geba

Klub "GĘBA"

Klub, w którym dzięki Uniwersytetowi Zielonogórskiemu możemy przebywać, działać i tworzyć.

To miejsce trochę magiczne i trochę banalne. Właściwie to jest świetlica - i w dodatku na piętrze. Nic z atmosfery piwniczno-artystycznej.

Ale miejsce tworzą ludzie - a to jest silną stroną Gęby. Podejrzewam, że to jedno z ostatnich takich miejsc. Trochę powiewa komuną, trochę anachronizmami - ale tam się rodzą artystyczne wynalazki.

Wieeeem, że trochę tego nie widać, kiedy się ogląda programy kabaretów ZZK. Kabarety starają się utrzymać we współczesnych trendach no i w niewielkim stopniu przenoszą ten anachroniczny i anarchistyczny klimat do swoich programów.

Ale właśnie tu wystarczy rzucić dobre hasło, żeby w krótkim czasie obrosło artystycznymi wynalazkami. Tu się rodził serial Spadkobiercy, tu się sprawdzaliśmy w improwizacjach na wiele lat przed powstaniem grup improwizacyjnych, Wytwórnia A'YoY, Pięterka, Poligony, Premiery w 3 dni, różne nowe formy kabaretowe (socrealistyczna, sieroca, niedbała, teatralizująca, rotacyjna, debilna...) - to wszystko później gdzieś w Polsce znajdowało swoje odbicie.
Czasem wychodziło coś koślawo, czasem na tyle spontanicznie, że nie dało się tego ubrać w normalne produkcje artystyczne - ale dzisiaj mam wrażenie, że my tu wszystko zrobiliśmy jako pierwsi (co raczej nie jest prawdą - bo w historii jest wiele ciekawych wydarzeń o których dosyć mało się wie)

geba Cały ten klimat artystycznego swędzenia powoduje, że co jakiś czas pojawia się nowe zjawisko - czasem jako jednorazowy wybryk, czasem jako projekt artystyczny z szansami na wykonanie gdzieś w Polsce, czasem jako rzecz cykliczna.
Brakuje trochę determinacji w pielęgnowaniu pomysłu, dopracowywaniu i nagłośnieniu - bo jak za chwilę pojawia się nowy pomysł to często stary popada w zapomnienie.
To jest ciemna strona nadmiaru wydarzeń artystycznych - bo gdyby mieć tylko jeden taki projekt to można by o niego dbać jak o skarb. A tak... - każdy nowy pomysł osłabia zainteresowanie tymi które już były. (już nie wspomnę, że każdy kabaret ma swoje własne problemy z karierą i wtedy projekty muszą poczekać)

Liczyć ile zespołów o charakterze kabaretowym powstało w Gębie nie ma sensu. Powiedzmy - takie solidne stado! Nie do policzenia. Te kilkanaście znanych trochę w kraju to ledwie część. Większość to zespoły które na jakiś czas zawiązywały się dla przyjemności wspólnego występowania - i kiedy ta przyjemność już nie była tak wielka to kończyły działalność. Chyba nie ma wśród starszych stażem takiego, który by występował tylko w jednym zespole. Chyba każdy może sobie policzyć conajmniej kilka. A do tego ciągle nowi debiutanci, z których niejeden się pokusił o własny zespół.

Na codzień Gęba jest miejscem trochę sennym i nie tak ciekawym. Ale jak rusza jakiś nowy pomysł to robi się z tego ul. Brzęczy, buczy, lata... I tak już od ćwierć wieku!

O ja pierdzielę! Ale czas leci!