Dlaczego kabaret Potem sie rozwiązał?

Jeżeli kogoś nie usatysfakcjonowały te argumenty, zapraszamy do bardziej opisu bardziej szczegółowego.

Walizeczka się zamnkęła

Decyzja nie powstała tak nagle. Na to, że trzeba się rozwiązać, wpadliśmy parę lat temu. Sami byliśmy zszokowani. Jak to? Jak to rozstać się?! To nie będziemy występować do końca życia?! Ano nie. Po pierwszym szoku, przyszła chwila zrozumienia, czekaliśmy tylko kiedy ten moment nadejdzie. Sikora jadąc do Częstochowy pociągiem (miał dużo czasu) poczuł, że to już.

- Skąd ta pewność, że to był właściwy czas?

Nie mamy tej pewności. Mamy tylko swoje przekonanie. Ale to jedyne jakiemu możemy zaufać. Gdy uświadomiliśmy sobie, że sie rozwiązujemy - poczuliśmy ulgę. A więc decyzja była słuszna. Rozwiązując kabaret Potem otworzyliśmy przed sobą nowe możliwości, a stworzenie perspektywy to najlepsze co może dla siebie zrobić artysta. Nie chcieliśmy robić wciąż tego samego, nie chcieliśmy się powielać. A teraz? Przed sobą mamy nowe pomysły.

Zawsze nas uczono, że należy odchodzić u szczytu sławy. Ale każdy się boi. My chcemy być pierwsi. No, może ktoś to juz robił, ale niszczył to reaktywując sie po latach. My tego nie zrobimy.

- A nie jest tak, że zaczęło wam brakować pomysłów?

Nie. Jeszcze nie. Ale kto wie jak byłoby za parę lat? Zobaczmy wokół nas. Wielu artystom brakuje świeżości, lotności, ale ciągną tę "bidę", bo dom, rodzina. My zbyt szanujemy nasz kabaret, by robić go wyłącznie dla tzw. "chleba".

- Ale kto wam kazał robić to dla chleba?

Wiadomo, że nikt. Ale to pokusa, człowiek jest już tak skonstruowany, że woli pójść łatwiejszą drogą, a my jak każdy artysta, nie jesteśmy odporni na świecidełka. Owszem, staraliśmy się od lat tego pilnować, i się nam udawało. Nigdy (całe szczęście) nie zrobiliśmy na kabarecie dużych pieniędzy. Zawsze tłumaczyliśmy sobie, że to nasza inwestycja. I do końca wyłącznie inwestowaliśmy. :-)))
Nauczyliśmy się czerpać z tego wyłącznie radość. Co tu dużo gadać - odeszliśmy w naszym najlepszym momencie.

- A może się kłóciliście, i mieliście siebie dosyć?

Nieee. Ale to dobry pomysł. Żeby podgrzać atmosferę możemy wymyślić jakieś małe, wredne kłamstewko, że kłóciliśmy się o autorstwo tekstów kabaretu Potem.

- Tak tak. To byłoby ciekawe. Za parę lat procesy o prawa autorskie :-)

Na oczach sędziów będziemy sobie wyrywać nawzajem włosy z głowy. Żeby tylko jeszcze były ;-)

- Jak myślicie? Czy prawdziwe jest twierdzenie, że nie ma ludzi niezastąpionych? Czy po waszym odejściu, wasza publiczność przerzuci się na inny kabaret?

Jak najbardziej. Przerzuci się. Czasami wolelibyśmy żeby ludzie za nami po nocach płakali w poduszkę i wiecznie tęsknili. Ale wiemy, że takie reakcje są krótkotrwałe. Mamy raczej nadzieję, że przetrwają nasze teksty, nasze filmy, nasze dokonania.

- Czy to naprawdę koniec? Co macie zamiar robić teraz, gdy kabaretu Potem już nie ma?

Naturalnie, teraz wypoczywamy, po 15 latach pracy w kabarecie, jeżdżenia po całym kraju, występowania, próbach do późnych godzin nocnych należy wypocząć. Jak wypoczniemy, zabieramy się do pracy. No, nie wszyscy, niektórzy pracują na etatach, nie znajdą czasu tak łatwo. Kilkoro z nas już robi słuchowiska radiowe, pisze scenariusze, Sikora montuje właśnie najnowszy swoj film "Baśń o ludziach stąd", nakręcony w sierpniu br. na warsztatach filmowych w Zielonej Górze. Nadal będziemy tworzyć, nie będzie tylko kabaretu Potem, szóstki z Zielonej Góry. Będziemy obecni w filmach, słuchowiskach i produkcjach scenicznych. Kamol przykładowo założył własny kabaret po nazwą HiFi. Z całych Potemów on jako jedyny postanowił nie zrywać ze sceną. Nasza publiczność będzie się z nami spotykać... Na szczęście zawsze coś robiliśmy oprócz kabaretu Potem, stworzyliśmy sobie całą bazę do działania. Jest w Zielonej Górze mnóstwo ludzi chętnych do pracy na scenie, chętnych do pracy w filmie. Jest też parę kabaretów, samodzielnych i niezależnych... "Jurki", "Ciach", "Made in China", "Szum", Grzesiek Halama Oklasky,, kabaret Słuchajcie, całe mnóstwo początkujących...

- No właśnie. Mówi się o was "mafia zielonogórska".

Tak, wiemy. :-))) Na początku trochę się temu opieraliśmy, tłumaczyliśmy że nie jesteśmy mafią itd. To było idiotyczne, bo im bardziej sie tłumaczyliśmy, tym bardziej tak o nas mówiono. Przeszliśmy do dręczenia. Jak? Ano zaakceptowaliśmy to określenie i teraz jesteśmy z niego dumni. My zadowoleni, wrogowie udręczeni. Dla nas znaczy to, że jesteśmy silni, że jesteśmy gotowi zrobić bardzo dużo rzeczy, na przykład film, za własne środki finansowe, nie boimy się sami reżyserować, sami pisać scenariuszy, niczego się nie boimy. Jako "mafia" jednego tylko nie mamy. Broni :-) I nigdy mieć nie będziemy. Walczymy sztuką, przez duże "SZ".

- Powiedzcie tylko, czy będzie jakiś "come back"?

Nigdy! Proszę zobaczyć co się dzieje z zespołami, które po latach się reaktywują. Wszystko ma swój czas i miejsce. Teraz jest silna moda na powroty. I co? Widzimy starszych panów z brzuszkami, łysiejących, którzy próbują wskrzesić dawną świeżość. Tak się nie da. My wiemy, że to sentymenty, że chcą przypomnieć swoje dawne lata, ale niech nie mylą tego ze sztuką. Zatem, ani powrotu ani benefisu nigdy nie będzie.

- A co będzie gdy wasze plany się nie powiodą?

Pryskamy do Brazylii.


Strona główna