przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

ramka
 
   Aborcja bez epitetów
   Nieporadni ateiści
   Dlaczego nie religia
   Resocjalizacja - po bólu
   Płeć i równouprawnienie
   Kościół a seks
   Wolność sumienia
   Wolność równość sprawiedliwość
   Wolność jest przeceniona
   Nie jestem Charlie
   Imigracja czy inwazja?
   Zgoda buduje
   Oświeceni a Ciemnogród
   Niesprawiedliwe stereotypy
   Prawo do szczęśliwego macierzyństwa
   Dobro na odległość

   



nowości okno filozofia
 
     

Nie jestem Charlie - czyli testowanie wytrzymałości emocjonalnej


Jak ja nie wierzę w te napisy „je suis Charlie” po zamachu!
Jeśli ktoś faktycznie poczuwa się do identyfikacji - powinien pokazać się z karykaturą płaczącego Mahometa z okładki Charlie Hebdo. Bo tym się charakteryzowało pismo.
Jednak to byłaby eskalacja konfrontacji - a raczej nie o to chodzi solidaryzującym się.

I ja rozumiem, że nie o eskalację chodzi demonstrującym. Intuicyjnie to wyczuwają. I tak naprawdę nie są Charlie. Ale są przeciw terroryzmowi.

Ja też nie jestem Charlie. Wręcz brzydzą mnie tego typu bezmyślne prowokacje - testowanie wytrzymałości emocjonalnej konkurentów ideologicznych.
Ja doskonale rozumiem termin „obraza uczuć”.
Chociaż nie doświadczam obrazy uczuć religijnych - bo takich nie mam - zdarza mi się jednak doświadczyć obrazy innych moich uczuć. Najczęściej estetycznych, ale też innych.

W imię wolności trzeba dbać o prawo do krytyki. Krytyki islamu, chrześcijaństwa, socjalizmu, liberalizmu, feminizmu, nawet krytyki tolerancji.

Każda ideologia jest uwrażliwiona na krytykę. Nauka znosi krytykę bez większego problemu - natomiast ideologia (każda! - postępowa też) popada w reakcje histeryczne wobec krytyki. Feministki histeryzują w każdym przypadku niepoprawności seksistowskiej, antyrasiści w każdym przypadku niepoprawności rasowej, religie w każdym przypadku tzw. bluźnierstwa.
Ale to wszystko jest to samo!
Ideologia coś sobie zakłada - i nie wolno tego podważać!

O ile krytyka ma jakieś racjonalne podstawy, wtedy histeria ideologów jest jakoś temperowana przez bardziej opanowanych przedstawicieli. I jest jakaś próba dialogu.
Kiedy krytyka zamienia się w jawną kpinę lub prowokację - nie ma podstaw do dialogu. Za to jest podstawa do złości.

Ochrona prawa do kpiny i prowokacji nie jest dla mnie elementem wolności. „Wolność twojej pięści jest ograniczona bliskością mojego nosa”.
Kpina i prowokacja jest uderzeniem. Mniej lub bardziej bolesnym.
Racjonalna krytyka - owszem, też - jednak niesie jakieś potencjalne korzyści i nie jest jedynie wrednym aktem agresji.

Prowokacje wobec dowolnych ideologii powodują narastanie agresji. Bo ani się bronić, ani przedyskutować - pozostaje bezsilna złość. Tak długo jest bezsilna, dopóki nie przekroczy jakiejś granicy. Wtedy następuje coś, co zwykliśmy nazywać działaniem w afekcie.

Nadwrażliwość wszelkich ideologicznych fanatyków nie jest niczym zaskakującym - i o przekroczenie granicy wytrzymałości emocjonalnej u nich łatwiej. Więc skąd to zdziwienie i oburzenie - kiedy już się zdarzy?

Nie wolno w wolnym kraju mówić „muzułmanie do domu” - chociaż to nie ma znamion prowokacji, a jest jedynie wyrażeniem woli - za to wolno kpić i prowokować uderzając w ich najwrażliwsze punkty. Jest w tym sens?
Wg mnie porozmawianie z muzułmaninem o jego powrocie do rodzinnych stron nie jest niczym obraźliwym (może niesprawiedliwe, może niewłaściwe - ale nie obraźliwe). A zadrwienie z Mahometa już tak.

Wszelkie testowanie wytrzymałości emocjonalnej przez prowokacje powinno być - nie tyle zakazane (bo często trudno obiektywnie ocenić) - po prostu zdecydowanie potępiane. I to przez wszystkie ideologie - bo któraś prowokacja w końcu ich też dopadnie.

Każdy ma jakąś wytrzymałość emocjonalną. Jeden większą, drugi mniejszą. I nie ma co testować tej wytrzymałości, bo dojdzie do jakiegoś nieszczęścia.
Kiedy słyszę, że np. kobiety mają prawo prowokować mężczyzn strojem, zachowaniem i każdy ma to wytrzymać bez podniecenia - to głęboko się nie zgadzam. Takie prowokowanie może skończyć się źle - i to dla obu stron.
Kiedy słyszę, że można prowokować osoby religijne - a one mają się tylko odwrócić i odejść - to się nie zgadzam. To może skończyć się źle. Dla obu stron.

Pytam - kto skorzystał w najmniejszym chociaż stopniu na prowokacyjnej działalności Charlie Hebdo?
Raczej stracili wszyscy. Redaktorzy, zamachowcy, muzułmanie, Francuzi.
A nie, ktoś zyskał - zyskali najbardziej skrajni - z obu stron. Ich wpływy urosły.


P.S. Korwin Mikke w Parlamencie Europejskim jako jedyny miał napis "Nie jestem Charlie" - a właśnie jako jedyny był Charlie.





   


          


      kabaret ADI
      kabaret Potem
      Wytwórnia A'YoY
      klub Gęba
      bok
 
   

można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:
Wpisy o subtelności goebelowskiej będą kasowane bez względu na opcje.

 
podpis: Marek Buzikiewicz
e-mail: marbuz@gazeta.pl
Tak. Sens tej wypowiedzi do mnie przemawia. Przecież nie powiem jakiemuś troglodycie w ciemnej ulicy, że jest bucem, bo da mi w twarz. Chronię tym samym swoją i jego twarz (ideologiczną). Zgodzę się chętnie (jeśli się zapyta), że jego ideologia walenia mnie (przypadkowo zupełnie) w twarz, może i mnie nie do końca odpowiada, ale przecież w imię humanistycznej wspólnoty zniosę i to. Wszyscy ludzie są wszak uwolnieni do czynienia innym, co im się ideologicznie zamarzy. Taki świat, gdzie jeśli słyszą Wagnera, to zaraz nastąpi inwazja na Polskę (to z klasyki).
Sikor nie wygłupiaj się!
 
podpis: Marek Grabie
e-mail: ...
Podpisuję się - choć przede mną wcisnął się już autor.
(Sory za prowokację)
Uwielbiam twoje czesanie stereotypów pod włos!
Twój grzebień ma zęby!
 
podpis: iwona
e-mail: ...
Dzień dobry,

ten wpis to krytyka czy prowokacja?

Zgadzam się z Panem co do ideologicznych prowokacji i kpin, o narastaniu przez to agresji, ale powinny istnieć granice po obu stronach. To, co się stało, było morderstwem! A mam wrażenie, że w jakiś sposób Pan broni tych morderców, bo po prostu nie wytrzymali emocjonalnie. Jeżeli ktoś jest fanatykiem, to stwierdziłabym, że to z nim jest coś nie tak. To samo z kobietą, która ubierze się dosyć skąpo, jest winna gwałtu na niej? Zalatuje mi to Korwinem, a żałuję, bo mam wielką sympatię do Pana.

Pisze Pan o prawie do krytyki. Czyli jednak wolno nam krytykować? No tak, krytykować mądrze, aby „przeciwnik” nie wymierzył w nas pistoletem tylko słowem. To ja już wolę sobie darować krytykę, bo nie wiem, w którym momencie dla kogoś moja racjonalna krytyka może stać się prowokacją, po której ideologicznemu fanatykowi zabraknie już słów i będzie zmuszony inaczej się „obronić”.

Nie jestem Charlie w sensie obrzydliwych prowokacji, ale w sensie bycia przeciwnikiem terroryzmu (i o to chodziło Francuzom), to stwierdzam, że „je suis Charlie”.
 
podpis: S.
e-mail: ...
To jest pomówienie - jak nie mówisz w myśl naszej poprawności to bronisz terrorystów i gwałcicieli.
Brzydki chwyt erystyczny.
Nie trzeba specjalnych badań, żeby mieć świadomość związków agresji z prowokacją.
Jak widzę napakowanego gościa w szaliku klubowym, to nie mówię na głos: \"Jaki debil latem chodzi w szaliku!\". Może on miał ochotę i tak mi walnąć, ale takimi słowami bym ten fakt znacznie przyśpieszył.
Mam mu jakoś tłumaczyć, że wolność słowa mi gwarantuje bezpieczeństwo od jego pięści? Że powinien zareagować adekwatnie - czyli odpowiedzieć: \"sam jesteś debil.\"?
Co mi z tego, że prawo jest po mojej stronie?
Jeśli prowokuję, to muszę się liczyć z całym wachlarzem możliwych reakcji. Od wzruszenia ramion do ciężkich obrażeń.
Później mogę sobie dochodzić sprawiedliwości - ale już i tak jest po ptokach.
 
podpis: Króliczek
e-mail: ...
1. Okładka Charlie Hebdo z Mahometem, to była krytyka czy prowokacja? Nie powiedziałbym, że to Mahomet był na niej wyśmiewany. Tobie też zdarzyła się w filozofijkach krytyka w formie skeczu. Ale nie było to wyśmiewanie i prowokacja, ponieważ?

2. Będę się upierał, że nie można stawiać wszystkich ideologii na równi, jak czynisz to w tekście powyżej. Są ideologie, które z założenia stawiają same siebie, jako wartość większą niż życie czy zdrowie, ideologa lub co gorsza, osób postronnych (patriotyzm, religie).
Powiedziałbym, że ideologie, które segregują ludzi na lepszych i gorszych na podstawie czynników niezależnych od segregowanych, też powinny być tępione (rasizm, seksizm, segregacja klasowa do pewnego stopnia).

Przypuszczam, na podstawie poprzednich artykułów i polemik, że (jeśli Twoje poglądy nie uległy zmianie) będziesz argumentował, że samo głoszenie poglądów, nawet skrajnie nieetycznych - samo w sobie nie jest nieetyczne. Zgoda. Dopóki ktoś nie zacznie wprowadzać tych z założenia szkodliwych ideologii w życie.
I tu się chyba przestajemy zgadzać.
Bo moim zdaniem, jedynym sposobem na powstrzymanie ludzi przed podążaniem za szkodliwą ideologią jest tępienie samej ideologii, uświadamianie na każdym kroku, że zachęca ona do zachowań, które nie są akceptowane.

Pamiętam wrażenie, jakie odniosłem, po którymś z poprzednich artykułów: chciałbyś świat pełen rasistów, ale bez rasistowskich zachowań. Na zasadzie: wolno Ci uważać i powszechnie głosić, że czarnoskórzy są mniej inteligentni i częściej kradną, ale jak będziesz decydował między kandydatami na posadę, to musisz podejść do każdego indywidualnie, niezależnie od koloru skóry.
Słuszne z czysto teoretycznego punktu widzenia, niewykonalne w praktyce.

Na pewno kiedyś też byli tacy, co mówili: uważasz, że niewolnictwo jest złe, to nie miej niewolników. Ja mam prawo do własnego zdania i swoich nie oddam...

Także powolutku, powolutku jest coraz lepiej i oby tak dalej :)
 
podpis: Króliczek
e-mail: ...
"Kpina i prowokacja jest uderzeniem. Mniej lub bardziej bolesnym."

3. Bardzo się nie zgadzam. A za wyjątkowo celny żart należy karać jak za dźgnięcie nożem?
 
podpis: S.
e-mail: ...
Co do słuszności ideologii już się wypowiadałem. Nie ma słusznych lub nie! Każdy swoją ideologię uważa za słuszną - a te z którymi jest w konflikcie za złe.
Ideologia ma to do siebie, że jest niesprawdzalna i podlega wszelkim skrzywieniom - zależy tylko od fanatyzmu na ile. (kiedy zaczyna być sprawdzalna, to przestaje być ideologią a zaczyna być nauką)
Więc każda ideologia jest niebezpieczna - łącznie z tymi szlachetnymi na oko. (ba, każdy uważa, że to ta jego jest szlachetna - popytaj przeciwników ideologicznych)
Prowokacje i kpinę nadal uważam za niepotrzebną agresję. Nie myl tego z żartem. Z żartu da się pośmiać pomimo wszystko. Z kpiny nie bardzo (kpina cieszy tylko tych agresywnych wobec obiektu). Mnie jakoś okładki C-H nie śmieszą.
Nie myślę, że za prowokacje trzeba karać - ale warto uświadamiać, że to nic dobrego. I że robi się to na własną odpowiedzialność. A nie nadawać tytuł męczennika za wolność słowa.
Śmierć redaktorów i rysowników C-H nie miała żadnego wzniosłego sensu - to było bezsensowne wydarzenie. Tym bardziej, że ucierpi na tym jeszcze wielu innych ludzi oprócz ofiar i terrorystów.
P.S. W imię niby wolności słowa teraz będzie się ograniczać wolność w wielu innych sferach! No kurczę, ale się nie opłaca!
 
podpis: Króliczek
e-mail: ...
Każdy uważa swoją ideologię za słuszną, to jasne.

Wydaje mi się, że definicja wolności słowa jest często przesadnie rozciągana, być może się zgodzisz. Wolność słowa powinna oznaczać tyle, i tylko tyle, że za głoszenie swoich poglądów nie można zostać skazanym w świetle prawa. Co nie znaczy, że automatycznie zwalnia to od ponoszenia konsekwencji za własne słowa.

Można rozpatrywać sprawę C-H bez mówienia o ideologiach. Jak żona, która w afekcie zabija zdradzającego ją męża, albo człowiek, który zabija psa sąsiada, bo pies ciągle ujadał, a sąsiad nic z tym nie robił - ot, grupa ludzi się poczuła urażona i puściły im nerwy, mimo, że druga strona nie robiła nic nielegalnego.

Tyle tylko, że podane powyżej przykładowe sytuacje opisują nieadekwatną reakcję! Są inne drogi załatwiania takich problemów, gdzie nikomu nie dzieje się krzywda! Można powiedzieć nad trumną zabitego "A mógł nie zdradzać żony..."... no mógł. Pewnie, że to co zrobił było nieetyczne, ale że teraz niby sam jest sobie winien, bo przecież świat jest pełen psychopatów, więc powinien był się liczyć z takimi konsekwencjami?

I jak daleko chciałbyś to rozciągnąć? Bo przecież mogę dostać od kogoś w twarz w autobusie nocnym, bo krzywo na niego spojrzę... To lepiej na wszelki wypadek nie patrzeć, inaczej sam sobie będę winien, że sprowokowałem. A czasem to i mogę dostać tylko dlatego, że też jadę tym samym nocnym... no to lepiej nie jeździć w ogóle.
I faktycznie, kierując się zdrowym rozsądkiem staram się nie jeździć.

Ale czy tak powinno być? Jest jak jest, ale to nie znaczy, że trzeba się z tym godzić. Bo niegodzenie się, to jedyny sposób, żeby coś zmienić. I jak mojego znajomego pobiją w tym nocnym, to nie powiem mu "Zasłużyłeś. Było nie skąpić na taksówkę?", tylko będę solidaryzował z nim i doradzał pójście na policję.

Myślę, że w ten sposób można uzasadnić "bycie Charlie" (mimo, że nie jestem Charlie).

===

Podążanie za każdą ideologią ślepo jest złe - zgoda. Ale sprawdziłem definicję tego słowa i nie ma tam nic o tym, że ideologia musi wymuszać bezrefleksyjność czy ślepe posłuszeństwo. Problem w tym, że niektóre mają to w założeniach. Ślepe posłuszeństwo i niekwestionowanie pewnych stwierdzeń nazywają cnotą. Do tego dodaj, że pod pewnymi warunkami usprawiedliwiają morderstwo i nieszczęście murowane.
Jedyna nadzieja to liczyć, że ludzie nie są AŻ tak gotowi dać się zaślepić, żeby to kupić... no ale jak widać niektórzy są.

Nie każda ideologia ma takie założenia. Na tej podstawie wciąż podtrzymuję mój pogląd, że jednak można wyróżnić ideologie szkodliwe i nieszkodliwe (nawet jeśli głupie).
 
podpis: S.
e-mail: ...
No to już jest bliżej. I ja jestem zwolennikiem reakcji adekwatnych - ale w całej różnorodności, zdarzą się też skrajnie nieadekwatne.
Jeśli występuje prowokacja, to zależnie od poziomu intensywności prowokacji i uczulenia prowokowanego - należy się liczyć z możliwością reakcji nieadekwatnej (niekoniecznie nastąpi, ale ryzyko rośnie).
Nawet zupełnie racjonalna krytyka może wywołać nieadekwatną reakcję.
Ale praw do krytyki bronić trzeba. Zaś do prowokacji niekoniecznie.

Można i należy się solidaryzować z ofiarami - ale nie powinno się solidaryzować z ich skłonnościami, które wywołują problem. Wypuszczenie wielomilionowego nakładu C-H i wspieranie w ramach solidarności - raczej nie przysłuży się sprawie.

W sprawach ideologii - oczywiście nie ma wymogu posłuszeństwa. Ale jest mechanizm: kiedy walka ideologiczna się nakręca, zaczynają dominować bardziej radykalni. W sytuacji walki, umiarkowani są zmuszani przez sytuację do popierania nawet dość głupich wybryków swoich najgłośniejszych przedstawicieli - czyli ultrasów. I tak z niewinnej ideologii można niepostrzeżenie przejść do dość radykalnej.
(właśnie coraz mniej mi po drodze z najgłośniejszymi przedstawicielami ideii które chciałbym popierać)
 
podpis: Króliczek
e-mail: ...
Pozostaje właściwie kwestia rozróżnienia między prowokacją a krytyką, kpiną a żartem.

Swoją krytykę w formie skeczu nazywasz żartem, okładki C-H kpiną, bo "Mnie jakoś okładki C-H nie śmieszą".

Zawołanie do szalikowca "Jaki debil latem chodzi w szaliku!", to niepotrzebna prowokacja, a nie zejście mu z drogi na drugą stronę ulicy, jak idzie z naprzeciwka? A za to też można dostać w twarz...

Gdzieś ta granica jest, ale dla każdego gdzie indziej, dlatego czy jest sens się zastanawiać czy C-H ją przekroczyli - skoro ci urażeni z bronią przekroczyli ją na pewno?
 
podpis: S.
e-mail: ...
Tamci przekroczyli na pewno w naszej kulturze. A C-H?
W ramach internetu nauczyłem się trochę o trollach. Dla mnie trollem jest C-H.
C-H władają kij w mrowisko. Bez potrzeby i pożytku. Dla rozgłosu i frajdy bycia trollem. Troll nie bardzo jest zainteresowany krytyką jako taką, tylko zadymą. Dokarmiany zainteresowaniem jeszcze się nakręca.
Walczą o wolność słowa? Thaa - jak każdy troll. Troll potrafi być bardzo swobodny w przekazie - a szczególnie atakowany - bo to go uskrzydla (spotykałem ciekawe przykłady).
Atakujący trolla stoi na przegranej pozycji - bo nie jest w stanie go dotknąć - im bardziej atakuje tym bardziej karmi kreatywność trolla.
Cóż.
Terroryzm też jest rodzajem trollingu. Zderzyły się 2 różne kulturowo trolle. Te wszystkie oburzenia i demonstracje będą nakręcać terroryzm.
Dla nas trollowanie z karabinem i bombą jest obce kulturowo i niedopuszczalne. Więc uważamy, że to barbarzyństwo.
Za to oni uważają nasz trolling wobec islamu za barbarzyństwo. A to tylko różnica w kulturze i temperamencie.
U nas słowem można walić jak młotem, u nich wolno zabijać w niektórych przypadkach. Multi-kulti.
 
podpis: S.
e-mail: ...
P.S. No przyznajesz, że jest coś takiego jak niepotrzebna prowokacja. Niczego nie załatwiasz, a tworzysz zagrożenie.
Owszem, mam ochotę przejść na drugą stronę ulicy jak widzę szalikowca ze złym błyskiem w oku. Nie robię tego tylko dlatego, żeby się nie przyzwyczajał, że należy mu się wolna droga (to już jest warte jakiegoś ryzyka). Ale bardzo uważam, żeby nie potrącić, albo samemu się nie dać potrącić. Bo on jakiegoś pretekstu jednak potrzebuje. Bo mimo potrzeby wyładowania agresji on jednak jakiś swój kodeks ma.
 
podpis: S.
e-mail: ...
I się rozpisałem.
Te demonstracje solidarności w sprawie C-H to karmienie terroryzmu. Wzrost zainteresowania nie jest dobrym środkiem.
Za to brakuje mi spotkania obrońców wolności słowa z grupą ważniejszych imamów (pod patronatem władz) - i niech ustalą granice wolności, których nie będą przekraczać - we wspólnym interesie. Bez kompromisu sytuacje będą się powtarzać.
To da się ustalić! A jak nie, to wymusić siłowo - od obu stron! Wolność tak - ale nie bez odpowiedzialności!
Wolność słowa artystów i wolność interpretacji religijnych musi być naznaczona odpowiedzialnością.
Wkurza mnie to, że w obronie nieodpowiedzialnej wolności słowa, proponuje się teraz ograniczanie wolności obywatelskich w obronie przed terroryzmem. Dla wolności trolli cała reszta społeczeństwa zrzeka się swoich wolności!
Gdzie tu sens??
 
podpis: Króliczek
e-mail: ...
Jest coś takiego jak niepotrzebna prowokacja, pełna zgoda.

I jest też coś takiego jak nieadekwatna reakcja. Ja spojrzę, on mi przyłoży - takie tam zderzenie różnic kulturowych. Bo w jego kulturze, to za kontakt wzrokowy się daje w twarz... Pozostaje wzruszyć ramionami, wstawić implanty brakujących zębów i żyje się dalej...

No przecież tak nie może być (nawet jeśli teraz tak jest).

Spotkają się ci obrońcy wolności słowa z imamami i ustalą zasady, co wolno, a czego nie wolno mówić... Trzeba by te zasady gdzieś spisać i potem starannie egzekwować, najlepiej jakimś instrumentem państwowym... hmmm... brzmi trochę jak prawo. Ba, już jest gotowe i ustalone. I mówi: wolno robić rysunki satyryczne, nie wolno strzelać do rysowników. Czy jest idealne? Na pewno nie. Czy jest z grubsza sensowne? Nie widzę nic do zarzucenia powyżej przytoczonej regule.

I ja wiem, wiem, prawo to tylko wymysł człowieka, a nie jakieś obiektywne zasady rządzące wszechświatem, których musimy się trzymać. I jeśli coś w nim jest nie tak, to trzeba działać, żeby nastąpiła zmiana. Tak mi się tylko wydaje, że samosądy z użyciem broni palnej, to zła metoda i już.

===

Zupełnie na marginesie: czy wolność słowa powinna być trochę bardziej prawnie ograniczona? W sumie, przynajmniej w Polsce, nie jest całkowita. Z tego co mi wiadomo, jest bezpośrednio ograniczona zakazem głoszenia ideologii faszystowskiej i pośrednio paragrafem o obrazie uczuć religijnych.

Czy większe ograniczenie byłoby słuszne? Nie wiem. Ale przyznasz chyba, że jest jedna poważna trudność: rozróżnienie między żartem a kpiną zależy od osobistego, indywidualnego poczucia humoru oraz trochę od empatii i zdrowego rozsądku. Krzywię się na myśl ciągnących się latami spraw sądowych, gdzie grupa biegłych kabareciarzy próbuje rozstrzygnąć czy żart był wystarczająco zabawny, żeby być legalny :/.

===

Ale w sumie to zaczynam się przekonywać do głównego punktu Twojego artykułu - czyli sprzeciwowi wobec pokazowego solidaryzowania się z prowokatorami. Rozumiem sens. Tylko jakoś przysłoniły mi go inne punkty, z którymi wciąż się nie zgadzam (kompletne zrównanie rysowników z mordercami oraz sformułowanie "antyrasiści" :D).
 
podpis: S.
e-mail: ...
Rzecz wygląda tak, że na wydarzenia złożyły się publikacje i radykalny islam. Adekwatne czy nieadekwatne, większa wina czy mniejsza - bez jednego z tych czynników nie byłoby wydarzenia.
Na publikacje prawo zezwala, na strzelanie nie.
Ale nastąpiło jedno i drugie.
Nie zakazy i demonstracje (manifestacje i publikacje) mogą rozwiązać problem - tylko jakiś dialog. Walka o prawo do drażnienia i prowokowania problemu nie rozwiąże - wręcz przeciwnie.
Bo co? Jeszcze bardziej zabronić strzelania?? Niby jak?
 
podpis: Włodek
e-mail: ...
No nie ma się z czym nie zgodzić. A człowiek tak by chciał. Tylko ideologiczna reguła każe się solidaryzować z prowokatorem. I nieważne czy ideologia jest prowokatora czy całkiem przeciwna (casus Korwina).