Wcześniejsze:

poprawność i parytety (11.10.13)
grzech pierworodny (29.07.13)
Ona tańczy dla mnie (1.07.13)
Polacy to lubią narzekać (23.04.13)
Wojny religijne (25.03.13)
Świąteczny przymus (24.12.12)
Modlitwa Brackout (23.09.12)
Partia Pustych Miejsc (19.06.12)
Kabaret Adin - nowe otwarcie (4.06.12)
Granica Wszechświata (6.05.12)
Wrażenia po PaCE (30.04.12)

MAPA STRONY


Miejsce dla mało poukładanych odczuć i myśli na dowolny temat - które zawsze się pałętają, ale brak im jakiejś spójności.

 

Ona tańczy dla mnie
1.07.13

Wcale nie jest spóźnione - bo nie o przebój chodzi - ale o zjawisko.

Spotkałem się niedawno w internecie z głosami mocno krytycznymi wobec tej piosenki. Ba! Krytyczne, to mało powiedziane - one były atakująco-ostrzegające. Że nie wolno, że szkodliwe.

Bardzo się zdziwiłem. A więc ta piosenka jest szkodliwa…?
Słucham - i co? I dalej się dziwię.
Łatwa piosenka o dość optymistycznej treści. Żadne odkrycie muzyczne ani literackie, ale ni cholery nie widzę gdzie ta szkodliwość. Ani to nie promuje szkodliwych wzorów, ani nie stępia wrażliwości. Nie kaleczy języka jak „dla mnie masz stajla”, ani nie wulgaryzuje relacji jak „będę brał cię”.
Prosta chwytliwa melodia - znam wiele uznanych, równie prostych przebojów - opartych dokładnie na tym samym schemacie. I wiele innych opartych na innych równie prostych schematach.

Tekst optymistyczny: ona tu jest - a więc nie odeszła, patrzy - a więc oczy w porządku, tańczy - a więc brak kłopotów motorycznych. Cholera wie - może to, że on ją porwie i schowa…
Taka na przykład Anna Maria smutną ma twarz - a więc coś źle, wciąż patrzy w dal - czyli wada wzroku, stoi w oknie - może niesprawna.

No jaka szkodliwość w optymistycznym tekście? Że banalny? Anna Maria to też banalny tekst - on by chciał, a ona nie spojrzy, bo patrzy w dal. Banalny, tylko nie optymistyczny.
Że muzyka banalna? A takie Oh Carol, Diana i wiele innych?

Brzmienie wokalisty może urażać co wrażliwsze uszy - owszem. No i wygląd też jakiś taki niewyrafinowany. No nie ma tego sznytu artystowskiego.
Ale to nie powód, żeby się aż tak czepiać.

Więc jedyny powód jaki zostaje - to taki, że na oko banalna piosenka, wykonana przez banalnego wykonawcę święci takie tryumfy.
Ci, którzy krytykowali nie mogą się pochwalić takim zasięgiem swojej twórczości.

Jednym z argumentów był, że takich prostych piosenek na pęczki i na kolanie - więc niezasłużona popularność.
To jeden z głupszych argumentów - bo geniusz zwykle tkwi w prostocie. Uchwycenie tej prostoty to jedna z trudniejszych sztuk. Równie prostych piosenek są tysiące - ale tylko nieliczne robią karierę - właśnie te, w których ta prostota ma coś urzekającego.
I tu chyba jest coś takiego.
Piszę „chyba” bo mnie tak nie urzeka, ale miliony ludzi chyba tak.

Mnie też drażni, jak prostactwo robi karierę. Ale staram się odróżniać proste od prostackiego. W kabarecie jest podobnie - są skecze proste i są skecze prostackie. Jeżeli trafi się prosty, to należy mu się szacunek - choćby się nawet nie za bardzo podobał.
Prostactwu należy się kop - chociaż i tak nie da się prostactwu zaszkodzić. Tylko tak dla wyładowania frustracji.

Więc niech ona sobie tam tańczy ile chce. Im bardziej człowiek się napina, tym bardziej się męczy, gdy sytuacja zmusza go do wysłuchania. A wystarczy zaakceptować, że taka piosenka istnieje i się podoba wielu ludziom. Jest dużo łatwiej.
Nie trzeba się skupiać na wokalu - saksofon jest całkiem przyjemny.






 
 
 
   
można po swojemu:

podpis:
e-mail:
treść:


 
podpis: FSO
e-mail: ...
Na pewno zgodzę się z tym, że nie ma w tym utworku ni krztyny szkodliwości, wystarczy popatrzeć czasem na stricte discopolowe kanały telewizyjne (wiem, czasem to bardzo trudne;) i porównać z innymi piosenkami. Pełno tam rozmaitych zjawisk. Począwszy od łamania zasad gramatyki, dla przykładu (oryginał!):
„dża dża dża dża dżambo dżeta kupię sobie i będzie heca
o o o o odrzutowca i śmigłowca i bombowca”
do zupełnego schamienia obyczajów. Wystarczą tytuły: „Świnki”, „Świnka, bierz co się da” itd. Pomijam też kwestię podejrzanej estetyki utworu, jak też samego wykonawcy.
Mnie nurtuje inna sprawa. Jest dobrze, kiedy za pomocą środków muzycznego wyrazu, muzyk mówi o swych uczuciach, kiedy wywołuje u publiczności doznania estetyczne. Środkami takimi mogą być brzmienie, harmonia, rytm itp. Jeżeli zasób tych środków jest ubogi, to również przekaz staje się ubogi. Ja nie nazwałbym tego utworu prostym, a raczej prymitywnym, tak jak z technicznego punktu widzenia Morris Mini był prosty, a nasza Syrena prymitywna.
Z tym utworem jest trochę tak, jak z wątpliwym estetycznie kabaretem biesiadnym, pozbawionym jednak wulgarności. Wywołuje on Pański, jako artysty kabaretowego, sprzeciw i bardzo słusznie!
Podobny sprzeciw „Ona tańczy…” może wywołać u artysty muzyka.

Jedyny dostrzeżony przeze mnie negatywny aspekt całej sprawy wiąże się z zapraszaniem „Weekendu” na juwenalia w charakterze gwiazdy wieczoru. Umiera kultura studencka… Kiedyś Mariusz Lubomski, Marek Bliziński czy Potem, dzisiaj raczej Boys lub Akcent.
Pozdrawiam!
P.S. Ten saksofon też jest sztuczny, leci z syntezatora;)
 
podpis: kris
e-mail: ...
A moje dzieci (4 i 6 lat) pobudziła nawet do pierwszej twórczości, może banalnej ale jednak(tekst po zmianach poniżej)

Ja NIE uwielbiam jej, Ona tu NIE jest
i NIE tańczy dla mnie,
bo dobrze to NIE wie, że NIE porwę jej,
i w sercu NIE schowam na dnie

W tej wersji i wykonywane chóralnie w samochodzie nawet całkiem całkiem