przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna  filozofijki

ramka publicystyka
 
ZJAWISKA NEGATYWNE:
   sprzedajność
   odmóżdżanie
   miękki kabaret
   przedwczesna półprofesjonalizacja   
   utrata dystansu
   kabaret może być zły
   wulgaryzmy w kabarecie
   przełamywanie granic
 
CIŚNIENIA I MITY:
   fajne życie w kabarecie
   złudzenia i mity
   publiczność nasz pan
   presje i ciśnienia
   seks drugs and ovations
 
NIEPOWAŻNIE:
   ego krytyka sztuki
   ego artysty kabaretowego
   zabawy towarzyskie
 
   westchnienie za przeszłością
   tabela porównawcza




nowości Publicystyka - okno
 
      ZŁUDZENIA I MITY

Wokół karier kabaretowych namnożyło się trochę mitów, które mają moc Prawdy - a są równie głupie co szkodliwe. Wyznawane przez średnicę kabaretową (co nie dziwi) ale też przez czołowe kabarety (tu zdumienie większe).

Najpierw kariera potem sztuka - prosty, głupi wzór. Że niby artysta ubogi zajmować się musi zarabianiem i nie ma czasu na sztukę - a artysta ustawiony ekonomicznie może całą energię poświęcić na tworzenie dzieł wielkich i wspaniałych.
Proszę mi pokazać chociaż jeden przykład potwierdzający tą tezę!
Jak świat światem - artyści ubodzy tworzyli więcej i ciekawiej - a później ewentualnie robili kariery.
Z podwórka kabaretowego - Formacja Chatelet wyznaje ten mit od jakiegoś czasu. I nie dość, że ta kariera jakoś nie wychodzi tak jak by się chcieli spodziewać - to gotów jestem się założyć, że nie potrafią już odróżnić wielkiej sztuki od populistycznego gówna.
Drugim przykładem może być Mumio - chociaż nie zrobili tego z premedytacją - to po wielkiej karierze w reklamie jako kabaret istnieją coraz mniej.
Ani Mru Mru i Halama - od kiedy zrobili niemałą karierę - to wydaje się, że weszli w okres regresywny i kto wie czym się on skończy (hm... można się spodziewać, ale byłoby szkoda).

Mit autorskiego programu - ni to ambicja, ni to wymóg. Nie wiadomo dlaczego utarło się, że kabaret musi sam sobie pisać. To by musiało znaczyć, że nie można być tylko dobrym autorem lub tylko dobrym aktorem.
Trzeba naraz!
Jako widz oczekuję dobrego programu - i mam gdzieś czy aktor sam sobie pisał. To prawda, że milcząco zakładam: skoro sam mówi to sam wymyślił. Ale nie wymagam rygorystycznie.
Biorąc przykłady kabaretu Otto lub Ani Mru Mru - zarabiają (zarabiali) wystarczająco żeby wynająć sobie całą stajnię autorów, którzy by na nich pracowali za godziwe pieniądze. I czy to z ambicji, czy ze sknerstwa nie zrobili tego. Sami nie mają pomysłów lub czasu na solidne pisanie - to dlaczego nie skorzystać dla dobra sztuki z talentów innych autorów.
Nie zawsze wynajęty autor sprosta wymaganiom zespołu (była próba pisania przeze mnie dla AMM - zakończona kłopotliwym milczeniem) - ale jeszcze można śledzić ruch w kabarecie bardzo amatorskim i odkupić skecz od młodego zespołu - w zamian za gotówkę (5 tysięcy za dobry skecz nie jest wygórowaną ceną dla topowego zespołu - a dla młodego autora bardzo atrakcyjną) plus wartość moralno-promocyjna w formie publicznego przedstawienia nazwy (nazwiska) autora skeczu.
Nie byłoby w tym nic złego, że AMM gra skecz autorstwa np. kabaretu Cegła... (i się do tego publicznie przyznaje).
Dla młodego kabaretu to promocja i zysk materialny, dla topowego to dobry skecz przy proporcjonalnie niedużych kosztach.

Nagrody, menadżerowie i telewizje - złudzenie uchwycenia pana Boga za nogi.
Ilekroć kabaret zdobył główną nagrodę na PaCE to w krótkim czasie dochodziły mnie wieści o przerażającym wzroście honorarium za występ.
Niemniejsze ogłupienie następuje jeśli chodzi o występy w telewizji. To podobno warunek kariery. Niby bez telewizji nie ma co marzyć o występach.
No i złudzenie, że zawodowy menadżer popchnie karierę w cudowny sposób.

Kto jak kto - ale zespół zaczynający karierę szczególnie ostrożnie powinien podchodzić do wszelkich okazji jakie oferuje mu życie. Bo ani nie zna mechanizmów niszczących kariery, ani mechanizmów regulujących rynek, ani psychologii publiczności.
Telewizja i menadżerowie nastawieni są na zysk - więc niewiele będzie ich obchodzić strona artystyczna i los wyżętego zespołu - jest dobry dopóki przynosi korzyści. Przestaje - to wynajduje się nową gwiazdkę.
Podbijanie wartości rynkowej jest działaniem sztucznym w świetle wszelkiego artyzmu - i uzależnia zespół od wymagań rynku. Tylko ugruntowany zespół może pozwolić sobie na przeciwstawienie się wymogom rynku - każdy inny musi je akceptować jeśli chce się utrzymać przez jakiś czas.
I nie ma odwrotu - kto już raz wdepnął w karuzelę szołbiznesu - albo się kręci jak karuzela mu każe, albo wypada bez prawa powrotu.
Powrót po wypadnięciu jest tak trudny, że śmiało mogę napisać, że niemożliwy.
Więc tym bardziej jest to argumentem za tym, żeby nie wsiadać na karuzelę dopóki się nie wie jak hamować i jak zmienić kierunek. Bo skończy się pawiem.




   


          


      bok
      bok
 
   
można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:

opinie:

podpis: efka
Co do mitu programu autorskiego to nie jest to konieczne
ALE ja osobiście bardziej cenię kabarety które potrafią nie tylko dobrze zagrać to, co ktoś im napisze ale też sami piszą

podpis: Zdzichu
A tu bym się nie zgodził trochę co do tego samodzielnego pisania.
A bo wtedy to temu artyście to już tylko forma grania chyba zostaje, bo co tam swojego ma przekazać jak nie napisze skeczu?
I tak zboczku dodam, że to dziwne trochę, jak jest kabaret, powiedzmy pięć osób, z czego jedna pisze. To co te cztery bidulki tam porabiają? tj. no grają tak dla samego grania, czy profitów. No nie mówię od razu o jakiś degeneratach, tylko tak normalnie, czy nie wszyscy chcą coś przekazać czy to może kwestia talentu pisarskiego i tak musi być.
Tak myślę że najfajniej jak w kabarecie jest kilka osób, to jakby wszyscy pisali to było by jak z tymi kucharkami. Do przemyślenia. pa

podpis: S.
Pisanie pisaniem, ale ile zależy od wykonania - to wie tylko ten kto sam doświadczył. To i wyraz artystyczny i przekaz.
A i również dobór tekstów jest formą przekazu. Sam jestem dumny że Adin gra akurat te teksty Kacperka które wybraliśmy i że gra je w taki sposób jak gra.
A są przecież takie których świadomie nie wybraliśmy.
(P.S. do kogo: "zboczku"?)

podpis: Zdzichu
do kogo: "zboczku"? - do nikogo, tzn koło, obok czyli że zbok:)
A tak myślę, że może na granie czyiś rzeczy to początkujący kabaret (początkujący artyści) nie może sobie pozwolić. Tzn może ale się skojarzy z graniem kowerów (nie daj boże do kotleta)
A Adin jak się reklamuje to jako kabaret skupiający się na formie a nie przekazie. Nic w tym złego.
Bo tak w ogóle to masz racje jakby się patrzyło tak bardziej profesjonalnie. No bo dajmy na taka piosenkarka np Kasia Kowalska (kiedyś) z głosem bogini rocka mogła by nie pisać niektórych tekstów piosenek i zostawić te robotę innym popaprańcom. Bo chodziło o jej cudowny talent- głos a słowami powinien się zająć ktoś inny.
Ale kabaret, tu już nie jestem taki pewien.
Albo inaczej, to przez jakiś mój może obraz artysty kabaretowego albo ego. No, chyba wole żeby to było takie że wyszło spod swojej ręki. Ale jakby to były gnioty straszne to bym ich nie grał i dopuszczam myśl że coś-kogoś można zagrać ale wolałbym żeby to był ułamek.

podpis: S.
Mit autorskiego programu jest osadzony na argumentach: wolę żeby, lepiej gdy, lubię jeśli...
Na szczęście praktyka zaprzeczyła mitowi choćby w postaci kabaretu Rafała Kmity, kabaretu Dudek czy kabaretu Olgi Lipińskiej (a przekaz wyrazisty jak rzadko który).

podpis: mrowka
zastanawiam się, czy potrafiłabym - mając swój kabaret - sprzedawać własne skecze konkurencji...
aha: muszę jeszcze doprecyzować: gdybym stawiała dopiero pierwsze kroki na scenie i zależałoby mi jeszcze - idealistycznie - na karierze i wyrobieniu sobie "marki"...

podpis: S.
Nie twierdzę, że tak.
Ale to ma sens - bo odsprzedanie skeczu b. dobremu kabaretowi za wartości "niematerialne" to też sposób na wyrobienie sobie marki - kto wie czy nie skuteczniejszy...
Bo b. dobry kabaret nie dość, że dobrze zaprezentuje skecz, to jeszcze go pokaże o wiele razy więcej niż ten początkujący.

podpis: mrowka
cały czas się nad tym zastanawiam. I chciałabym współpracować - przynajmniej na początku - z jednym kabaretem, pisać już teksty pod konkretnego wykonawcę (i mieć też pewność, że reżyser-lider będzie wiedział, co z tymi tekstami zrobić): albo wrzucać to, co dany kabareciarz lubi najbardziej, albo przeciwnie - stawiać mu nowe wyzwania - i niech sobie jakoś radzi.
Może potem zaczęłabym szukać jakichś wyzwań i pisać dla różnych wykonawców... ale jednak cenię sobie stabilizację i pewnie w pierwszej fazie tworzenia wybrałabym wierność jednej grupie.
Co do wartości "niematerialnych" - wiesz, jeszcze nigdy nie udało mi się zarobić na kabarecie i szczerze mówiąc - nie żywię złudzeń, że mogłabym. Kabaretu nie mam, nie muszę się w zasadzie martwić. A pisanie to w pierwszej kolejności dobra zabawa, w drugiej - satysfakcja, że coś się udaje, w trzeciej - wyzwanie.
Z takim nastawieniem człowiekowi łatwiej... i może się odcinać od parcia na medialny sukces, pracować w spokoju i się tym bawić...
takie mam naiwne podejście ;)
podpis: Arek
O ile granie skeczy innego kabaretu jest fajne, to płacenie za teksty wynajętemu autorowi jakoś mi się nie podoba. Co innego kiedy taka osoba należy do kabaretu, któremu pisze, wtedy jest to twórczość kabaretu, a nie częściowa odtwórczość (częściowa, ponieważ zgadzam się, że dobra gra, to ważna część występu). Aktor w teatrze nie gra swoich tekstów, ale tutaj chodzi o grę właśnie i pokazania jakiejś historii. W kabarecie natomiast dochodzi jeszcze rozśmieszanie... Chociaż, w sumie, to coś takiego mogłoby funkcjonować, jednak nie każdy przyjął by to dobrze i myślę, że trzeba by się z tym wpierw oswoić. Tak myślę. I czy to autor powinien być reżyserem? Zabawa we własną interpretację mogłaby być ciekawa, ale chyba czasem z uszczerbkiem dla skeczu.

podpis: mrowka
Arek, nie zgadzam się z Tobą. Jeśli ktoś ("wynajęty autor") pisze dla konkretnego kabaretu, to jakie to ma znaczenie, czy należy do składu czy nie? Mógłby i tak wcale nie występować. Kiedy oglądasz jakiś skecz (na przykład Chińską restaurację AMM) - zastanawiasz się, kto był autorem tekstów i czy należy do kabaretu? Dla mnie jako widza nazwisko autora ma znaczenie tylko w dwóch przypadkach: kiedy tekst/skecz jest tak beznadziejny, że chcę się wystrzegać podobnych produkcji w przyszłości, albo kiedy tekst jest tak genialny, że powala na kolana. A to, czy autor sobie zarobił na tekście, czy oddał go za darmo, czy wpisany jest w składzie kabaretu malutkimi literkami, czy w ogóle się do niego nie przyznają - jest sprawą drugorzędną.