przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna  filozofijki

ramka publicystyka
 
ZJAWISKA NEGATYWNE:
   sprzedajność
   odmóżdżanie
   miękki kabaret
   przedwczesna półprofesjonalizacja   
   utrata dystansu
   kabaret może być zły
   wulgaryzmy w kabarecie
   przełamywanie granic
 
CIŚNIENIA I MITY:
   fajne życie w kabarecie
   złudzenia i mity
   publiczność nasz pan
   presje i ciśnienia
   seks drugs and ovations
 
NIEPOWAŻNIE:
   ego krytyka sztuki
   ego artysty kabaretowego
   zabawy towarzyskie
 
   westchnienie za przeszłością
   tabela porównawcza




nowości Publicystyka - okno
 
      EGO ARTYSTY KABARETOWEGO

Oto ja. Ego artysty kabaretowego.

Jestem w kabarecie bo lubię rozbawiać ludzi. Nie dla pieniędzy, nie dla kariery, po prostu lubię jak się ludzie śmieją i biją brawo. Chociaż nie lubię jak się śmieją za darmo. Przecież radość jest tyle warta, że nie wolno na niej oszczędzać. Im za bardzo nie ubędzie a mi się przyda.
Nie. Nie jestem pazerny. Brawo na przykład mogą bić za darmo zawsze i wszędzie.

Lubię być śmiesznym. Boże! Jak ja lubię być śmiesznym! Za to żeby ludzie się śmiali dałbym wszystko! To znaczy właściwie nic bym nie dał - ale ile ja bym zrobił!
Ludzie czasem tego nie widzą, ale ja mam vis comica. Czasem chyba tego nie widzą. Więc staram się to pokazać bardziej. I bardziej! Bo im się należy zabawa jak psu zupa. A przecież lubię rozbawiać ludzi.
Boże. Jak to nieraz trzeba docisnąć... A oni nic. No, ale jak publika drętwa to nic nie pomoże. Tylko człowiek się zmęczy od tych min i podrygiwania.

Najgorsze to jak się w ogóle nie śmieją. To klęska. To jakby gołym stanąć na rynku. Więc nie ma co się dziwić, że nerwy czasem takie, że tylko stopy się nie trzęsą.

Ale jak już jest się znanym to idzie dużo łatwiej. To już na sam widok ludzie się cieszą.
I żeby tylko nie zapomnieć co jest śmieszne! Ale po iluś tam występach już łatwo zapamiętać. Wiadomo jaki głos, jaka mina, jaki dryg i się będą śmiali. Nie ma co - sprawdziło się sto razy to sprawdzi się jeszcze tysiąc.

Kolegów z innych kabaretów trochę mi szkoda. Bo mają jakieś niedorobione te programy. Jakoś tak pretensjonalnie grają i w ogóle. Nie mam pojęcia co w nich widzą ich fani. Pewnie te parę chwytów pod publikę.

Ja się nie czepiam. A skąd!
Ja nawet tego głośno nie mówię. Powiedziałbym, ale oni wszyscy są złośliwi i pewnie zaraz by mi wypomnieli, że u mnie też są zagrania pod publikę. Ba! A u kogo nie ma?!
Może i u kogoś nie ma... Ale to cieniasy. Przecież nie będę się porównywać do kogoś, kto nie ma co miesiąc wejścia w telewizji.

A propos telewizji. Z telewizją też trzeba mieć wyczucie. Niektórzy straszną manianę odwalają. Pchają się tam na siłę a nie mają z czym.
Ja tam telewizję trzymam krótko. Gram co mi pozwolą, ale jak już wyrobię sobie taką pozycję to zacznę stawiać warunki. A co?! Niech spróbują mi później podskoczyć! Podkładam się tylko na razie. Na razie...
Załatwię ich własną bronią - będę mieć oglądalność i zmuszę ich do wszystkiego.

Oczywiście mam autorytety w kabarecie. Niestety wszyscy już nie żyją lub działają za granicą.
A z naszych żyjących artystów... też... też... ci którzy ostatnio dobrze o mnie mówili. Po tym poznaję czy się jeszcze znają na kabarecie. Bo kabaret idzie do przodu cały czas i niektóre autorytety po prostu tracą kontakt.

Czy moja karierę uważam za udaną?
Właśnie teraz staram się wykorzystać swoje pięć minut... Dokładnie teraz.
Przyszłość teeeeż... też przede mną. Teraz pięć minut, ale w przyszłości dopiero pokażę co to jest pięćdziesiąt minut.
Na razie nie mam czasu o tym myśleć. Muszę gonić za redaktorem najbliższego programu.




   


          


      bok
      bok
 
   
można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:

opinie:

podpis: mrowka
czytam i nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. Ale co tam, pośmieję się. Może się biesiadni kiedyś wykruszą. Wierzę w kabaret.

podpis: S.
e-mail: cepelin@aster.pl
Najlepiej trochę się pośmiać a trochę zadumać. Płakać nie ma co - to wszystko jest trochę głupie ale zupełnie ludzkie.

podpis: mrowka
e-mail: mrowka@granice.pl
21:47 22-03-2009 racja... ale w takim natężeniu zaczyna chwilami przerażać. Te wszystkie uwagi rozproszone po całej publicystyce aż tak bardzo nie wybrzmiewają, jak w tym jednym tekście :). A tak na marginesie i na poważnie naiwnie zapytam - dlaczego naprawdę chce się tworzyć kabaret?

podpis: S.
Odpowiem za siebie (a i trochę za innych) - dlatego, że się wydaje, że jakoś to wychodzi i też trochę nałóg.
Co do przerażania - ten tekst pisałem również w oparciu o swoje odczucia. To, że widzę jakie to bywa durne to wcale nie znaczy, że mnie to nie dotyczy. Gdy mi się uda na czas przyłapać na durnym myśleniu to udaje się go uniknąć - ale często refleksja przychodzi dopiero po czasie.

podpis: efka
ten tekst mnie jednocześnie śmieszy i przeraża bo są ludzie którzy myślą bardzo podobnie ale ich żywot artystyczny jest krótki

podpis: S.
Tak (lub podobnie) myślą chyba wszyscy kabareciarze - ale żywot artystyczny niekoniecznie musi ucierpieć.

podpis: mrowka
za to jakość występów może ucierpieć :). Tak cały czas szukam źródeł tego przerażenia i może właśnie tu?

podpis: Robo
e-mail: robofh@wp.pl
W sumie to jest do bólu prawdziwe. No właśnie, ten tekst jest tak napisany, że można łatwo pozaznaczać jednym kolorem to co wcale negatywnym nie jest (bo nie wszystko co tutaj jest zawarte to rzeczy które przeszkadzają w graniu!) a drugim to, co działa destruktywnie na artystę i jego otoczenie i generalnie jest już rezultatem rozbuchanego ego.