przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

ramka
 
   Aborcja bez epitetów
   Nieporadni ateiści
   Dlaczego nie religia
   Resocjalizacja - po bólu
   Płeć i równouprawnienie
   Kościół a seks
   Wolność sumienia
   Wolność równość sprawiedliwość
   Wolność jest przeceniona
   Nie jestem Charlie
   Imigracja czy inwazja?
   Zgoda buduje
   Oświeceni a Ciemnogród
   Niesprawiedliwe stereotypy
   Prawo do szczęśliwego macierzyństwa
   Dobro na odległość

   



nowości okno filozofia
 
     

ZGODA BUDUJE


Spokojnie, tytuł jest ironiczny.

Bo mam zamiar pisać o piewcach zgody raczej krytycznie.
Od czasu do czasu napotykam na jakieś nawoływanie do zgody, żeby nie dać się zwariować i nie ulegać wybujałym emocjom ostatnich czasów.
I zauważam, że to nawoływanie do zgody jest raczej nawoływaniem do przyjęcia własnego punktu widzenia.
„MAMY SIĘ NIE KŁÓCIĆ - BO JA MAM RACJĘ”.

Dużo takich piewców zgody napotykam. Na początek jakieś umiarkowane deklaracje chęci zrozumienia wszystkich stron - a chwilę później przekonywanie, że tak nie można, że to głupie, że kim ty jesteś - aż do ostatecznego pojechania po bandzie, że nie będziemy rozmawiać z ultrasami (lub gorzej).

Faktycznie ta cała atmosfera egzaltacji jest pozbawiona sensu i mocno przesadzona. Wyzywanie się nawzajem w sprawach, które ani od kogoś z dyskutantów zależą, ani nie są warte takich emocji.
I najważniejsze - realna ocena ważności i konsekwencji sprawy najczęściej leży poza zasięgiem możliwości dyskutantów!
Obrońcy wolności, polskości i godności po obu stronach obrzucają się gównem - zamiast ogólnie cieszyć się życiem (pewnie się cieszą też, ale w międzyczasie psują sobie dzień bezsensowną przepychanką).

A gdyby faktycznie sobie dać na luz…?
Bo naprawdę nie ma powodów do większych emocji niż pokiwanie głową i sentencjonalne „no, no”. Gdzieś tam rozgrywa się histeryczna gra polityczna, medialne wzburzenie. Kogoś tam to dotyczy. Redaktorzy i politycy mają swoje 5 minut.
Ale dlaczego my w to wchodzimy?
Wszystko sztuczne, nadmuchane i mało ważne.
Tak. Mało ważne.
W stosunku do tego, co dzieje się w domu, wśród znajomych, w pracy - to dość mało ważne.
Demokracja, wolność, tolerancja, godność - to tylko hasła, które mają pobudzać emocje.

Godność, wolność, tolerancję itp. ma się w sobie. Tego się nie dostaje od rządu! Masz albo nie!
Jakkolwiek byś się opluł przed monitorem, czy na wiecu - wolności i godności ci od tego nie przybędzie ani nie ubędzie.
Przepraszam, godności czasem może ubyć.

Ja wcale nie namawiam do obojętności. A skąd!
Namawiam żeby tę wolność, tolerancję i godność szanować - ale najpierw w sobie. Zanim zwyzywasz kogoś w imię swojej racji - zastanów się jak twoja wolność, tolerancja i godność ma się do tego.
Bo może nijak… bo może to tylko histeryczna reakcja na to, że świat jest trochę inny niż sobie zakładałeś, że ma być. Że ktoś może nie podzielać wszystkich twoich wartości.
Bez obawy - większość wartości podziela - różnicie się ledwie w paru szczegółach, lub tylko w kolejności ważności.

Wracając na koniec do piewców zgody, którzy proponują zgodę na swoich warunkach.
To jest śmieszno-żałosne.
Zgodę można proponować tylko na cudzych warunkach.
Zgadzam się z tym, że szlag cię trafia.
Zgadzam się z tym, że chciałbyś komuś dokopać.
Zgadzam się z tym, że chciałbyś urządzić wszystko po swojemu.
No i pewnie nie wszystko się ułoży jakbyś chciał.
Więc znów zgadzam się, że szlag cię trafia.
Niestety, nie mogę nic dla ciebie zrobić w tej sprawie, ale współczuję.
To co, zgoda?





   


          


      kabaret ADI
      kabaret Potem
      Wytwórnia A'YoY
      klub Gęba
      bok
 
   

można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:
Wpisy o subtelności goebelowskiej będą kasowane bez względu na opcje.

 
podpis: Kris
e-mail: ...
Najgorsza moim zdaniem jest to, że pomimo różnych deklaracji medialnych, nieustający konflikt dwóch największych partii jest na ręka każdej z nich, bo zagarnia właściwie całą przestrzeń polityczna i dzieli tylko dwie kategorie, swój i wróg. Bardzo wielu ludzi, a publicyści daje się to wciągnąć. Z tego wszystkiego właśnie wmawia się nam, że chodzi o najbardziej istotne i życiowo ważne kwestie i wtedy ciśnienie konfliktu nawet u całkiem normalnych ludzi wzrasta niebotycznie i zwyczajni ludzie na ulicy gotowi są się pobić bo jeden polityk powiedział coś do drugiego.

Toż to chore. Ale zdolnych do refleksji jest mało, większość niestety to reklamożercy i tacy rozumieją ten prostu przekaż swój i wróg. Z tego co obseruje wokół siebie to jest tylko coraz gorzej, zamiast podziału My normalni - Oni chorzy o władzę politycy, to ludzie się dzielą na zwolenników tych czy tamtych i są kompletnie niezdolni do dyskusji bo poparcie jest właściwie tylko emocjonalne, merytoryczne sprawy są na drugim planie.

Druga sprawa i znam to z autopsji. Zwolennicy nowej władzy tak naprawdę głęboko są przeświadczeni, że przez 8 lat byli dyskryminowani więc teraz wielu z nich po prostu chce rewanżu i są głęboko zdziwieni/urażeni że Ci drudzy nie chcą teraz zamilknąć i iść w odstawkę na kilka lat. Po prostu TKM.

A Ci co bardziej normalni są spychani na margines i praktycznie nie istnieją.
 
podpis: Jacek
e-mail: wlodek60@onet.eu
dobrze Władek prawisz, polać Ci?
zgoda buduje i nic tego nie zmieni i dopóki tego wszyscy nie zrozumieją nie będzie dobrze. Kiedyś to się nazywało pluralizm a po mojemu to po prostu kompromis bo żeby coś dostać trzeba coś dać (od siebie przede wszystkim)
 
podpis: S.
e-mail: ...
Tylko, żeby trochę znormalniało - to trzeba sobie odpuścić argumentację z żyłą. A tu im goręcej, tym silniej \"głosy rozsądku\" cisną na swoją rację.
Zgoda i kompromis? Tak, ale najpierw trzeba zrozumieć i uszanować emocje. Niech ludzie się wykrzyczą. Spokój trzeba sączyć a nie wymagać.
 
podpis: Zubilech
e-mail: lzeppelin@o2.pl
\"Zgodę można proponować tylko na cudzych warunkach.\" Niekoniecznie. Jest jeszcze, co prawda ostatnio rzadko używane, słowo kompromis.
 
podpis: S.
e-mail: ...
Owszem, kompromis jednak wymaga OD OBU STRON przyznania choć trochę racji przeciwnikowi. A w tym amoku, który panuje, to odbierane jest już jako zdrada.
Więc najpierw jakaś porcja szacunku - potem kompromis.