przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna  filozofijki

ramka publicystyka
 
ZJAWISKA NEGATYWNE:
   sprzedajność
   odmóżdżanie
   miękki kabaret
   przedwczesna półprofesjonalizacja   
   utrata dystansu
   kabaret może być zły
   wulgaryzmy w kabarecie
   przełamywanie granic
 
CIŚNIENIA I MITY:
   fajne życie w kabarecie
   złudzenia i mity
   publiczność nasz pan
   presje i ciśnienia
   seks drugs and ovations
 
NIEPOWAŻNIE:
   ego krytyka sztuki
   ego artysty kabaretowego
   zabawy towarzyskie
 
   westchnienie za przeszłością
   tabela porównawcza




nowości Publicystyka - okno
 
      PRZEKRACZANIE GRANIC

No, muszę o tym napisać. Chcę.
Podejmowałem już ten temat w artykule „utrata dystansu” i podejmę jeszcze raz.

Jest coś takiego jak odwaga artystów.
Zaleta bezcenna - a już w kabarecie szczególnie. Bo kabaret powinien być odważny.

Jednak jak ta odwaga może być rozumiana?
Można odważnie bronić swojego gustu i przekonań, ale można też w imię demonstracji odwagi przekraczać różne granice - smaku, przyzwoitości, kultury, tabu...
Mam wrażenie, że nie ma granicy której przekroczyć nie można w działalności artystycznej. Chociaż nie potrafię sobie teraz wyobrazić jak to by mogło wyglądać. Ale pewnie można.

Jednak przekraczanie granic to sprawa delikatna i dość poważna. To musi być coś za coś. W zamian za dysharmionię, naruszenie uczuć, obrazę lub zbrzydzenie - których można doświadczyć przy przekraczaniu granic - trzeba zaproponować coś, co wynagrodzi to negatywne doznanie.

Czy samo rozbawienie może być wystarczającą rekompensatą za przekroczenie granicy czyjejś wrażliwości?
Uważam, że nie.
Wybuch śmiechu, który można uzyskać w zupełnie inny sposób, nie jest dla mnie na tyle dużą wartością by uznać za dostateczny powód przekroczenia granicy.
Pewnie wielu kabareciarzy się z tym nie zgodzi. Bo śmiech, bo zdrowie, bo radość.
A ja nie. Bo czasem śmiech a potem zażenowanie lub wstyd. Bo czasem dla jednych śmiech, dla innych głęboki niesmak.
Jeśli tylko śmiech (który naprawdę można inaczej wzbudzić) no to po co narażać cudzą wrażliwość?

Taka demonstracja „odwagi” zupełnie się nie mieści w moim systemie wartości. To odwaga powiedzenia jakiejś grupie osób: mam was kompletnie w dupie. Niby to jest odważne, ale...
Rozumiem powiedzieć to komuś narzucającemu się, przemądrzałemu, ekspansywnemu. Proszę bardzo. Są takie typy którym bym chętnie powiedział: mam cię w dupie. I domyślam się, że parę osób chętnie by mi to powiedziało (zrozumiałe - bo się wymądrzam).
Ale atakowanie kogoś kto skromnie ma swoje wartości, zasady i wrażliwość - to najzwyczajniejsze chamstwo. Odważne chamstwo.

Nie takiej odwagi oczekuję od artystów (i w ogóle od ludzi). Akceptuję odwagę obrony własnych przekonań, odwagę przeciwstawienia się przesądom i obiegowym opiniom. Akceptuję odwagę naruszenia zakłamanych tabu.
Ale tak dla przykładu: seks jest jakimś tabu - lecz przecież nie zakłamanym a tylko bardzo osobistym - to w imię czego prowadzić tu krucjatę? Owszem, zakłamane bywa traktowanie seksu przez jakieś grupy osób - ale wtedy nie seks powinien być tematem a właśnie te grupy.
Takich przykładów jest więcej. Cała fizjologia - jest czasem tabu, ale czy zakłamanym? To, że się nie rozmawia publicznie o niektórych aspektach fizjologii nie oznacza żadnego zakłamania. Każdy o tym wie, ale po prostu są przyjemniejsze i ważniejsze tematy. Einstein stworzył jedną teorię względności i tysiące kup. No i co? Istotniejsza jest chyba jednak ta teoria.

Nie wiem czy słusznie, ale mam wrażenie, że ta "odwaga" się nasila w kabarecie. Nie bez znaczenia pewnie jest wzrastająca popularność stand up-u, który już bez ograniczeń pozwala sobie na przełamywanie granic - pod pretekstem mówienia o życiu zwykłym, potocznym językiem. (o stand up-ie wyrażę się osobno)

Wydaje mi się, że kabaret ośmielony stand up-em pozwala sobie na coraz więcej. I jednocześnie zyskując sobie aprobatę w kręgach kabaretu przełamywanie granic staje się pewnym standardem.

Za często widzę poklepywanie się po plecach artystów którzy starają się być kontrowersyjni, żebym mógł spokojnie to zaakceptować. Takie wzajemne nakręcanie się na coraz większy hard - po nic. Szacun za odwagę, szacun za bezkompromisowość.
Ci sami artyści jednocześnie nieraz nie mają odwagi być po prostu sobą, nie mają odwagi zrecenzować szczerze kolegów, już nie wspomnę o przeciwstawieniu się machinie szołbiznesu. Tu odwagi jakoś nie dostrzegam.
Więc co?
Nie wierzę w tę odwagę.
To dla mnie nic innego jak płynięcie z prądem trendu - tchórzliwa obawa aby nie zostać uznanym za bezjajecznego i anachronicznego.

Nie chcę takiej sztuki. Chcę wrażliwości, piękna, dobra i mądrości ukrytych w niepoważnej i niepoprawnej formie.
Proszę bardzo. Kto chce może mnie uznać za bezjajecznego. Mam to w dupie.



   


          


      bok
      bok
 
   
można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:


podpis: kruczek
tekst inspirowany ostatnim festiwalem kabaretu?

podpis: S.
Bardziej rozmowami po.

podpis: mrowka
Nie wiem, czy stand-up tak ośmiela kabarety, czy po prostu łatwa reklama - przecież na skandalu najłatwiej wypłynąć, bo wszyscy, bez względu na to, czy widzieli, czy nie, będą o tym mówić. A to ludzi przyciągnie z ciekawości. Darmowa promocja, o którą w dodatku nie musisz zabiegać - to mało, żeby się pokusić o przekroczenie granic?

Nie każdy potrafi tworzyć niepoważną i niepoprawną formę pełną piękna, wrażliwości, dobra i mądrości...

podpis: jo
brawo! Jesteś w kurczącej się mniejszości. Jesteśmy.

podpis: Sraku
Ale o co Ci chodzi Sikor?
Reakcje są!


Przecież

podpis: widz
Może i są. Ale nie u mnie. I nie mam ochoty na powtórne oglądanie tych żartów.
A są takie wydarzenia, które oglądam po wielekroć z dużą przyjemnością. Wśród nich jest wiele pomysłów Mistrza.

podpis: eMTe
e-mail: trzensimordek@gmail.com
Nie zgadzam się z jednym, choć przyznam, że wyrywam zdanie z kontekstu. Mam wrażenie, że w działalności artystycznej nie ma granicy, której przekroczyć się NIE DA. NIE MOŻNA za to przekraczać granicy robienia swoją działalnością fizycznej krzywdy. To tak a propos ostatnich wieści ze świata "sztuki", nie tylko kabaretowej.

A na tekst o stand-upie czekam z niecierpliwością, bo tu z kolei zgadzam się w 100%.

podpis: S.
Fizyczna krzywda - to tylko kwestia skali.
Sam biłem i byłem bity w skeczach.
Raczej odpada krzywda zabroniona prawem - ale z innych względów.

podpis: Robocik
Nie zgadzam się Sikorze z jednym. Nie przyrównywałbym tu tego typowego, często spotykanego w kabaretach chodzenia na łatwiznę poprzez jazdę coraz większym hardziorem - do przekraczania granic. A przynajmniej nie w tej formie. Bo jedynymi granicami jakie hard kabaret przekracza są granice dobrego smaku - a to naprawdę nie jest niczym nowym. Kabarety robią to od lat, stand-up może trochę ostatnio wzmocnił ten trend - ale nie na tyle bym mógł stwierdzić, że to jest jakaś nowalijka. Przekraczanie granic kabaretowych to szukanie nowych możliwości scenicznych, nowych form przekazu, nowych rodzajów rozśmieszenia widza (nie jest to zaprzeczeniem tego co napisałeś o wybuchach śmiechu - chodzi tu o szukanie takich form, które traktowałyby z szacunkiem wszystkich oglądających) - a nie wszechobecne popadanie w artystyczną koprofagię w ramach podkładania się pod publiczkę. To było obecne wcześniej, jest teraz i będzie w przyszłości. Nie stawiałbym więc znaku równości między takimi zachowaniami a przekraczaniem granic jako takim. Oni niczego nie przekraczają. Oni tylko schodzą w dół, dobrze wydeptaną przez innych ścieżką.

podpis: S.
Robo - kwestia nazewnictwa. Zjazd pod publikę to jedno - ale jest druga strona gdzie z premedytacją przekraczane są dotychczasowe granice - co masowej widowni nawet by nie przypadło do gustu - ale dla autorów jest w tym coś z odwetu za to, że tyle razy musieli (choć nikt im nie każe) podkładać się pod gust widowni.
I o takim zjawisku piszę. Taka próba źle pojętej odwagi.

podpis: Robocik
No ale wtedy to oni już grają tylko i wyłącznie dla siebie... nie robią tego już nawet dla drobnej części publiki. Robią dobrze tylko sobie.

Artystyczny odpowiednik faceta w prochowcu, obnażającego się w parkach? Czy własna satysfakcja z bycia kontrowersyjnym jest warta odsunięcia się od Publiki, dla której (przynajmniej teoretycznie) Artysta istnieje?

podpis: S.
To jest trochę badanie możliwości przekraczania granic.
Zyski w razie braku akceptacji widowni - poczucie własnej odwagi i ewentualny "szacun" środowiska art.
W razie akceptacji to otwarta droga do wprowadzenia na stałe przesuniętej granicy.
A w myśl zasady: każda potwora znajdzie swojego amatora - takie akty przekraczania granic zawsze znajdą jakąś publiczność (chociaż nie zawsze szeroką).

podpis: PawełS
e-mail: pstrz@o2.pl
Jedna uwaga (wiem że nic niewnosząca do tematu) - Einstein stworzył dwie teorie względności (szczególną i ogólną).

Poza tym się zgadzam.