przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

ramka
 
   Aborcja bez epitetów
   Nieporadni ateiści
   Dlaczego nie religia
   Resocjalizacja - po bólu
   Płeć i równouprawnienie
   Kościół a seks
   Wolność sumienia
   Wolność równość sprawiedliwość
   Wolność jest przeceniona
   Nie jestem Charlie
   Imigracja czy inwazja?
   Zgoda buduje
   Oświeceni a Ciemnogród
   Niesprawiedliwe stereotypy
   Prawo do szczęśliwego macierzyństwa
   Dobro na odległość

   



nowości okno filozofia
 
     

Prawo do szczęśliwego macierzyństwa


Znowu spór o prawo do aborcji i znów zimny cynizm z obu stron.
Jedna strona upiera się, że brzuch to prywatna sprawa, a druga woła, że oni ratują życie.
Jedna strona krzyczy „mordują kobiety”, druga krzyczy „mordują dzieci”.
Jedna strona embrion ma za nic, druga strona ratuje ten embrion cudzym kosztem.

Obie strony unikają tego, co naprawdę jest istotą tematu - macierzyństwo.
Macierzyństwo to nie tylko brzuch! To nie tylko embrion.
Macierzyństwo to dar kobiety poświęcenia siebie dla nowego życia.

Obrońcy życia argumentują tak, jakby urodzenie dziecka było naturalnym fizjologicznym aktem. Urodź, a jak ci się dziecko nie spodoba to oddaj i zapomnij.
Obrońcy kobiet nie lepiej - moja sprawa co mam w brzuchu. Embrion czy sałatka - nie wasz interes.
Obie strony patrzą na ciążę tylko od strony biologicznej.

Trzeba widzieć w tym sporze potencjalną matkę i potencjalne dziecko. Bycie matką to nie jest tylko biologia - to cała więź łącząca ją z dzieckiem.

Decyzja o macierzyństwie - szczęśliwym lub nie - to jedna z najważniejszych decyzji. To nie jest wszystko jedno z kim, kiedy i jak.
Najpierw 9 miesięcy poświęcenia siebie (czasem zdrowia) a potem dalsze tego konsekwencje. Nawet niechciane dziecko nie przestaje być dzieckiem swojej matki. Nawet oddane do domu dziecka czy do hospicjum.
Po 9 miesiącach noszenia w sobie dziecka nie da się zwyczajnie zapomnieć i żyć jakby nic się nie stało.

Obrońcom życia wszystko jedno czy dziecko gwałciciela, czy dziecko Chazana. Matkom na pewno nie! A to na matkach spoczywa ciężar całego poświęcenia oraz świadomości na co skazują własne dziecko - bo jak już się urodzi - to nawet dziecko Chazana jest dzieckiem.
Obrońcy życia mogą beztrosko zapomnieć i ratować następne istnienia - matka nie zapomni i z tym przeżyciem zostaje na zawsze.

Z drugiej strony embrion to też nie sałatka!
Jak można wczesne macierzyństwo traktować jak niestrawność?
Tak obrońcy kobiet chcą przekonać kogoś do swojej racji? „Mój brzuch moja sprawa”?
Żadnej refleksji nad nowym życiem - tylko chwilowa niedyspozycja brzucha?
Każdy, kto był kiedyś embrionem (a każdy był) powinien poczuć się urażony.

Kobieta ma pełne prawo do szczęśliwego macierzyństwa. I powinna bez prawnych nacisków móc sama zdecydować kiedy, z kim i jakie dziecko pragnie mieć. Aby mogła z własnej woli dokonać wyboru poświęcenia siebie dla nowego życia.
Poświęcenie pod przymusem odziera macierzyństwo z całej świętości. Życie to dar miłości matki dla dziecka - a nie dar polityków dla biskupów.

Mówienie o prywatnym brzuchu albo życiu poczętym bez kontekstu macierzyństwa jest cynizmem obu walczących stron. I głupotą.

W kontekście macierzyństwa wygląda to zupełnie inaczej. Kiedy kobieta ma świadomość nowego życia, które może dać (ale nie musi) to jej decyzja będzie najlepsza.
Ale musi pomyśleć jak potencjalna matka a nie jak osoba z niedyspozycją brzucha.
Wtedy obie strony sporu osiągną więcej niż przez brutalną agitację.
Aborcji będzie mniej, za to będzie więcej chcianego i szczęśliwego macierzyństwa. A chciane macierzyństwo chyba obrońcom kobiet nie przeszkadza.
Zaś obrońcy życia więcej istnień uratują propagując szczęśliwe macierzyństwo niż więzienie za aborcję.
A jeśli chodzi o karanie za aborcję to trzeba mieć wiarę w sprawiedliwość bożą. Bóg to najlepiej oceni.





   


          


      kabaret ADI
      kabaret Potem
      Wytwórnia A'YoY
      klub Gęba
      bok
 
   

można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:
Wpisy o subtelności goebelowskiej będą kasowane bez względu na opcje.

 
podpis: Szyszka
e-mail: ...
Władek w pełni się zgadzam! Podobnie też mówi Wojtek Eichelberger, że NAKAZUJĄC (pod karą) kobietą rodzenia, obdzieramy je z jakiejkolwiek decyzji, sprowadzamy do roli zwierząt porodowych.

A nic nie jest czarno-białe i skrajności, które przypomniałeś nie są rozwiązaniem. Zawsze to będzie coś pomiędzy, zawsze balans.

Co najważniejsze, na co zwróciłeś uwagę, co popieram - ZUPEŁNIE pomija się aspekt psychiki kobiety. Jakże kluczowy.

I oczywiście - szerzmy świadomość, edukujmy - a nie zajmujmy się ostatnim ogniwem tej ciągłości głupoty.
 
podpis: Sójka
e-mail: ...
Jak mi się to bardzo podoba, co napisałeś.
 
podpis: palik
e-mail: ...
A może taki zimny cynizm występuje tylko w skrajnych frakcjach obu stron? A skrajności jako najbardziej medialne stają się nabardziej słyszalne.
 
podpis: S.
e-mail: ...
W skrajnych frakcjach, wiadomo, jest najbardziej radykalny.
W pro-life dominują ortodoksi, którzy nawet zarodek uważają za pełnoprawnego człowieka i chętnie będą zmuszać do świętości w każdym przypadku.
Zaś w grupie pro-choice dominują feministki, które macierzyństwo uważają za co najmniej wstydliwe i żaden powód do dumy.
Problemem każdego sporu jest fakt, że najbardziej skrajni są najbardziej nachalni i reszta albo się wycofuje z dyskusji, albo się pogrąża wraz z ortodoksami.
Naprawdę wolałbym, żeby stronę pro-choice reprezentowały kobiety, dla których macierzyństwo jest bardzo ważne.
A pro-life żeby reprezentowali ludzie, którzy potrafią czuć empatię wobec kobiet w trudnych sytuacjach.
 
podpis: palik
e-mail: ...
Niestety często miarą jakości publicystyki jest po prostu siła wzbudzanych emocji. A co to za szoł - debata kobiet dla których macierzyńswo jest ważne kontra ludzie z empatią...