przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

 
DEFINIOWANIE OCZYWISTOŚCI:
   Definicja szczęścia
   Definicja miłości
   Definicja życia
   Wiara i nadzieja
   Definicja głupoty
   Przyjażń         
   Definiowanie wolności
   Definiowanie prawdy
   Dobro i zło

FAŁSZYWE STEREOTYPY:
   Naiwność          
   Naiwność z ograniczonym zaufaniem
   Narcyzm szczęśliwy
   Znieczulica          
   Pierwsza wymówka
   Różnorodność i tolerancja
   Egoista z głową
   Pozytywne strony negatywnych uczuć
   Rywalizacja
   Pieprzeni humaniści
   Zło jest dobre
   Nic lepszego od demokracji?
   Filozofia, logika i inne
   Wyolbrzymianie niezrozumiałego
   Czyja to wina?
   Bój na argumenty
   Wychowanie w odrazie do zła

ŚWIATOPOGLĄDOWO:
   Czy istnieje Bóg
   I powstał Bóg
   Grzech pierworodny
   Życie po życiu
   Sens życia
   O grzechu
   O raju             
   Wojna                
   W sprawie aborcji
   Śmierć dobra albo zła
   Samobójstwo
   Władza sądownicza
   Teoria mieszania świata
   Ufność i niewiara
   Prawo Gorszego
   Manowce rozwoju

WIELKIE MAŁE PROBLEMY:
   Podatek od szczęścia
   Przeciw depresji
   Recepta na sukces?
   Recepta na porażkę
   Kurs starości
   Starzenie się
   Poczucie krzywdy
   Sprawiedliwość w stosunku 1/2
   Asertywność a wykorzystywanie
   Skuteczne przepraszanie
   Tak się nie chce!
   Motory napędowe
   Jak lubić siebie
   Codzienność przykra czy fajna
   Odruch rezygnacji
   Poznać swoje pragnienia
   Miłość nieszczęśliwa
   Rozkochiwanie
   Urabianie faceta
   Urabianie faceta - błędy
   Urabianie kobiety
   Urabianie kobiety - rozpieszczanie
   Spory i ustępstwa

   



nowości
 
     

ZNIECZULICA

Za każdym razem kiedy szlachetni i współczujący ludzie wypowiadają się o tym zjawisku, to czuję się jak oskarżony. Ilekroć coś się wydarzy - to dziennikarze, artyści, politycy, pedagodzy, lekarze oskarżają mnie i miliony innych ludzi o znieczulicę – sami udając ludzi bez skazy.

To prawda, że moje zachowanie w sprawie potencjalnej pomocy pozostawia wiele do życzenia. Po cichu miewam różne wątpliwości, głośno o tym nie mówię.

Ale nie chce mi się wierzyć, że ci wszyscy, którzy oskarżają mnie i miliony innych o znieczulicę są bez skazy. Jakie to czynniki mogą sprawić, że wybrane grupy zawodowe czy społeczne są zawsze akuratne i odpowiedzialne?
Żadne!
Po prostu udają przed kamerami. Usta pełne frazesów - a rzeczywistość wygląda jak wygląda.

Wiem, że publicznie przyznać się do grzechu znieczulicy jakoś głupio. Ale też niech nikt mnie nie nazywa potworem, kto choćby raz przeszedł obok.

Więc domagam się mniej radykalnych ocen w mediach i w życiu – i chcę żeby znieczulicę traktować jako wspólny problem - także tych, którzy tak pięknie potrafią mówić o wrażliwości.
Bo to problem każdego z nas!
A kiedy zostajesz sam na sam z tym problemem - to masz do wyboru tylko: potwór czy stale w gotowości?
I szybko znajdujesz sobie usprawiedliwienie, że inni też tak mają – to niby dlaczego on ma być ciągle gotowy, jak ci nieskazitelni z telewizji? To robota dla Dymnych, Ochojskich i Owsiaków. A ty masz swoje problemy.

Żebym mógł się poczuć odpowiedzialny na równi z „nieskazitelnymi” to albo też musiałbym być zawsze nieskazitelny, albo... właśnie! - musiałbym wiedzieć, że nawet ci najlepsi też nie zawsze są tacy wspaniali.
Taka świadomość pozwoliła by nie czuć się odrzuconym przez „szlachetnych” i pokonać czasem tę chęć ominięcia „problemu”.

Bo każdy bywa „potworem” od czasu do czasu. Każdy ma prawo czasem nie chcieć, śpieszyć się, być obojętnym.
Ale przecież nie ma konieczności być stale gotowym do pomocy. Wystarczyło by tylko czasem, byle tych ludzi było więcej.
Lecz nie ma!
Bo te radykalne oskarżenia sprawiają, że rodzi się naturalne usprawiedliwienie – od pomocy są „szlachetni”. Jeśli raz pomogę, to będę musiał cały czas, więc już lepiej ogłuchnąć na te gromy.

Wiem, że mi by pomogło bardzo, gdybym usłyszał czasem, że i Dymnej i Owsiakowi też się zdarzyło być obojętnym i że się wstydzą - ale nie zatajają. Skończyły by się te twarde oskarżenia.
A może pojawiło by się zastanowienie i przede wszystkim zrozumienie dla powodów obojętności.
A od zrozumienia do przezwyciężenia już dużo bliżej.
Gdyby przy każdym medialnym przypadku znieczulicy, zamiast oskarżeń, pojawiała się "spowiedź" ludzi poruszonych znieczulicą, z których pewnie każdy coś będzie miał na sumieniu - efekt poruszający sumienia byłby o wiele głębszy.

A w ogóle to moim zdaniem należy zacząć lansować taką tezę: o kimś, kto choćby raz na jakiś czas bezinteresownie pomoże człowiekowi w potrzebie, nie należy mówić źle.
Nikt nie ma obowiązku być stale gotowym do pomocy! Niechby pomóc raz na jakiś czas! Wystarczy!
Przynajmniej ja częściej bym był skłonny pomóc.

P.S. Pamiętam szokujące zdjęcia w tv z przychodni w USA gdzie pacjentka zmarła w poczekalni i nikt nie reagował przez wiele godzin. Nie wiem co się stało tym ludziom (lekarzom i pielęgniarkom) ale właśnie to jest ważne – żeby zrozumieć co się działo w ich głowach, że w takiej sytuacji pozostawali obojętni – a nie ekscytowanie się sensacyjnością rozmiarów znieczulicy. Sensacja byłaby gdyby to była jedna osoba, ale przy tylu wystąpiła jakaś przyczyna.
Więc zamiast gromić i karać trzeba zrozumieć.

temat korespondujący - pierwsza wymówka





   




      kabaret ADI
      kabaret Potem
      Wytwórnia A'YoY
      klub Gęba
      bok
 
   


można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:


podpis: staś
A i owszem nie zgadzam się. Wygląda na to, że to właśnie szukasz sobie usprawiedliwienia od odpowiedzialności. Skąd ten uraz do tych, którzy z ekranów telewizorów rzucają hasła o "znieczulicy"?
Przecież chyba zgodzisz się, że społeczeństwo, w którym żyjemy nie należy do szczególnie empatycznych, współczujących, bezinteresownych - nieznieczulonych? Przecież mają rację.
Dlaczego więc z tym nie walczyć? Może więc warto nad sobą popracować zamiast denerwować się oskarżeniami dotyczącymi całego społeczeństwa? Zamiast wymagać, aby Ci "nieskazitelni" przyznali, że też mają skazy.
Każdy z nas jest odpowiedzialny sam za siebie. Nie trzeba przecież wymagać od siebie cudów - oczywiście, że nie pomożemy od razu całemu światu. Ale dlaczego godzić się z tym i uznawać, że wszystko jest w porządku, jeśli spostrzeże się, że samemu jest się "znieczulonym". A może to zwykłe lenistwo?
Empatia, współczucie, chęć niesienia pomocy może być "problematyczna". A co jeśli leżący na trawie mężczyzna okaże się 'tylko' pijany - może trzeba będzie zadzwonić po policję, może poczekać nawet poczekać? Oczywiście, że to może być problem, jeśli nachylimy się nad potrąconym psem - co dalej? Gdzie zadzwonić? Dokąd go zawieźć?
Łatwiej powiedzieć sobie "nie jestem nieskazitelny" Owsiak jest - niech on się tym zajmie. Ale można spróbować - jestem znieczulony, ale spróbuję tym razem, przemogę się.

podpis: S.
Ja nie szukam usprawiedliwienia. Już mam gotowe! (nie widać?) - jak miliony innych. Natomiast chciałbym żeby to usprawiedliwienie ktoś zechciał osłabić lub zabrać. Bo oskarżenia tylko wzmacniają obojętność "skalanych".

podpis: staś
Skoro się powtarzasz, to i ja sobie pozwolę: usprawiedliwienie a i owszem masz gotowe, ale w moim odczuciu na własne lenistwo
(jeśli mogę coś zaproponować, to na Twoim miejscu odpowiedziałbym na te uwagę w następujący sposób: a czy to nie jest lenistwem powtarzanie tych samych argumentów (w dodatku usprawiedliwiając się moją wypowiedzią. Czyż nie każdy jest odpowiedzialny sam za siebie)?

podpis: S.
a czy to nie jest lenistwem powtarzanie tych samych argumentów (w dodatku usprawiedliwiając się moją wypowiedzią. Czyż nie każdy jest odpowiedzialny sam za siebie?)

podpis: przemo
e-mail: przemekmar1@gmail.com
:D

podpis: N.
e-mail: natusiek[at]gmail.com
Też się dziwię, że z takich sytuacji robi się sensację zamiast wyjaśniać, co się stało.
A naprawdę warto, żeby ludzie wiedzieli, o co chodzi. Bo to nieprawda, że tylko źli ludzie potrafią czynić zło - to by było za proste. Każdy potrafi. Tylko nie każdy zdaje sobie z tego sprawę. Myślę, że ci rzucający oskarżenia o znieczulicę, sami nie są świadomi, że ich też może dopaść obojętność.
Co do sytuacji takich jak w P.S. i podobnych - właśnie im więcej ludzi dookoła, tym mniejsza szansa, że osoba potrzebująca pomocy tę pomoc otrzyma. Dziwne? Wbrew pozorom to wcale nie takie trudne do zrozumienia. Tylko trzeba zacząć od tego, że zaniechać pomocy jest o wiele łatwiej niż jej udzielić. Pomoc wiąże się z wysiłkiem, a czasem też ryzykiem (jeśli w grę wchodzi np. wypadek samochodowy albo pożar). Dlatego szukamy sobie różnych wymówek. Ludzka rzecz. Instynkt samozachowawczy.
Zatem jeśli wokół jest dużo ludzi, to pojawia się wygodne usprawiedliwienie 'nie jestem sam, przecież ktoś inny może pomóc, niekoniecznie ja' - łatwo przewidzieć, że jak pomyśli tak każda z tych osób, to w efekcie nikt nie udzieli pomocy. Do tego działa jeszcze jedna pułapka - przekonanie, że 'większość nie może się mylić' ('skoro do tej pory nikt nie pomógł, znaczy, że pomoc nie była aż tak potrzebna').
To się dzieje gdzieś z tyłu mózgu, trochę z automatu. Ale jak się o tym wie i ocknie w odpowiednim momencie to można zapobiec.
To właśnie dlatego na szkoleniach z pierwszej pomocy i kursach na prawo jazdy tłuką nam do głów, żeby w razie wypadku nie krzyczeć "niech KTOŚ mi pomoże", tylko konkretnie wskazać "niech PAN mi pomoże", i takie tam.

Hmm, jakiś przydługawy mi wyszedł ten komentarz, sorry.

podpis: d.
Trzeba robić to, co się da, ale nie oskarżajmy o znieczulicę tych, którzy nie chcą rzucać całego swojego życia i zostawiać bliskich, ponieważ dzieci w Afryce głodują. A propos potrąconego psa - co z nim potem zrobisz? Oddasz do schroniska, aby mieć czyste sumienie? Czy będziesz jego połamanym łapom poświęcał czas i uwagę należne twojej córce czy matce? I co: jeśli dowiesz się z dzisiejszych wiadomości o czymś strasznym 10tys kilometrów od ciebie, a nie zrobisz w tej sprawie nic, to jesteś niemoralny, ale jak nie obejrzysz wiadomości, twoje sumienie jest czyste?
To co można zrobić, to działanie na skalę lokalną, ale trzeba pamiętać, że zaniedbywanie bliskich to grzech równie wielki jak znieczulica.
Niestety nie ma łatwych odpowiedzi.
Pzdr.

podpis: jaś
Błąd w założeniu. Nie zgadzam się, że znieczulica jest standardem. W telewizorze mówią, że tak, a w życiu jest już różnie. Są dwie główne przyczyny, że ludzie nie dają się nabrać na tzw. dobroczynność:
- obawa, że się jest obiektem oszustwa lub wyłudzenia; w miastach jest to większość, tzw chodzących po prośbie;
- atomizacja społeczeństwa (to znów w dużych miastach); jak kogoś znam, i widzę, że jest w potrzebie, to pomogę, jak nie znam, to jest tak jak Pan pisze.
Niech Pan zaglądnie do małych wiosek, z dala od miast, gdzie ludzie znają się od pokoleń. Tam jest argument, że nie jest tak źle. Ale to będzie niepoprawny politycznie argument, bo tam przecież mieszka polski kołtun.