przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna  filozofijki

ramka publicystyka
 
ZJAWISKA NEGATYWNE:
   sprzedajność
   odmóżdżanie
   miękki kabaret
   przedwczesna półprofesjonalizacja   
   utrata dystansu
   kabaret może być zły
   wulgaryzmy w kabarecie
   przełamywanie granic
 
CIŚNIENIA I MITY:
   fajne życie w kabarecie
   złudzenia i mity
   publiczność nasz pan
   presje i ciśnienia
   seks drugs and ovations
 
NIEPOWAŻNIE:
   ego krytyka sztuki
   ego artysty kabaretowego
   zabawy towarzyskie
 
   westchnienie za przeszłością
   tabela porównawcza




nowości Publicystyka - okno
 
      UTRATA DYSTANSU

Jak się trochę człowiek zajmuje kabaretem zawodowo (półzawodowo) to na pewno po jakimś czasie zaczną go nudzić typowe grepsy - które bawią publiczność, ale tzw. „branża” uważa za banalne.

A wiadomo, że dla artysty być banalnym to obciach. Bo to już wyrobnictwo a nie sztuka.

No, ale niebanalne grepsy tak na co dzień się nie trafiają, a z czegoś pośmiać się trzeba. I jeśli ktoś zna środowisko kabaretowe, to wie, że najbardziej bawią te żarty dość niskich lotów. Nieeee, nie dlatego że śmieszne, ale właśnie dlatego, że żenujące. Prześciganie się w tym kto bardziej żenujący żart wymyśli to ulubiona zabawa kabareciarzy. Ubaw po pachy.

Nieraz sam uczestniczę w takich zabawach, ale jednocześnie myślę o tym z niepokojem. Bo zauważam, że powoli to - z czego się śmialiśmy jako strasznie słabe - przenika na scenę. Niepostrzeżenie żenujące żarty stają się dla kabareciarzy śmieszne obiektywnie. Ginie gdzieś granica wrażliwości. To co było żenujące zaczyna być traktowane jako odważne. Ot, ktoś się nie bał dać na scenę tego czym się bawimy prywatnie. A prywatnie potrafimy się bawić naprawdę hard’owo.

Zastanawiam się, czy ktoś nawet nie próbował mocniej przenieść tych zabaw na scenę - lecz w końcu zrezygnował, bo publiczność go sczyściła.
Niemniej jednak skrawki są przemycane na scenę i niestety obniżają ogólny poziom kabaretu.
I jeśli tylko zostaną zaakceptowane przez widownię to „branża” tego nie sczyści bo już nie ma dystansu. Nie ma już w kabarecie etosu kultury - jest za to etos odwagi. Nie ten szanowany, kto sięga wyższej kultury, tylko ten kto dosadniej i odważniej przełamuje kolejne granice.

Od kilku lat na Ryjku obserwuję oceny - i widzę jak kabarety doceniają wszelkie akty odwagi.
I niestety nie chodzi o odwagę w obronie kultury, w obronie poziomu, w obronie szlachetności sztuki - a wręcz przeciwnie. Jedną z wyższych ocen miała dość średnia piosenka w której kabaret przedstawił siebie jako „męczenników chałtury” - ciemiężonych pionierów sprzedajności artystycznej.
Żaden z kabaretów nie śmiał wyrazić pogardy dla sprzedajności. Wszystkie kabarety oceniły piosenkę jako „bardzo dobrą” lub „genialną”.

Tak teraz wygląda odwaga artystyczna...
Cóż...
W kupie cieplej...




   


          


      bok
      bok
 
   
można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:

opinie:

podpis: owsik
Muszę się nie zgodzić.
otóż to, co żenujące jest jednie subiektywną ocena każdego widza lub autora tekstu. Jak więc ocenić i stwierdzić obecność lub poziom żenady w "utworze kabaretowym"?
Ale zgadzam się z tym, że w kupie lepiej. Jak zatem przemówić do rozsądku?

podpis: S
No i nie zgadzając się niechcący potwierdziłeś - stopień żenady jest subiektywny. Więc utrata dystansu grozi nieświadomym przekroczeniem granic żenady (dla odbiorcy z kręgu zainteresowań).