy, stare się nudzą itd. Więc cały czas trwa wyścig o skupienie na sobie uwagi.
Zespoły bogatsze doświadczeniem nie zawsze są w stanie wygrać ze świeżością nowych gwiazd. Na polu oryginalności nie są w stanie konkurować - nie mogą za bardzo ryzykować bo to grozi utratą dotychczasowych fanów.
Więc tym bardziej kurczowo trzymają się patentów które kiedyś przyniosły im sukces. To niczego nie gwarantuje - tylko wydłuża czas upadku.
Coraz częściej słychać głosy krytyczne. Ciśnienie rośnie i znikąd ratunku.

Presja 4 - mijający czas.
Przy tak niestabilnym zajęciu nie ma żadnych zabezpieczeń na przyszłość. Upadek może nastąpić z woli publiczności w dowolnym momencie. A tu już rodzina, filary emerytalne, zdrowie... Nie da się żyć jak za studenckich czasów tylko zabawą. Więc presja materialna rośnie z roku na rok.
Im mniej młodzieńczej twórczej energii, tym więcej oglądania się za możliwością odcinania kuponów. Im więcej odcinania kuponów tym mniej satysfakcji z pracy twórczej - więc dodatkowo mniej energii.
Koło zaczyna się zamykać.

I pod wpływem tych ciśnień artyści kabaretowi choćby nie chcieli będą stawali się coraz gorsi. Presja jest wrogiem wszelkiej fantazji i entuzjazmu. A bez fantazji to już niewiele się da w kabarecie.

Czy można nie ulec presji? W teorii tak.
Ale z jakiego powodu?
Dla sportu???
Każda z wymienionych presji stanowi o sensie zajmowania się kabaretem w sposób zawodowy. Odrzucając którąkolwiek presję kabaret zmienia się w czysto amatorski.
Tylko amatorsko można robić kabaret nieskażony chałturą i forsą.

Więc tym wszystkim, którzy chętnie obrzucają zawodowy kabaret epitetami, radzę jak człowiek - zwróćcie się w stronę amatorów - albo pogódźcie się z rzeczywistością.
Innej opcji nie ma!




   


          


      bok
      bok
 
   
można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:

opinie:


podpis: efka
presji 4 można unikną kończąc z kabaretem w odpowiednim momencie ale niektórzy ten go przegapili

podpis: S.
e-mail: cepelin@aster.pl
Diamencie stukaratowy. Madrość Twoja jak stąd do baobabu.
W ten sposób to każdej z presji da się uniknąć.

podpis: mrowka
i przy baobabie umarłam. Musiałeś?
A co z rywalizacją między kabaretami? To chyba też się w którymś momencie przeradza w presję, nie? Trochę mnie ten tekst martwi, bo w końcu - ile można robić amatorski kabaret? W którymś momencie chcesz przejść do grona profesjonalistów choćby nie wiem co...

podpis: wojtek
Kurcze, w wielu przypadkach trudno pogodzić się z rzeczywistością... Szczególnie, gdy widziało się zmianę ulubieńców na gorsze. I jest ta (naiwna?) wiara, że przecież może być lepiej - bo było.

podpis: S.
"Baobab" to auto-cytat.
Rywalizacja to też rodzaj presji - ale to może być pobudzające. O ile się rywalizuje na polu artystycznym a nie kto więcej zarobi lub więcej ma wejść na YouTube.
Wojtek - życie polega na zmianach - na lepsze lub na gorsze. Przecież kiedyś ulubieńcy też byli słabi...
Niestety, zasada Petera też obowiązuje w sztuce. Najpierw wzrost, awans, potem prrrt...
A na ich miejsce pojawiają się nowi - którzy są akurat w fazie rozwojowej.

podpis: niewdziosek
Niektórzy nie obniżają lotów i wygląda na to, że wystarczy w miarę ścisłe przestrzeganie nałożonych sobie samemu zasad. Myślę, że nie jest to łatwe, ale, jak widać, da się. No i potrzebny jest Talent.

podpis: niewdziosek
Aha, zapomniałem o czymś, co oświeciło mnie parę lat temu. Przecież robienie kabaretu amatorsko zupełnie nie przeszkadza czynieniu tego zawodowo :)

podpis: mrowka
e-mail: mrowka@granice.pl
Wojtek - to pewnie masz rozwinięcie tematu gdzieś w "fan idealny". Ale takie stałe pogorszenie poziomu jest przeważnie bardzo rozłożone w czasie, to i tak nie taka wielka tragedia (dla fana).
Sikor - pobudzające, jasne. Tylko w momencie, kiedy jesteś w fazie spadkowej krzywej sukcesu, to zaczyna się frustracja - że można było lepiej, że X zrobił rewelacyjny skecz, a mnie nie wyszło... to miałam na myśli, pisząc o presji.
Kiedy przestaniesz myśleć "ja zrobię to lepiej", a zaczniesz zazdrościć, że ktoś inny zrobił coś lepiej...
Niewdziosek - zgubiłam się pod koniec. ALBO robisz kabaret amatorsko ALBO zawodowo, moim zdaniem to się wyklucza (no chyba że występujesz na estradach całego kraju, a potem, w domu, z sąsiadem, wymyślasz sobie jakąś zupełnie inną formę kabaretu...

podpis: S.
Racja z presją w wyniku rywalizacji - kiedy różnica poziomów zaczyna być zbyt duża, to już ręce zaczynają opadać i zamiast mobilizacji pojawia się zniechęcenie i frustracja.
A kabaret można robić zawodowo i amatorsko - i to może być ten sam kabaret. Kiedy podejmując działalność zawodową (zarabianie z pozycją na rynku) nie zapomina się o formach działań eksperymentalnych i niezarobkowych (jednocześnie). Jeśli proporcje będą sensowne to taki kabaret ma szanse mieć zalety amatorów i zawodowców naraz.

podpis: niewdziosek
mrówko - S. przedstawił mniej więcej to, o co mi chodziło :)
Amator znaczy miłośnik. Trzeba więc kochać to, co się robi i w dużej mierze robić to dla przyjemności, wkładając dużo więcej wysiłku, niż jest konieczne, aby zarobić na życie.

podpis: mrowka
nie pomyślałam o tym, że można robić jeden kabaret amatorsko i zawodowo, zwracam honor :). Niewdziosek - wynika z tego, że nie wierzysz, że można zarabiać na życie, robiąc coś, co się kocha? ;D

podpis: niewdziosek
Eeee tam. Pewnie, że można. Myślę, że zdarza się to stosunkowo rzadko. Wtedy jednak daje się z siebie więcej, niż w przypadku odfajkowania godzin roboczych.

podpis: Robocik
e-mail: robofh@wp.pl
Może będzie to pean pochwalny, ale nie mogłem się oprzeć: Te parę postów wyżej S. przedstawił w parozdaniowym skrócie mniej więcej to co wcześniej na tej stronie tak mozolnie wykładał... No! I nie można było tak od razu? :>