przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

 
DEFINIOWANIE OCZYWISTOŚCI:
   Definicja szczęścia
   Definicja miłości
   Definicja życia
   Wiara i nadzieja
   Definicja głupoty
   Przyjażń         
   Definiowanie wolności
   Definiowanie prawdy
   Dobro i zło

FAŁSZYWE STEREOTYPY:
   Naiwność          
   Naiwność z ograniczonym zaufaniem
   Narcyzm szczęśliwy
   Znieczulica          
   Pierwsza wymówka
   Różnorodność i tolerancja
   Egoista z głową
   Pozytywne strony negatywnych uczuć
   Rywalizacja
   Pieprzeni humaniści
   Zło jest dobre
   Nic lepszego od demokracji?
   Filozofia, logika i inne
   Wyolbrzymianie niezrozumiałego
   Czyja to wina?
   Bój na argumenty
   Wychowanie w odrazie do zła

ŚWIATOPOGLĄDOWO:
   Czy istnieje Bóg
   I powstał Bóg
   Grzech pierworodny
   Życie po życiu
   Sens życia
   O grzechu
   O raju             
   Wojna                
   W sprawie aborcji
   Śmierć dobra albo zła
   Samobójstwo
   Władza sądownicza
   Teoria mieszania świata
   Ufność i niewiara
   Prawo Gorszego
   Manowce rozwoju

WIELKIE MAŁE PROBLEMY:
   Podatek od szczęścia
   Przeciw depresji
   Recepta na sukces?
   Recepta na porażkę
   Kurs starości
   Starzenie się
   Poczucie krzywdy
   Sprawiedliwość w stosunku 1/2
   Asertywność a wykorzystywanie
   Skuteczne przepraszanie
   Tak się nie chce!
   Motory napędowe
   Jak lubić siebie
   Codzienność przykra czy fajna
   Odruch rezygnacji
   Poznać swoje pragnienia
   Miłość nieszczęśliwa
   Rozkochiwanie
   Urabianie faceta
   Urabianie faceta - błędy
   Urabianie kobiety
   Urabianie kobiety - rozpieszczanie
   Spory i ustępstwa

   



nowości
 
     

CZYJA TO WINA?

Nie ma chyba człowieka który odnosi wyłącznie sukcesy. Nawet jak ktoś jest dzieckiem szczęścia to i tak zdarzy się coś co można uznać za porażkę.

Porażka ma zawsze swoją przyczynę. Coś… Ktoś… Gdyby nie to - to byłby sukces.

Im porażka dotkliwsza tym więcej rozmyślania co zawiodło. Co ponosi winę?
Przykre jest, jeśli okazuje się, że to sam jestem winny porażki. Więc tą ewentualność trzyma się na koniec - jak już na nic innego się nie da zwalić winy.
Niby to naturalne – ale…

To zależy czy bardziej zależy mi na zamknięciu przeszłości, czy na perspektywach w przyszłości.

Jeśli porażka dotyczy tylko przeszłości - to rzeczywiście najlepszym rozwiązaniem jest znalezienie winy gdzieś w bezpiecznej odległości od siebie i pogodzenie się, że było, minęło. Koniec.

Ale jeśli porażka dotyczy również spraw podejmowanych w przyszłości - to znalezienie winy poza sobą jest najgorszą opcją. Bo co?
Bo właściwie niewiele się da z tym zrobić. Bo deszcz, bo wiatr, bo kolega, bo źli ludzie… W przyszłości też będzie deszcz, wiatr, kolega i źli ludzie. Zostaje tylko nadzieja, że akurat następnym razem szczęście dopomoże i uchroni.
Ale jak tu budować przyszłość na kapryśnym szczęściu?

Czy nie lepiej wziąć winę na siebie? To w pierwszym momencie trochę boli - ale zaraz później okazuje się, że jeśli to moja wina, to mogę nad tym zapanować. Jeśli popełniłem błąd, że nie uwzględniłem deszczu, to następnym razem tego błędu nie popełnię. Sprawy zaczynają być pod kontrolą.

Przypisując winę za niepowodzenie zewnętrznym czynnikom - sam się pozbawiam wpływu na swoje sukcesy i porażki. To czynniki zewnętrzne mają znaczenie - a ja tylko mogę się modlić o szczęśliwy układ.
To nie jest do przyjęcia dla osoby aspirującej do samodzielnego kierowania swoją przyszłością. Modlić się, czekać, mieć nadzieję?
A wystarczy tylko powiedzieć - spieprzyłem sprawę ale drugi raz już tego nie zrobię. I faktycznie nie popełniać drugi raz tego samego błędu.

Znaleźć winę w sobie - to to samo co znaleźć rozwiązanie na przyszłość!
Jeśli nie znajdujesz swojej winy - to znaczy, że w przyszłości musisz liczyć na szczęście albo dobrą wolę innych.

To dość typowe w relacjach międzyludzkich, że szukają winy w swoich partnerach (życiowych, biznesowych) - i żeby liczyć na jakąś poprawę, muszą liczyć na dobrą wolę drugiej strony. I tą dobrą wolę starają się wymusić.
To dość nieefektywna metoda - wymuszanie czyjejś dobrej woli wbrew jego naturalnym skłonnościom. Trzeba mieć naprawdę silne argumenty.
O ileż prostsze jest znalezienie winy w sobie. Jednym aktem woli można poprawić sytuację - bez niczyjej łaski i solidnych argumentów.

Banalni, prości ludzie uznają uznanie swojej winy za przejaw słabości - bo całe życie uczono ich walki z otoczeniem. Do tego stopnia, że walczą za cenę wszelkich zniszczeń - byle nie ustąpić.
Nie wiem jak inni, ale ja siłę widzę w uznaniu swojej winy - czyli w uznaniu, że mam wpływ na wszystko co mnie otacza i mam rzeczywistą władzę nad swoim losem i swoimi relacjami. Gdybym nie miał - to rzeczywiście wina leży gdzieś poza mną. Ale skoro to ja rządzę, to ja ponoszę winę. Dla mnie to proste.

Jeśli uznam, że w czymś nie ma mojej winy - tym samym uznaję, że nie mam wpływu na to. Że jestem słaby i bezradny.
Czyli muszę uznać, że ta sfera mojego życia powinna przejść do przeszłości.





   




      kabaret ADI
      kabaret Potem
      Wytwórnia A'YoY
      klub Gęba
      bok
 
   


można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:


podpis: pytek
Dziwne, ale niewielu potrafi szczerze przyznać się do własnego błędu. A przecież nie tracą wtedy, lecz zyskują. Słaby ten zmysł biznesowy w narodzie.

podpis: Kris
E tam toż to jakieś humanistyczne podejście.

Prawdziwie biznesowe podejście (stosowane jak sądzę nagminnie w polityce i w stosunkach służbowych) to znalezienie winnego i.... wywalenie takiego delikwenta (tu zasada winny jestem ja sam jest kompletnie nie przydatna).
Powyżej opisany sposób spełnia wszystkie kryteria. Po pierwsze nie ma przykrego poczucia winy, a wpływ na przyszłość wydaje się definitywny (winowajca, szkodnik usunięty), choć nie muszę chyba pisać, że rozwiązanie jest oczywiście iluzoryczne.

podpis: S.
No tylko nie od humanistów! Humanista to zwierz durny i oklapkowany.
A to co opisałeś to nie szukanie winnego - tylko winowajcy. Gra na użytek zewnętrzny.

podpis: Kris
He wiedziałem, że to o humanistach Cie ruszy.

Fakt, że na urzytek wewnętrzny sposób myślenia jak opisałeś może być przydatny dla samego siebie. Tyle, że tego typu opracowania myślowe, które mają służyć wewnętrznemu wzrostowi są bardzo indywidualne. (Ja tam np. kompletnie nie mogę siebie samego przekonać do filozofii "tak mi się nie chcę, że aż to zrobie" wiem, że to może być skuteczne ale jakoś to nie przechodzi.
Myśle, że powyższy mechanizm może występować też w tym przypadku dla niektórych wewnętrznie przekonanie, że wina jest gdzieś na zewnątrz może być na tyle silna, że nijak siebie nie przekonają, że uznanie siebie za winnego może posłużyć do ich wewnętrznego rozwoju, poczucia większej kontroli nad rzeczywistością itp.
Myślę, że właśnie bardzo duża pewność siebie i poczucie własnej wartości pozwala na rozumowanie jak opisałeś w artykule.

podpis: S.
A nie inaczej. To droga raczej dla ludzi o dużym poczuciu własnej wartości.
Ludzie o słabszej konstrukcji uciekają w zwalanie winy - ale niestety to ich utrwala w słabości.
Cóż, cóż... - to adresowane jest do tych silniejszych, którzy jednak ulegają pokusie zwalania winy.
Sam czasem ulegam. I dopóki w tym trwam, to mam kłopoty z problemem. Dopiero kiedy wkurzony własną bezsilnością zmieniam podejście - to zaczynam sobie radzić.

podpis: S.
W podejściu "tak mi się nie chce, że aż to zrobię" ważną rzeczą jest uświadomienie sobie bliskiej granicy rezygnacji/zblazowania/zestarzenia*.
Druga rzecz - raz zastosowana zasada zwykle uświadamia, że to niechcenie było nie do końca prawdziwe (dotyczy to spraw kiedyś fajnych, a teraz jakoś nieatrakcyjnych).
Bez spróbowania nie da się tego docenić. To już nie filozofia tylko praktyka.

podpis: Włodek
No tak. Ale rodzi się wątpliwość, czy ta "wina" jest czym rzeczywistym, czy to tylko moja interpretacja, którą mogę przerzucać na innych lub szukać w sobie? Skoro można ja tak przerzucać, to byłaby czymś dowolnym. To jak foton w mechanice kwantowej: przebywa wszystkie drogi na raz, dopóki twój pomiar nie wybierze którejś z nich.
Czy zatem Sikora skwantował wolną wolę i winę?

podpis: S.
Kwestia winy zazwyczaj jest kwestią perspektywy spojrzenia.
Jak z tym deszczem - mogę uznać, że winny jest deszcz albo uznać, że ze swojej winy nie uwzględniłem deszczu.
Dowolność przerzucania jest jednak ograniczona - bo nie mogę uznać, że deszcz (lub nieuwzględnienie) jest winą kolegi.
Łatwość przerzucania występuje w kontekście ja-otoczenie. Oczywiście łatwość jest ograniczona zdolnością do szukania rozwiązań - bo żeby uznać swoją winę, muszę najpierw odkryć gdzie popełniłem błąd - a to już jest prawie rozwiązanie problemu.

podpis: Włodek
OK. Znowu się muszę zgodzić. "I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy". "Błogosławiona wina" przychodzi do głowy.
 
podpis: sobasia
e-mail: ...
Nie zawsze powinniśmy winy szukać w sobie... to również jest niezdrowe. Owszem trzeba zastanowić się co zrobić z sytuacją która nas zabolała, jest w jakiś sposób niekorzystna dla nas i otoczenia i zareagować, ale nie wychodźmy z założenia, że zawsze My jesteśmy winni. Poza tym czy naprawdę ważne jest uznanie kogoś winnym,wskazanie palcem .. TY... WINNY.. Kara musi Być! Trzeba zastanowić się dlaczego coś się stało i co z tym dalej, a nie kogo obarczyć winą
 
podpis: Mira
e-mail: ...
Poczucie winy jest zawsze destrukcyjne, zawsze rodzi jakiś ból.
Ja sądzę że mówi autor o odpowiedzialności, wtedy jest inna perspektywa i przestrzeń, nie jestem winna a odpowiedzialna za swoje słowa, czyny itp i mogę je zmienić, bez bicia w piersi. Poczucie winy to najgorsza cholera to korona cierniowa. Żadnej więcej winy bo i po co? Jak coś nie halo to przeprosić a nie zastanawiać się, po co, dlaczego, co spowodowało... bo to nie ma znaczenia a problem jest w naszej głowie jedynie i im więcej rozmyślań tym problemów więcej. Czemu się nie rozgrzeszeszać z taką samą namiętnością jak winić?
 
podpis: S.
e-mail: ...
Napisałem o winie w rozumieniu potocznym - masz rację: chodzi o odpowiedzialność za to co się wydarza.