przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna  filozofijki

ramka publicystyka
 
ZJAWISKA NEGATYWNE:
   sprzedajność
   odmóżdżanie
   miękki kabaret
   przedwczesna półprofesjonalizacja   
   utrata dystansu
   kabaret może być zły
   wulgaryzmy w kabarecie
   przełamywanie granic
 
CIŚNIENIA I MITY:
   fajne życie w kabarecie
   złudzenia i mity
   publiczność nasz pan
   presje i ciśnienia
   seks drugs and ovations
 
NIEPOWAŻNIE:
   ego krytyka sztuki
   ego artysty kabaretowego
   zabawy towarzyskie
 
   westchnienie za przeszłością
   tabela porównawcza




nowości Publicystyka - okno
 
      Fajne życie w kabarecie

Często spotykam się z opinią: Ale macie fajne życie w tych kabaretach. Cały czas się bawicie.

I tu chciałbym rozczarować nieco tych wszystkich, którym się wydaje, że kabaret to nieustająca zabawa. Nawet bardzo rozczarować.

Zwykle bywa, że ktoś niezorientowany wpada do kabaretu przy pracy i pierwsze pytanie jakie zadaje: Co się stało? Pokłóciliście się? Odpowiedź brzmi: Nie. Wymyślamy skecz.

Nie dotyczy to początków, kiedy rzeczywiście każda chwila w kabarecie jest zabawą. Ale wystarczy tylko odnieść jakiś znaczący sukces i się zaczyna. Gówno nie zabawa. To już trzeba sprostać przeszłości, bo teraz chce się coraz lepiej. A frajda coraz mniejsza - bo jak się już wymyśliło dziesięć świetnych skeczy to jedenasty już tak nie cieszy jak pierwszy czy drugi. Tym bardziej, że tamte dziesięć śmieszy, a o jedenastym jeszcze niewiele wiadomo.

A tu jeszcze konkurencja nie śpi i te ciągłe porównania – komu lepiej idzie, czemu tamto gówno ludzi śmieszy, dlaczego mój genialny skecz tak słabo chodzi itp. To się można dorobić nerwic.
Ludzie, i jak tu się bawić kabaretem?! A jak się nie bawisz, to rzeczywiście coraz gorzej się wymyśla nowe rzeczy. Ciągle jeszcze cieszy popularność, udane występy, nowy skecz. Lecz pod bokiem wyrastają bardziej popularni, mocniej oklaskiwani... Pociechą bywa przekonanie, że to siuchy pod publikę, którymi można pogardzać. Że takie gówno to by się napisało lewą ręką w środku nocy.
Ale broń boże spróbować i okaże się, że do takich siuchów też trzeba mieć talent. Kto spróbował ten wie.

Wszechwiedzący fanowie kabaretu twierdzą, że to trzeba tworzyć w zgodzie ze sobą a wszystko będzie dobrze. Takie komunały można prawić jak się samemu nie spróbowało czym jest parę lat w zawodowym kabarecie. Każda ożywcza inspiracja blednie z czasem - czymkolwiek jest. Pozostaje warsztat i uświadomiona potrzeba szukania nowych inspiracji. Jeśli znajduje się kolejną to na jakiś czas jest spokój. Ale jeśli nie, to jest mozolna nużąca praca nad wymyślaniem kolejnych śmiesznych historii.

Widzowie często bywają oburzeni, że oni tu z kagankiem prawdy do artysty, a ten ich zbywa lub co gorsza ostentacyjnie lekceważy obrażając nawet. A co ma robić???
Kiedy przez skórę czuje, że to już nie takie lotne jak dawniej, lecz na szczęście ma wianuszek wielbicieli, którzy jakoś go podtrzymują na duchu. I nagle się zjawia krytyczny widz ze swoimi cholernymi uwagami.
Zaraz rodzi się chęć przegonienia takiego w diabły - bo inaczej depresja gotowa. Nawet gdy się przeczuwa, że z lotnością rzeczywiście już gorzej to jeszcze pozostaje nadzieja, że tego nie widać dla zwykłych widzów. A taki oświecony widz pozbawia resztek tej ostatniej nadziei.

Pewnie i w innych dziedzinach sztuki twórcy mają te same problemy. Stąd używki, uzależnienia, depresje itp. Niby można zejść ze sceny i zająć się czymś innym. Ale jak się już spróbowało życia artysty, to nie tak łatwo wrócić do codzienności.

Tekst ten dedykują wszystkim którzy zaczęli bawić się w kabaret i zamierzają się szybko sprofesjonalizować. Tfu!

P.S. Da się długo mieć radość z kabaretu, ale trzeba się pomęczyć - TEORIA - Wygasanie Artystyczne




   


          


      bok
      bok
 
   
można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:

opinie:

podpis: krzychu rychu-praktyk amator
e-mail: poprostu.rysiu@gmail.com
Nie zgadzam się praktycznie z całością. Artykuł zdaje się sugerować, że praca w kabarecie jest niefajna. To prawda, że przychodzi trudno-zauważalny moment, kiedy tworzenie skeczy przestaje być zabawą i zaczyna bardziej przypominać pracę w redakcji:). Nagle zauważamy, że "to" rzadziej przychodzi samo z siebie, kiedy jedziemy zatłoczoną komunikacją miejską. I coraz częściej trzeba szukać "tego" na własną rękę, (nierzadko wchodząc w "syfy"). Ale to inna sprawa.
Prawda, że taka praca rzeczywiście jest PRACĄ (a nie zabawą), ale mimo, że męczącą to jednak FAJNĄ. Z tym, że to się okazuje dopiero po występie. Oczywiście wszystko co tu piszę, piszę z własnego doświadczenia, czyli g**o wiem.
Druga sugestia, jaka sie nasuwa po przeczytaniu wpisu: "Na początku nie trzeba pracować". Heh.. ja rozumiem, że z perspektywy czasu może się Autorowi wydawać, że na początku wszystko było "ot tak", może nawet i tak było w przypadku w/w. Z tym, że kilka dni temu byłem znów na "Przeglądzie yyy Kabaretów", na którym to wystąpiły "yyy kabarety" ze szkół średnich. Jako, że się tak nazwę, absolwent tego przeglądu prowadziliśmy swego rodzaju warsztaty z chętnymi. Po tygodniu PRACY z nowo powstałym kabaretem osiągnęliśmy lepsze efekty niż roczne, "bawiące się" grupy. Oczywiście uważaliśmy, aby nie przesadzić i tylko narzucić pewne reguły. Dziś "bawiące się" grupy osiągają poziom teatrzyków z okazji apelu na 1 maja. Tak jest przynajmniej we Wrocku.. nie wiem jak w Zielonej Górze.
Tyle tylko mam do powiedzenia.. a!
Może dorzuciłbym typowe "O! jesteś w kabarecie? Powiedz coś śmiesznego!". Albo kogoś coś rozbawia: "A to dobre! Haha! Weź to do kabaretu!" a to tak przecie nie działa...

podpis: S.
e-mail: cepelin@aster.pl
Sugeruję, że praca w kabarecie nie musi być fajna i nierzadko nie jest.

podpis: S.
A co do efektów warsztatowych w tydzień. Też tak umiem. Ale zwykle takie warsztaty zmieniały bardzo słaby kabaret w słaby kabaret, albo słaby w średni - ale nie zmieniały średniego w dobry, a dobrego w bardzo dobry - bo tu żadne warsztaty nie pomogą.
Dlatego lepiej żeby słabe pozostały słabe i po wypaleniu się przygody odeszły w niebyt - niż miałyby zasilać grono średniaków mających kłopoty z opuszczeniem sceny.

podpis: krzychu rychu-praktyk amator się tłumaczy
no ja nie wątpię, że Mistrz potrafi. Ale ja pisałem o kabaretach, które rzeczywiście chcą w "tym" siedzieć. I te "Warsztaty" to było słowo na wyrost. Po prostu spotkaliśmy się z nimi i powiedzieliśmy co i jak, zachęcaliśmy, ale bez przymusu. Nie uważam, żebyśmy zmienili ich z "bardzo słabego" w "słaby". Pokazaliśmy tylko, że jest coś takiego jak praca nad programem. Co do pojęcia "fajna", mówiłem, że g***o wiem:) ale nadal się nie zgadzam, bo zawsze przynajmniej zostaje mi poznawanie twórczości (tych "niekomercyjnych" :) )"kolegów z branży", a nie tylko tego, co serwuje nam tv, co zawdzięczam głównie pracy w kabarecie, a co bezsprzecznie jest dla mnie fajne.

podpis: S.
Mogę się zgodzić jeśli określimy co to jest praca nad programem. Bo jeśli praca - odpracowanie godzin i szlifowanie detali to Nie. A jeśli praca - pasja, szukanie inspiracji, przełamywanie lenistwa i konformizmu to Tak.

podpis: efka
e-mail: hgdf@wp.pl
praca w kabarecie nie zawsze musi by fajna np. taka prosta sprawa ktoś ma kiepski humor, gorszy dzień (bo tak czasem bywa) a tu występ, trzeba grać, recytować i być uśmiechniętym i zadowolonym to może być trudne

podpis: S.
Efka - upraszczasz.

podpis: efka
nie upraszczam to był tylko taki malutki przykład jeden z wielu

podpis: S.
Dobra, ale bardzo malutki.

podpis: Robo
e-mail: robofh@wp.pl
Po czym poznać prawdziwego kabareciarza, kochającego to co robi? Po tym, że nawet te niefajne, nieprzyjemne momenty, depresje, załamania nie zamieniłby na nic innego...

 
podpis: Avalll
e-mail: kawa4411@interia.pl
Zawsze rozśmieszałam rodzine i znajomych, każdy mi mówił abym poszła do kabaretu, jednak ja nie wiem jak to zrobić, jeśli masz jakąkolwiek wiedze to prosze napisz mi tu w komentarzu albo na ask’u @smutna_panda , bardzo prosze wiem że trzeba mieć talent jednak wszyscy uważają że go mam, mam dopiero 15 lat, ale już teraz chcę sie przygotować.
 
podpis: Avalll
e-mail: kawa4411@interia.pl
Zawsze rozśmieszałam rodzine i znajomych, każdy mi mówił abym poszła do kabaretu, jednak ja nie wiem jak to zrobić, jeśli masz jakąkolwiek wiedze to prosze napisz mi tu w komentarzu albo na ask’u @smutna_panda , bardzo prosze wiem że trzeba mieć talent jednak wszyscy uważają że go mam, mam dopiero 15 lat, ale już teraz chcę sie przygotować.
 
podpis: Avalll
e-mail: kawa4411interia.pl
Nie wie ktoś jak zacząć i w jakim wieku? Chodzi mi o to jakie szkoły trzeba skończyć, i co dalej gdzie sie pokazac i jak sie pokazac?
 
podpis: S.
e-mail: ...
Młoda pretendentko. Nie ma reguł. Ani szkół które szkolą w zakresie kabaretu.
To bardziej zależy od tego czy spotkasz zdolnych ludzi, którym będzie się chciało z Tobą i będą potrafili bawić się w kabaret (czy inną formę rozśmieszania).
Pokazać się możesz zawsze jeśli ktoś będzie chciał na to patrzeć.
 
podpis: Avalll
e-mail: kawa4411interia.pl
Czyli to nie jest tak że no nie wiem ide do jakiegoś kabaretu i pytam o prace oni robią przesłuchanie ? Bardzo mi na tym zależy aby dostać się do jakiegoś znanego bo jeśli miałby mi nie wyjść to nie chcę wszystkiego zaczynać od nowa, a jakiejś szkoły trzeba skończyć? Tzn jakieś specjalne typu polonistyka i takie tam? Zawsze kręciło mnie takie coś i nie wiem czy chce zaczynać od zera z jakąś grupą z ulicy tylko z taką bardziej profesjonalną która przyjmnie poduczy i da tą moją wymarzoną robote. Nie wie ktoś jak to zrobić tak nie od zera?
 
podpis: Avalll
e-mail: kawa4411interia.pl
Jejku nikt nic nie potrafi odpisać? Mi tu zależy zaglądam codziennie a tu nic. ;(