przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

Porady dla Początkujących
Porady dla Początkujących
Porady dla Początkujących
 
   Zalety początkujących
   Do diabła z warsztatem
   Co warto ćwiczyć
   Budowanie programu
   Praca nad wizerunkiem             
   Lider
   Lider czy Szef
   Reżyser
   Precyzja i swoboda
   Aktorstwo
   Zasady improwizacji
   Pisanie skeczy

   TEORIA KABARETU








nowości
 
      DO DIABŁA Z WARSZTATEM

Aż dziwne, że ja to piszę - będąc przez lata wyznawcą pracy nad sobą i warsztatem - ale tym większe mam do tego prawo.

Prowadząc niejedne warsztaty i niejeden kabaret nauczyłem się, że wszelkie naturalne skłonności są lepsze i wdzięczniejsze od wyuczonych gestów i nawyków.

To, czego można się nauczyć, jest tak ograniczone możliwościami normalnego aktora amatorskiego, że lepiej skupić się na rzeczach najważniejszych.
Wszystkiego można się nauczyć, ale przypomina to bardziej sztuczki cyrkowe niż aktorstwo kabaretowe.
Bo żeby uzyskać efekt dynamicznej postaci trzeba jednocześnie: obniżyć środek ciężkości, napiąć przeponę, zabarwić głos, zabarwić oczy i wyjść z gestem (a o mikrofonie już nie wspomnę). Zabraknie jednego elementu i postać jest sztuczna. A można to wszystko uzyskać w sposób naturalny oddając się jakiejś emocji.

Większość starań warsztatowych (dykcja, praca z mikrofonem, postawa, oczy, płynność grania itp.) na etapie przygody z kabaretem bardziej usztywnia niż pomaga. Na to mogą sobie pozwalać już doświadczeni aktorzy, którzy mają tą podzielność uwagi i dość obycia scenicznego, żeby swobodnie kontrolować starania warsztatowe.

Aktor zaczynający przygodę ze sceną ma do ogarnięcia dużo ważniejszy element – kontakt z sytuacją sceniczną. Zwykle już to jest za trudne dla młodego aktora. Rozprasza go wszystko: pamiętanie tekstu, obecność publiczności, posiadanie rąk...
Zaaferowany swoją obecnością na scenie nie potrafi się skupić na tym, co jest jego faktycznym i jedynym zadaniem: słuchać, mówić i przeżywać swoją rolę tak, jakby nigdy wcześniej tego nie ćwiczył.

Każde widziane z widowni warsztatowe zachowanie psuje efekt i dodaje sztuczności.
A opanowanie warsztatu na takim poziomie, żeby go nie było widać, to długie lata ćwiczeń.

Więc po kiego na początku przygody artystycznej zawracać sobie głowę warsztatem. Do diabła z tym. Lepiej oddać się temu co się dzieje w przestrzeni scenicznej - z całą ułomnością aktorską, ale też z całą uwagą, aby nic nie działo się na pamięć. Najlepiej zapomnieć o aktorzeniu, nie robiąc nic na pokaz, a całą rolę kreacji postaci pozostawić samemu faktowi pełnej obecności w sytuacji scenicznej.





   


          


      bok
      bok
 
   
można a nawet warto się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:

opinie:

podpis: Sójka
e-mail: ptaszysko.dziobate@gmail.com
O! I mnie się to podoba! Bo ja dopiero zaczynam i nie wiem kiedy skończę, ale scena to dla mnie czarna magia... i wiem coś o rozbieganych oczach:)) Pozdrawiam samego Mistrza i do zobaczenia na kolejnych warsztatach:))

podpis: Dzidek
e-mail: drozdzoweczka@gmail.com
Wiesz, że się trochę nie zgodzę? Naturalność - ok. Energia - no dobra. Ale w pewnym momencie odbija mi palma i sobie myślę, a po kiego to wszystko, skoro naturalnym warto być. I faktycznie "do diabła z warsztatem"... A co z tego, że ja genialnie, bo naturalnie, robię idiotę (no skoro naturalnie, to chyba nie robię), jak potrzebna jest postać, jak to sam określasz, dynamiczna. A nie zrobię dynamicznej, bo Sikora mówi, że trzeba stawiać na naturalność... Gdzieś tam, poniekąd, piszesz o pracy nad sobą, ale ktoś przeczyta, uwierzy w siebie, a Ty mu potem ten balonik nadęty przekujesz... Po co tak późno?:)
No! Trochę się nie zgodziłem. Pozdrawiam

podpis: S.
e-mail: cepelin@aster.pl
A ja się uprę. Skoro potrzebna jest postać dynamiczna, to zamiast GRAĆ postać dynamiczną (co czasem może wywołać efekt żałosny)- oddać się emocji, a dynamika powinna sama się pojawić. Mniej GRAĆ rolę, więcej BYĆ w roli.

podpis: Dzidek
Aaaaaa, więc jeśli nie umiesz grać, ale za to naturalnie z tym wyglądasz, to masz już pomysł na karierę, a każde zblazowane jury to kupi... Yhym... A publika? Nie negeguje bycia w roli. Tylko grać też trzeba umieć. A może mi się misje popierzyły.

podpis: S.
A żebyś wiedział! Publiczność też kupi naturalność - choćby warsztatowo kulawą. (jednak pamiętaj, że to wszystko odnoszę do początkujących! Zupełnie inaczej widzę zaawansowanych - którzy warsztat mieć muszą, bo inaczej ich naturalność z czasem sprowadzi się do zblazowania scenicznego lub patologii przerysowań)

podpis: Dzidek
Się znaczy, że początkujący się nigdy nie zblazuje, nie odbije mu i się w sobie nie zakocha na amen? Ja wiem, co próbujesz przekazać, rozumiem, ale odpuszczając młodym, w pewnym momencie może się okazać, że w miejsce naturalności, wchodzi jakaś 'patologia przerysowań'.

podpis: S.
Przed narcyzmem i patologią przerysowań nie uchronią ani przestrogi teoretyków ani praca warsztatowa - bo to kwestia autodystansu. Za to normalnie zczyści ich własna widownia - prędzej czy później (oczywiście zawsze za późno).

podpis: następny
naturalność na scenie...trudne a jednak łatwe. W całym swoim życiu gramy...siebie, czyli zachowujemy się "naturalnie" (gesty, słowa dźwięki).Wchodząc na scenę nasze ciało blokuje się i wyrzucamy tylko słowa, czasem gest (okrutny), czasem dźwięk (na siłę śmieszny). A to wszystko widzi publiczność, widzi nasze narzędzie pracy/pasji - Ciało. Jak sprawić by ciało pozbyło się sztywności, strachu, nabrało pewności siebie? Pracować, ćwiczyć, przygotować się, uwielbiać to. Złapać to co jest między aktorem a widzem...złapać na sekundę. Trudne a jednak...
p.s. Teraz proszę wykreślić 90%tekstu i resztę potraktować. :)

podpis: krzychu rychu-teoretyk
e-mail: poprostu.rysiu@gmail.com
Czy Mistrzowi nie chodzi przypadkiem o styl gry wywodzący się z systemu Konstantego Stanisławskiego? W "Sekretach techniki aktorskiej" napisanej przez Andrzeja Siedleckiego, w pierwszych rozdziałach można znaleźć opis tego stylu: "styl(...) polega nie na naturalistycznym, imitującym, ale kreatywnym utożsamianiu się aktora z postacią i przekazaniu przez niego emocji w celu stworzenia najwyższej iluzji prawdy scenicznej. (...)Aktor poprzez próby i poszukiwania utożsamia się z postacią, żyje rolą i wszystko, co dzieje się na scenie, dzieje się intuicyjnie i podświadomie." Może to trochę wydumane, ale w jakiś sposób wiąże się z tym, co Mistrz pisze, jednakże przecząc temu, jakoby młody "artysta" miał zrezygnować z warsztatu. Z tym, że tu warsztat miałby polegać na kształceniu "pamięci emocjonalnej", pozwalającej na wtórne wywołanie w sobie uczuć postaci i wyobraźni.
taak.. wg. mnie dzisiaj wyobraźnia to też warsztat :)

podpis: S.
I się zgodzę. Ale z aneksem - nie tyle kształcenie pamięci emocjonalnej, ale kształcenie się w umiejętności unikania zagrań na pamięć. Żeby każde wykonanie było tym jedynym.

podpis: marcin p. kaczmarek
e-mail: myszowaty@gmail.com
tyle teoretyzowania, tyle trudnych wyrazów, a tak naprawdę chodzi o to, by tych młodych uchronić od wypaczeń. ale kilka podstaw ci młodzi miec powinni. mam jednak wrażenie, że Sikor pisząc te porady niestety trochę narzuca, ludzie się sugerują, sam sie kiedys mocno sugerowałem, teraz odrzucam wszystko.

podpis: S.
Podstawy tak. A z "warsztatem" to lepiej ostrożnie.

Co do narzucania - nie mam wyrzutów sumienia. Jest tyle szkół (często się wykluczających), że kto myślący potrafi przesiewać porady. A jak ktoś nie myśli to wiele szkody mu nie można zrobić - bo i tak spisany na straty.

podpis: S.
P.S. Odrzucać wszystko - polecam temat Autorytety [podstrona: teoria] - wypisz-wymaluj koniec etapu pierwszego.
Jest jeszcze drugi.

podpis: Karol
"Bo żeby uzyskać efekt dynamicznej postaci trzeba jednocześnie: obniżyć środek ciężkości, napiąć przeponę, zabarwić głos, zabarwić oczy i wyjść z gestem"
przed oczami stanęła mi fantastyczna gra Mirka Ganciarza. Lubię wracać do starych programów Potem, aby wyłapywać te niuanse w jego zachowaniu scenicznym