przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna  filozofijki

ramka publicystyka
 
ZJAWISKA NEGATYWNE:
   sprzedajność
   odmóżdżanie
   miękki kabaret
   przedwczesna półprofesjonalizacja   
   utrata dystansu
   kabaret może być zły
   wulgaryzmy w kabarecie
   przełamywanie granic
 
CIŚNIENIA I MITY:
   fajne życie w kabarecie
   złudzenia i mity
   publiczność nasz pan
   presje i ciśnienia
   seks drugs and ovations
 
NIEPOWAŻNIE:
   ego krytyka sztuki
   ego artysty kabaretowego
   zabawy towarzyskie
 
   westchnienie za przeszłością
   tabela porównawcza




nowości Publicystyka - okno
 
      SEKS, DRUGS AND OVATIONS

Jako człowiek, który sam siebie nazywa artystą - muszę się zastanawiać nad sensem tego zajęcia jakim jest tworzenie. Skąd idzie motywacja, czy coś chcę przekazać, jaka moja rola?
Im dłużej jestem „artystą” tym bardziej dociera do mnie to, że sensem mojej pracy jest przyjemność.
Moja przyjemność - żeby ktoś nie pomyślał, że tak się troszczę o przyjemność ludzkości.

Podziw i owacje są tak samo przyjemne jak seks i używki. I dla tych przyjemności gotowy jestem siedzieć po nocach wymyślając coraz nowe rzeczy. Ćwiczyć całe dnie na próbach i jechać setki kilometrów na miejsce kolejnego występu.
Czy byłbym się oddał pracy artystycznej bez przyjemności owacji i podziwu?
Może jeszcze dla pieniędzy, ale wątpię (w moim przypadku).

Artyści mówią o swojej miłości do tego co robią. O misji przekazywania ważnych treści. O edukacji narodu.
Łżą!
Ale co mają mówić?
Jak ktoś pragnie seksu to też zwykle musi kłamać. Co ma powiedzieć: Ruchać mi się chce?
Artysta też potrzebuje do swojej przyjemności innych ludzi. Zwykle naprawdę obcych, często przypadkowych. Nie powie przecież: Tak naprawdę mam was w dupie byle byście klaskali.
Więc ta cała gadka o misji, miłości to normalna ściema obliczona na konkretny efekt.
Nie przeczę, że on to kocha. A jakże! Kocha te oklaski, piski zachwytu. No i przez to też trochę tych którzy klaszczą.
Ale dlaczego tak bardzo mu bywa wszystko jedno kto klaszcze?!

Te łzy wzruszenia przy owacjach na stojąco jakie czasem uroni artysta - świadczą o tym jak bardzo mu to potrzebne.
Czy tak samo by się wzruszył gdyby publiczność wysłuchała go w skupieniu i w skupieniu się rozeszła?
Bo niby mu zależało na tym skupieniu.
No chyba nie to nie to!
Okazanie podziwu jest konieczne. Bez podziwu nie ma satysfakcji ani przyjemności.

Są artyści cholernie uzależnieni od owacji. Nie wyobrażają sobie bez tego życia.

A przecież seks, używki i owacje to tylko przyjemności!
To nie jest aż tak ważne, żeby całe życie temu poświęcić. Można naprawdę wiele - ale jednak to „tylko” przyjemności.

Chociaż nie wolno aż tak uogólniać.
Tak. Istnieje też miłość. I pomiędzy ludźmi i miłość artysty do tego co robi.
I jeśli seks i owacje to wynik miłości - to bywa naprawdę pięknie.
I Kazik się myli śpiewając, że wszyscy artyści to prostytutki.

Ale nie nazywajmy tych rzeczy miłością - kiedy do tej przyjemności wystarczy byle kto.
Nie ten to inny.
Artysta któremu wszystko jedno kto go oklaskuje to zwykła dziwka lub owacjoholik.




   


          


      bok
      bok
 
   
można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:

opinie:


podpis: efka
widzę że używanie wulgaryzmów nie tylko w skeczach robi się "modne"
"Artyści mówią o swojej miłości do tego co robią. O misji przekazywania ważnych treści. O edukacji narodu.
Łżą!"
skąd ta pewność? może im zależy żeby jak największej ilości osób sprawić radość swoją sztuką, a nie tylko tym których inni sobie dobierają uważając, że oni są na tyle inteligentki i są koneserami i będą zadowoleni tylko z ich owacji

podpis: S.
e-mail: cepelin@aster.pl
Tak, chciałem, żeby zabrzmiało drastycznie.
Zgodzę się z Twoim twierdzeniem odnośnie artystów - jeśli Ty się zgodzisz, że erotoman chce sprawić przyjemność jak największej ilości osób.

podpis: efka
myślę, że erotomanowi zależy na własnej przyjemności
podpis: S.
Cóż...
podpis: Adrian
A czy Kazik się myli śpiewając, że "bo tylko wiarygodny jest artysta głodny"?

podpis: S.
Sprawdzasz mnie czy co?
Myli się.
Ja bym zmodyfikował to na: Bardziej wiarygodny jest ten kto nie musi zarabiać na swojej sztuce (tylko się nie rymuje). Ale i tak od tego też może być dużo wyjątków.

Chociaż jako slogan lepiej brzmi sformułowanie Kazika.

podpis: mrowka
powiem Ci tak: bardzo, ale to bardzo podoba mi się stwierdzenie że sensem pracy jest własna przyjemność. Pod tym się podpisuję.
Ale przecież artysta nie może się przyznać, że kocha ten podziw, straciłby całą zabawę i całą radość z bycia artystą ;). A że niektórzy kochają podziw (obojętnie czyj), a inni kochają podziw (ale wybranej starannie publiczności, więc taki bardziej wartościowy) to już inna sprawa.
Aaaa, to dlatego nie cieszy, jak ktoś, kto rechocze z byle czego, chwali! Coraz ładniej się to wszystko układa...

podpis: Robocik
e-mail: robofh@wp.pl
A jaka kobieta otwarcie się przyzna, że założyła nową kieckę, wysokie obcasy, torbę za 1000zł po to, żeby ją inni podziwiali? Zawsze w różnych dziedzinach życia zasłaniamy się taką "zdrową hipokryzją".
Tak samo artyści - wszyscy w wywiadach są pełni tego "poczucia misji", "nie zarabiam wiele, ale to chodzi o sztukę a nie o pieniądze", "chcę ludziom coś pokazać a ich podziw jest dla mnie tylko miłym dodatkiem". Innymi słowy - sami idealiści w tym kraju, psiakrew :)

podpis: N.
Robocik - ten przykład z kobietą, nie do końca trafiony ;) Są takie, które się otwarcie przyznają, że lubią czuć na sobie męskie spojrzenia. Powiem więcej - jeśli są przy tym naprawdę piękne, to taki tupet zostaje im szybko wybaczony ;)
Podobnie jest z artystami. Jeśli ktoś jest zjawiskiem, ma talent i jest naprawdę dobry w tym co robi, to może sobie pozwolić na szczerość. Bo wybitnemu publiczność i tak wybaczy, czasem nawet uzna za dodatkowy atut.

Większość ludzi niestety musi się podpierać hipokryzją, żeby normalnie funkcjonować w społeczeństwie. I ona jest zdrowa dopóki jest strawna. Subtelne kłamstewka owszem, ale już grubo ciosane pogadanki o misji naprawy świata mogą przyprawić o mdłości…