przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

 
DEFINIOWANIE OCZYWISTOŚCI:
   Definicja szczęścia
   Definicja miłości
   Definicja życia
   Wiara i nadzieja
   Definicja głupoty
   Przyjażń         
   Definiowanie wolności
   Definiowanie prawdy
   Dobro i zło

FAŁSZYWE STEREOTYPY:
   Naiwność          
   Naiwność z ograniczonym zaufaniem
   Narcyzm szczęśliwy
   Znieczulica          
   Pierwsza wymówka
   Różnorodność i tolerancja
   Egoista z głową
   Pozytywne strony negatywnych uczuć
   Rywalizacja
   Pieprzeni humaniści
   Zło jest dobre
   Nic lepszego od demokracji?
   Filozofia, logika i inne
   Wyolbrzymianie niezrozumiałego
   Czyja to wina?
   Bój na argumenty
   Wychowanie w odrazie do zła

ŚWIATOPOGLĄDOWO:
   Czy istnieje Bóg
   I powstał Bóg
   Grzech pierworodny
   Życie po życiu
   Sens życia
   O grzechu
   O raju             
   Wojna                
   W sprawie aborcji
   Śmierć dobra albo zła
   Samobójstwo
   Władza sądownicza
   Teoria mieszania świata
   Ufność i niewiara
   Prawo Gorszego
   Manowce rozwoju

WIELKIE MAŁE PROBLEMY:
   Podatek od szczęścia
   Przeciw depresji
   Recepta na sukces?
   Recepta na porażkę
   Kurs starości
   Starzenie się
   Poczucie krzywdy
   Sprawiedliwość w stosunku 1/2
   Asertywność a wykorzystywanie
   Skuteczne przepraszanie
   Tak się nie chce!
   Motory napędowe
   Jak lubić siebie
   Codzienność przykra czy fajna
   Odruch rezygnacji
   Poznać swoje pragnienia
   Miłość nieszczęśliwa
   Rozkochiwanie
   Urabianie faceta
   Urabianie faceta - błędy
   Urabianie kobiety
   Urabianie kobiety - rozpieszczanie
   Spory i ustępstwa

   



nowości
 
     

ŻYCIE PO ŻYCIU A NAWET PRZED I W TRAKCIE

Jak ktoś w życiu nie zajmował się filozofowaniem to niech odpuści sobie czytanie tego bo i tak nie zrozumie.
Jak ktoś nie potrafi zrozumieć czegoś, czego nie da się poczuć, to też już dziękuję - bo i tak nie poczuje.
Jak ktoś wyznaje jakąś religię - to z Bogiem, do widzenia.

O! O! Ptaszek! Ptaszek!!!

Odpuszczę sobie krytykę istniejących hipotez i religii bo szkoda miejsca. Jadę ze swoją.

Jeśli ktoś próbował rozbierać swoje istnienie na czynniki, to musiał się zdziwić, że w ogóle istnieje. Gdyby uznał, że z innych genów to już nie byłby on - nie ma realnego prawdopodobieństwa które by mu dawało prawo do istnienia.

Więc trzeba było się skupić nad określeniem samego siebie.

JA - co stanowi o mojej istocie?
No bo gdyby tak spotkać identycznego człowieka - podobny bliźniaczo, ten sam charakter, podobne przeżycia... jednak to nie będę ja. Coś nas różni - może to co posiadamy: rodzina, znajomi, przedmioty? Nieeee... wszystko jest wymienne (jak ktoś uważa, że rodzina nie jest wymienna - to prosiłem już takich, żeby nie czytać). Właściwie wymienić można wszystko: wygląd, charakter, wspomnienia (też!), zdolności, płeć… Jedyne czego nie można wymienić...
pauza...
dla podkreślenia...
jeszcze trochę...
Jedyne czego nie można wymienić to osobista świadomość i odczuwanie istnienia. Boski walor: Jestem który Jestem. Ja. Odczuwający siebie, myślący o sobie JA, myśl scalona z odczuwaniem.

Też mi rewelacja! Każdy to wie. Każdy pewnie się czasem zastanawiał czy nie jest czasem jedynym takim na świecie. I to ma być odkrycie???

Jest!
Bo skoro to jest jedyny prawdziwy wyznacznik tego co nazywam JA (dusza, jestestwo, istnienie, życie...) - a cała reszta jest nabyta (ciało, rozum, charakter, majątek) - to stąd do odkrycia jeszcze większego. To JA jest udziałem każdego człowieka na świecie. Pod tym względem jesteśmy identyczni! Inaczej wyglądamy, inaczej reagujemy - ale to JA mamy identyczne.

No i trochę zrobił się bałagan. Bo to czym się różnię (ciało, charakter itp.) faktycznie nie jest czymś wyróżniającym mnie z całej Ludzkości, a to co mnie wyróżnia jako absolutnie jedyny egzemplarz we wszechświecie (myśl scalona z odczuwaniem) jest dla wszystkich identyczne.

I stąd wniosek, którego da się tylko dotknąć rozumem a pozostaje poza sferą odczuwania - każdy człowiek na świecie jest mną i ja jestem każdym z nich.
To znaczy przeżyć życie na miliardy sposobów (z innym wyglądem, z innym charakterem, z innym majątkiem, w różnych czasach). To znaczy żyć tak długo, dopóki jakaś istota będzie odczuwała to boskie JA. Więc podejrzewam, że wiecznie - a zawsze jakoś inaczej.

Ale odczuć się tego nie da! To trochę okrutne - wiedzieć o wiecznym, różnorodnym życiu - ale nie móc w żaden sposób tego poczuć. Lecz na tym polega genialność całego systemu. Żeby móc poczuć, trzeba by mieć zdolność nieograniczonej telepatii i empatii - by móc poczuć cudze JA jak swoje. Ale wtedy by się niezły burdel zrobił. Pomieszane wszystkie istnienia, rozmycie osobowości i w końcu scalenie się w jedną wielowymiarową istotę.

Tak jak jest - jest lepiej. Wszystko przeżywa się miliardy razy na miliardy sposobów. Nic się nie pamięta z innych istnień, każde przeżycie jest dziewicze. Wiecznym pojedynczym życiem nie sposób się nie znudzić - a tu nuda wprawdzie się przytrafia - ale nie jest parmanentna.

No i teraz ktokolwiek odczuwająco-myślący przyszedł na świat to przyszedłem właśnie JA, niezależnie jak wyglądam, kto mnie spłodził, kto wychował - człowiek, szczur, czy kosmita. Już nie ma problemu: jak to możliwe, że akurat to ja właśnie żyję i jestem jedynym znanym mi człowiekiem, który potrafi odbierać świat z perspektywy myśli scalonej z odczuwaniem.

Na koniec mały przytyk do wszelkich teistów, który twierdzą, że bez Boga człowiek jest gorszy. Z tą teorią komukolwiek zrobię krzywdę robię ją sobie. Żadne religie tego nie przebiją.




   




      kabaret ADI
      kabaret Potem
      Wytwórnia A'YoY
      klub Gęba
      bok
 
   


można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:


podpis: niewdziosek
Myślę, że szacowanie prawdopodobieństwa zdarzenia się czegokolwiek w podany powyżej sposób prowadzi do błędnego wniosku. Bo faktycznie, analizowane wstecz, dla każdego osobnika jest ono praktycznie zerowe. W końcu, może wydarzyć się praktycznie nieskończenie wiele rzeczy, które skutecznie przeszkodzą.
Ale pójdźmy w przeciwnym kierunku.
Mamy jakiś stan świata, sprzyjający egzystowaniu życia i istnieje jakiś gatunek. Jest więc praktycznie stuprocentowo pewne, że coś się wydarzy - to znaczy pojawi się nowy osobnik. To, jaki on będzie, będzie efektem ogólnoświatowej ruletki atomów, genów itp, oraz jego późniejszego doświadczenia życiowego. Ale pojawi się prawie na pewno.
Podejrzewam, że analiza prowadzona zgodnie z naturalnym dla naszego świata kierunkiem upływu czasu jest dla nas łatwiejsza do zaakceptowania.
Bardziej szokujący dla mnie jest raczej stopień skomplikowania (i skuteczność mimo takiej komplikacji) maszynerii, którą jest świat ożywiony (nieożywiony zresztą też) - począwszy od jego najmniejszych klocków. A reszta wywodu bardzo mnie przekonuje.

podpis: S.
e-mail: cepelin@aster.pl
Faktycznie masz rację. Całe to szacowanie prawdopodobieństwa niepotrzebne. Już wyciąłem.

podpis: pinio
Nie rozumiem, dlaczego ten wywód miałby być niezrozumiały. ;)
Ale czytając zauważyłem pewne podobieństwo do rozważań Jana Rybowicza, tyle że na temat czasu. Nie będę przytaczał całego wiersza, ale chodzi o fakt, że "zawsze i wszędzie jest teraz".
Natomiast co do wstecznej analizy i jej rzekomej niepoprawności (komentarz powyżej), jest ona jednak poprawna. Nie chodzi tu o pojawienie się dowolnego osobnika, ale o konkretną osobę, o konkretnym genomie. Tutaj prawdopodobieństwo jest znikome.

podpis: niewdziosek
Odpowiadam na komentarz powyżej.
Może wyraziłem się niezupełnie precyzyjnie, ale chodziło mi dokładnie o to samo co Tobie: Analiza możliwości pojawienia się osobnika o precyzyjnie określonym zestawie cech prowadzi do wniosku, że jest to tak mało prawdopodobne, że aż praktycznie niemożliwe.
Ale problem pojawia się w momencie, gdy zakładam, że mojemu Kreatorowi zależało dokładnie na tym, abym pojawił się na świecie właśnie ja. Takie założenie jest bardzo optymistyczne i budujące (Stwórca mnie zaplanował, więc muszę być Kimś).
Jeśli zakładam natomiast, że wciąż pojawiają się nowe osobniki i mój egzemplarz pojawił się na skutek przypadkowego zestawienia genów (bo jakieś się musiało pojawić) to takie założenie jest co prawda dużo bardziej przykre, ale do mnie bardziej przemawia.

podpis: S.
Odpisuję na uwagę Pinia
Może rzeczywiście to nie takie trudne.
Cóż, obracam się w środowisku o profilu humanistycznym i tu dość trudno się przeprowadza bardziej abstrakcyjne wywody. Ale rzeczywiście dla umysłów ścisłych to może być dość proste.
Lecz w tym momencie powinno mnie zdziwić, że ten światopogląd nie ma swoich widocznych reprezentantów.
Może jednak tych umysłów ścisłych jest bardzo mało.

podpis: eMTe
e-mail: trzensimordek@gmail.com
Z tego co rozumiem, nie tyle chodzi o mniejsze lub większe prawdopodobieństwo wystąpienia osobnika o podobnym do mojego DNA (które zależy w zasadzie od wszystkiego, zaczynając od gustów rodzicielki, na promieniowaniu kosmicznym kończąc), ale właśnie na przeskoczeniu tej materialnej różnorodności. Ja jestem. Ktoś kiedyś kazał mi dokończyć takie właśnie zdanie, a ja miałam ochotę bluźnierczo postawić kropkę. JA jestem.
A że się w tym nie różnię od czyżyka? Mówi się trudno! Mnie to nie przeszkadza.

podpis: S.
Czyżyk tylko wtedy wchodzi w grę o ile ma tę myśl scaloną z odczuwaniem - a jeśli to tylko odczuwanie to nici z duchowo-boskiego pokrewieństwa.

podpis: N.
***

podpis: eMTe
e-mail: trzensimordek@gmail.com
W takim razie dręczy mnie pytanie o zasady gry. Moje założenie: ciało ("człowieka, szczura, kosmity") nie ogranicza, czyli dla uzyskania myśli scalonej z odczuwaniem nie jest potrzebny odpowiednio rozwinięty organizm (układ nerwowy). Wniosek/pytanie: czy nie oznacza to, że prawdopodobieństwo wystąpienia Ja ("dusza, jestestwo, istnienie, życie") zdecydowanie rośnie?
Czy jednak uznajesz, że może istnieć jakaś fizyczna granica, do której organizm jest w stanie skumulować jedynie odczuwanie? W takim wypadku rzeczywiście z tzw. uczucia oceanicznego nici...
no i pojawia się ostatnie pytanie - na jakim poziomie rozwoju taką granicę umieścić. Dla mnie osobiście Ja jest jednak wszechobecne, niezależnie od tego jak się objawia (od myśli wyrażonej po instynkt) i czy jestem w stanie taki komunikat odebrać. Co w sumie baaardzo poszerza krąg moich duchowych krewnych :)

podpis: S.
Prawdopodobieństwo nie maleje. Czy rośnie? - brak danych, ale nie wykluczam.
Co do oceanicznych odczuć... za mało danych. Nie podejmuję się teoretyzować. (chociaż... gdyby machina ewolucyjna prowadziła do nieograniczonej empatii i telepatii...)

podpis: cx
"Lecz w tym momencie powinno mnie zdziwić, że ten światopogląd nie ma swoich widocznych reprezentantów."
Z tego co się orientuje to praktycznie cala filozofia wschodu koncentruje się właśnie na _bezpośrednim doświadczeniu_ tego o czym mówisz :]
np: youtube->adyashanti albo eckhart tolle
pzdr

podpis: S.
Nie za bardzo filozofia Wschodu mi się pokrywa z tym co piszę. Wędrówki dusz, reinkarnacje itp. to kompletnie nie przystaje.
Chyba, że znalazłeś coś jeszcze...

podpis: cx
No właśnie to jest ta zbędna, nieweryfikowalna część tej filozofii :]
W rdzeniu zawsze chodzi mniej więcej o cos w stylu:
http://www.youtube.com/watch?v=Yt9txkyb1i0

podpis: S.
Do licha, po angielsku nie skumam.

podpis: Jakub
To co jest teraz, to właśnie stan braku jedności. Mówisz, że "nic się nie pamięta z innych istnień" i w ten sposób potwierdzasz brak jedności.
Jedyną drogą do maksymalnie możliwej jedności z innymi ja jest Jezus Chrystus. Ta jedność realizuje się w JA Ojca przez JA Syna albo wcale. Jezus mówi:
"Aby wszyscy byli jedno, jak Ty, Ojcze, we mnie, a Ja w tobie, aby i oni w nas jedno byli"(Jan. 17:21)
Ostatecznym celem jest, "aby Bóg był wszystkim we wszystkim" (1 Koryntian 15:28).
Albo jedność w Bogu, albo wieczne odcięcie, jak napisano:
"...którzy nie są posłuszni ewangelii Pana naszego Jezusa. Poniosą oni karę: zatracenie wieczne, oddalenie od oblicza Pana i od mocy chwały jego" (2 Tes. 1:8-9)
Pierwsze przyjście Chrystusa i Ewangelia to wyciągnięcie ręki Bożej do człowieka, żeby dać mu jedność ze Stwórcą oraz z innymi ludźmi. Ta jedność w pełni zrealizuje się dopiero w świecie przyszłym, gdy zwycięzcy otrzymają ciała dostosowane do nowego człowieczeństwa (ciało chwały, takie jakie posiada obecnie Chrystus). Nie odrzucaj Ewangelii z zasady. Daj jej szansę. Czytaj, rozważaj, a jeśli coś wydaje się dziwne, absurdalne, to tylko z powodu niezrozumienia przesłania. Trzeba znać większy kontekst. Im więcej się rozumie, tym więcej się zrozumie. Przykładowo przypowieść o talentach szokuje, ale tylko wówczas, gdy nie rozumie się, że talenty oznaczają prawdy Ewangelii, a bankierzy to ci, którzy je pomnażają w ludzkich umysłach. Im więcej osób pozna, tym zasób poznania jest większy.
Pozdrawiam
Jakub

podpis: S.
Nawet nie próbuję polemizować - religia jest kwestią wyboru a nie argumentacji.

podpis: sq
Dziękuję ***

podpis: Karkow
e-mail: sheisskopff@gmail.com
To światopogląd do którego najlepiej chyba przystaje mechanika kwantowa. Gdzie nadrzędna wartością(stanem, zbiorem, funkcją) jest rzeczywistość nielokalna wobec której nasza zapoznana (co nie znaczy wyjaśniona) rzeczywistość jest jednym z możliwych stanów wyjętym ze zbioru nieskończenie wielu możliwości. I w tym zredukowanym to mierzalnego, poddającemu się badaniu świecie znajduje się ptaszek i oko które się ptaszkowi przygląda i dziwi. Ptaszek ma tego pecha lub przywilej ze się nie dziwi.
Nie ma zresztą co się czepiać ptaszka, skoro większość istot podejrzewanych o możliwość zdziwienia się wcale tego nie robi.
Co do Jakuba i biblijnych tyrad. Jeden z dziwiących się ptaszkowi odkrył pewna prawidłowość;człowiek nie jest stanie stworzyć ptaszka ale stworzył całe legiony Bogów.
W tym legionie sporo miejsca zajmuje właśnie pewien cieśla z Nazaretu (i dwa patyki na krzyż, doprawdy prostacka ciesiołka, co cieśla z pewnością mógłby stwierdzić).
Problemem każdego Boga jest to że ma do czynienia z człowiekiem, jeszcze większym problemem jest to ze człowiek w skali wyrażanej przez statystykę to twór (a w skali geologicznej nowotwór) bez poczucia humoru.
Braki te człowiek nadrabia rozpaczliwie przez różne formy pewności (doprawdy mierny to system kompensacji) takie jak święte książki, krowy,miejsca, ptaszki .
I mogę się zgodzić na ptaszka ale tylko z "O!!"

podpis: LALUNIA
Mój miły Panie
A po cóż gdybać i myśleć właśnie o tym - też to robiłam. Czy to ma jakieś znaczenie?
cyt" żyć tak długo, dopóki jakaś istota będzie odczuwała to boskie JA. Więc podejrzewam, że wiecznie - a zawsze jakoś inaczej"
Czy nawet cała prawda o świecie czy wszechświecie uczyni Pana lepszym człwiekiem, doskonalszym, wrażliwszym. -Nie. Wiedza o istocie stworzenia niepowinna mieć wpływu na nasze życie. Czy byłby Pan innym człowiekiem gdyby Pan znał całą prawdę stworzenia i istnienia? A to co Pan wymyśli - i choć w to uwierzą miliardy osób - to czy to bedzie prawdą? - NIE.
Prawdy na pewno nigdy nie poznamy bo umysł człowieka jest ograniczony - to banalne. Myślę że jeśli jest MOC SPRAWCZ to i tak jej nie zrozumiemy naszym umysłem, tu i teraz-
a jeśli jej nie ma to czy to coś w naszym życiu zmienia. Jeśli zmienia to nie żyjemy w prawdzie tylko w iluzji.

cyt "Tak jak jest - jest lepiej. Wszystko przeżywa się miliardy razy na miliardy sposobów. Nic się nie pamięta z innych istnień, "
Skoro się nie pamięta to jakie ma znaczenie myślenie o tym.
Najważniejsze to być tu i teraz - tak naprawdę.
Odbierać każdy dzień i sycić się nim.
A co będzie - poznamy? lub nie.
Jeśli i tak na pewno nie dojdziemy do prawdziwego poznania po co budować iluzje że do prawdziwego poznania doszliśmy.

podpis: S.
Lalunia, jak kto lubi.
Mi to rozumienie jest potrzebne i pewnie kilku innym osobom też. I słowo daję - mnie to zmienia.

podpis: LALUNIA
Słowo Pan daje- że rozumienie tego Pana zmienia- jak zmienia? w co zmienia? Tak ostro Pan zareagował że chyba coś jest na rzeczy. Podważyłam jakąś Pana oczywistą oczywistość.

"trochę okrutne - wiedzieć o wiecznym, różnorodnym życiu - ale nie móc w żaden sposób tego poczuć".
A skad Pan wie tylko Pan tak czuje - to Pan sobie tylko wymyślił Teorię, jedną z wielu, a może pod koniec życia wymyśli Pan inną teorię.
Filozofowanie na ten temat do niczego nie prowadzi może kiedyś to Pan zrozumie.

Fajnie Pan to sobie wymyślił to życie po życiu prosze nie myśleć że nie wiem o czym Pan pisze. Ale to tylko jakiś tam sposób na rozumienie świata.

podpis: S.
Kto wie, kto wie co tam jeszcze wymyślę...
Ale na razie wszystko się zgadza.
A jak zmienia? A tak, że mimo iż jestem narcyzem, egoistą i hedonistą - patrzę na innych ludzi jak inną wersję siebie samego.
A z tego wynika już bardzo dużo. Nie do przecenienia.

podpis: lalunia
patrzę na innych ludzi jak inną wersję siebie samego.
TEGO NIE CZUJĘ ALE PRZEŚPIĘ SIĘ Z TYM MOŻE JUTRO SPOJRZĘ INACZEJ

podpis: Allon
"Nawet nie próbuję polemizować - religia jest kwestią wyboru a nie argumentacji." - kwestią wyboru jest raczej uczczenie Boga niż uwierzenie w Niego. A to, czy istnieje, to już jest, moim zdaniem, kwestia argumentacji. Tak samo jak Pan wierzy w swoją teorię, w istnienie takiej istoty rzeczy - i może Pan to argumentować. A jeśli jednak Pan wciąż sądzi, że uwierzenie w Boga jest kwestią wyboru - w takim razie uwierzenie w Pańską teorię również. Jednak w tym drugim przypadku jest Pan gotów na polemikę. A wiara w Boga też jest w pewnym sensie filozofią. Dlaczego Pan odrzuca polemikę na temat wszelkich teorii, które zakładają istnienie Boga? Co jest w tych teoriach, że nie zasługują na polemikę?

podpis: S.
Staram się nie dyskutować z przekonaniami religijnymi z jednego ważnego powodu - na tych przekonaniach ludzie mają oparte całe swoje życie.
Ludzie się trzymają swojej wiary dość mocno.
No i po co dyskutować?
Każdy pozostanie przy swoim - a wszelkie dyskusje na tematy religijne tylko potęgują dogmatyzm. A gdyby jednak się niechcący udało komuś naruszyć jego wiarę - to by zburzyło mu życie.
W obu przypadkach do niczego dobrego ani ciekawego to nie prowadzi.
Z wierzącymi można ewentualnie dyskutować o tym, czy jakieś reguły religii nie są złe, lub też czy kościół dobrze je interpretuje.
Ale już o istnieniu Boga można dyskutować swobodnie tylko z agnostykami lub ateistami.

podpis: Allon
Może i racja. Ale może w wyniku rozmów Pan lepiej zrozumiałby podejście drugiej osoby? Nie mam na myśli, że Pan też stanie się wierzący - chodzi o zrozumienie samego podejścia.
Teraz bardziej odnośnie artykułu. Można zmienić płeć? To prawda, że można zmienić płeć ciała, ale świadomość pozostaje przecież bez zmian.
I nie sądzi Pan, że może zdarzyć się, że dwóch ludzi żyjących w takich samych warunkach, może jednak być innymi ludźmi? A czy to samo istnienie może w takiej samej sytuacji (wspomnienia, przeżycia, otoczenie i takie tam) może raz postąpić tak, a drugi raz (w drugim "wcieleniu", znaczy się) zupełnie odmiennie?
A co z orientacją seksualną? Czy ona też jest nabyta? Nie sądzę. Jak więc można mieć zupełnie inny rodzaj świadomości?

podpis: S.
Rozmowa tak ale dyskusja nie.
Dyskusja pozwala lepiej zrozumieć Swoje poglądy ale nie cudze.
Żeby zrozumieć kogoś o innych poglądach trzeba przede wszystkim posłuchać. A w dyskusji głównie się szuka kontrargumentów - jest mało miejsca na słuchanie.

Można. Zupełnie dobrze potrafię sobie wyobrazić siebie w innej płci psychicznej (gorzej z płcią ciała). Wyobrazić sobie, to nie znaczy umieć zmienić.
Ale gdyby jakieś okoliczności sprawiły, że płeć by została zmieniona (psychicznie i cieleśnie) - czy to by znaczyło utratę świadomości własnej osoby? No nie.
Czy z nagłą zmianą orientacji seksualnej człowiek przestaje istnieć i staje się inną osobą?

A 2 nawet takich samych osobników żyjących w podobnym środowisku potrafią się mocno różnić - patrz bliźniaki.
Gdyby założyć (jak uważa kościół) że człowiek zaczyna się w momencie zapłodnienia to jest dokładnie ten sam człowiek w 2 egzemlarzach.

podpis: Kris
e-mail: wincek@wp.pl
Jestem teistą, ale ogólnie to, co piszesz mi się podoba.
Właściwie pasuje mi to do "Kochaj bliźniego swego jak siebie samego" jedno z dwóch najważniejszych przykazań. A idąc dalej kolejny cytat "Kochaj i rób co chcesz" i stąd już blisko do raju :-)

Ale jeszcze o tym, co napisałeś.

Dla mnie jest pewna nieciągłość w toku rozumowania:
To, że to co czyni nas unikatowym to właśnie to Ja (myśl scalona z odczuwaniem.). To jest coś, co każdy ma własne i oczywiście bliźniacy jednojajowi, co mają identyczne DNA to JA mają unikatowe – swoje własne. Powiem więcej, jeśli udałoby się stworzyć maszynę do kopiowania ludzi to oryginał oraz nowo powstała kopia od razu mieliby dwa odrębne unikatowe JA.

Teraz tak piszesz:
„To JA jest udziałem każdego człowieka na świecie. Pod tym względem jesteśmy identyczni! Inaczej wyglądamy, inaczej reagujemy - ale to JA mamy identyczne.

No i trochę zrobił się bałagan.
Bo to czym się różnię (ciało, charakter itp.) faktycznie nie jest czymś wyróżniającym mnie z całej Ludzkości, a to co mnie wyróżnia jako absolutnie jedyny egzemplarz we wszechświecie (myśl scalona z odczuwaniem) jest dla wszystkich identyczne.

I stąd wniosek, którego da się tylko dotknąć rozumem a pozostaje poza sferą odczuwania - każdy człowiek na świecie jest mną i ja jestem każdym z nich.”

Przepraszam, ale dla mnie ten wniosek jest zupełnie niezgodny z rozumem (przynajmniej moim).
To tak jakby mieć sto takich samych piłek, te piłki są identyczne i na tej podstawie powiedzieć, że te wszystkie piłki są jedna piłką i ta piłka jest wszystkimi piłkami A właśnie, że nie, bo każda jest osobną piłką pomimo, że są identyczne każda jest oddzielna.
Każdy ma takie samo JA (identyczne tylko względem tego że unikatowe) i to właśnie czyni ludzi oddzielnymi, unikatowymi. Wszechogarniające wszystkoudczuwanie jest tak czy inaczej pewną definicją Boga i tyle („nieograniczonej telepatii i empatii …wielowymiarową istotę”).

Piszesz, że „Z tą teorią komukolwiek zrobię krzywdę robię ją sobie”, ale też piszesz, że „Nic się nie pamięta z innych istnień” może i robisz krzywdę sobie, ale właściwie tego tak nie odczuwasz, bo innych Ja nie znasz.

Chmm to tyle.

podpis: S.
Problem jest w odczuwaniu. Jeśli robię komuś krzywdę a nie odczuwam - to zaczyna brakować hamulca.
Wierzacy maja jako hamulec m.in. dekalog.
Niewierzący mają prawo, zasady moralne i osobiste poczucie przyzwoitości.
U jednych i drugich hamulec jest jednak oparty na pewnym odczuwaniu - dyskomforcie poczucia że zostały złamane zasady. I to sprawia, że hamulec działa.
Ja tu mam też podobny hamulec - z tym, że jeszcze mniej oparty na odczuciach. Co zmusza mnie do stałej kontroli poprzez rozum - bo na odczuciach nie mogę polegać.
Akurat to mi odpowiada - bo lubię myśleć. Mam szacunek do uczuć ale nie ufam im do końca. Zbyt wiele odziedziczyliśmy po okresie zwierzęcym.

podpis: Kris
e-mail: wincek@wp.pl
Teraz jest chyba mowa o sumieniu i o tym kto jak je kształtuje. Dla wierzących jest to między innymi dekalog ale do kształtowania bardziej nadaje się kazanie na górze. W każdym razie nacisk trzeba postawić na kształtowanie sumienia głównie przez rozum ale również przez współodczuwanie. Jeszcze jedno dopowiedzenie wierzący nie jest zwolniony z kształtowania sumienia i wybierania dobra według własnego sumienia (kształtowanego głównie przez rozum) dyrektywy Kościoła nie zwalniają od osobistej odpowiedzialności za własne sumienie.

Ale w poprzednim poście chodziło mi głównie o nieciągłość w przedstawionym wywodzie myślowym - bo wnioski jak napisałem na początku raczej mi odpowiadają.
Pozdrawiam

podpis: S.
Nieciągłości nie ma.
Miałem cichą nadzieję, że sam się przyłapiesz na przykładzie z bliźniakami i maszyną do kopiowania ludzi.
Dla Ciebie rozwinę:
(zresztą całe te moje przemyślenia zaczęły się od opowiadania S.Lema w którym maszyna teleportacyjna przypadkowo skopiowała dwóch zamiast jednego)
Jeśli twierdzisz, że 2 ludzie skopiowani przez maszynę są unikatowymi osobnikami ze względu na swoje JA (bo są!) - powstaje problem: który z nich jest kontynuacją pierwowzoru?!
Który żyje jako pierwowzór, a który jest już nowym bytem?
Obaj mają takie samo prawo do czucia się konynuacją pierwowzoru. A mimo to są innymi osobnikami.
Odpowiedź logiczna jest nieubłagana: obaj są kontunuacją. Obaj są tym samym człowiekiem (tak jak miliardy innych) - ale właśnie pozbawieni możliwości odczucia tego przez posiadanie unikalnego chociaż identycznego JA.
To właśnie chciałem przekazać.
Dopóki istnieje JA W. Sikory to nie będę w stanie odczuć tej tożsamości z innymi ludźmi. ALe kiedy JA W. Sikory odejdzie w niebyt - to każde inne JA będzie równie dobre by móc powiedzieć: żyję.

podpis: Kris
Też pamiętam to opowiadanie i też wbiło mi sie ono w pamięć.

Piszesz :
Odpowiedź logiczna jest nieubłagana: obaj są kontunuacją. Obaj są tym samym człowiekiem (tak jak miliardy innych) - ale właśnie pozbawieni możliwości odczucia tego przez posiadanie unikalnego chociaż identycznego JA.

Zgadzam się oboje są kontynuacją, ale mają już inne JA - Od momentu powstania są już osobnymi, unikatowymi ludźmi (tak jak miliardy innych). Właściwie zgadzam się z tym całym wpisem, ale Nijak mi z tego nie wychodzi, że "każdy człowiek na świecie jest mną i ja jestem każdym z nich."

Ale zawsze ciekawie się rozmyślało :-)

podpis: Allon
Wrócę jeszcze do bliźniaków. Skoro żyją w podobnych warunkach, ale mogą być zupełnie inni - czy osobowość może zmienić się przypadkiem? Czy może to być ten sam człowiek? Do mnie ten przykład przemawia przeciw tej teorii.
I jeszcze dyskusja - to prawda, że szuka się kontrargumentów, ale jeżeli pisze się przez internet i nikt nie pogania, można sobie spokojnie pomyśleć nad poglądami drugiej strony, bez żadnej presji. Albo też nieco błędnie zastosowałem słowo "dyskusja".

podpis: S.
Bliźniacy to jest ten sam człowiek! On się podzielił na dwóch. W każdym razie materiał genetyczny jest dokładnie ten sam. Charaktery już są różne - co tylko świadczy o tym, że to są cechy nabyte a nie wrodzone. Co tu przemawia przeciw teorii?
Co do dyskusji przez internet - róóóóżnie bywa. Nie uwierzę, że rzadko spotkałeś się z ostrą wymianą postów. Czas jest tylko chęci brakuje.

podpis: seweryn
e-mail: naramovige@gmail.com
a jesli JA nie istnieje?
a jesli JA to tylko iluzja?

podpis: S.
Jeśli JA ty tylko iluzja to nie ma co sobie głowy zawracać życiem po życiu i życiem w trakcie życia.
Ale dopóki nie ma pewności, że to tylko iluzja - to na wszelki wypadek warto postępować tak jakby to nie była iluzja.

podpis: niewdziosek
Jeśli chodzi o dwie identyczne kopie jednego osobnika, to w momencie pojawienia się obaj są identycznymi kontynuacjami pierwowzoru (zakładając, że maszyna do kopiowania działa w sposób idealny). W następnych momentach zaczynają się natychmiast od siebie różnić coraz bardziej, choćby ze względu na różne doświadczenia bytowe, a przede wszystkim na stochastyczny charakter przemian zachodzących w ich organizmach, co dotyczy oczywiście także ich mózgów. Co ciekawsze, nadal pozostają kontynuacjami, ale różnymi od siebie i także od ewentualnej pojedynczej, naturalnej kontynuacji pierwowzoru, gdyby nie dokonano powielenia (doświadczenia życiowe muszą mieć różne, a statystyka działa nieubłaganie). Przecież "dzień świstaka" też nie realizuje się w sposób całkowicie identyczny, tylko pojawia się naturalne rozmycie zdarzeń. Świat nie jest sztywno zdeterminowany - istnieje niepewność, która nie pozwala na dwukrotne wejście do tej samej rzeki. Tak więc obaj bliźniacy mogą o sobie powiedzieć że posiadają unikalne "ja" ale nie jest ono na pewno identyczne.

podpis: S.
Prawie. Bo unikalne JA jest identyczne dla każdego (tak mi wyszło) a różnice tkwią w doświadczaniu. Inaczej doświadcza kobieta, inaczej mężczyzna, inaczej flegmatyk, inaczej choleryk...
A największym problemem pozostaje wciąż niemożność odczucia cudzego JA.
Gdyby w przykładzie z powieleniem osobników umieścić ich osobno w identycznych warunkach to przynajmniej przez jakiś czas postępowali by identycznie.
Gdyby ich identycznie poinformować o istnieniu tego drugiego - ich reakcje były by też identyczne.
Ale i tak wciąż jest ich dwóch - identycznych ale osobnych.

podpis: niewdziosek
Coś w tym jest. Odczuwanie tożsamości, jaźni, "Ja" mogą być identyczne w ogólności.
Szczegółami jednak muszą się różnić.

Doświadczenie jest niemożliwe do wykonania. Możesz umieścić ich w bardzo zbliżonych (ale nie identycznych) warunkach. Wszak nie kontrolujesz wszystkiego. A już na pewno nie masz wpływu na przemiany fizyko-chemiczne w ich mózgach. A tu rządzi JW Przypadek.

podpis: S.
Skoro zakładamy dwukrotne powielenie osobnika (też niemożliwe) to możemy założyć idealnie podobne warunki. Łącznie z ruchami Browna.
(nagle Ci się zachciało trzymać się realiów)

podpis: niewdziosek
No właśnie chyba nie możemy porobić takich założeń, bo strzelanie z rozrzutem nie jest tylko niedoróbą, ale wręcz tkwi mocno w podstawach naszego świata i wykluczanie jej to już jest naprawdę wejście do świata baśni.

podpis: S.
To jest bardzo ciekawy temat do rozważań (można długo) - ale wykracza już mocno poza temat.
Wracając do unikalności każdego JA - czy to co nas różni umiejscawia się w istocie tego JA czy w otoczce? Ja się już wypowiedziałem - i na razie nie zostało naruszone moje przekonanie.

podpis: niewdziosek
Odczuwanie JA jest chyba identyczne dla ciał mieszczących pojedynczą jaźń. Różnice tkwią w otoczce.
Ale ciekawe jak odczuwają swoje JA ciała zawierające mnogie jaźnie. Na przykład schizofrenicy lub ludzie z przeciętym spoidłem wielkim.

podpis: palik
e-mail: maciek@write.pl
Bardzo to ciekawe : )

A może było tak: bóg rozproszył się na ludzkość, abo nawet na wszystkie istoty. Jak pokrojony magnes, albo dżdżownica. Nie kreacja, tylko przeistoczenie. I wtedy wszystkie JA są nim (mną?). Zgadzałoby się.
Gdzieś, czasem w błysku jakichś oczu, przy rzadkim przeskakiwaniu iskry porozumienia, błyska mi że się w nich rozpoznaję, i że bóg mógł tak zrobić.

"- Powiedz jezcze, po co.
- Cholera wie, po co.. " ;)
 
podpis: Teresa
e-mail: ...
do Palika: A moze bylo odwrotnie: A moze my zyjemy w snie Pana Boga albo w komputerze Pana Boga.