przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

ramka
 
   Aborcja bez epitetów
   Nieporadni ateiści
   Dlaczego nie religia
   Resocjalizacja - po bólu
   Płeć i równouprawnienie
   Kościół a seks
   Wolność sumienia
   Wolność równość sprawiedliwość
   Wolność jest przeceniona
   Nie jestem Charlie
   Imigracja czy inwazja?
   Zgoda buduje
   Oświeceni a Ciemnogród
   Niesprawiedliwe stereotypy
   Prawo do szczęśliwego macierzyństwa
   Dobro na odległość

   



nowości okno filozofia
 
     

RYCERZE POPRAWNOŚCI


„Kochaj i szanuj, gnoju”
Tak w skrócie widzę szlachetność uczestników wielu dyskusji w przestrzeni publicznej.

Sztandary z hasłami Miłości, Poszanowania, Wolności, Dobra idą coraz wyżej w górę.
Tak wysoko, że na dole już nikt nie wyczuwa, co one mogą znaczyć.

Nie będę pisał co się dzieje pod sztandarami Dobra, Miłości i Honoru - niech lepiej ktoś spod tego znaku sam zajmie się swoimi współwyznawcami.

Ale co się dzieje pod sztandarami Poszanowania Człowieka, Wolności Myśli, Równości - chaos i sprzeczności na całkiem podobnym poziomie. Nie sądzę, że przesadzam.
Poszanowanie człowieka myślącego choćby trochę inaczej niż Rycerze Poprawności jest żadne!

Rycerze Poprawności tak już zapamiętali się w walce, że rąbią na odlew wszystko, co nie ma dość ostrożności żeby nie wyrażać swoich wątpliwości i antypatii.
Możesz myśleć inaczej, ale tego nie wyrażaj, nie żartuj, nie pokazuj. Bo zaraz masz na głowie hordy rycerskie.

Rasizm, seksizm, nietolerancja, homofonia, ksenofobia, nienawiść - oskarżenia już czekają. Trzeba tylko szybko dopasować właściwe i uderzyć.

Ludzie są ludźmi i naturalne jest, że w całej populacji komuś się nie będą podobali grubi, łysi, kulawi, opaleni albo wysocy. Ba, każdy człowiek chyba może powiedzieć, że jakaś cecha ludzka nie przypada mu do gustu.
Rycerze Poprawności niektóre z tych cech postanowili wziąć w obronę i ścigać byle wzmiankę krytyczną, nawet żartobliwą - nie patrząc nawet na sensowność swojej krucjaty. Z urzędu.
Wiem, wiem, że ten wybór ma swoje podłoże - bo jakieś grupy doświadczyły wcześniej prześladowań, nierówności itp.
Ale to nie zwalnia od myślenia tu i teraz.

Zamiast zacietrzewionej walki raczej potrzeba sobie pozwolić na żart, na oswojenie, na poznanie siebie nawzajem. Bo walka wywoła reakcję zawsze po drugiej stronie.
Każdy zacietrzewiony baran obudzi barana po drugiej stronie. A może i całe stado.

Jest wiele innych metod niż zakazy i nakazy.
Rycerze Poprawności siłą próbują wymuszać swój punkt widzenia. Nie zważając na poszanowanie wolnej myśli, poszanowanie godności i wolności przekonań.
Wolność to także wolność do niechęci.
Dopóki ktoś nie dojrzeje do tolerancji, to zmuszanie nie jest metodą - to zwiększanie tylko wewnętrznego ciśnienia. I jak to kiedyś pierdzielnie…!
Strach się bać.

Pozwólcie każdemu nie lubić Żydów, murzynów, gejów, katolików, czy kogo tam chce. Jego prawo.
Ale chamstwu trzeba się przeciwstawiać! I szerzeniu negatywnych stereotypów.
Niezależnie kogo to dotyczy.
Czy dotyczy rasisty lub homofoba, czy geja lub Żyda - to chamstwo i negatywne stereotypy powinny być tępione!
Bo to jest brak poszanowania!
A nie sympatia czy antypatia.





   


          


      kabaret ADI
      kabaret Potem
      Wytwórnia A'YoY
      klub Gęba
      bok
 
   

można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:
Wpisy o subtelności goebelowskiej będą kasowane bez względu na opcje.

 
podpis: Króliczek
e-mail: ...
Po przeczytaniu od razu na myśl przychodzi dość oczywiste pytanie: jaki jest Twój pogląd na zakaz szerzenia ideologii faszystowskiej?
 
podpis: S.
e-mail: ...
Nie mam problemu ze swoją oceną.
Po pierwsze - to ideologia o charakterze zbrodniczym, potwierdzonym w historii - więc zakaz uzasadniony.
Po drugie - tworzenie jakichkolwiek struktur czy stowarzyszeń pod hasłem antypatii do kogokolwiek uważam za niewłaściwe i niebezpieczne.
 
podpis: Króliczek
e-mail: ...
Zdaję sobie sprawę, że między stwierdzeniem, że nie lubi się Żydów, a holokaustem, jest spora różnica i gdzieś jest granica, za którą już należy karać, ale gdzie? I nawet jeśli nie odpowiedzialność karna, to przyzwolenia społecznego na choćby stwierdzenie, że nie lubi się kogoś za to, kim się urodził, być nie powinno. Bo co dobrego z tego może wyniknąć?

Nie wiem, generalnie mam wrażenie, że na np. żart rasistowski, nawet przedni, może pozwolić sobie tylko ktoś, kto rasistą nie jest (inaczej to przestaje być żart). I o ile wśród dobrych znajomych to może przejść, to pewnym jest, że jeśli taka wypowiedź pójdzie publicznie, to znajdzie się ktoś, kto nie załapie. I w sumie można go winić? I po co w ogóle prowokować i później się tłumaczyć?

Czyli: jasne, każdy może mieć swoje uprzedzenia wobec innych, ale nie wydaje mi się, że można usprawiedliwiać obnoszenie się z nimi szeroko pojętą wolnością słowa. Dlaczego rasista czy homofob ma nie ponosić odpowiedzialności za wyrażanie swoich, nie da się ukryć, szkodliwych poglądów? Nawet jeśli to tylko mała wzmianka.
 
podpis: S.
e-mail: ...
Żart czy głos krytyczny naruszający czyjąś dumę z przynależności do społeczności nie powinien być powodem do obrazy.
Bo w myśl równości każda społeczność powinna by mieć równe prawo do obrony przed żartem lub krytyką. A to już przesada.
To jest racja, że nic dobrego w publicznym okazaniu antypatii czy lekceważenia.
Pytanie: czy kneblować wszystko, czy zachować jakiś umiar?
Pod ochroną są głównie społeczności, które doświadczyły agresji bezpośredniej.
Czy wyrugowanie z oficjalnej przestrzeni najmniejszych przejawów niechęci spowoduje wyrugowanie agresji w zwykłym życiu?
Życie pokazuje, że nie ma związku.
Mimo agresji wobec kleru w świecie oficjalnym i medialnym - nie ma bezpośredniej agresji w życiu.
Mimo wysokich zabezpieczeń przed niepoprawnymi wypowiedziami - wobec Żydów, czarnych akty agresji w życiu wciąż się zdarzają.
To chyba nie zależy od poprawności w świecie oficjalnym - a od przekonań zwykłych ludzi.
Nagonki na oficjalnych niepoprawnych nie uspokajają nastrojów w życiu - a przypuszczam, że nawet podgrzewają emocje.
Żarty - choć bywają nawet nieprzyjemne - raczej rozładowują ciśnienie. Krytyka pozbawiona chamstwa, pomówień i stereotypów - przypuszczam też.
 
podpis: Kris
e-mail: ...
No ja się z tym zgadzam i uważam, że powyższe urosło teraz do rangi najważniejszego problemu w życiu publicznym.

Bardzo kiedyś moden słowo, które teraz jakby wypadło z mody - Tolerancja. Chyba wyszło z mody ale chyba dlatego, że większość utożsamiało tolerancje z akceptacją, a prawdziwa tolerancja właśnie zakłada nie szkodzeniu innemu pomimo sprzecznych poglądów.

PS. Kiedyś używane było określenie \"Wyrażenie nieparlamentarne\" - teraz pewnie tez jeszcze istnieje ale straciło odniesienie do rzeczywistości. Bo kto jak kto ale politycy przodują w dowalaniu dyskutantom z innych opcji.

I jeszcze mi przyszło coś do głowy niestety dla polityka najważniejsza jest skuteczność i oni dlatego mówią to co mówią bo to się im opłaca, bo my społeczeństwo \"lubimy\" takie ostre podziały i brak tolerancji. Cały czas aktualne - \"Dziel i Rządź\"
 
podpis: Króliczek
e-mail: ...
Muszę dość zdecydowanie sprzeciwić się pierwszemu zdaniu:
Żart czy głos krytyczny naruszający czyjąś dumę z przynależności do społeczności nie powinien być powodem do obrazy.
Posiadanie koloru skóry albo orientacji seksualnej, to nie przynależność do społeczności ani też powód do dumy. To indywidualna cecha, z którą każdy się rodzi i ma, jaką ma. Jak odstające uszy. Ktoś zażartuje z moich odstających uszu, okej, wypada zachować się dojrzale i nie odpowiadać pięknym za nadobne ani też ciągać się po sądach. Ale żeby usprawiedliwiać? Że to niby rozładowanie atmosfery? W żadnym razie.

No i co jest? W myśl równości każdy może mnie krytykować, ale już mnie nie wolno się przed krytyką bronić? Tu nie chodzi o polityczną poprawność, tylko za ponoszenie odpowiedzialności za swoje słowa. Jak jeden powie, że geje powinni siedzieć za ścianą, to ktoś (np. gej, ale niekoniecznie) się może na niego wkurzyć i tyle. Jakoś mnie to nie dziwi i nie demonizowałbym, że to zaraz paranoiczna pogoń za polityczną hiperpoprawnością.
 
podpis: Króliczek
e-mail: ...
A co do tego czy kneblowanie daje pozytywne efekty w życiu... nie wiem. Podałeś całkiem dobre przykłady, pokazujące, że nie.
Z drugiej strony, jeszcze relatywnie niedawno rasizm był poważnym problemem w USA i z tego co czytałem, stosowano tam np. (uwaga) parytety rasowe przy zatrudnieniu. I przyniosło to pozytywne efekty - dziś rasistowska wypowiedź skreśliłaby automatycznie, np. polityka, z życia publicznego. I to nie przez Obrońców Poprawności, ale większość społeczeństwa, bo taka postawa stała się generalnie nieakceptowalna.
I skoro już do holokaustu pojawiło się nawiązanie: nie dałoby się zmusić przeciętnego żołnierza do pewnych zachowań bez antysemickiej propagandy (myślę, że się zgodzisz, sądząc po Twoim znakomitym antywojennym skeczu w filozofijkach). Czyli jednak czasem taki sztuczne "pchnięcie" społeczeństwa potrafi przynieść oczekiwane rezultaty "na ulicach". Ale czemu czasem tak, a czasem nie?
 
podpis: S.
e-mail: ...
Rzeczywiście w US udało się z niechęcią do rasizmu zejść na poziom społeczeństwa.
Nie od rzeczy jest fakt, że czarnych tam jest po prostu dużo - i dla nikogo nie są kimś egzotycznym. A widoczna odmienność jest poważnym powodem do nieufności i agresji.
Parytety w tym przypadku pozwoliły wymieszać społeczeństwo do tego stopnia, że czarny w żadnym miejscu nie dziwi. To jest właśnie oswojenie i poznanie siebie nawzajem.
W Polsce czarnych jest dużo mniej, a i wielu jest pierwszego pokolenia - więc ma problemy z językiem - co ich czyni dodatkowo podatnymi na złośliwości.

Najlepszą robotę zawsze robią ci, którzy potrafią się śmiać z siebie. To oni rozładowują napięcia, a także stępiają ostrze złośliwości - zmniejszając jednocześnie dystans do siebie.
To wydaje się najlepszym rozwiązaniem.
 
podpis: Nieopierzony filozof
e-mail: ...
Moim zdaniem jeden z najgorszych Pana tekstów Panie Sikora. Aczkolwiek sporo jest dobrych (kilka nawet wybitnych). W polityce, mediach, "na ulicy" mamy w dzisiejszych czasach raczej do czynienia z radykalizowaniem się poglądów i coraz "ostrzejszą" dyskusją. Moim zdaniem brakuje Rycerzy Poprawności. Poprawność polityczna zanika... Niestety.
P.S. Wśród 20-latków każdy wali językiem jak "obuchem" bez refleksji, że może kogoś urazić... To czego najbardziej dziś brakuje w dyskusji publicznej to : spokój, rozwaga i poszanowanie drugiej osoby. Pozdrawiam.
 
podpis: S.
e-mail: ...
Poprawność raczej ewoluuje zgodnie z całym trendem - coraz ostrzej wyrażanych przekonań, coraz silniejszych nacisków i coraz większej drobiazgowosci.
Czyli zaczyna zaprzeczać sama sobie.
Niemniej sztandary powiewają.
P.S. - brak spokoju, poszanowania? Teraz wszyscy chcą poszanowania i spokoju. Tylko, że głównie dla siebie.
W myśl hasła na samym początku tekstu.