przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

ramka
 
   Aborcja bez epitetów
   Nieporadni ateiści
   Dlaczego nie religia
   Resocjalizacja - po bólu
   Płeć i równouprawnienie
   Kościół a seks
   Wolność sumienia
   Wolność równość sprawiedliwość
   Wolność jest przeceniona
   Nie jestem Charlie
   Imigracja czy inwazja?
   Zgoda buduje
   Oświeceni a Ciemnogród
   Niesprawiedliwe stereotypy
   Prawo do szczęśliwego macierzyństwa
   Dobro na odległość

   



nowości okno filozofia
 
     

KOŚCIÓŁ A SEKS


Nie jest zdrową sytuacja, kiedy osoby, które oficjalnie wyrzekły się seksu, uzurpują sobie prawo orzekania w tych sprawach. Cała instytucjonalna część kościoła katolickiego oficjalnie seksu nie uprawia.

Oficjalnie...
Czyli wszelkie osobiste doświadczenie w sprawach seksu jest zdobywane potajemnie i jakby w sposób nieczysty.
Taki potajemny seks nie może być normalny.
Dodatkową wiedzę teoretyczną o seksie zdobywa kler w czasie spowiedzi - a więc jest to wiedza z tzw. drugiej ręki - od osób, które uważają to za grzech.
I głównie takie doświadczenie stoi u podstawy wyroków w tej sprawie. A wyroki w sprawach seksu prawie wszyscy funkcjonariusze kościoła formułują nader chętnie - wg swojego uznania.
Zbyt chętnie!

Co może wiedzieć taka przeciętna osoba duchowna o seksie?
Żaden kleryk nie doświadczył osobiście seksu czystego i pięknego - bo ten jest dla nich zabroniony. Dla nich każdy jest zabroniony, więc zostaje tylko seks potajemny, grzeszny i prawdopodobnie pod wpływem chuci - a nie świadomego wyboru.
Więc w świadomości wielu takich osób nie ma pięknego seksu.

A seks może być piękny. Poza małżeństwem też. Tylko księża ni zakonnicy nie mogą go doświadczyć.
Seks nie musi być wyładowaniem zwierzęcych chuci - może być pięknym połączeniem się ludzi w akcie całkowitego oddania się sobie nawzajem.
Czy w takim wzajemnym oddaniu może być cokolwiek brudnego?

Księża aprobują tylko ten małżeński. Niby pod patronatem miłości.
Seks, aby być piękny, potrzebuje bardziej wzajemnego szacunku do siebie niż miłości. Im mniej szacunku do partnera w seksie, tym bardziej jest on zwierzęcy. Nie każda miłość ma w sobie szacunek.

Seks jako całkowite oddanie się sobie nawzajem - potrzebuje tego szacunku, potrzebuje empatii, zrozumienia potrzeb i pragnienia uszczęśliwienia partnera.
Nic po miłości, kiedy seks jest egoistyczny lub rutynowy.
Małżeństwo tu niczego nie gwarantuje - a nawet częściej jest przeszkodą niż pomocą w pięknym seksie. Zbyt często jest rutynowy, zbyt często jest tylko wyładowaniem napięcia seksualnego.

Piękniejszy seks zdarza się ludziom, którzy nie uważają go za swoje prawo lub obowiązek.
Seks, na który trzeba zasłużyć, o który trzeba dbać.
Instytucja małżeństwa wcale temu nie sprzyja (chociaż jednak nie wyklucza).

Co przeciętni księża mogą wiedzieć o takim seksie?
Czy ktoś, kto przeżył piękny seks, pójdzie się z niego spowiadać? Żeby opowiadaniem i ewentualną reprymendą księdza popsuć całe piękno seksu?
Nie sądzę.
A może nawet i ktoś spróbował się wyspowiadać - ale nie wierzę, żeby ksiądz potrafił usłyszeć, dostrzec piękno tego seksu - bo dla księdza to i tak grzech. Tam nie ma miejsca na aprobatę.

A o czym może usłyszeć ksiądz na spowiedzi?
Że ktoś się puścił na imprezie… Że jakaś bogobojna para nie wytrzymała w czystości i teraz się sobą brzydzi… Że ktoś kogoś uwiódł… że ktoś żyje w nieślubnym związku…

Takie doświadczenie kształtuje świadomość ludzi kościoła. Wiedza ze spowiedzi i ewentualnie własny nieczysty seks.
Więc o seksie mówią wg swojego podziału - małżeński dobry, inny nie. Skąd? Dlaczego?
Kościół nie ma sensownej podstawy, aby wypowiadać się o seksie.


P.S.
Kościół wyrządza krzywdę wmawianiem, że seks pozamałżeński jest brudny - pakując do jednego worka prymitywną kopulację i czysty piękny seks.
Wszyscy, którzy uwierzą, że seks jest tylko kopulacją - nie będą potrafili doświadczyć czym seks może być. Zawsze zostanie jakiś cień obrzydzenia lub pogardy...

I niestety, dotyczy to również tych, którzy odrzucają nauki kościoła. Mimo, że nie stronią od seksu - traktują go jako prymitywną kopulację - bez żadnego wzajemnego przeżycia.





   


          


      kabaret ADI
      kabaret Potem
      Wytwórnia A'YoY
      klub Gęba
      bok
 
   

można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:
Wpisy o subtelności goebelowskiej będą kasowane bez względu na opcje.

 
podpis: Lzeppelin
e-mail: lzeppelin@o2.pl
Brawo, Władku! To jest rozsądne i słuszne. Zauważ, że założyciele Kościoła nie potępiali seksu, a nawet wprost przeciwnie (np w liście św. Pawła do Koryntian). Tak jak wegetarianin nie potrafi docenić smaku kotleta schabowego tak ksiądz-celibatariusz niewiele wie o seksie. Oczywiście, możesz się spotkać z argumentem, że lekarze nie przechodzą chorób a leczą, bo mają wiedzę ale ja uważam, że emocji, uczuć i asertywności z podręcznika nauczyć się nie da. Nawiasem mówiąc, według mnie, z celibatu duchownych wynika wiele zła. Rezygnacja z tak silnego popędu, jakim jest dążenie do przedłużenia gatunku, ściąga wielu osobników o zwichniętej osobowości. Słyszałeś o aferach pedofilskich u protestantów albo u prawosławnych? ;-)
 
podpis: Szymon "Szyszka"
e-mail: ...
Mało tego - ja słyszałem (na własne żywe uszy) jak podczas rozmowy grupa katolików w której byłem na spotkaniu doszła do wniosku, że życie w białym małżeństwie przybliża do Boga. Że to coś pięknego nie uprawiać seksu z żoną - po prostu się go wyrzec.

Słyszałem to i uczestniczyłem w tej rozmowie około 3 miesiące temu. Nic nie docierało do tych ludzi - kolega, który ma żonę i dziecko, był w seminarium wcześniej, mówi lekko z przekąsem: To po co jest żona?

Ja mówię: A jak Wy kurczę powstaliście? Bocian?

Następnie mówię: To świetna filozofia, szybko byśmy wymarli. Na co usłyszałem "A to wymrzyjmy i już" - taki poziom rozmowy.

Ni cholery nikt podczas dyskusji zdania nie zmienił (z tych co się odzywali) - tylko ja się wstawiłem za kolegą, ale od razu bylem oceniony jako ten co się czepia i chwyta za słowa. Mówię "Na jakiej podstawie, do jasnej ciasnej twierdzicie, że brak seksu z żoną zbliża do Boga"? - figa z makiem, nie powiedzieli. "Bo tak" i już.

To ja się pytam: Co mają uprawiać małżonkowie - rzepę? Rzepa zbliża do Boga? Może palmy - one są wyższe, bardziej zbliżone do Boga.

Cóż - palma niektórym odbija.
 
podpis: roland
e-mail: ...
Człowiek jest istotą seksualną, dlatego osoba która żyje w czystości ma pojęcie o seksie. Szacunek to coś mniej niż miłość, ale nawet jeśli autor twierdzi, że wystarczy szacunek do dobrego seksu to miłość jest o stopień wyżej. Tam, gdzie nie ma wierności (także wobec siebie i swoich zasad) - nie ma też szacunku. Miłość, szczególnie w małżeństwie, gwarantuje szacunek (jeśli jest dojrzała) plus wyłączność - kiedy seks idzie w parze z miłością partnerzy nie wnoszą do seksu żadnej spiny, czy obaw, co dalej (jak wiemy antykoncepcja jest zawodna). Dla zachowania dobrego seksu trzeba o tę miłość zadbać. Kościół ma rację:)
 
podpis: S.
e-mail: ...
Osoba w czystości nie ma pojęcia o seksie - chociaż ma pojęcie o pociągu seksualnym. Ale to nie to samo - to bardzo wąskie spojrzenie, narażone na różne wypaczenia.
Ja wiem czym jest skok na banji - ale nie mam pojęcia co to za przeżycie dla tych, którzy skoczyli. Nie mam prawa orzekać w tym temacie. Bo z moim lękiem wysokości na pewno mam wypaczone spojrzenie.

O ile zgoda, że dojrzała miłość to również szacunek - o tyle brak zgody, że małżeństwo to na pewno dojrzała miłość. A już kompletnie brak zgody, że poza małżeństwem to tylko ruja.
 
podpis: Piotrek
e-mail: ...
Bardzo dziękuję za możliwość niezgodzenia się. Na początek nie zgodzę się w całości z Rolandem. Wrodzona seksualność człowieka nie daje uprawnienia do wypowiadania się na jej temat w charakterze eksperta osobom, które z niej dobrowolnie rezygnują. Oczywiście osoby te mogą wygłaszać swoje opinie, ale nie mogą uzurpować sobie prawa do bycia ekspertem, nauczycielem a nade wszystko narzucającym wolę. Ruch także jest dla człowieka wrodzony, co nie upoważnia mnie do bycia ekspertem w sprawie biegania ani do zmuszania reszty do truchtu lub jego zaniechania. Mogę mówić jedynie jak ja biegam.

Nie wiem także skąd twierdzenie, że brak wierności jest równy brakowi szacunku. A już kompletnie nie wiem skąd twierdzenie, że szczególnie miłość małżeńska gwarantuje szacunek. Jest na świecie wiele par, które z pełnym szacunkiem do siebie, z pełną miłością traktują swoją seksualność za domenę niewyłączną. W wielu przypadkach są to właśnie małżeństwa, takich usankcjonowanych par wśród swingersów jest zdecydowanie najwięcej.

Ale nie zgadzam się także i z Tobą Sikor, choć już tylko częściowo. Mam bowiem problem z uznaniem, że małżeństwo nie sprzyja udanemu seksowi. To chyba uproszczona wizja. Jeśli byś napisał - przyzwyczajenie, ochłodzenie uczuć, czy rutyna - to ja się pod tym podpisze. Ale napisałeś małżeństwo. Niby dlaczego to właśnie małżeństwo ma być przyczyną przyzwyczajenia ochłodzenia i rutyny a już wolny związek nie?? Moim zdaniem przyczyną jest czas i lenistwo a nie instytucja małżeństwa.

Dalej piszesz, że piękniejszy seks mają ludzie, którzy nie uważają go za obowiązek lub prawo. Rozumiem to wiec tak, że można się go spodziewać poza swoim "legalnym", istniejącym związkiem? Po pierwsze niby dlaczego? A po drugie - to dla mnie dochodzi dodatkowa zmienna. Jest nią krzywda. Jest nią oszustwo. No bo zazwyczaj komuś się coś obiecuje... Wierność? Wyłączność? Prawdę?
Czy jakość takiego seksu bez prawa i obowiązku, ten dreszczyk nowego, niezmanierowanego seksu jest wystarczającym powodem by łamać nasze, przecież dobrowolne zobowiązania względem "legalnego" partnera?

I drugie pytanie: czy jemu także dajemy taką "wolność"?
 
podpis: S.
e-mail: ...
Można się nie zgodzić, ale się zgodzę. To nie małżeństwo, ale rutyna jest powodem. (i też podejście mechaniczne, bezuczuciowe itp.)
Małżeństwo niczego nie gwarantuje. Ani na plus ani na minus.
Pisząc że nie prawo ani obowiązek - nie nakłaniam do niewierności - ale do wystrzegania się traktowania seksu jako powinności - bez względu na nastrój i zaangażowanie.
I tu małżeństwo jest bardziej narażone. Wieloletnie pary też są zagrożone, ale małżeństwo jest narażone od już pierwszych dni.
Żeby nie demonizować - wcale nie musi tak być.
 
podpis: Kris
e-mail: ...
To akurat temat oklepany i właściwie samograj. Zgadzam się, że etyka seksualna jest pięta achillesową KK i zresztą na samych katolickich forach budzi największe emocje (i nic dziwnego). Można snuć wiele domysłów ale fakt faktem Kościół w związku z wprowadzeniem celibatu ma na punkcie seksu pewną obsesje i choć mam nadzieję, że stopniowo się to zmienia i będzie zmieniać to póki co nie ma się czym chwalić.

Natomiast co do seksu w małżeństwie. Grzeszność seksu akurat nie zależy od jego piękna. Etyka katolicka uznaje tylko sex w małżeństwie i to sakramentalnym (małżeństwo cywilne się nie liczy) ale z drugiej strony dotyczy to członków KK. Z całą pewnością może być piękny, dojrzały seks poza małżeństwem, a prymitywny w małżeństwie itp. ale niezależnie od etyki katolickiej to etyka w naszej kulturze jednak wymaga pewnej wyłączności w tej sferze i tzw. skoki w bok niezależnie od piękna samego seksu uznawane są za zdradę i jako takie nie są godne pochwały.

Konkludując większość szczegółów w etyce seksualnej KK faktycznie za niezrozumiałe ale akurat najmniej czepiałbym się samego faktu zarezerwowania seksu dla małżeństwa.
 
podpis: S.
e-mail: ...
A ja się głównie tego czepiam.
Ne tylko dlatego, że jestem programowo nieżonaty - zgadzając się skazywał bym się na celibat.
Głównie z powodu zawartego w P.S.
Seks jak zarabianie pieniędzy - może być z krzywdą w tle - i wtedy dopiero jest zły. A nie sam z siebie.
Wywoływanie poczucia winy, tam gdzie go być nie powinno - jest złe!
 
podpis: S.
e-mail: ...
Lekko rozwijając ostatnią myśl.
Z pięknej przypowieści "kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem" - wybrano tylko: "każdy jest winny".
I kamienie latająąąąą...
 
podpis: S.
e-mail: ...
Kris - oklepane byłoby gdybym się skupił na hipokryzji. A to odpuściłem.
 
podpis: Kris
e-mail: ...
Etyka katolicka jako tak dotyczy katolików, a nie słyszałem żeby KK domagał się wprowadzania praw zakujących niemałzeński seks - to po pierwsze.

Seks jako taki wiąże się jednak z odpowiedzialnością (głównie i przede wszystkim za ewentualne dziecko, które jak wspomniano w innym miejscu ma prawo do miłości swoich rodziców. Ryzyko powałania do życia człowieka, wiąże sie bezpośrednio z seksem i nic tego nie zmieni. W związku z tym jest kolejna zależność kulturowa, związek seksualny wiąze się z wyłacznością (wiernością) i to jest w naszej kulturze tak zakorzenione, że nie zależy jak sądzę od tego czy jest ktoś członkiem KK. Dlatego seks, tóry jest tzw. "zdradą" czyli seks nie ze swoim stałym partnerem tak czy siak nie jest chwalebny.

Inna sprawa kiedy się nie pozostaje się w związku i seks nie jest zdradą. Wtedy teoretycznie nie krzywdzimy nikogo (choć do końca nigdy nie wiadomo czy obydwie strony tak samo niezobowiązująco traktują seks) więc tu tolerancja jest pewnie większa.

 
podpis: S.
e-mail: ...
Nie zechciałeś zauważyć to powtórzę:
Wywoływanie poczucia winy, tam gdzie go być nie powinno - jest złe!
Złe.
Wszystkie przytaczane argumenty przeciw seksowi - chociaż mają podstawy - jednak nie są dyskwalifikujące.
Wypadki samochodowe nie dyskwalifikują samochodów - chociaż to zła strona motoryzacji.
Wypadki spowodowane seksem (dowolnej kategorii) nie dyskwalifikują zjawiska seksu. On ma złe i dobre strony.
A już odstraszanie przypadkową ciążą z jednoczesnym zakazywaniem antykoncepcji - wygląda na działanie z premedytacją w złej intencji wobec seksu.
 
podpis: S.
e-mail: ...
Etyka katolicka w tym wypadku dotyka również niewierzących.
Jeśli moja wierząca partnerka w seksie ma problem z powodu doktrynalnego uporu kościoła - to też jest mój problem.
(no, chyba, że chciałbyś bym miał to w nosie - ale jednak to jest ta odpowiedzialność i szacunek - który w seksie jest niezbędny)
 
podpis: Kris
e-mail: ...
Jak wspomniałem już wcześniej zakaz antykoncepcji jest tą częścią którą również ja nie akceptuje i cóż sam wiem jak takie dylematy mogą wpływać na partnerkę.

Sam bronię przede wszystkim tej części, która mówi, że seks który jest "zdradą" stałego partnera (współmałżonka) jest zły.

Jeśli zaś ktoś decyduje się na przygodny seks to z samej definicji raczej nie ma tu mowy o głębszym uczuciu więc tu też nie ma mowy o tym co piszesz (szacunek, odpowiedzialność itp.)

 
podpis: S.
e-mail: ...
No to zatoczyliśmy kółko.
To, że nie zawsze seks jest dobry - mamy ustalone od początku.
 
podpis: Paweł
e-mail: ...
Jak chce Pan poznać stanowisko Kościoła w jakimkolwiek temacie, to warto poszperać w necie, są odpowiednie dokumenty, ot chociażby podstawowy: Katechizm Kościoła Katolickiego.

Co do samego seksu, Kościół ma stanowisko jak najbardziej pozytywne. Jest to dar od Pana Boga i najwyższa forma oddania siebie drugiej osobie. Wbrew pozorom to, co Pan pisze o seksie jest bardzo zbliżone do stanowiska Kościoła, z małymi wyjątkami.

Jako agnostyk trudno, żeby czepiał się Pan Pana Boga, więc czepia się Pan Kościoła. Tymczasem katolicy wierzą, że Pan Bóg w tej sprawie się już wypowiedział i nie możemy tego zmienić. Trzeba by przerobić Pismo Święte i Tradycję.

Tak więc według Pana Boga seks powinien być tylko małżeński.
Można sobie zadać pytanie: dlaczego Pan Bóg się tak nad nami znęca? Oczywiście dla naszego dobra. :)
Seks jest czymś pięknym, to święto miłości, taka wisienka na torcie. Ale z drugiej strony, tak jak Pan napisał, osoba niedojrzała może go sprowadzić do zwierzęcej kopulacji, albo chęci zaspokojenia swojego popędu. Wtedy drugą osobę sprowadza się do roli przedmiotu. Tak samo seks może zdominować niedojrzałe relacje, spowodować, że związek będzie się wokół niego kręcił.

W sposób dobry dla człowieka seks może być przeżywany jedynie w relacji miłości. I nie jest to byle jaka miłość, ale tak wyjątkowa, bardzo silna, która powinna łączyć małżonków. I według Kościoła seks ma być otwarty na ewentualne potomstwo. Małżonkowie mogą nie planować dziecka i kochać się tak, żeby do tego nie doszło, ale ostatnie zdanie należy do Pana Boga. I tutaj instytucja małżeństwa powinna być gwarantem, że nowy człowiek przyjdzie na świat w rodzinie, a nie po fakcie kobieta zostanie sama, a facet się zmyje.

W skrócie Pan Bóg, a za nim Kościół mówią: seks jest super, ale tylko jak się kochacie. A jak się kochacie, to bierzta ślub. :)

I tutaj mała uwaga, bo wydaje mi się, że Pan rozumie miłość inaczej niż Kościół i będziemy mieli konflikt czysto słownikowy.

Jeszcze jedna rzecz: na małżonkach spoczywa obowiązek, żeby ten seks był taki, jak Pan go opisał. Małżonkowie mają wystrzegać się rutyny i egoizmu. Mają się starać!

To może na razie tyle, bo komentarz wyjdzie dłuższy niż artykuł. :)
Chodziło mi o to, żeby ukazać Panu, że nauka Kościoła w sprawie seksu, to nie zbiór luźnych pomysłów zgrzybiałych klechów, ale pewne spójna koncepcja, którą człowiek poprzez wiarę w Boga może przyjąć, albo odrzucić. Mam nadzieję, że nie przynudziłem. :)

Pozdrawiam
 
podpis: S.
e-mail: ...
Faktycznie, kiedy poszukałem - musiałem nieco złagodzić wymowę artykułu (przedtem był ostrzejszy).
Relacje Kościół-Bog-Wierzący to materiał na zupełnie inny artykuł (a nawet rozprawę), więc nie będę tego rozwijał.
Tu odnoszę się do kościoła (i oficjalnego i tego parafialnego), który jednak nie ma dobrych podstaw do wyrokowania w sprawie. Cała podstawa to skłonność do wyrokowania we wszelkich sprawach dotyczących natury człowieka.
Widzę, że kościół oficjalny trochę zaczął już korzystać ze zgromadzonej wiedzy (kościół prowincjonalny niekoniecznie) - ale i tak to jest laickie (czyt. niekompetentne) ogarnięcie tematu.
Na zasadzie "mądry na każdy temat".
 
podpis: Włodek
e-mail: ...
Na ten temat powiem tak: wszystkie niereligijne populacje (o ile takie kiedyś istniały) wymarły. Jak widać religia i seks są ściśle związane.
 
podpis: S.
e-mail: ...
:)
 
podpis: Szymon \"Szyszka\"
e-mail: ...
Ja bym do tego dodał jeszcze to:

Oczywiście! W kościele znajdziemy różne postawy - bardziej lub mniej inteligentne. Jak się skupimy na tych mniej inteligentnych to fakt - może być tak, że kościół to średniowiecze.
Ale wśród tych inteligentnych są mądre zdania. I nie jest tak jak to opisane w artykule. W artykule skupiłeś się na tej mniej inteligentnej części kościoła (mniej douczonej itp).

Ponad to w kościele nauczają też MAŁŻONKOWIE o SEKSIE. Np. Jacek Pulikowski. Na przykład.

Więc, znów pokazuje to jednak stronniczość artykułu "Co kościół może o seksie?" - może, bo kościół to też małżeństwa.

Zgadza się, że sakrament małżeństwa nie jest magiczną różdżką i jak jakaś para nie miała do siebie szacunku 5 minut przed sakramentem to i nie będzie go miała 5 minut po. TO JEST JASNE, o tym się MÓWI w kościele.

Sam sakrament małżeństwa po ludzku nie wiele zmienia. Więc podstawową rzeczą jest rozwój. O tym się mówi w kościele (religii).

Oczywiście - seks poza małżeństwem jak piszesz, nie musi być porażką. Ale to wymaga dużej pracy - jak i w małżeństwie.

Pytanie - jak jest w praktyce? Czy seks "poza" jest faktycznie traktowany OK?

Przecież panuje debilne przekonanie o sprawdzaniu się - jestem w stanie wykazać idiotyzm tego podczas 10 minut rozmowy.

Generalnie pytanie można obrócić:
Dlaczego ci którzy wiedzą o seksie więcej, bo nie są klerem tak się gubią i tak cierpią nie raz? A ponoć mają doświadczenia.

:)
 
podpis: S.
e-mail: ...
Odpowiem tylko na ostatnie.
W pełni się zgadzam, że rekordziści seksualni wcale nie wiedzą dużo o seksie. Ba, często nie wiedzą prawie nic. Cała ich wiedza to tylko zwierzęcy popęd (nie piszę o wszystkich, ale bardzo często to prawda).
Co wcale nie znaczy, że można być realnym ekspertem w celibacie.
Żadna skrajność nie jest zdrowa.

P.S. Posłuchałem Pulikowskiego przez chwilę tylko i wyłapałem już (celowe lub nieświadome) ominięcie ważnych aspektów w wykładzie - które zmieniają późniejszy sens.
 
podpis: Mira
e-mail: ...
Seks to doznanie zmysłowe, takim doznaniem jest smakowanie posiłku, zachwyt pięknym obrazem, zapachem kwiatu, dotyk drugiego człowieka jest pięknym zmysłowym doznaniem. Czyli człowiek jest istotą zmysłową I w imię jakiejś reguły czy przykazania ma wyprzeć się swojej człowieczo-zmysłowej natury, która to odróżnia go od świata fauny. Niech żyje ewolucja i honor Człowieka!
A Autor niech pamięta iź \"święta\" jest jedynie sperma męźowska, i nie propaguje seksu pozamałżeńskiego.
 
podpis: S.
e-mail: ...
Tak tak, autor pamięta jak wiele kościół robi, żeby popsuć seks niemałżeński i odebrać mu wszystko co dobre a zostawić samo obrzydzenie i chuć.
 
podpis: Z2OvytOE
e-mail: oqzgc6tm0d@gmail.com
After that I'm pretty sure that N1a had a significant adaptive disadvantage, it becomes less and less likely, that such a change is even possible without a strong selective trend.Also, that this haplotype was found in such frequencies in different prehistoric populations can't be chance neither.After all, N1a is now extremely rare almost everywhere - it reaches nowhere a high frequency.Are there any theories about selective, adaptive, functional divsesantagda, I mean concrete ones, for N1a already?
 
podpis: Koala
e-mail: prymulka123@gmail.com
Nie zgadzam się z tym co autor napisał w artykule. To są autorze Twoje domysły, a nie fakty obiektywne. Prawda zaś jest taka że Kościół mówi o seksie że jest on piękny i wspaniały w małżeństwie z całkiem innego a bardzo prostego powodu mianowicie takie jest Prawo Boże. :) I tylko tyle.
A Kościół ma obowiązek je głosić więc robi to. Ja księdzem nie jestem, nie słucham spowiedzi (oj na szczęście :)) a w swoim życiu przeżyłam niejeden piękny czysty seks, z miłości, (choć w związkach niemałżeńskich). I powiem jedno-tak to było piękne, ale ...mimo to ostatecznie sprawiło że przegrałam. Tak. Przegrałam bardzo dużo. Oddaliłam się od Boga, żyłam wiele lat w grzechu i tak naprawdę to ten seks pozamałżeński choć piękny i cudowny w odczuciu tak naprawdę wyrządził mi ogromną krzywdę. Nie chcę wnikać w detale bo bardzo długo musiałabym pisać, ale jedno już wiem na pewno po latach, przykazania Boże są po to by ludzi chronić a nie po to by życie utrudniać. My je odrzucamy, chcemy być mądrzejsi niż Bóg. Obwiniamy księży że to ich wymysły, tymczasem to jest coś co mówi sam Bóg bo On wie, dokładnie jakie są zagrożenia, co może się stać itd. On widzi dalej i więcej, niż chwilowe tu i teraz. Dlatego głeboko się zgadzam z Kościołem o Bożym prawem że seks ten najgłębszy gest miłości i oddania powinien być zarezerwowany tylko dla małżeństwa. Wówczas umacnia więz, umacnia związek i ...dużo dużo więcej . :) Pozdrawiam serdecznie.
 
podpis: Koala
e-mail: prymulka123@gmail.com
Nie zgadzam się z tym co autor napisał w artykule. To są autorze Twoje domysły, a nie fakty obiektywne. Prawda zaś jest taka że Kościół mówi o seksie że jest on piękny i wspaniały w małżeństwie z całkiem innego a bardzo prostego powodu mianowicie takie jest Prawo Boże. :) I tylko tyle.
A Kościół ma obowiązek je głosić więc robi to. Ja księdzem nie jestem, nie słucham spowiedzi (oj na szczęście :)) a w swoim życiu przeżyłam niejeden piękny czysty seks, z miłości, (choć w związkach niemałżeńskich). I powiem jedno-tak to było piękne, ale ...mimo to ostatecznie sprawiło że przegrałam. Tak. Przegrałam bardzo dużo. Oddaliłam się od Boga, żyłam wiele lat w grzechu i tak naprawdę to ten seks pozamałżeński choć piękny i cudowny w odczuciu tak naprawdę wyrządził mi ogromną krzywdę. Nie chcę wnikać w detale bo bardzo długo musiałabym pisać, ale jedno już wiem na pewno po latach, przykazania Boże są po to by ludzi chronić a nie po to by życie utrudniać. My je odrzucamy, chcemy być mądrzejsi niż Bóg. Obwiniamy księży że to ich wymysły, tymczasem to jest coś co mówi sam Bóg bo On wie, dokładnie jakie są zagrożenia, co może się stać itd. On widzi dalej i więcej, niż chwilowe tu i teraz. Dlatego głeboko się zgadzam z Kościołem o Bożym prawem że seks ten najgłębszy gest miłości i oddania powinien być zarezerwowany tylko dla małżeństwa. Wówczas umacnia więz, umacnia związek i ...dużo dużo więcej . :) Pozdrawiam serdecznie.
 
podpis: S.
e-mail: ...
Z wiarą dyskutować nie ma jak - bo to leży w sferze niepodważalnych przekonań.
Z uporem jednak pozostanę przy swoim zdaniu.
 
podpis: Suwałki
e-mail: ...
Dzień Dobry; Chciałbym przypomnieć, że są czynni księża, którzy byli w związkach małżeńskich, a których żony np. zmarły. Mają też dzieci- dorosłe, które się usamodzielniły - bo to jest koniecznym warunkiem do uzyskania sakramentu kapłaństwa. Wydaje się mogą o miłości małżeńskiej sporo powiedzieć, czasami nawet więcej niż jeden z moich przyjaciół który zajmuje się psychologią rodzinną (znam to środowisko - wielu z nich nie ma rodzin - jakaś częsta ta przypadłość u psychologów i filozofów :)))
serdecznie pozdrawiam
 
podpis: Włodek
e-mail: ...
To samousprawiedliwianie się jest Autora czy analiza? Jeśli to drugie to mam parę uwag.

Księża nie znają się na pięknym seksie bo z definicji dostępny jest im tylko seks niepiękny. Argument można odwrócić: Sikora nie zna się na seksie moralnym bo z definicji uprawia tylko niemoralny. Taka analiza niczego nie wnosi, jest tylko zastosowaniem przyjętych normatywów.

Po drugie Autor zakłada indywidualne doświadczenie jako podstawę sądów. Niestety wszelkie doświadczenie zakłada regułę interpretacji, która nie bierze się z tego doświadczenia. Wittgenstein próbował wytłumaczyć co to znaczy \"kierować się regułą\" i stwierdził społeczny charakter wszelkich reguł. Jaka jest zatem reguła, która pozwala mówić o \"pięknym seksie\"? Trzeba ją zwyczajnie podać zamiast wzdychać jak ja to pięknie przeżywam.

Po trzecie, błędem jest mniemanie, że sądy księży o seksie biorą się z ich własnego doświadczenia. Po prostu uczą ich tego w seminariach. Tak jak nas mamy uczą rób synku tak a tak. Należy odrobić pracę domową i po prostu przeczytać seminaryjne podręczniki.

Po czwarte, patrząc szerzej można zapytać: jakie skutki społeczne przyniesie przyjęcie reguły \"pięknego seksu\"? Oczywiście spowoduje zmianę norm moralnych, sumień i całej organizacji społecznej. A co przyniesie zmiana moralności? Nie wiemy. Jak dotąd nie znamy żadnej populacji, która przetrwałaby bez instytucji małżeństwa. Szansa na to jest taka sama jak szansa na wygraną w loterii. Tyle mówi nauka. A doktryna katolicka nazywa ten fakt (tj. regułę małżeństwa) dobrem wspólnym. Działanie przeciwko wspólnemu dobru jest moralnie złe, jest grzechem. Fakt, że ten grzech nie niszczy piękna MOJEGO SEKSU nie ma nic do rzeczy. Być to dobrze, nie być to źle. A społeczne \"być\" zależy od przyjęcia reguły małżeństwa. Nie od tego co JA SĄDZĘ na temat małżeństwa i seksu, tylko od SPOŁECZNEJ REGUŁY (oksymoron!). Od tego co \"się w tym temacie uważa\". Odstępstwo od tego i głoszenie innych poglądów to tzw. zgorszenie. A wiadomo, że lepiej kamień u szyli zawiązać i rzucić się do wody niż siać zgorszenie. I właśnie te słowa za Ewangelią powtarzają księża a nie swoje doświadczenie. Ich prywatne doświadczenie w sprawach seksu jest często imponujące.
 
podpis: S.
e-mail: ...
Nawet nie argumentuj tak - nauczanie w seminarium podstawą wiedzy - bo to już brzmi niepoważnie. To jest wiedza filtrowana przez światopogląd.
Co do zmian w moralności i ewentualnej degradacji instytucji małżeństwa - istotą bytu społeczeństwa nie jest sama instytucja małżeństwa (jako ujednolicona umowa między partnerami) - tylko sam fakt zawarcia umowy między partnerami odnośnie wspólnego życia i założenia rodziny.
Taka umowa wydaje się niezbędna - nie musi być ona jednak pod dyktando Kościoła lub urzędów państwowych (stojących również na straży realizacji umowy).
Umowa zawarta między dojrzałymi partnerami jest równie ważna. I może być całkiem indywidualna w zależności od poglądów i potrzeb.
Potrzeba ortodoksyjnej czystości przedmałżeńskiej wydaje się mocno przesadzona (i dość archaiczna).
 
podpis: Włodek
e-mail: ...
\"Nawet nie argumentuj tak - nauczanie w seminarium podstawą wiedzy - bo to już brzmi niepoważnie\".

Pisałem, że księża mówią o seksie to, czego ich uczą w seminariach. Mówią co im kazali a nie to, czego doświadczają. O wiedzy nic nie pisałem.

\"To jest wiedza filtrowana przez światopogląd\".

Jak każda. Wiedza bez przekazu kulturowego jest niemożliwa.
A dlaczego w seminarium nie może być wiedzy jak, dajmy na to na uniwersytecie, to nie rozumiem.

\"Umowa zawarta między dojrzałymi partnerami jest równie ważna. I może być całkiem indywidualna w zależności od poglądów i potrzeb\".

A dlaczego? Jaka jest przyczyna \"ważności\" umów?

Do umowy potrzebne jest zaufanie. Jak zaufać drugiemu, że dotrzyma umowy ponosząc jej koszt, jeśli korzystniejsza (DLA NIEGO!)jest po prostu jazda na gapę i oszukanie mnie? Inaczej mówiąc jak rozwiązać tzw. alterowany dylemat więźnia znany z teorii gier? (google, wikipedia itd) Znamy odpowiedź empiryczną (a więc nie jedyną możliwą) udzieloną przez historię ludzkości: religia jako kosztowna sygnalizacja rozwiązuje dylemat więźnia, dając ewolucyjnie stabilną strategię współpracy zamiast niestabilnej ewolucyjnie strategii oszukiwania. Wierzę drugiemu jeśli jest wiarygodny czyli gdy umie ponosić koszty (praktyk religijnych, ofiar itd.). Tak się rodzą społeczne więzi, których przejawem jest nasza potrzeba wzajemności, wdzięczności, sprawiedliwości.
Ty jak zwykle negujesz wszelkie elementy niesubiektywne, społeczne, autorytatywne, normatywne i społeczne, sprowadzając wszystko do własnego doświadczenia.


 
podpis: S.
e-mail: ...
Nie przekonasz mnie, że filtr światopoglądowy w seminarium jest porównywalny z każdym możliwym na uniwersytecie.
A co do ważności umów - ani religia ani urzędy nie chronią przed oszustwem. Utrudniają jedynie rozwiązanie umowy. (a nie uważam tego specjalnie za zaletę)
Chociaż przyznam, że dla wielu osób takie utrudnienie jest zachętą do zawarcia umowy. Wydaje im się, że w ten sposób zyskują kontrolę nad partnerem.
 
podpis: Włodek
e-mail: ...
Co robić wobec tak pięknego uporu. Mój profesor historii państwa i prawa (UMCS) był większym marksistą, że jakikolwiek znany mi ksiądz np. tomistą. Skąd na uniwersytecie takie ideologie? Czy to zjawisko jakoś się tłumaczy w Twoim światopoglądzie? Mnie udział składowej hermeneutycznej w nauce nie wydaje się kontrowersyjny. Czytałem niedawno strasznie popularnego Hawkinga. Ludzie myślą, że to czysta fizyka a to czysty pozytywizm. A to przecież nauka empiryczna, ścisła, co będzie w naukach społecznych? Przecież seks jest społeczny. Będzie to samo co w seminarium. Szkoda, że dzisiaj w seminariach nie używa się już \"Summy teologii\". To jest właśnie uniwersytecki podręcznik teologii, bardziej naukowy niż cokolwiek, co teraz obowiązuje na dowolnym kierunku humanistycznym (wyłączywszy pokrewne ekonomii, psychologii eksperymentalnej i kognitywistyki). Gdyby \"Summa\" była w seminariach to filtr światopoglądowy na uczelni miałby się do niej jak bełkot do logiki czyli nijak.

Ale odbiegamy od tematu. Wszak nie chodziło mi o żadną naukową wiedzę (która wg Ciebie i tak jest tylko zbiorem dowolnych interpretacji) a o zjawisko naśladowania, uczenia się, przekazu kulturowego. Ono powoduje, że księża mówią o seksie to, co mówią a nie ich doświadczenie, jakbyś chciał. Oni nie mówią tego, co czują. Piszesz jakbyś w życiu nie znał żadnego księdza. Znasz jakiegoś? Sąd w ogóle przesłanka, że trzeba coś wiedzieć z własnego doświadczenia, żeby o tym mówić? Odrzucając autorytet wracamy na drzewa. A nawet nie tam, bo małpy też znają autorytet.

A co do drugiej kwestii to ja mam pewne ograniczenia. Przede wszystkim nie wierzę w specjalne, nadprzyrodzone pochodzenie umysłu ludzkiego. Umysł ludzki jest zjawiskiem przyrodniczym i ma się tłumaczyć przyrodniczo a nie bajkowymi światami w których \"z niczego\" pojawiają się nadprzyrodzone właściwości myślenia, empatii, zaufania itd. Np. trzeba wytłumaczyć jak w ogóle możliwe jest zaufanie, czy zasada wzajemności. I to się robi (teoria inwestycji rodzicielskiej, altruizmu odwzajemnionego, altruizmu krewniaczego itd). Przyrodniczo rzecz biorąc instytucjonalizacja życia społecznego w neolicie wymagała religii. Religia nie zapobiegała oszustwom, jak zauważyłeś, ale zapobiegała megaoszustwom. A megaoszustwa kończyły historię społeczeństw i tyle. To samo mówi Pismo Św. językiem żądnego hołdów megapsychopaty: \"Kładę przed tobą życie i śmierć. Wybieraj.[...] Jeśli się zatniecie w uporze, miecz was wytępi\" itd. (polecam megawyzwiska i złorzeczenia z księgi kapłańskiej). Można się obrażać na język ale tak jest. Witamy w świecie realnym.
Europa prowadzi dziś eksperyment. Jak się uda będzie precedens jakiego nie było od neolitu. Ale na razie eksperyment nie udaje się. Europa wymiera i przestaje być Europą a staje się Kalifatem Europy. Jeszcze 100 lat i nie będzie żadnej Europy. I to jest argument empiryczny przeciwko Twoim, anarchicznym w zasadzie, poglądom.
 
podpis: S.
e-mail: ...
Tu się zgodzę, że marksiści mieli równie silny filtr jak teiści. Na szczęście marksistowskich uniwersytetów już nie ma (przynajmniej u nas).
 
podpis: Włodek
e-mail: ...
Nie ma klasycznego marksizmu ale są inne \"izmy\". Jak zawsze. Sceptycyzm jest nienaturalny, niezdrowy i trudno być naukowcem, nie będąc niczym motywowanym.