przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

ramka
 
   Aborcja bez epitetów
   Nieporadni ateiści
   Dlaczego nie religia
   Resocjalizacja - po bólu
   Płeć i równouprawnienie
   Kościół a seks
   Wolność sumienia
   Wolność równość sprawiedliwość
   Wolność jest przeceniona
   Nie jestem Charlie
   Imigracja czy inwazja?
   Zgoda buduje
   Oświeceni a Ciemnogród
   Niesprawiedliwe stereotypy
   Prawo do szczęśliwego macierzyństwa
   Dobro na odległość

   



nowości okno filozofia
 
     

WOLNOŚĆ SŁOWA I SUMIENIA



Medialne dyskusje śledzę z tego samego powodu pewnie, z którego ogląda się wszelkie inne paskudztwa i okropności.
Zdrowiej byłoby nie.
Ale to wciąga. Wciąga i hipnotyzuje.
Patrzę na to z poczuciem, że przestało chodzić o jakikolwiek sens - a ważne jest tylko, żeby się jakoś skompromitować. Albo uporem, albo głupotą.

Co jakiś czas odbywa się medialny spektakl w sprawie wolności słowa i sumienia.
Spektakle są pełne emocji graniczącej nawet z histerią.

A co bywa powodem do emocjonalnych uniesień w ramach obrony wolności?
Sprawy, które dla wolności nie mają większego znaczenia!!!
Za to mają znaczenie dla propagandy.

Więc to są awantury w sprawie swobody propagandy. Z obu stron sporu święte oburzenie, godne lepszej sprawy.

Rozumiem jeszcze ludzi mocno konserwatywnych ze sztywnymi poglądami i małym zasobem intelektu. Oni tak muszą. Bo tak są przyzwyczajeni i nie wyobrażają sobie innego świata!
Ale ludzie pretendujący do inteligentnych, otwartych i liberalnych wykazują się równym, a czasem większym ogłupieniem w propagowaniu własnej bezmyślności i arogancji.
Ludzie pretendujący do otwartych i myślących - mają problemy w zrozumieniu najprostszych racji konserwatystów. Nie muszą się zgadzać, ale rozumieć by wypadało!!! Kurde!
Ale nieee.

Wolność (w uproszczeniu) to brak przymusu - a nie swoboda szerzenia własnej propagandy.
Dopóki mi nikt nie każe mówić „szanuję kościół”, „szanuję gejów” - to nie mam powodu czuć się zniewolony.
Zniewolony dopiero mogę się czuć, kiedy obca mi propaganda zaczyna mnie osaczać.
Więc to raczej z tą wolnością do propagandy należy uważać.

Niektóre środowiska uparły się, żeby mieć wolność do propagandy antyreligijnej. Sam jestem antyklerykałem - ale moją wolność upatruję w tym, żeby mi kościół nie wchodził do domu i do życia. I na tym chcę się skupiać.
A nie na tym, żebym mógł uprawiać swobodną propagandę antyreligijną.
Nie potrzeba mi prawa do publicznego darcia Biblii i profanowania jakiś symboli religii. Za to chciałbym mieć prawo do krytykowania kościoła, tam gdzie on się pojawia w moim życiu. Mam wtedy prawo powiedzieć: nie chcę tej religii, nie lubię, nie szanuję.
A i każdy inny powinien mieć prawo powiedzieć: nie chcę tego gender, nie chcę tych gejów, nie chcę tej tęczy.

Tam gdzie jest tylko propaganda - nie ma czego bronić! Nie ma mowy o łamaniu wolności słowa czy sumienia.

Obie strony walczą dzielnie o prawo do własnej propagandy. W tym wręcz do propagandy osaczającej. A im bardziej osaczająca propaganda, tym bardziej zawęża zakres wolności. Wolność słowa i sumienia to prędzej prawo do obrony przed nachalną propagandą.

To musi mieć dwa końce!
Jeśli wolność ma oznaczać prawo do propagandy (najogólniej) antykonserwatywnej, to musi też oznaczać prawo do propagandy antyliberalnej!
Nie ma zmiłuj!

Albo przestajemy uznawać prawo do propagandy za sprawę wolności, albo uznajemy to prawo dla obu stron!
Kto się oburza na krzyż w Sejmie, niech walczy także o wyprowadzenie tęczy z placu Zbawiciela!
Kto chce prawa do bulwersujących spektakli antykonserwatywnych, niech się również godzi na bulwersującą propagandę antyliberalną!

Ja rozumiem obrazę uczuć!
Ja na przykład odczuwam osobiście obrazę moich uczuć estetycznych. Istnieją dla mnie obrazy, filmy, wypowiedzi, które są po prostu obrzydliwe.
Na przykład taka Pawłowicz jest obrzydliwa w wypowiedziach. Mnie to bulwersuje - więc rozumiem tych, którzy nie godzą się na obrzydliwe (obrzydliwe, a nie krytyczne) wypowiedzi lub widowiska w sprawach np. religii.

A obrzydliwości wydaje się być coraz więcej.
Polaryzacja na froncie walk światopoglądowych doprowadza do tego, że wspiera się własne obozy, niezależnie od bzdur i chamstwa, jakie z niego płyną. Bo to już jest wojna.
A na wojnie swojego, choćby nawet zwyrodnialec, wspierać trzeba.
Takie są zasady wojny.

Kto ją wygra?
Dla konserwatystów ta wojna to sprawa ich życia, ich tożsamości i wszystkiego co znali do tej pory.
Dla postępowców to sprawa poczucia wyższości nad zacofaniem i często wymyślone, niesprawdzone idee.
Wolę nie myśleć, jak to się może skończyć…

Niestety, bez poszanowania wartości konserwatywnych - konfrontacja i przegrana jest bardzo prawdopodobna. Wyśmiewanie i wyzwiska nikogo jeszcze nie przekonały! A rozwścieczyć i owszem mogą.
Można (wg mnie - nawet trzeba) się nie zgadzać z wieloma wartościami konserwatywnymi - ale szanować trzeba.

Tak piszę ja, antykonserwatysta.





   


          


      kabaret ADI
      kabaret Potem
      Wytwórnia A'YoY
      klub Gęba
      bok
 
   

można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:
Wpisy o subtelności goebelowskiej będą kasowane bez względu na opcje.

 
podpis: Głowacki
e-mail: ...
No, no Sikora, wyrobiłeś się...
 
podpis: pytek
e-mail: ...
Religie, poglądy polityczne i inne tego rodzaju pomysły na wyjaśnienie świata, z rozumem niewiele mają wspólnego. Zwyciężają tu emocje. Ewolucja, wieki, tysiąclecia, atawizmy. Stada ze sobą nie dyskutują. Stada najpierw próbują się przestraszyć, szczekają na siebie, a gdy to nie odniesie skutku walczą z sobą do skutku - przepędzenia innych lub ich zlikwidowania. I znowu słońce pięknie oświetla Nasz Teren, znaczony Naszą Bohatersko Przelaną Krwią i posoką wrogów. Nasze Poglądy znów górą.
 
podpis: Kris
e-mail: ...
No i jak tu się nie zgodzić, moja pozycja pewnie nieco inna ale zgadzam się z powyższym od a do z. Jestem chory od tego jak fanatycy obu stron przejmują prawie całą przestrzeń publiczną, a wszelkie napomknięcia o rozsądek i próby dialogu czy okazania zwykłego szacunku dla innych poglądów traktowane są jak zdrada.
Dokładnie jak piszesz na wojnie nie ma miejsca na niuanse.

Sikor kiedy będzie można na Ciebie głosować :)
 
podpis: S.
e-mail: ...
Pytek - no wiem.
Dlatego jak ktoś wymachuje sztandarami tolerancji, otwartości, poszanowania - a pcha się w takie atawistyczne boje - to śmierdzi hipokryzją.
 
podpis: Karmba
e-mail: ...
Powinieneś pisać do jakiegoś dobrego tygodnika. Serio.
 
podpis: Pytek
e-mail: ...
Do tygodnika, miesięcznika, rocznika...
Tylko po co? Gazety zetleją jak jesienne liście, za parę lat nikt nawet nie będzie o nich pamiętać. Przeczyta kilkuset. Ze zrozumieniem kilku. Oni za jakiś czas zapomną. Świat potoczy się swoimi koleinami... Mędrcy są samotni.
 
podpis: Króliczek
e-mail: ...
Czy jeśli pracodawca mówi "Ja nie chcę tych czarnoskórych (w mojej firmie)" albo polityk mówi "Ja nie chcę tych Żydów (w moim kraju)", to już można nie szanować takich "wartości konserwatywnych" czy trzeba poczekać na pierwsze transporty do gett?
 
podpis: S.
e-mail: ...
Króliczek - Właśnie tak!
O ile to nie ma charakteru propagandy - to każdy ma prawo nie lubić kogo tam chce. I ma prawo w swoim imieniu to powiedzieć. Byle nie robić z tego spektaklu.
To Ty teraz właśnie uprawiasz propagandę - oczerniając, przypisujesz innym mordercze skłonności - tylko dlatego, że kogoś nie lubią.
A z drugiej strony - kto ma określać kogo wolno nie lubić?
Czy może wprowadziłbyś przymus lubienia wszystkich?
Idąc za Twoim rozumowaniem, powinieneś uważać, że duchowni mają prawo czuć zagrożenie - bo wiele osób mówi, że ich nie lubi.
 
podpis: Króliczek
e-mail: ...
Czyli chciałbyś społeczeństwo pełne rasistów, w którym nie dochodzi do żadnych czynów rasistowskich? W teorii brzmi dobrze, bo dla mniejszości rasowych niby nie ma żadnej różnicy czy ktoś ich nie lubi, byle zachował to dla siebie.

Ale czy to się da zrobić? Nie łatwiej uczyć ludzi szacunku dla inności? Czemu wpajanie, przyznasz chyba, pozytywnej postawy akceptacji drugiego człowieka takiego, jakim się urodził, nazywasz "propagandą" a nie "edukacją"?

Społeczeństwo gdzie kryptorasizm, kryptohomofobia, itd. jest powszechnie akceptowalne, to w moim odczuciu, tykająca bomba. Znajdzie się, prędzej czy później, ktoś z odrobiną władzy, kto nie poprzestanie na skrytym nielubieniu, a wtedy reszta pójdzie za nim. Czy duszenie wszelkich tego typu idei w zarodku to przesadna polityczna poprawność i propaganda? Może. Ale chyba lepsze to, niż potencjalna alternatywa?

Kler, nie zawsze jest tu dobrą analogią, bo to świadomie wybrany zawód, a nie to, kim się ktoś urodził. Oczywiście, fakt wybrania konkretnego zawodu, to za mało by człowiekowi przestał należeć się szacunek.
 
podpis: S.
e-mail: ...
Jedno - samo nielubienie nie jest objawem fobii. To może mieć różną skalę. Również może mieć charakter prywatny lub propagandowy.
Drugie - nauka tolerancji nie dokona się przez kneblowanie. Jeśli mam coś za złe mniejszościom/grupom/nacjom - to właśnie tą nadwrazliwość na wszystko, co można źle zinterpretować. Jeżeli za coś nie lubię - to przede wszystkim za to.
Nietolerancja ma źródło w akcentowaniu inności - pozytywnie czy negatywnie. Obejmowanie grup specjalnymi prawami też jest akcentowaniem inności.
 
podpis: owsik
e-mail: ...
Pozostaje tylko spocząć w miejscu obserwatora i uważać, by nie oberwać rykoszetem podczas tej wojny.
 
podpis: Włodek
e-mail: ...
Rozum jest przereklamowany. Z samym rozumem to dylemat kawa czy herbata jest nierozwiązywalny w rozsądnym czasie. I bez rozważania wiem na co mam ochotę. Abstrakcyjne myślenie jest owszem użyteczne w pewnych dziedzinach np. nauce, piękne ale jest trudne, dla 90% ludzi niedostępne a i u pozostałych 10% jego aplikacja do codzienności jest nie tyle problematyczna, co zbędna. Rozum może mieć pomysły ale ich testowanie i tak trzeba pozostawić rzeczywistości (np. selekcji naturalnej, czasowi, osądowi historii itd)). A rzeczywistość uczy jak być leniwym i oszczędzać energię. Kiedy nasze atawizmy robią coś akuratnie, w sposób sprawdzony przez tysiące czy nawet miliony lat (w ewolucyjnej skali), jakie szanse ma jednostkowy rozum na lepsze rozwiązanie? Takie jak trafienie szóstki w totka. To się zdarza. Owszem. Newton, Einstein ... ale Kowalskiemu jakby rzadziej. Jak się już mu zdarzy to zaraz wygląda na cud (oj mieliśmy dyskusję o cudach). To że ja coś wymyślę, to jeszcze nie znaczy, że to jest prawdziwe, dobre czy piękne. Statystycznie większość ludzkich myśli jest erupcją głupoty. Jak możliwa jest głupota w świecie niewątpliwie racjonalnym, oto jest pytanie. Nie wiem ale czytałem wypracowania gimnazjalne, oglądałem filmy na youtube o płaskiej Ziemi itd. Wniosek wyciągam taki, że ci płaskoziemscy gimnazjaliści wygadują straszne głupoty z chwilą kiedy tylko oderwą się od jakże strasznego autorytetu, naśladowania, reguł i imitacji, czyli od machiny społecznej, którą kwestionują.
Obrażanie się na konserwatyzm ma zatem mętne podstawy. Mętne bo w istocie emocjonalne. Jest po prostu manifestacją \"ja\", które chce się odciąć od tego, że na początku była małpa! A pewnie. Była a potem zeszłą z drzewa i poszła do kościoła. Zapewne z atawizmu. Bóg jest po to żeby się go bać. Tak to natura rozwiązała. Wymyślono co prawda innych Bogów ale się nie sprawdzili. Nie spełniali wymogów bezwarunkowego reagowania. A ludzki rozum nie potrafi takiego reagowania niczym zastąpić. I nie zmieni tego żaden liberalizm.
Ja jestem konserwatystą, który już nie walczy. Nie widzę sensu przyłączania się do młynów, które doskonale mielą same. Przyroda zmiele na proch każdą głupotę, bez względu na etykietką, jaką głupocie przyczepimy.
 
podpis: S.
e-mail: ...
Mimo, że antykonserwatysta - zgadzam się, że mnóstwo postępowych idei aż razi brakiem poczucia odpowiedzialności.
Eksperymentowanie z wymuszaniem nowych, lepszych relacji społecznych skazane jest w większości na potężne skutki uboczne.
Konserwatyzm ma jeden niezaprzeczalny argument - może nie jest idealnie - ale jakoś to funkcjonuje od wieków.
Pomysły na rewolucyjne poprawianie świata mogą doprowadzić do katastrofy - bo łatwo o zachwianie naturalnej równowagi.
Świat nie jest idealny, ale ma właściwość naturalnego utrzymywania równowagi - i o tym postępowcy zbyt często zapominają.
 
podpis: Włodek
e-mail: ...
Oni nie chcą o tym wiedzieć. Brak im poczucia rzeczywistości. Świat jakoś funkcjonuje. Staramy się dowiedzieć jak. Według Darwina wcale nie drogą projektowania lepszej przyszłości, tylko przez selekcję kiepskich rozwiązań. W życiu codziennym czy nauce mało jest wynalazków. W szkolnych podręcznikach są tylko sukcesy. O masie odrzuconych pomysłów nikt nie mówi. W dziedzinach oderwanych, gdzie brak jest weryfikowalności, jak humanistyka, filozofia i tym podobne, stale jest dostępna pełna pula pomysłów. I nie ma jak dokonać selekcji.
Ale postępowcy i tak wierzą w konieczny postęp. W takiej ideologii każda zmiana - z definicji - jest dobra i bezpieczna bo lepsza niż stan aktualny. Kiedyś wyśmiewał to Mrożek w \"Tangu\" postacią Stomila ale się jakoś nie przyjęło. W odbiorze społecznym ewolucja jest koniecznym postępem. Nawet jej krytycy np. Giertych przyjmują to fałszywe założenie i zbijają dowodami procesów selekcyjnych, czyli dewolucyjnych.