przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

Porady dla Początkujących
Porady dla Początkujących
Porady dla Początkujących
 
   Zalety początkujących
   Do diabła z warsztatem
   Co warto ćwiczyć
   Budowanie programu
   Praca nad wizerunkiem             
   Lider
   Lider czy Szef
   Reżyser
   Precyzja i swoboda
   Aktorstwo
   Zasady improwizacji
   Pisanie skeczy

   TEORIA KABARETU








nowości
 
      PODSTAWOWE ZASADY IMPROWIZACJI

Myślę, że moda na improwizacje będzie narastać.
Zarówno jako element w skeczu, a również jako osobna forma rozrywki kabaretowej.

Przy zmniejszonym zapotrzebowaniu na sztukę (jako przemyślany wytwór fantazji i wrażliwości), a coraz większym zainteresowaniu wszelkimi reality show - improwizacja będzie coraz bardziej obecna w branży rozśmieszania.

Improwizacja ma też swoje zasady - których przestrzeganie znacznie ułatwia osiągniecie dobrego efektu.

W improwizacji bardzo ważne jest nakreślenie ograniczeń jakim poddani są aktorzy improwizujący. W ten sposób publiczność jest bezpośrednio wciągana w zabawę - kontroluje realizację zadań, bawiąc się jednocześnie na równi z nieporadności aktorów jak i z błyskotliwych rozwiązań i ripost.
I tak naprawdę im większe ograniczenia tym łatwiejsza improwizacja. Warunkiem jest oczywiście to, żeby ograniczenia były jasne i zrozumiałe dla widowni - a jednocześnie tworzyły ciekawy kontekst.

Jako autor paru pomysłów na improwizacje zauważyłem prawidłowość - kiedy uczestnicy podchodzą dość precyzyjnie do zadania, improwizacja się udaje.
Improwizatorom odradzam kategorycznie własną interpretację zadania, ponieważ widownia zaczyna się w tym gubić, a po drugie - złamanie ograniczeń stawianych przez zadanie zbyt rozszerza pole i właściwie zaczyna to wyglądać na zadanie: "Bądź śmieszny jak chcesz" - co zwykle kończy się żałośnie.

Widownia obserwuje przede wszystkim zmagania z ograniczeniami - i każda udana próba jest dostrzegana i nagradzana reakcjami, a każde niepowodzenie też jest odbierane jako element humorystyczny.
Natomiast złamanie reguł improwizacji powoduje, że widownia nie może śledzić zmagań z ograniczeniami i jedyne czym może się bawić to rasowe żarty - a tych w improwizacji aż tak dużo nie ma.

Uczestnikom improwizacji radzę aby zdali się na instynkt i działali "bez użycia mózgu".
Proste odzywki i zachowania są najbardziej naturalne.
Wszelkie zastanawianie się to utrata lekkości, kontekstu. A do tego włącza się „joker” i kończy się tym, że zamiast najbardziej naturalnych odzywek i zachowań pojawiają się żarty przekombinowane i pretensjonalne.

Następna rzecz: włączyć akceptację - i wobec zadania i wobec partnera (nawet jeśli zadanie jest na kontrze do partnera). Wiele improwizacji się wykłada tylko dlatego, że uczestnicy starają się być bardziej cwani niż ich partnerzy i autorzy zadania.
Umiejętność złośliwego ripostowania się przydaje - ale to nie jest najważniejsze w improwizacji. Dużo ważniejsze jest wytworzenie wyraźnej sytuacji, którą publiczność może śledzić bez wysiłku - a wtedy nawet nieznaczne żarty mają moc.
Czasem się widuje sytuacje kiedy improwizatorzy całą uwagę poświęcają rozwaleniu propozycji partnera. I wtedy wygląda to w ten sposób: „Jesteś głupi”; „Nie, to ty jesteś głupi”. Taka sytuacja jest strasznie męcząca dla widowni.
Ważna rzecz - słuchać siebie nawzajem! Nie wolno budować sobie w myślach własnej koncepcji sytuacji tylko bardzo uważnie trzeba śledzić co proponuje partner i dopiero od tego się odbijać.
Brak akceptacji dla zadania i pomysłów partnera może zaciemnić sytuację do tego stopnia, że nie można już tego śledzić z widowni i ponownie dochodzi do sytuacji kiedy tylko rasowe żarty mogą rozbawić.

I na koniec - nie cisnąć nic na sile. Oddać się zadaniu i sytuacji - a wtedy jeśli nawet dojdzie do jakiejś bezradności wobec zadania lub partnera - i tak to będzie śmieszne.
Widzowie chętnie doceniają błyskotliwość. Ale też lubią się pośmiać z nieporadności. Jeśli tylko wiedzą z czym aktor ma kłopot - to mogą posikać się ze śmiechu śledząc jak aktor niezręcznie kombinuje żeby sprostać zadaniu które dostał.





   


          


      bok
      bok
 
   
można a nawet warto się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:

opinie:

podpis: mrowka
e-mail: mrowka@granice.pl
wiesz, co mnie najbardziej niepokoi w improwizacji? To, że często kabarety idą na łatwiznę i odwołują się do takich prostackich skojarzeń związanych z seksualnością i różnymi nieprzyzwoitościami. Bo wiadomo, że wtedy się publiczność zacznie śmiać. To zresztą coraz częściej włazi i do normalnych skeczy tych lansowanych przez tv kabaretów, a w improwizacji jest o tyle niebezpieczne, że kuszące, jak trzeba szybko zareagować...

podpis: Internautka.
A najgorzej jest jak w improwizacji powie się coś co jest trendy... szał publiki tylko dlatego, że coś jest aktualne.

podpis: efka
a mnie denerwuje gdy ktoś mówi że ktoś jest tak dobry w improwizacji że udaje potknięcia, gdy wiem że ta wpadka może być celowo zagrana to mnie to już nie bawi

podpis: niewdziosek
Jeśli dobrze, wiarygodnie zagrana, to akceptuję. Zdarzyło się już kilka razy, że dowiedziałem się jakiś czas po fakcie obejrzenia sympatycznych, spontanicznych akcji na scenie, że to było zagrane. Po prostu, że pierwszy raz tak fajnie wyszło, iż szkoda byłoby nie wykorzystać w programie. Trochę byłem zawiedziony, ale całkowicie rozumiem.
Notabene, jest taki jeden program kabaretowy, w którym aż roi się od dobrze zagranych wpadek.

podpis: N.
e-mail: natusiek[at]gmail.com
Notabene, wadą tego programu jest właśnie to, że widz wie, że te wszystkie wpadki są zagrane. Zagrane rewelacyjnie, ale co z tego. Jak się już wie, to urok blednie. Ten program ma za to inne plusy, ale o tym może przy innej okazji.
Za to aż ciśnie mi się na usta (hmm… klawiaturę?) przykład tego, jak nie powinna wyglądać improwizacja.
Tegoroczna PaKA i program "Akcja-reakcja-improwizacja". Tego nie można było nazwać improwizacją. Tego nawet nie można było nazwać kontrolowanym chaosem. To był chaos totalny. No może poza jedną konkurencją, polegającą na odpowiadaniu pytaniem na pytanie. Całej reszty po prostu nie dało się ogarnąć.

podpis: internautka.
no troche głupio jak ktoś na siłę próbuje się ugotować a są tacy i widać kto i kiedy.
A Akcja-reakcja- improwizacja to takie..takie... coś byle co. nie podobało mi się.
po co wymyślać jakieś akcje improwizowane jak są już spadkobiercy. i to wystarczy.
boje się ze ludziom ta improwizacja zbrzydnie... będą mieli dość. tym bardziej ze na jesień spadkobiercy znowu będą w tv.

podpis: S.
Improwizacja w ciągu roku stanie się cholernie modna (takie moje zdanie).
Spadkobiercy to tylko jedna z możliwości.
A to, że na PaCE nie udały sie improwizacje to o niczym nie świadczy. Kabareciarze mają zbyt silny ciąg na greps i nie przestrzegaja zasad improwizacji - więc nie dziwi niepowodzenie imprezy.
Już powstają grupy specjalizujące sie w improwizacjach i będzie ich coraz więcej. I bez obawy - to będzie naprawdę dobre i strawne.
Byle od tego odsunąć zawodowych aktorów i większość zawodowych kabareciarzy (bo im brakuje wyczucia i tacy rzeczywiście gotowi narobić niezłej żenady byle zaistnieć).

podpis: o.
to może Państwo Wszystko Wiedzący Internauci sami wyjdą na scenę i poimprowizują? hę?

podpis: Tadek
e-mail: whoseline.pl[at]gmail.com
Do Internautki: Idąc twoim tokiem rozumowania - po co jest tyle kabaretów? Przecież wystarczy tylko jeden. Zrozum, że im więcej różnych grup, tym więcej potencjalnych dobrych improwizatorów.
Do S: Mylisz się co do kabareciarzy improwizujących, gdyż kabaret Limo należy do grupy improwizującej W Gorącej Wodzie Kompani, a KWIKa tworzą młode wrocławskie kabarety. Poza tym Halama i Marek Grabie mieli kilka improwizowanych skeczy (tłumaczenia i dubbingi) i poszło im świetnie. Więc nie generalizuj.

podpis: internautka.
już tam wszystko wiedzacy.
nie generalizuje Tadku.
mowie co mi sie podoba a co nie.
akurat halama i grabie sa swietni w improwizowanym tlumaczeniu.
po prostu akcja-reakcja-improwizacja nie spodobala mi sie i juz.
nie odpowiada mi taka forma i tyle.
a mi wystarczaja tylko mistrze wystepujacy w spadkobiercach. i tak nic ich nie pobije...zadna grupa.
oczywiscie nie wykluczam ze mam nadzieje ze zostanie odkrytych wiele talentow.
tyle.

podpis: S.
Kabareciarze rownież potrafią improwizować - tyle, że nie wszyscy.
A improwizacje typu Whose line - wymagają pewnej dyscypliny której często kabareciarzom brakuje.
Często - nie znaczy zawsze.
Tak czy inaczej myślę, że improwizacja to zupełnie odrębna umiejętność która nie jest związana ściśle z umiejętnościami w zakresie kabaretu (ale przecież się nie wyklucza).

podpis: Robocik
e-mail: robofh@wp.pl
Odpowiadając na powyższą wypowiedź pokuszę się o małą analizę. Wyobraźmy sobie dwa nachodzące na siebie się zbiory: Jeden z nich zawiera umiejętności artystyczne, czyli wyszkolenie, doświadczenie kabaretowe. Drugi z nich to coś w stylu naturalnego talentu do rozśmieszania ludzi - chodzi mi o pewien specyficzny sposób bycia, który powoduje iż dana osoba bez specjalnego wysiłku jest niezwykle śmieszna, będąc po prostu sobą.
Czyli pierwszy zbiór - to doskonali warsztatowcy, "mechanicy" sceniczni, otrzaskani ze sceną i publiką.
Drugi - to po prostu ludzie śmieszni na codzień (podobno każdy ma takiego wujka/dziadka/ciocię/kumpla... itp).
Otóż prawdziwa improwizacja kabaretowa jest możliwa jedynie, gdy o artyście można powiedzieć, że jego umiejętności należą do obu zbiorów, czyli znajdują się tam gdzie one "nachodzą na siebie" (przykładem kogoś takiego może być np. Robert Górski, lub Kamol). Według mnie wielu kabareciarzy po prostu nie potrafi przyjąć do wiadomości że mimo doskonałego warsztatu, otrzaskania ze sceną to na codzień po prostu śmieszni nie są.
I myślę to jest przyczyną nieudanych improwizacji - brak tego specyficznego pierwiastka duchowego dzięki któremu ktoś może wyjść na scenę bez tekstu i być po prostu sobą a mimo to rozśmieszać ludzi do łez.

podpis: internautka.
Robocik, mysle, ze to po prostu talent.
Tak samo jest z nauka roli.
Zalozmy, ze jest aktorka, ktora swojej roli nauczy sie w jeden dzien a moze byc druga aktorka, ktorej nie starczy zycia zeby sie tej roli nauczyc. Instynkt sceniczny tak jakby...kazdy ma inny.

podpis: Robo
Ależ oczywiście. Ale SAM talent, bez przygotowania, ćwiczeń może nie wystarczyć. Jednak kabaret rządzi się pewnymi prawami i trzeba je poznać. Dlatego twierdzę, że prawda leży pośrodku.

podpis: Krzysiek
Chyba dawno pisane?
Reality show się przejadły, mimo odmieniania na miliony sposóbów.
Czekam jeszcze tylko na te znane z filmu Takeshi Kitano:)

Znajdą swoje miejsce gdzieś na obrzeżu. Kabaret będzie się musiał troszkę posunąć, a może i nie, bo może jest niewielka część wspólna widowni dobrego kabaretu i dowolnego RS?
A może właśnie jest wielka -ale tylko widowni dobrego kabaretu i dobrego, nie niszczącego i nie przeepatowanego sensacyjnie czy nisko-moralnie reality?

Ja, a pewnie wielu z nas, też w młodości ze dwa razy zeżarłem na raz całą 300g czekoladę. Ale mi to nie zostało.

podpis: S.
Jakiś czas temu, ale nie tak znowu dawno.
Improwizacje robią na razie jedynie lokalne kariery. Telewizja chyba nie jest gotowa by podjąć ryzyko. Bo pewnie oglądalność nie usatysfakcjonuje.

podpis: Warren
e-mail: fretka.warren@gmail.com
Myślę, że nie ma co patrzeć na to czy to jest popularne czy nie jeśli odnosi się do nas samych. Ja z tej improwizacji wyciągam sam najwięcej bazując na tym co było tu wspomniane - własny optymizm i chęć bycia śmiesznym. W takim wypadku jakiekolwiek korzyści związane z improwizacją czy nawet "kabaretowaniem" nie mają najmniejszego znaczenia. Robisz to co lubisz, a improwizacja jest tym lepsza jeśli tak naprawdę pokazujesz swoje życie które jest pełne tego wspomnianego optymizmu. Jeśli jednak jesteś bardziej po stronie widza to będzie problem. Lubisz to ale to już jest zależne od promocji takiego stylu kabaretu. Jeśli potrafisz to zachęcam do tego abyśmy sami próbowali takie coś promować. Może z tego wyniknąć wiele dobrego, tak myślę. W każdym razie taka forma rozrywki niesie w sobie dużo świeżości i spontaniczności i to na każdym występie! Poprawcie mnie jeśli się mylę.
A tak przy okazji - mylę się bardzo często.

podpis: Dziara
e-mail: asfarasiconcern@yahoo.com
Od niedawna zacząłem bawić się w improwizację i nie mogę zgodzić się z niektórymi komentarzami. Vis comica wcale nie jest potrzebne by być dobrym improwizatorem.
Czasem nawet przeszkadza.
Jestem komikiem i przez potrzebę bycia zabawnym na scenie często niszczę sceny żartami.
W tej formie chodzi o wcielenie się w postać, refleks a przede wszystkim o pracę zespołową (komunikację i interakcje między partnerami).

podpis: S.
To nie vis comica przeszkadza - tylko ciąg na żart.
Jeśli ktoś ma to coś śmiesznego - to nawet nie starając się będzie zabawny - a wręcz może jedynie nie starając się będzie zabawny.
Kiedy ktoś się stara w sposób widoczny to zaczyna męczyć.
No i gdy rozwala całą sytuację dla żartu kolidującego - to ciężko potem odbudować sytuację i następuje to o czym pisałem - czyli rozwalenie reguł.
 
podpis: buntowniczka
e-mail: ...
Do o.: Kiedyś próbowałam i stwierdzam że to nie takie trudne.