przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

 
DEFINIOWANIE OCZYWISTOŚCI:
   Definicja szczęścia
   Definicja miłości
   Definicja życia
   Wiara i nadzieja
   Definicja głupoty
   Przyjażń         
   Definiowanie wolności
   Definiowanie prawdy
   Dobro i zło

FAŁSZYWE STEREOTYPY:
   Naiwność          
   Naiwność z ograniczonym zaufaniem
   Narcyzm szczęśliwy
   Znieczulica          
   Pierwsza wymówka
   Różnorodność i tolerancja
   Egoista z głową
   Pozytywne strony negatywnych uczuć
   Rywalizacja
   Pieprzeni humaniści
   Zło jest dobre
   Nic lepszego od demokracji?
   Filozofia, logika i inne
   Wyolbrzymianie niezrozumiałego
   Czyja to wina?
   Bój na argumenty
   Wychowanie w odrazie do zła

ŚWIATOPOGLĄDOWO:
   Czy istnieje Bóg
   I powstał Bóg
   Grzech pierworodny
   Życie po życiu
   Sens życia
   O grzechu
   O raju             
   Wojna                
   W sprawie aborcji
   Śmierć dobra albo zła
   Samobójstwo
   Władza sądownicza
   Teoria mieszania świata
   Ufność i niewiara
   Prawo Gorszego
   Manowce rozwoju

WIELKIE MAŁE PROBLEMY:
   Podatek od szczęścia
   Przeciw depresji
   Recepta na sukces?
   Recepta na porażkę
   Kurs starości
   Starzenie się
   Poczucie krzywdy
   Sprawiedliwość w stosunku 1/2
   Asertywność a wykorzystywanie
   Skuteczne przepraszanie
   Tak się nie chce!
   Motory napędowe
   Jak lubić siebie
   Codzienność przykra czy fajna
   Odruch rezygnacji
   Poznać swoje pragnienia
   Miłość nieszczęśliwa
   Rozkochiwanie
   Urabianie faceta
   Urabianie faceta - błędy
   Urabianie kobiety
   Urabianie kobiety - rozpieszczanie
   Spory i ustępstwa

   



nowości
 
     

WOJNA



Wojna, chociaż jest w świecie czynnikiem stabilizującym (tak tak), to z moralnego punktu widzenia jest tak zakłamana i żałosna, że wstydził bym się o tym na poważnie - bo straszny banał.
To więc w formie skeczu.

GENERAŁ - Żołnierze! Na was spadł zaszczytny obowiązek zabijania i umierania za Pana Prezydenta. Prezydent jest zły na Ekwador, bardzo zły. Jak nie zabijemy dużo Ekwadorczyków to Prezydent będzie miał smutne oczy, a kto wie: może będzie źle spał w nocy i układał grafomańskie wierszyki.
ŻOŁNIERZ - Jeszcze bardziej grafomańskie?
ŻOŁNIERZ - Generale, a co Ekwadorczycy zrobili Panu Prezydentowi?
GENERAŁ - AaaA, nie słuchają się Naszego Prezydenta tylko swojego.
ŻOŁNIERZ - To nie swojego mają się słuchać?
GENERAŁ - Ble ble ble… co ty taki mądrala? Jesteś ŻOŁNIERZEM!!!
ŻOŁNIERZ - Od tygodnia. Naprawdę jestem inkasentem.
GENERAŁ - Ble ble ble… Jak my TAK będziemy robili to możemy Ekwadorowi skoczyć. Tu trzeba konkretnie: zabijać i umierać.

ŻOŁNIERZ - Ja bym nie chciał umierać. Mam żonę i dziecko.
GENERAŁ - Ble ble ble… Chciałbym, nie chciał!… To jest zaszczyt. Dziecko będzie miało ojca bohatera.
(strzał, jeden z żołnierzy pada martwy)
GENERAŁ - O pozazdrościć!

ŻOŁNIERZ - To nie pomyślałem.
GENERAŁ - Od myślenia ja teraz jestem. Wy macie zabijać. Tam jest wróg: ekwadorski inkasent, ekwadorski księgowy, szewc opętani żądzą mordu. Za co?! Za to tylko, że słuchamy Naszego Prezydenta!

ŻOŁNIERZ - A zabijać tylko ekwadorskich inkasentów, szewców i księgowych? Czy oficerów i generałów też?
GENERAŁ - Oficerów w pierwszej kolejnoś… O kurwa! (zasłania się żołnierzem) Stój tu.
ŻOŁNIERZ - A mnie mama prosiła, żebym uważał na siebie.
GENERAŁ - Ble ble ble, mamy będzie słuchał! Ja teraz jestem waszą matką i ojcem!
ŻOŁNIERZ - A co tak nagle?
ŻOŁNIERZ - Właśnie. A wycieczki do zoo, a wata na patyku, a wywiadówki…? Teraz sobie generał przypomniał?
GENERAŁ - Milczeć! Armia was właśnie adoptowała! I ja mówię: co tam uważać, ważne żeby zabić dużo Ekwadorczyków. W całym kraju przemysł produkuje dla was karabiny i ordery i wy nie możecie tego zmarnować...
(zerka na poległego) O właśnie! Order za bohaterską śmierć. …A może nawet dwa! No i awans! Jak na was patrzę to tak na kaprala.
ŻOŁNIERZ - A on umarł bohatersko? Bo tak się tylko obalił…
GENERAŁ - Ale za Ojczyznę. Więc uważajcie żeby was tu nic prywatnie nie zabiło bo nie będzie orderu!

GENERAŁ - Orderów jest dosyć, więc nie ma co specjalnie się oszczędzać. Kto zabije dużo Ekwadorczyków też ma order. Czyli resume: przed bohaterską śmiercią samemu zabić dużo.
ŻOŁNIERZ - A za jednego wroga jest order?
GENERAŁ - Eee niee... Za jednego nie.
ŻOŁNIERZ - To my mamy lepiej, bo my już mamy jednego bohatera oni jeszcze nie. Jakby tak puścili serię.. to my byśmy mieli kilku a oni najwyżej jednego.
GENERAŁ - CO?! Nieee… czekajcie… to ich ma więcej zginąć!!! Kurwa, coś tu nie teges.
ŻOŁNIERZ - To pan tu jest od myślenia.
GENERAŁ - A! Przypomniałem sobie! Ich ordery są gówno warte. Takie blaszki ze wstążką. Czyli możecie ich zabijać bez obcinki.

ŻOŁNIERZ - A co ze spowiedzią? Bo by wypadało przed śmiercią.
GENERAŁ - Macie rozgrzeszenie hurtowe… no, chyba żeby ktoś nie chciał zabijać - bo wtedy to jest samobójstwo... grzech ciężki. Z kościołem mamy wszystko załatwione.
ŻOŁNIERZ - A kościół ma to załatwione z Bogiem?
GENERAŁ - Ble ble ble… nie wkurzaj żołnierzu! Bóg jest z nami.
ŻOŁNIERZ - A ich księża nie mówią tak samo?
GENERAŁ - Komu wierzysz? Ich księdzu czy naszemu?!

ŻOŁNIERZ - No dobrze, jak Panu Prezydentowi ma to poprawić humor to do roboty.



   




      kabaret ADI
      kabaret Potem
      Wytwórnia A'YoY
      klub Gęba
      bok
 
   


można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:


podpis: niewdziosek
Nie zgadzam się, ze można się nie zgodzić. A właśnie, że nie można! Fajny skecz.

podpis: mackooff
Z jednej strony...

Zależy o jakiej wojnie pomyślimy...
Wojna obronna - tutaj można doszukać się szlachetności w końcu umiera się w obronie wartości, ideologii, bliskich, przyjaciół, podstaw istnienia własnej cywilizacji. Lecz nie u wszystkich jest to świadome!

Z drugiej strony mamy zaś wojnę o zysk jakże dziś popularną!
Zero ideologii i wmawianie ludziom dokładnie jak w skeczu; tamci są źli bo tak chce pan prezydent. Idiotyzm? W tym wypadku się zgodzę.

Żołnierz zawsze był jest i będzie narzędziem.
To fakt.
Większość nigdy nie rozumie w czym bierze udział.
Też fakt.
Jednakże jeśli jest to armia zawodowa - to zwyczajnie człowiek wykonuje swoją pracę; Czy nie można być dumnym z dobrze wykonanej pracy? Ordery to pewien system motywacyjny.

I znów, powiedzmy że żołnierz nie wie czego dokonał (np. ocalił własną rodzinę, sąsiadów, naród, pobratymców itd.)
Czy to może umniejszać jego czyny? Ta nieświadomość? Na pewno wygląda to dość ... kuriozalnie ale fakty są faktami.

Skecz przyjemnie się czyta - jak zwykle.

podpis: S.
Wojna o zysk to już całkiem jest moralnie przegrana.
Ale i wojna obronna jest zupełnie chora. Szewcy strzelają do szewców w imię wyższych wartości. Toż cała kultura twierdzi, że nawet mordercy nie wolno zabijać - a tu co mamy? Strzelanie do wcielonych cywilów.
W imię czego? Obrony własnego narodu i jego praw.
Czym są prawa własnego narodu? Ogólnie prawem do posiadania własnego wojska i własnego rządu.
No kurwa - jest o co walczyć!! Zaiste.

Wiem wiem w co uderzą patrioci, humaniści i Kościół - zgwałcone matki i siostry, zabici krewni... Manipulacja jak każda inna. Austria i Czechosłowacja jakoś tego nie doświadczyły - bo nie walczyły.
Ależ nie - nie twierdzę, że należy się poddawać każdemu agresorowi. Na wojnach się opiera porządek świata. I tak musi być.

Natomiast należy nazywać rzeczy po imieniu. Zabijanie jest zabijaniem - i twierdzenie, że to zabijanie jest akurat szlachetne - to zakłamanie.
To zabijanie jest tak samo złe - i powinno być wstydliwie traktowane po wojnie i odpokutowywane. A nie honorowane uroczystościami, medalami, awansami.
A zabijanie własnych dezerterów to daleko posunięta paranoja wojenna. To zabijanie ludzi którzy odmawiają zabijania.
Szkoda, że humanizm i Kościół tego nie chce zauważyć.

podpis: mackooff
Tutaj bym się nie zgodził. Kara śmierci - zabicie mordercy to nic złego. Ustalamy w społeczeństwie i prawie cennik : zamordowałeś - zginiesz. Morderca jest zwyczajnym samobójcą - sam jest sobie winien. Łamiąc zasady sam się skazuje. Nikt go w końcu do mordowania nie zmusza.
Tak samo walka z agresorem jasne zasady (cennik) atakujesz nas - zginiesz.
Ten straszak jest niezbędny - si vis pacem parabellum.
A tym bardziej rozstrzeliwanie dezerterów! Inaczej całe morale wojska psu w dupe.

Czy zabicie wroga który nie szanuje mojej kultury, mojego domu, rodziny, wyższych wartości - ten który zwyczajnie po chamsku włamuje się na mój teren i gwałci wszystkie moje świętości można uważać za szlachetne... powiedziałbym że tak. Bo ten człowiek nie boi się umierać za coś co ceni, jest gotów poświęcić życie by tego bronić.

Ordery i bajery służą podnoszeniu morale - rzecz zwyczajna.
Natomiast odpokutowywanie po wojnie ? Wybacz jeśli zastrzelę u siebie w domu włamywacza który chciał zgwałcić moją żonę, a później oboje nas zamordować to...
Nie zamierzam tego w ogóle żałować i żaden człowiek nie powinien mieć takiej rozterki. Co najwyżej mogę się pomodlić o to żeby spadł w najgłębsze czeluście piekła - jeśli ktoś jest wierzący.

I ważne żeby rozróżniać tutaj os. zmuszoną do służby (aktualnie poboru nie ma) od żołnierza zawodowego, który idąc do szkoły wojskowej dokładnie wie że będzie zabijał - bronił itd.
Z resztą ... żołnierz to tylko narzędzie; moralną odpowiedzialność ponoszą dowódcy.

I jeszcze na koniec ; ważne żeby rozróżniać morderca - osoba która planuje kogoś zabić nie działa pod wpływem emocji i chwili może trzeźwo ocenić sytuację, a zabójca - zabija w afekcie.

podpis: S.
Oho! Zabicie człowieka (swojego!) żeby utrzymać morale... Ładnie!
Nie do zaakceptowania.
I w tym samym tekście - nikt go do mordowania nie zmusza!? Zdecyduj sie!
Albo żołnierze dobrowolnie zabijają albo pod presją śmierci za odmowę zabijania.
Wojsko nawet zawodowe - to nie banda morderców. To ludzie wykonujący pewien zawód - posłuszni swoim przełożonym. Żaden z nich (prawie żaden) nie zabija bez nakazu.(a zwyrodnialcy zdarzają się częściej wśród wcielonych cywilów niż wśród zawodowych żołnierzy)
Więc zabijanie w wojnie obronnej takich żołnierzy może być konieczne, ale nie jest szlachetne!
I to nie jest powód do świętowania.
Jeśli komuś się należy śmierć to decydentom - ale oni wychodzą z wojen raczej cało.

podpis: mackooff
Oj Sikorze nie napisałem że zabijanie dezerterów jest szlachetne! Mylnie odczytałeś - jest koniecznością.

Sikorze na litość (nie)boską! Jak ktoś jest zawodowym żołnierzem to przecież wie że idzie do wojska żeby zabijać! A nie żeby przeprowadzać staruszki przez jezdnię! A karą za dezercję musi być śmierć! To jest wiadome od 1 dnia służby! Więc jeśli jest w wojsku z własnej woli - jest zawodowcem to łamie umowę a za jej złamanie - rzeczoną dezercję - jest kara śmierci. (zazwyczaj i tak się ich wtrąca do karceru albo aresztu wojskowego i to dopiero po sądzie wojskowym!).

Dlaczego człowiek który bronił swojej rodziny, rodaków itd. służył im z narażeniem życia miałby nie czuć się dumny?

podpis: S.
Dobrze odczytałem - ale nie jest koniecznością. To terror dla utrzymania posłuchu. Oficer, nawet debil i psychopata, może wszystko. Takie sa reguły sztuki wojennej. Logicznie słuszne - ale moralnie podłe.

I wydaje mi się, że mało kto idzie do wojska w nadziei, że będzie zabijał. Raczej, że będzie straszył.
Kiedy już zabijać trzeba bo wojna - no trudno, taka rola, taki układ. Przełożeni zdecydowali, żołnierz musi.
Ale tam po drugiej stronie są ludzie którzy też muszą. To nie są ich decyzje, nie ich wina. Więc naprawdę nie ma powodów do radości.
Nie uznaję argumentu, że po drugiej stronie są mordercy i gwałciciele. Tacy sami są po obu stronach.
A Kościół powinien ogłaszać świętymi ludzi którzy odmawiając zabijania poświęcają własne życie.

podpis: mackooff
Kara jak i nagroda zawsze jest koniecznością. Tak jak uczy się dziecko.
Oficer nie może wszystkiego, ręce ma związane prawem, konwencjami itd. i jeśli rozkaże żołnierzom np zamordować cywila bez żadnych powodów to odpowiada za to przed sądem wojskowym ( w tym i wielu innych przypadkach).

A jeśli ktoś idzie do wojska i liczy na to że nie będzie walczył i że nie zginie to jest to zwyczajny kretyn - i lepiej że go na wojnie skasują przynajmniej się pula genetyczna oczyści.
Bo to tak jak zapisać się na testy nowego groźnego potencjalnie śmiertelnego leku i myśleć o tym jako o ciekawej rozrywce - pikniku i to jeszcze za pieniądze! A o śmierci to już w ogóle bo sama perspektywa jest be! Chory optymizm i okłamywanie samego siebie. Ludzie mają być odpowiedzialni za siebie i swoje decyzje i to tyle.

"A Kościół powinien ogłaszać świętymi ludzi którzy odmawiając zabijania poświęcają własne życie."

Czy ty nawołujesz do altruizmu? I to tej najgorszej wersji (wszystkie są złe) w której człowiek atakowany ma zwyczajnie dać się zamordować? Ergo kościół ma wynosić na piedestał samobójców?

Patrząc na to ironicznie to jak ktoś chce dać się zamordować to w zasadzie dobrze - po tygodniu liczba takich osób na wojnie zmaleje do 0. I jeden problem na świecie mniej.

Sikor po drugiej stronie są mordercy to logiczne. Jest wojna i chcą cię zabić. To tak jakbyś do mieszkania wpuścił szewca który chce cie zabić - bo ja wiem dla twojej szkatułki ze złotymi monetami a ty byś mówił "przecież to taki sam szewc jak mój szwagier" tylko że twój szwagier nie chce cię zamordować. Nie istotne dla nas kim są ci ludzie, że jeden był mleczarzem drugi w dzwony w kościele bił a trzeci uczył w szkole historii. Ich priorytetem jest zabicie Ciebie. To są ludzie z priorytetem mordercy i na wojnie tylko tak można ich traktować.

podpis: S.
Dalej już nie będę polemizował.
Odpowiem karnie: Tak jest generale!

podpis: niewdziosek
Po obu stronach są tacy sami ludzie, przedstawiciele naszego gatunku, ze wszystkimi swoimi zaletami i wadami. I okoliczności wyzwalają w nich różne emocje, dążenia itp. A więc mogą stać się zabójcami, mordercami, rabusiami, albo szlachetnymi bohaterami. Jeżeli zwycięży strach przed konsekwencjami odmowy wykonania rozkazu, to będą strzelać, dźgać i zabijać innymi metodami, byle uratować siebie. Ale przecież nie każdy ma psychikę na tyle silną by przeciwstawić się skutecznie presji okoliczności, związanych z byciem członkiem ludzkiego stada.

Każdy żołnierz jest potencjalnym zabójcą, przecież nie tworzy się armii w celu pomocy powodzianom, tylko w celu obrony lub ataku wszelkimi możliwymi sposobami.

podpis: Włodek
1. Prawo i moralność może obowiązywać tylko w świecie stworzonym razem z tym prawem i moralnością. Bez Stwórcy zatem każdy ma takie "prawo" i taką "moralność" jakie sobie wymyśli. A że zwykle nasze wymysły nie podobają się innym, to mamy wojny. Zatem krytyka wszelkiej wojny w imię moralności znosi sama siebie.
2. Wojna obronna wynika z instynktu samozachowawczego. Chcę żyć a ponieważ nie mogę żyć sam, bronię swojego środowiska życia. Jeżeli ktoś swój instynkt samozachowawczy zwalczył, może krytykować wojnę obronną. Przeciwnie jest tylko obłudnikiem, który pod moralnymi pretekstami chce zachować swoje życie, czyli dogodzić instynktowi samozachowawczemu.
3. Czy zysk jest zawsze moralnie naganny? Bardzo wątpliwe. Trzeba by znowu zanegować instynkt samozachowawczy.
Osobiście wolę wojnę o zysk niż wojnę o wartości. Przynajmniej wiadomo, kto wygrał.
4. Ordery, egzekucja dezerterów itd. to pragmatyczna konieczność a nie cel wojny.
5. Nie każde zabójstwo jest morderstwem. Na ten temat polecam ciekawe rozważania Władka Sikory o aborcji.
6. Śmierć niewinnych szewców. No to jest problem. Ale czy problem wojny? Prędzej ustroju społecznego, który wysyła szewców na wojnę zamiast do szycia bytów. Brak elementarnego racjonalizmu. Od wieków wojowaniem zajmowała się arystokracja a pobór powszechny to wynalazek demokratycznej technokracji.

podpis: S.
Cóż, to taki trochę spór o relatywizm moralny. Ja jestem relatywistą - ale przynajmniej się do tego przyznaję.
I śmiem twierdzić, że moje poglądy są zdecydowanie bardziej spójne od tych którzy potępiają relatywizm. Jednak nie chcę się wdawać w potępianie potępiaczy relatywizmu - bo im więcej argumentów tym silniejszy odpór.
Jakby co - niech zadziała refleksja a nie argumenty.

podpis: Włodek
Ale porzucasz swój relatywizm, żeby zwalczać wojnę.

podpis: S.
A skąd! Nie porzucam relatywizmu, nie atakuję wojny jako takiej.
W zakamuflowany sposób atakuję hipokryzję fundamentalizmu anty-relatywistycznego na przykładzie wojny. Między innymi.
(no, mam nadzieję, że teraz to ja napisałem na tyle ogólnikowo nieokreślone zdanie, że trudno będzie z tym polemizować, che che)

podpis: Włodek
Tak trzymasz go w worku. Moim zdaniem to robisz ze świata kabaret, co jest daleko idącą ekstrapolacją doświadczenia osobistego. Oczywiście wierzyć można w rożne rzeczy ale nie wszystkie dają się pomyśleć. Mam nadzieję,że nie przesadziłem.

podpis: p.rz.
Zawsze inicjatorem wojny jest jakiś człowieczek z małym ego który chce się dowartościować. Tu się zgodzę.

Podając przykład mordercy "z drugiej strony" miałem na myśli osobę która bezmyślnie, bez zasad moralnych i bez zastanowienia wykonuje polecenia jakie nakłada na niego "władca".
Rozróżnił bym tu "pewne aspekty" walki obronnej od wojny prowadzonej przez agresora. Mam świadomość, że po obu stronach tracą życie ojcowie rodzin, mężowie, synowie ale czy miałbym dać się zabić osobie o której wiem, że pozbawiła życia dziesiątki cywilów, dzieci itp. i gotowa była robić to dalej? Nie mówię tutaj o zemście, czyli ile wy nam tyle my wam zabijemy ale o obronie życia własnego i innych ludzi za cenę istnienia jednego człowieka.
To trochę zabawa W Boga ale w tym kontekście uważam ją za racjonalną.
Gdyby ludzie dawali się zabijać bez walki to do dziś na świecie nie byłoby żadnego człowieka. Żadna śmierć nie jest anonimowa ale w wyjątkowych sytuacjach może być usprawiedliwiona.

Weźmy np pacyfikacje jakiejś wsi dokonanej przez Niemców w II wojnie światowej. Z rąk żołnierzy giną zwykli ludzie. Mam walczyć z nimi czy wyręczyć ich i samemu sobie strzelić w głowę?

Mówię tu o konkretnych przypadkach w wojnie obronnej. Po obu stronach występuje chęć przetrwania (dezerter może zostać zabity przez "swoich", a obrońca przez przeciwnika). Kto ma większe prawo do zabijania? Wpływ na to ma ogromna ilość czynników i nie zawsze jest to w 100% jasne.

Gdyby nie wojna obronna kiedyś, to dzisiaj zapewne wszyscy chodzilibyśmy z czarnym wąsikiem i mówili po niemiecku.

Obecnie w krajach gdzie nie ma indoktrynacji, panuje wolność słowa i szeroki dostęp do informacji, świadomość ludzi jest większa i nie ma sytuacji w której jeden człowiek przekonuje cały naród, że reszta świata jest blee, trzeba ją zaatakować i zginąć w Moim imieniu, a ja w tym czasie skończę drugie śniadanie.

podpis: S.
Uproszczony i jednostronny sposób widzenia wojny. My zawsze po stronie dobra i ochrony wyższych wartości.
Przypominam, że nasi żołnierze są obecni na różnych wojnach o charakterze wcale nie obronnym. Jakbyś zapomniał.
Przypominam znów, że Czesi i Austriacy nie doświadczyli okropieństw hitleryzmu w tej skali co Polacy.
To prawda, że pewnie językiem urzędowym byłby niemiecki i przez jakiś czas panowałaby nierówność narodowa.
Ale skoro to jest powód żeby zabijać - to ja mógłbym podać parę bardziej uzasadnionych powodów do zabijania. Prosiłbym wszystkich humanistów i duchownych żeby się zdecydować - albo pod żadnym pozorem nie zabijać albo zabijanie traktujemy bez dogmatów - i dokonujemy bilansu zysków i strat.
(i znów przesadziłeś z tymi mordercami. Mordercami byli SS-mani a Wermacht to w większości wcieleni cywile - oni zabijali w imię własnego przetrwania - czyli to coś co usprawiedliwiłeś)

podpis: S.
A takie political fiction:
Kaczyński (prezydent) ginie w Gruzji od rosyjskich kul bo miał kaprys lądować na ostrzeliwanym lotnisku a i zwiedzać front bez zabezpieczenia.
Drugi Kaczyński (premier - bo nie było przyśpieszonych wyborów) uznaje, że honor Polski wymaga zbrojnej odpowiedzi - i angażuje Polskę w konflikt Gruzji z Rosją.
Wcale nie takie nierealne.
Kto jest agresorem kto obrońcą?
Czy polscy duchowni i humaniści podnieśli by krzyk, że oto jesteśmy mordercami Rosjan, Osetyńczyków???
Jak ja w to wątpię!

podpis: p.rz.
Żołnierz zawodowy, a takich mamy obecnie w Polsce, to osoba która sama wybiera taką drogę i godzi się na bycie pionkiem w rękach przywódcy.

Czesi i Austriacy może i nie odczuli tak bardzo okropieństw hitleryzmu ale i nie mieli większego udziału w jego pokonaniu.
Faktem jest, że podczas II wojny światowej jeden człowiek miał zamiar wyeliminować jednostki słabsze i zdobyć przestrzeń życiową dla (we własnym mniemaniu) rasy panów. Czy uważa Pan, że kraje powinny się na to zgodzić? Czy eliminacja jednostek słabszych powinna wtedy nastąpić? Nie wierzę w to, że zaprzestano by na uczynieniu języka niemieckiego językiem urzędowym. Zmiany byłyby o wiele gorsze.
Co z atakiem bolszewików na Europę w 1920 roku?
Czy należało się poddać?

Humanistą z artykułu, a tym bardziej duchownym nie jestem. Jestem młodym człowiekiem i dopiero wyrabiam sobie zdanie na wiele tematów ale póki co ciężko mnie przekonać, że wojna w obronie nigdy nie ma racjonalnych przesłanek.

Co do "political fiction" to tak jak wspominałem, Polska należy już do krajów w których taka sytuacja jest mało prawdopodobna. Ale przyjmijmy, że tak się stało. Wojna odbywa się między armiami zawodowymi, główne cele to cele militarne. NATO nie zaangażowało by się w taki konflikt. Świadomość ludzi i przyzwyczajenie do spokoju nie zachęca cywilów do prowadzenia jakiejkolwiek wojny.

Prawdziwym bohaterem jest człowiek który odmówiłby zabijania w imię czyiś idei. Piramida odpowiedzialności za rozpoczęcie wojny zawsze zakończy się na jednym człowieku.

podpis: S.
Otóż wojny nie potępiam tak wprost.
Ale ta niekonsekwencja głoszenia haseł ochrony życia i świętowanie zwycięstw (śmierci) jest dla mnie nie do przyjęcia. Nie do przyjęcia jest to jednokierunkowe myślenie my-wróg.
Gdyby tak humaniści i duchowni wszystkich krajów mieli bardziej sensowne poglądy to i z wojnami byłby mniejszy problem. Mniej by było kandydatów na bohaterów po obu stronach - a za to więcej dezerterów.
Przykład z I wojny - armie zaczęły się normalnie bratać i razem grać w piłkę i obchodzić święta. Ale doktryna wojenna jednak zmusiła ich do dalszej walki i zabijania. Po raz kolejny zwyciężyła opcja morderców po drugiej stronie.

podpis: S.
Aha. Jeszcze coś. Armia zawodowa tylko rozpoczyna wojny - ale później walczą wcieleni cywile. (mam na myśli rzeczywiste wojny a nie tzw. interwencje zbrojne)

podpis: p.rz.
Ta niekonsekwencja wynika głownie z późniejszego rozrachunku zysków i strat. Zakłada się, że "ci byli źli, a ci dobrzy". Ja cały czas wspominam o "pewnych aspektach walki obronnej". Mam świadomość, że również obrońcy dopuszczają się strasznych zbrodni, często niewspółmiernych do zagrożenia. Tak naprawdę wszystko zależy od moralności poszczególnej jednostki, a na jej zachowanie ma wpływ między innymi przełożony. Jego nie będą interesowały wyrzuty sumienia żołnierza ale jego skuteczność.
Jeżeli w armiach byłoby więcej osób myślących, że zabijanie wroga to zabijanie drugiego człowieka to z pewnością liczba buntów byłaby większa i nieliczna grupa wydająca rozkazy musiałaby ulec większości.
Niestety nigdy nie dojdziemy do sytuacji w której świadomość ludzi i podejście do zabijania będzie takie samo. Zbyt wiele jest różnych ustrojów, religii i doktryn.
Jednak świadomość ludzi jest coraz większa i mało które rozwinięte społeczeństwo pakuje się na obcy teren w celu realizacji widzimisię jednego człowieka. Pomijam tu Bliski Wschód bo to już totalne bagno.

Ciekawa sytuacja ma teraz miejsce w Korei Płn. Od lat świat przygląda się jak łamane są tam prawa człowieka. Jednak Korea Płn. nie ma złóż ropy, a co więcej działa tam sprawna i skuteczna indoktrynacja więc ewentualna interwencja z zewnątrz mogłaby się spotkać z oporem większości Koreańczyków. To co nam wydaje się szerzeniem wolności dla nich może być atakiem na suwerenność i ich "wolność". Teoretyczny sprzymierzeńca zamienia się wtedy we wroga. Nie wiadomo więc do końca, kto byłby kim w tej walce. Wpływa na to ogromna ilość czynników, a tak naprawdę dopiero późniejszy rozrachunek jasno przynosi odpowiedź na to pytanie. Niestety życia nikomu to nie wróci.
 
podpis: P. W.
e-mail: przemek3456@o2.pl
\"Wojna, chociaż jest w świecie czynnikiem stabilizującym ...\"
Śmiem się nie zgodzić. Z całym szacunkiem, ale dał się Pan nabrać burżuazyjnej demagogii ;)
Wojna zawsze była niszczycielskim żywiołem. Już od wczesnych Faraonów (albo jeszcze wcześniej!) jedynym co stabilizowała to biedę (i niewolę) u przegranych i bogactwo u zwycięzców. No i cmentarze u wszystkich.
A tekst świetny. Order się Panu należy!
 
podpis: S.
e-mail: ...
Nie twierdzę, że nie jest niszczycielska - bo jest. Moralnie zawsze jest zakłamana.
Ale co jakiś czas weryfikuje ścieżki rozwoju, weryfikuje ideologie, weryfikuje demografię - chociaż w sposób parszywie brutalny.