przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

ramka
 
   Aborcja bez epitetów
   Nieporadni ateiści
   Dlaczego nie religia
   Resocjalizacja - po bólu
   Płeć i równouprawnienie
   Kościół a seks
   Wolność sumienia
   Wolność równość sprawiedliwość
   Wolność jest przeceniona
   Nie jestem Charlie
   Imigracja czy inwazja?
   Zgoda buduje
   Oświeceni a Ciemnogród
   Niesprawiedliwe stereotypy
   Prawo do szczęśliwego macierzyństwa
   Dobro na odległość

   



nowości okno filozofia
 
     

PŁEĆ A RÓWNOUPRAWNIENIE


Pomimo uporu niektórych środowisk, że kobieta i mężczyzna nie różnią się między sobą inaczej niż biologicznie - nie mogę się zgodzić z takim stwierdzeniem.

W wyniku różnicy biologicznej ukształtowały się również wyraźne różnice psychiczne i motoryczne. Być może będą zanikały w efekcie równania ról męskich i kobiecych - ale to zadanie na wiele wieków a może tysiącleci.

Kobiecie, z powodu jej biologicznej roli (matki), naturalnie została przypisana również rola społeczna opiekunki. Wcale to nie musiało wynikać z samczej dominacji - tylko to było najbardziej naturalne z rozwiązań.
Kobieta rodząca, karmiąca była naturalnie uwięziona w domu, odsunięta od tzw. męskich zajęć (polowanie, cięższa praca, walka).

Jako naturalnej opiekunce domu wykształciły się w niej najbardziej pożyteczne dla tej funkcji cechy. Cierpliwość, wielozadaniowość, podzielność uwagi. W domu nie trzeba szybkich zdecydowanych akcji - natomiast oczy trzeba mieć dookoła głowy, trzeba się zajmować wieloma rzeczami naraz.
Natomiast w mężczyznach doskonaliły się cechy przydatne w szybkim działaniu - agresja, zdecydowanie, błyskawiczna ocena sytuacji, koncentracja na jednym zadaniu.

Chociaż na skutek zmian kulturowo-społecznych role można z powodzeniem dzisiaj zamieniać - ale ukształtowane przez tysiąclecia cechy pozostaną w płciach jeszcze bardzo długo. Na nic zżymanie się i zaklinanie rzeczywistości.

Statystyczna kobieta i statystyczny mężczyzna będą się różnić psychicznie i motorycznie. Oczywiście będą się zdarzać cechy męskie u kobiety a cechy kobiece u mężczyzny - ale różnica między statystycznymi przedstawicielami płci pozostaje.

Statystyczny mężczyzna postara się swoje zadanie wypełnić szybko, w sposób nieskomplikowany a zdecydowany, jednokierunkowo.
Statystyczna kobieta wypełniając zadanie będzie zwracała uwagę na okoliczności, bez przymusu skończenia jak najszybciej.

Dlatego mężczyzna do swojego zadania przystępuje jak do wojny - gdy już uzna, że wie jak - nie zważając na straty, nie rozmyślając w trakcie, prze do przodu aż skończy. Dookoła zgliszcza i ruina - ale to, co mu się wydawało ważne, jest ukończone.
Kobieta zaś w trakcie zadania potrafi zmienić parę razy zdanie, pod wszystko podłoży gazetę lub folię, a zanim skończy to jeszcze zrobi małe pranie.

Więc raczej nie zgodzę się, że nie ma rozróżnienia na męskie i kobiece zawody czy role. Owszem, żaden zawód nie jest tak męski, żeby kobieta nie mogła mu sprostać, ani tak kobiecy, że mężczyzna sobie nie poradzi.
Ale często jedna z płci statystycznie jest lepiej przystosowana do wypełnienia określonego zadania.
Próbować zawsze można, ale nie ma co się obrażać na biologię czy kulturę, że panuje jakaś nierówność. Nie ma co wyzywać od seksistów i na siłę żądać parytetów we wszystkim.

Zgadzam się, że te „męskie” wydają się bardziej atrakcyjne, eksponowane, intratne.
Próbując szukać przykładów właśnie sobie uświadomiłem, że problem w tym, że same kobiety swoje tradycyjne obszary aktywności uważają za nieatrakcyjne i mało ważne.
Dla kobiet z ambicjami bardziej imponujące jest, gdy kobieta zostanie ślusarzem czy hydraulikiem - niż kobieta w roli wychowawczyni, fotomodelki, spikerki, gimnastyczki…
Zamiast walczyć o uznanie kobiecych profesji za ważne - kobiety po prostu próbują zajmować miejsca tradycyjnie męskie - choćby najbardziej prymitywne.
A jednocześnie narzekają na podrzędną rolę kobiety w życiu społecznym.

No przepraszam, ale kobiety same w ten sposób spychają się do ról podrzędnych - deprecjonując wszystkie kobiece atuty i lekceważąco oceniając funkcje tradycyjnie kobiece.
Mając w garści jeden z ważniejszych atutów - macierzyństwo - można przewrócić świat do góry nogami i uczynić go matriarchalnym.
No, ale kobiety wolą konkurować z mężczyznami na ich terenie - irytując się, że ta konkurencja nie jest wyrównana.
A jaka ma być?
Mężczyźni są przystosowani przez tysiąclecia.

Poza tym mężczyźni są historycznie przystosowani do współdziałania. Nie da się prowadzić wojen, polowań i ciężkich robót bez współpracy. Mężczyźni widzą w sobie nawzajem albo przeciwnika albo sprzymierzeńca.
Kobiety historycznie przystosowane są do radzenia sobie w pojedynkę. Inne kobiety nigdy nie były potrzebne jako sprzymierzeńcy (towarzyszki, przyjaciółki ale nigdy sprzymierzeńcy).

Można się złościć na tzw. męską solidarność i brak takiego odpowiednika po kobiecej stronie - ale tak płcie ukształtowała historia.

Środowiska feministyczne nie próbują odkrywać atutów kobiecości - tylko kopiują męskie wzorce i próbują postępując wg tych wzorców wedrzeć się w męski świat.
To może kiedyś się udać - ale jeszcze długo to będzie sztuczne działanie.

Feministki i feminiści.
A spróbujcie bardziej dostrzegać atuty kobiet i wywalczyć dla nich większe uznanie w społeczeństwie. Zacznijcie od szacunku przede wszystkim wśród Was samych.
Zacznijcie budować kobiecą solidarność, szacunek dla siebie nawzajem i szacunek do atutów kobiecych.
To jedyna męska cecha, która by się bardzo kobietom przydała.
(a której brak nawet wśród przebojowych kobiet)
Ot.





   


          


      kabaret ADI
      kabaret Potem
      Wytwórnia A'YoY
      klub Gęba
      bok
 
   

można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:
Wpisy o subtelności goebelowskiej będą kasowane bez względu na opcje.

 
podpis:
e-mail: ...
O ile to, że mózgi kobiet i mężczyzn inaczej działają, tzn. kobieta musi myśleć o wielu rzeczach naraz, a mężczyzna o jednej, ale w 100%, ma sens, to już 'historyczne przystosowania' brzmią nonsensownie.

Selekcja naturalna miałaby zostawić przy życiu tylko tych co uważają, że inni mężczyźni to wrogowie a inni sprzymierzeńcy, a nie przedłużać genów tych, co traktują innych w większej skali szarości?
 
podpis:
e-mail: ...
Trochę to niezrozumiale napisałem.

Kobieta, która nie potrafiła zająć się dziećmi i kilkoma innymi rzeczami ginęła sama, albo jej dzieci - zostały te, co to potrafią.
Mężczyzna analogicznie, musiał skupić się w 100% na polowaniu, tylko oni przeżyli, stąd te ogólnikowe różnice w mózgach. Nie rozumiem jak miała by działać selekcja w tych przytoczonych przykładach
 
podpis: S.
e-mail: ...
Namieszałeś.
Historyczne przystosowanie mężczyzn do współdziałania wynika z zadań jakie przed nimi stały (polowanie, walka, cięższe prace). Stąd postrzeganie siebie nawzajem jako potencjalnego sprzymierzeńca w zadaniu. (o przeciwniku napisałem dla symetrii - bo czasem trzeba było walczyć)
Większa skala szarości nic nie zmienia - ważne, że dla skuteczności potrzebne było współdziałanie. A kobiety to ominęło.
 
podpis: Daniel
e-mail: elchullogrande@tlen.pl
Ja tylko mogę dodać, że Żydzi w kibucach próbowali wychowywać dzieci bez rozróżniania płci. Wszystkie dzieci były traktowane jednakowo, wszystkie uczyły się walki, rolnictwa, nie stosowano żadnej taryfy ulgowej dla dziewczynek, nie uczono dżentelmeństwa itp. - wszystko po to, żeby wyrośli z tego identyczni ludzie. W drugim pokoleniu zaprzestano eksperymentu, bo mimo wszystko, gdy dzieci pozostawały bez opieki, to samoczynnie dzieliły się pod względem płci na dwie grupy (dziś byłoby to niemożliwe, bo wyróżniamy chyba 5 płci ;) ) i zajmowały się wymyślanymi przez siebie zabawami. Chłopcy wymyślali takie, w których trzeba było wykazać się siłą, dziewczynki - takie, w których trzeba było wykazać się opiekuńczością. A więc - to środowisko narzuca cechy płciowe? Ten eksperyment pokazał, że niekoniecznie. I jest pewnym potwierdzeniem tez autora.
 
podpis: S.
e-mail: ...
Na pewno są również cechy płciowe dołożone przez kulturę i wychowanie. Ale już coraz mniej.
 
podpis: Szyszka
e-mail: ...
Tutaj Władek dobrze napisałeś artykuł - nie mam się do czego przyczepić. No za cholerę nie mam. ...bo cała ta filozofia gender i to co o nim mówią - ci ludzie coś biorą - ktoś badał ich na doping?
 
podpis: S.
e-mail: ...
Szyszka - nie wprowadzaj mi tu modnych tematów.
Nie wiem co to gender i wcale się nie palę by się dowiedzieć. Podejrzewam, że tego nie wiedzą też dyskutanci z obu stron.
Jeśli naprawdę coś wiesz - to podeślij mi na priv.
 
podpis: ruda
e-mail: ...
Myślę, że męska i żeńska (czy jej brak) solidarność jest dobrym tematem na oddzielny wpis.
 
podpis: smutna
e-mail: ...
No można, to i się nie zgadzam. Jest to trochę przykre, że uważa Pan, że najlepszym wyjściem dla tej płci kobiecej będzie zaakceptowanie swojej roli i po prostu cieszenie się z niej. Czy wie Pan dlaczego kobiety często swoje zawody uważają za nieatrakcyjne? Ponieważ za równie ciężką - a często tę samą pracę, którą wykonuje mężczyzna, po tych samych studiach, bądź nie, no i przy innych/tych samych warunkach sprzyjających, dostają o wiele mniejsze wynagrodzenie i nie traktuje się ich z należytym szacunkiem.

 
podpis: S.
e-mail: ...
Nie chodzi o to, żeby biernie zaakceptować - a jeszcze jako ofiara. Ale żeby zrobić z tego walor, wartość. Tylko na początek potrzeba, aby same kobiety zaczęły cenić swoje zalety i role - bo kto ma zacząć?
Myślenie i mówienie o sobie w kategoriach ofiary - to nie jest dobry sposób na wywalczenie sobie pozycji.
 
podpis:
e-mail: ...
Zgadzam się z tym, że facet nie potrafi robić kilku rzeczy na raz. Kobieta chodzi do pracy i jeszcze domem trzeba się zająć, dzieci odebrać ze szkoły, obiad, sprzątanie. To nie jest wcale takie proste. Ja działam tu szybko, precyzyjnie jak na wojnę. Mam obmyślony plan działania dzień wcześniej i nie ma ruin ani zgliszczy. Niby płeć silniejsza, ale tak naprawdę są słabi;) Faceci traktują kobiety czasami jak dodatek, zabawkę. Zrób, podaj, pozamiataj, nogi rozkładaj i przy tym wszystkim najlepiej nic nie gadaj.
 
podpis: ivonn33
e-mail: ...
To dziwne, bo ja jako kobieta, gdy mam problem do rozwiazania, czy konkretna prace do zrobienia, rzucam wszystko inne, i skupiam sie tylko i wylacznie na owym problemie/ pracy. Czasami odcinam sie calkowicien od swiata (rodzina) czego moj maz i moje dzieci nie moga mi wybaczyc ;)

Z tymi ofiarami, to tez nie do konca prawda. Kobiety sa ofiarami systemu patriarchalnego, gdzie mezczyzni bronia do upadlego swego terytorium. Widzimy to dokladnie w krajach afryki, arabii, gdzie przewaga sily fizycznej przeklada sie na wladze i autorytet.
W swiecie zachodu tez jeszcze drzemia te same stereotypy.
Przyklady :

Efekt Matyldy (wiki)

Prosze wbic w wyszukiwarke:

?Women considered better coders – but only if they hide their gender?

 
podpis: S.
e-mail: ...
Ani nie lansuję tezy, że nie ma kobiet, które nie mogłyby przewyższyć mężczyzn w ich tradycyjnych funkcjach.
Ani też nie zamierzam udawać, że nie ma dyskryminacji kobiet.
Natomiast buntuję się przeciwko przesadzie. Kiedy aktywne feministycznie kobiety same deprecjonują wszelkie kobiece atrybuty i zalety. Całą uwagę skupiają na rywalizacji z mężczyznami.
To już jest skazane na porażkę - bo siła mężczyzn polega na solidarności (rywalizacja również jest, ale są pewne proporcje).
Kobiety odnoszące sukcesy wśród mężczyzn zwykle mało angażują się feministycznie - bo działają faktycznie dość solidarnie z mężczyznami.
Na tym (oprócz siły) polega fenomen dominacji mężczyzn. Oni nie dopraszają się praw - oni sobie te prawa biorą jak swoje!
Kobiety teoretycznie też by tak mogły. Teoretycznie, niestety. Bo same nie szanują swoich zalet i przewag - których trochę mają. A o solidarności płci to tylko pomarzyć.
Feministki szanują u kobiet głównie cechy męskie - którymi pogardzają u mężczyzn. Cechy wyraźnie kobiece są lekceważone, lub czasem nawet pogardzane.
O ile to się nie zmieni - to za jakiś czas będziemy faktycznie mieli babo-chłopów i chłopo-baby na skalę masową. Nie chcę tego dożyć.
Marzy mi się świat gdzie będą kobiety i delikatne i twarde, i skromne i przebojowe - które będą się doceniały nawzajem.
Wtedy i faceci będą musieli docenić.
Musieli - a nie łaskawie ustąpili.