Wcześniejsze:

poprawność i parytety (11.10.13)
grzech pierworodny (29.07.13)
Ona tańczy dla mnie (1.07.13)
Polacy to lubią narzekać (23.04.13)
Wojny religijne (25.03.13)
Świąteczny przymus (24.12.12)
Modlitwa Brackout (23.09.12)
Partia Pustych Miejsc (19.06.12)
Kabaret Adin - nowe otwarcie (4.06.12)
Granica Wszechświata (6.05.12)
Wrażenia po PaCE (30.04.12)

MAPA STRONY


Miejsce dla mało poukładanych odczuć i myśli na dowolny temat - które zawsze się pałętają, ale brak im jakiejś spójności.

 

Świąteczny przymus
24.12.12

We wszystkie święta, które mnie dotyczą mam ochotę zamknąć się w bunkrze i przeczekać do normalności.

Ja chciałbym zapytać komu ja zawdzięczam te wszystkie święta? Kto mi nautykał tych ileś tysięcy świąt w moim życiu?
Ja bym tak chciał powszednio sobie żyć tygodniami, miesiącami, latami - a co jakiś czas mam święta - czyli święta mają mnie!
Bo mnie święta biorą w niewolę. Ja przestaję kontrolować sytuację. Nie kontroluję kto mnie całuje, co ja jem, na co ja patrzę. Tylko czekać aż coś mnie wydupcy w święta!
Pół biedy jak to będzie Sylwester, ale co jak święto Wojska albo Zaduszki?
Ja się czuję przez święta atakowany. Ja żądam jakiejś konwencji ochrony dnia powszedniego. Żeby mi święta nie mogły wejść do domu bez pozwolenia. Ani drzwiami ani kominem.

Bo dla mnie święta to jakby Jehowi stali cały dzień pod drzwiami, na balkonie i za telewizorem. Niby sobie tam po cichu przeglądają Strażnicę, ale tylko łypią kiedy zaatakować. Podejdź tylko do telewizora. Albo otwórz drzwi rodzinie!
A. I w lodówce też.
A schowasz się gdzieś? Gdzie? Bunkier!
To tak. Przed bunkrem rodzina i znajomi z tortem, karpiem albo święconką - zależy jakie święto - ale parę metrów betonu zrobi swoje. I nie słychać, że jesteś odludkiem, dziwakiem i poganinem bez ludzkich uczuć.
Ale w końcu wyjdziesz z bunkra i cię dopadną.
Spóźnione ale szczere.
Spóźnione ale szczere pretensje z okazji nieuczestniczenia w świętowaniu z powodu jakiejś daty.

Bo to wszystko polega na tym, że ten dzień jest inny jedynie w kalendarzu - bo normalnie nie! Normalnie to jest ranek, południe, popołudnie i wieczór. A pozna ktoś święta bez kalendarza???
O, idzie Boże Narodzenie - bo karpie wychodzą na brzeg...?
O, jest 1 maja - bo ładna pogoda i robić się nie chce...?
O, mam urodziny - bo od samego rana ludzie wypisują mi życzenia na Fejsbuku. A nie… Ostatnie to nie był dobry przykład.

To wszystko to są święta kalendarza - a nie święta tego, co ma być.
Jak ktoś chce święcić urodziny pana Boga-juniora to czemu nie na przykład w lipcu?
Jak ktoś chce święcić odpoczynek pana Boga-seniora to czemu akurat w niedzielę?
Świętować się powinno z wewnętrznej potrzeby a nie z powodu daty takiej czy innej.

Rozumiem, że wielu ludzi nie potrafi świętować, kiedy nie ma naznaczone odgórnie - teraz! Rozumiem, że są tacy, którzy świętować potrafią jedynie w większej grupie - więc potrzebują do tego jakiegoś sygnału, nakazu.
Dobra. Żadnych przymusów. Jeśli ktoś chce - niech tak ma. Ale bez obowiązku.

Bo ja się czuję przymuszany przez innych do specjalnych zachowań: zadumy, miłości, radości i odświętności - bez mojego wewnętrznego przekonania. Im bardziej przymuszany - tym mi z tym gorzej.

Przepraszam bardzo - urodziny to ja mam każdego dnia tak samo. O ile nikt mi nie śpiewa „sto lat” i nie składa życzeń, w które sam nie wierzy - to ja się cieszę, że się urodziłem i żyję. Jeśli nie z powodu daty, to uwierzę w każde życzenia - bo raczej będą szczere.
A te z powodu daty to frazesy.






 
 
 
   
można po swojemu:

podpis:
e-mail:
treść:


 
podpis: Szyszka
e-mail: ...
No to ja trochę po swojemu:

Po części rozumiem co piszesz, ale potrzebuje się pokłócić, powalczyć na argumenty ;)

Piszesz, że dlaczego by nie obchodzić urodzin Boga w lipcu, albo w inny dzień niż niedziela. Jednak jak byłyby w lipcu, to ktoś by powiedział ?Dlaczego nie w grudniu??

Jak niedziela byłaby w poniedziałek, to ktos powiedziałby ? Dlaczego nie we wtorek albo piątek??

Jakby ?niedziela? była lotnym dniem na zasadzie, kiedy komu popadnie to świętuje, to ktoś inny by powiedział, że święta dopadają go znienacka, bo nie wiadomo kiedy będą, pewnie potworzyłyby się grupy i każda grupa świętowałaby w inny dzień tygodnia. A tak święta są ustalone i można próbować obejść, bo wiadomo kiedy są.


Trochę w tym prawdy - świat bez kalendarza nie można poznać. Ale tylko trochę. Są takie dni, że można poznać, np. dni związane z astrologicznymi zmianami.

Np. Czy można poznać urodziny bez kalendarza? - i tu bym się kłócił (uwaga zaczynam awanturę):

Rodząć się w danym dniu mieliśmy konkretny układ planetarno gwiezdny, który co rok się powtarza (układ księzyca, słońca, ziemii gwiazd) - a to można śledzić za pomocą np. teleskopu Hubla i odtworzyć ten dzień bez kalendarza - ha.

Na tem moment to tyle awantury.

Szyszka.
 
podpis: S.
e-mail: ...
Ej tam.
Jak ktoś chce cieszyć się z czegoś to data niespecjalnie potrzebna.
Daty niby przypominają - ale z drugiej strony co to za radość o której trzeba przypominać?

Mówi się, że pamiętanie dat to dowody pamięci o kimś/czymś.
Kurde, wolę gdy ktoś pamięta bez powodu.
 
podpis: Pytek
e-mail: ...
No, jakiś powód pamiętania musi być. Ale data to tylko katalizator, a właściwie budzik. A jeśli się coś kocha, to i tak myśli się o tym z byle powodu, albo i bez niego.
 
podpis: S.
e-mail: ...
No. Widać ten budzik.
A za łatwo przychodzi ludziom życzliwość na hasło - za trudno na codzień. Co mnie stawia w kłopotliwej sytuacji, że rodzą mi się podejrzenia. I burzy się ewentualny radosny nastrój.
Łatwiej by mi było wierzyć, gdyby nie było tego ciśnienia na świąteczną poprawność emocjonalną.
 
podpis: Kris
e-mail: ...
No dobra trochę racji w przymuszaniu jest ale... bez przesady.

Jak sądzę nie ma obowiązku czy zakazu dobrego samopoczucia każdego ?zwykłego? dnia. Również jak sądzę nikt nie kwestionuje przydatności jednego wspólnego kalendarza. I jakoś tak jest, że moje urodziny wypadają w konkretny dzień w ciągu roku, a czas (jakoś tak mamy w zwyczaju) obliczamy latami i co roku w ten dzień mam urodziny. Właśnie w ten dzień nie w inny (to taka konsekwencja przyjęcia takiego a nie innego kalendarza).
Podobnie życie w danej społeczności wiąże się ze zbiorową pamięcią o pewnych konkretnych datach. A od zbiorowej pamięci do instytucjonalnego ogłoszenia święta już nie daleko.

A jeśli mamy dobry nastrój codziennie to czemu się w święta (te oficjalne) co śmi tu śmierdzi ale nie wiem do końca czym.
 
podpis: S.
e-mail: ...
Bardziej chodzi o ciśnienie niż przymuszanie.
Uważam się za osobę bardzo asertywną - a i tak niełatwo mi bez urażania kogokolwiek wyrażać swoje zdanie na temat świątecznych dat. Raczej widzę urazę.
No jest ciśnienie.
Co więc muszą czuć osoby mało asertywne?
 
podpis: mrowka
e-mail: ...
mnie zaczął kiedyś męczyć przymus składania świątecznych życzeń w święta (więc nie składam). Ale na przykład już urodziny to co innego - to jest najnajnajnajbardziej prywatne święto, ważne dla mnie (nie że MOJE urodziny tylko, czyjeś też, jeśli ten ktoś jest dla mnie ważny) - i to fajny pretekst do złożenia życzeń/zrobienia prezentów.
A że ostatnio odkrywam radość zaskakiwania ludzi prezentami/życzeniami BEZ oficjalnej okazji - to już inna rzecz ;D
 
podpis: S.
e-mail: ...
Ba! Prezenty i życzenia bezokazyjne to najlepsze jakie mogą być. Dla obu stron. Zero kurtuazji, czysta szczerość. A prezenty... nie ma dopasowania na siłę - tylko jak jest coś na prezent - to jest prezent. Jak akurat nie ma, to można innym razem.
 
podpis: Kris
e-mail: ...
Nie wiem może wyjdę na jakiegoś szowinistę, ale to o czym piszesz do mnie dociera i to jest jak mi się zdaje mocno męski punkt widzenia.

kobiety są bardzo przywiązane do utrzymywania relacji miedzy innymi poprzez wszystkie konwenanse związane z prezentami/życzeniami urodzinowymi/świątecznymi. Fakt, że w tym jest więcej ?poprawności politycznej? niż szczerości ale jak nie to jesteś w ogóle poza nawiasem, więc...

 
podpis: Szyszka
e-mail: ...
Ciekawy temat. Myślę, że to kwestia podejścia ludzi do różnych dat (wiem, wiem oczywiste oczywistości piszę, ale to punkt wyjściowy).

Ludzie (niektórzy) nauczyli się, że ?coś trzeba?, bo są np. święta. Jak ?coś trzeba? to jest stres i ucieka naturalność.
Pojawia się pytanie: Czy dam rade sprostać temu ?coś trzeba? - stąd stres i wrażenie ciśnienia.


Tak jak Kris pisał - nie ma obowiązku ?trzebować? w święta ani dzień powszedni. To ?coś trzeba? tworzą ludzie.

Na koniec mam pytanie do rozważenia w kąciku (może być kąt prosty lub rozwarty):

Jakby nie było ŚWIĄT ani specjalnych DAT - skąd wtedy wiedzielibyśmy kiedy jest dzień powszedni?

Tak jak bez góry, trudno nazwać coś doliną.

A tak są święta i można bardziej docenić dzień powszedni - czyż nie? (w ogóle możemy mówić o dniu powszednim)

 
podpis: S.
e-mail: ...
Daty świąteczne były i będą. I dla niektórych nawet lepiej - bo chociaż czasem sobie o czymś przypomną.
I to jest chyba tak (to tylko hipoteza), że ci którym trzeba dat, żeby coś pamiętać - tworzą najbardziej ciśnienie.
Kto dba, żeby w dni powszednie też pamiętać - nie potrzebuje aż tak świętowania na hasło. Tacy raczej nie będą się czuli urażeni, gdy ktoś zignoruje datę.

Czy byłoby wiadomo kiedy święta a kiedy powszedniość bez dat...? - ja od dawna żyję poza kalendarzem i wiem kiedy u mnie święto, a kiedy powszedniość. Jest wyraźna różnica.
 
podpis: mrowka
e-mail: ...
od kiedy pracuję przy tym, co kocham, weekendy mam mniej więcej we wtorki i środy (nie zawsze) - i wreszcie widzę różnicę, między świętowaniem z przymusu, a takim, jakie się ma w sobie. To drugie podoba mi się bardziej, pierwszego już właściwie nie dostrzegam.
Co do prezentów - nietrafiony prezent to żaden prezent, bo nikogo nie ucieszy. A jak pojawia się coś, co kogoś ucieszy, to dlaczego mam czekać na konkretną okazję, żeby to podarować?
 
podpis: Szyszka
e-mail: ...
Dobrze, ja się zgadzam. Już zakończyłem awanturę o święta.
Dziękuje.
 
podpis:
e-mail: ...
Święta można by z grubsza podzielić na społeczne i prywatne. Społeczne, jak sama nazwa wskazuje, związane są z większymi lub mniejszymi grupami ludzi. Przykładem globalnych świąt społecznych mogą być Święta Bożego Narodzenia, Chanuka czy Święto Pracy. Mniejsze społeczności mają swoje święta - np. Festiwal Kabaretu. Świętem prywatnym może być zakończenie z sukcesem jakiegoś dzieła.
Radość, jaka jest związana z danym świętem, jest zależna od osobistego związku emocjonalnego z nim. W przypadku święta osobistego jest on oczywisty, przy święcie społecznym już niekoniecznie.
Być może, że z każdym świętem związana jest stała pula radości, która jest dzielona na jego uczestników. Wtedy, byłoby jasne, czemu święta prywatne są fajniejsze.
 
podpis: Pytek
e-mail: ...
To powyżej, pisałem ja, Pytek.
 
podpis: mrowka
e-mail: ...
zakończenie z sukcesem jakiegoś dzieła to zwykle wielka chandra, bo oznacza koniec dobrej zabawy ;))))
 
podpis: S.
e-mail: ...
Chandra to dopiero ewentualnie nazajutrz.
To uroda tych świąt prawdziwych - jest szkoda, że już po.
Jedyna rada - szykować sobie następne.

Stałej puli chyba nie ma - a prywatne fajniejsze bo bez ciśnień, a przy społecznych to zaraz ktoś czegoś oczekuje.
 
podpis: mrowka
e-mail: ...
?nazajutrz? = jak się skończy radość świętowania :) u mnie po euforii :P