Wcześniejsze:

poprawność i parytety (11.10.13)
grzech pierworodny (29.07.13)
Ona tańczy dla mnie (1.07.13)
Polacy to lubią narzekać (23.04.13)
Wojny religijne (25.03.13)
Świąteczny przymus (24.12.12)
Modlitwa Brackout (23.09.12)
Partia Pustych Miejsc (19.06.12)
Kabaret Adin - nowe otwarcie (4.06.12)
Granica Wszechświata (6.05.12)
Wrażenia po PaCE (30.04.12)

MAPA STRONY


Miejsce dla mało poukładanych odczuć i myśli na dowolny temat - które zawsze się pałętają, ale brak im jakiejś spójności.

 

Poprawność i parytety
11.10.13

Parytety to wymysł poprawnościowy. Poprawność to coś śliskiego i wbrew naturalnym skłonnościom ludzkim. Prędzej czy później obróci się przeciw obiektom, które mają być przez tą poprawność chronione.
Jak słyszę o parytetach dla kobiet, o zrównywaniu na siłę wszelkich nierówności to mnie trafia. Coś.
Zupełnie niezdrowe są próby stworzenia dla kobiet i mężczyzn jednego szablonu.
Na cholerę to zrównywanie na siłę.
Wciskanie na siłę, że nie ma różnicy między kobietą a mężczyzną. Jest! Pod względem biologicznym ogromna. Pod względem kulturowym też niemała.
Tą różnicę trzeba zaakceptować - a zasadę równości realizować w inny sposób niż przez parytety.

Np. skoro kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni na podobnych stanowiskach pracy - to zamiast zmuszać pracodawców do wyrównywania zarobków wystarczyłoby zróżnicowanie podatków. Po prostu mężczyźni jako mniej obciążeni biologicznie i kulturowo niech płacą większy podatek. Proste.

Na cholerę zmuszać pracodawców do równego traktowania. Przecież to dla pracodawcy też jest kłopot, że pracownik może mu nagle odejść na urlop z powodu ciąży, że większe prawdopodobieństwo, że urlop rodzicielski. On ma swoje biznes-plany i nieraz może mu się coś zawalić.
Niech wyrównanie tej oczywistej nierówności odbędzie się bez kłopotów dla pracodawcy. Niech pracodawca ma wolność w planowaniu polityki zatrudnienia. Czy zatrudnić mężczyznę i płacić większe podatki, czy kobietę z mniejszymi.

Jeśli to państwo jest zainteresowane wyrównywaniem nierówności - to może zrobić to w ramach swoich kompetencji, zamiast obarczać kłopotem pracodawców.
Mężczyźni płacąc większe podatki będą jednocześnie finansowali całą politykę parorodzinną, prokobiecą, wyrównując nieproporcjonalność, jaka biologicznie i kulturowo dyskryminuje kobiety.
Proporcje zróżnicowania podatków powinny być odpowiednie do istniejącej nierówności i będzie fajnie.

Realizowanie polityki poprawności na siłę będzie powodować wzrost ukrytej niechęci, patologie i idiotyzmy.
Jako mężczyźnie zupełnie naturalne wydaje mi się, że miałbym płacić większe podatki niż kobiety - ze względu na różnice pomiędzy płciami. Jak jednak słyszę o przymusowych rozwiązaniach na rzecz kobiet z jednoczesnym naruszeniem rozsądku i wolności - to niestety zaczynam mieć złe emocje skierowane na kobiety. Jest to niesprawiedliwe, ale samo naturalnie się pojawia.
Orędownikami poprawności są kobiety i mężczyźni - ale niechęć jest większa wobec kobiet - bo mężczyznom zarzucam jedynie bezinteresowną głupotę, a kobietom propagowanie głupot w imię interesowności.

I mam to samo z innymi grupami, które walczą o poprawność z naruszeniem rozsądku. Zaczynam powoli odczuwać niechęć, której wcześniej nie miałem. I obawiam się, że nie tylko mnie to dotyka.
I kiedyś to może przynieść złe skutki.






 
 
 
   
można po swojemu:

podpis:
e-mail:
treść:


 
podpis: Pytek
e-mail: ...
"A brzydkie? Co z brzydkimi"?
"Nie ma sprawiedliwości na świecie" i żadne parytety tego nie zmienią.
Tylko życzliwość wzajemna może złagodzić ból istnienia.
Ale to towar deficytowy. Może wydać jakiś dekret, że ma być więcej życzliwości?
 
podpis: FSO
e-mail: ...
Uważam, że środowiska dążące do ustalenia parytetów w parlamencie same strzelają sobie w stopę. Założenie jest takie: kobiety nie są „słabą płcią”, nie wymagają niczyjego wsparcia ani łaskawej pomocy, a różnice między płciami są znikome i nie powinny być podstawą do dzielenia czy dyskryminacji ludzi. Jednocześnie za wyznacznik parytetu bierze się właśnie płeć, czyli tym samym podkreśla, że kobiety są inne i jednak wymagają wsparcia. Mały błąd w rozumowaniu i rozbuchana poprawność… Mnie osobiście nie robi żadnej różnicy, czy parlamentarzysta, urzędnik, fachowiec, kierowca jest kobietą czy mężczyzną. Byleby był kompetentny, uczciwy i solidny. Płeć nie jest tu żadnym wyznacznikiem. Kiedyś jechałem autobusem PKS z Zakopanego do Krakowa prowadzonym przez dziewczynę, i nawet mimo złych warunków pogodowych nie zauważyłem żadnych różnic w jeździe. Założę się, że nie była feministką, tylko po prostu dobrym kierowcą, do bycia którym pewni ludzie się zwyczajnie nadają lub nie. Niezależnie od płci. I strach pomyśleć, co by było gdyby PKS został jakimś odgórnym zarządzeniem przymuszony wprowadzać parytet płci kierowców zamiast zwyczajnie sprawdzać ich umiejętności. Pozdrawiam!

P.S.Inną sprawą jest sposób ustalania porządku na listach wyborczych w naszym kraju...
 
podpis: Kris
e-mail: ...
Jestem za a nawet ...

Również, mam wrażenie, że wciskanie pomysłów poprawnościowych mocno się rozpanoszyło i tu pewnie charakter Unii Europejskiej ma coś w tym wspólnego. Wydaje się, że próbuje się wiele spraw załatwiać odgórnie w celu uszczęśliwienia na siłę.

O wiele łatwiej jest nakazać lub zakazać niż opracować system samoregulujący. Z tym podatkiem to chyba pomysł w dobrym kierunku i wart poparcia ale już słyszę ten krzyk oburzonych facetów. Ostatnio gdzieś słyszałem o pomyśle jakichś większych opłat od singli czy bezdzietnych par tak aby podreperować politykę prorodzinną i później w dyskusji obecni single byli bardzo oburzeni i traktowali to jako karę, a przecież część z nich nie ma dzieci choć się stara, a single też nie są sami z wyboru (w pewnej części przypadków) i za to mają być dodatkowo karani itp. itd. I trochę ich rozumiem ale też wiem, że finansowo bezdzietni mają finansowo o wiele mniejsze obciążenie niż ci co dzieci mają.

Tak więc myślę, że każde tego typu rozwiązanie musiałoby być oparte nie na dodatkowych opłatach czy dodatkowych podatkach ale na ulgach dla osób, które są tak czy inaczej w cięższej sytuacji. Więc...

Niższy podatek dla kobiet nie wiele zmieni bo nie odciąża pracodawcy, a to musiałoby być coś co odciąży pracodawce zatrudniającego kobietę i tym samym jakoś zrównoważy niedogodności związane z niepewnością przy zatrudnianiu kobiet. wydaje mi się, że pracodawcy zatrudniający kobiety powinni płacić niższą składkę ZUS, tę część składki chorobowo rentową (bo to ZUS wypłaca należności na urlopach macierzyńskich czy wychowawczych) ale to już szczegół do ustalenia.

Podobnie powinno być z dziećmi. Posiadanie dzieci jest społecznie pożądane ale dopłaty bezpośrednie typu becikowe są bez sensu. Wydaje się, że jedynie ulgi w podatkach czy innych opłatach maja jakiś sens.
 
podpis: Króliczek
e-mail: ...
Brakuje przykładu z wielkoszlemowymi turniejami tenisa ziemnego, jako przykładu przesadzonej poprawności. Mecz kobiet może trwać 2-3 sety, mecz mężczyzn 3-5 setów. Pule nagród, zarówno w turnieju męskim, jak i żeńskim, są równe, mimo że w czasie turnieju żeńskiego, loga sponsorów są eksponowane przez znacząco krótszy czas. Innymi słowy, kobiety za mniejszy czas pracy na rzecz sponsorów, otrzymują od nich takie samo wynagrodzenie co mężczyzni, czyli mają wyższą stawkę godzinową, co nie mieści się w mojej definicji równości.

Ograniczeń biologicznych się nie przeskoczy, statystycznie kobiety są od mężczyzn słabsze fizycznie, mniej stabilne psychicznie etc. Granica nie przebiega jednak ostro i jest wiele kobiet silniejszych od wielu mężczyzn, blabla, wiadomo o co chodzi. Załóżmy, że pracodawcy dostają pełną swobodę w zasadach prowadzenia rekrutacji i wolno im dyskryminować kandydatów ze względu na płeć. Rekrutując na stanowisko wymagające stabilności psychicznej, pracodawca będzie preferował mężczyzn (poza tym nie zajdą w ciążę i tak dalej). Odrzucenie połowy spośród, powiedzmy 40, kandydatów na podstawie płci, będzie znaczną oszczędnością dla pracodawcy, więc automatycznie CV będą filtrowane pod kątem płci. Wśród odrzuconych kobiet być może znajdowała się osoba, która byłaby wybitna na danym stanowisku, nie wyróżniła się ona jednak, ponieważ nie posiada doświadczenia i osiągnięć. Nie posiada doświadczenia i osiągnięć, ponieważ inni pracodawcy postępują w podobny sposób.
W efekcie niektóre zawody stają się niedostępne dla kobiet, niezależnie od ich faktycznych umiejętności, pogarsza się poziom edukacji kobiet (przestają studiować "typowo męskie" kierunki, np. kierunki ścisłe). Po wielu latach przeprowadzane są obiektywne badania inteligencji i wykształcenia, które wykazują znaczącą dominację mężczyzn w tych kwestiach. Mijają kolejne dziesięciolecia, rola kobiet jest marginalizowana, dowody empiryczne wskazują, że słusznie, więc marginalizowana jest jeszcze bardziej, kobietom zabiera się prawa wyborcze itd. Przechodziliśmy już przez to.
Dlatego dyskryminacja przy zatrudnieniu na podstawie płci musi być zakazana, niezależnie od faktycznie istniejących różnic biologicznych.

Scenariusz 2:
zgodnie z pomysłem Krisa, róznice w podatkach dobrane są tak, że pracodawcom nie opłaca się bardziej zatrudniać mężczyzn, bo kosztują ich więcej, niż mniej atrakcyjne na rynku pracy kobiety (samo dobranie stawek podatkowych tak, żeby uzyskać stan równowagi wydaje się niemożliwe, ale powiedzmy, że się udało). Kobiety wykonują mniej więcej po równo te same zawody, co mężczyzni, tylko zarabiają przy tym mniej. Stają się więc mniej atrakcyjne dla wszystkich, którzy prowadzą jakikolwiek biznes (no dobra, oprócz producentów podpasek :D). Wszystkie reklamy zaczynają być kierowane do mężczyzn, wszystkie produkty w fazie projektowania testowane są na męskich odbiorcach. Głównym targetem reklam są mężczyźni, więc mężczyźni stają się głównym targetem wszystkiego, co z reklam się utrzymuje: programów telewizyjnych, wydarzeń masowych, nawet filmów na YouTube'ie. Rola kulturalna kobiet marginalizuje się znacząco. W efekcie wiele z nich odczuwa, że żyją w świecie, który na każdym kroku jest "nie dla nich" i to nie z ich winy. Wiele z nich czuje, czasem może tylko podświadomy żal, że nie są mężczyznami, którzy generalnie "mają lepiej". Obniża się samoocena i pewność siebie wielu kobiet, co prowadzi albo do scenariusza 1., wycofania roli kobiety w społeczeństwie, albo (prawdopodobniej) do ruchów feministycznych i emancypacji. Przechodziliśmy już przez to.

Żyjemy w najlepszych, jak dotąd, czasach naszej cywilizacji. Napełnia mnie to radością życia każdego dnia.

Ograniczenia kulturowe nie są argumentem w tej dyskusji, ponieważ są zmienne.

A w lżejszym tonie:
chętnie posłucham, jak w praktyce zróżnicować wysokość stawki VAT przy zakupach w zależności od płci :).
 
podpis: S.
e-mail: ...
Króliczek - pogalopowałeś.
Scenariusz pierwszy był realizowany od wielu wielu lat. Parytety to dość młody wynalazek.
No i jakoś kobiety nie zostały tak zepchnięte na margines jak próbujesz przedstawiać.
W scenariuszu drugim - niższe zarobki kobiet wg Ciebie doprowadzają do marginalizacji.
Otóż w tej chwili kobiety i tak mniej zarabiają (statystycznie) a jednak wiele produktów jest adresowane głównie do kobiet - bo akurat to one wydają pieniądze swoje oraz swoich mężczyzn (statystycznie).
Więc Twoje prognozy są gruntownie nieprawdziwe.
A opracowania systemowe są na pewno lepsze niż rozwiązania polegające na przymusie.