przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

 
DEFINIOWANIE OCZYWISTOŚCI:
   Definicja szczęścia
   Definicja miłości
   Definicja życia
   Wiara i nadzieja
   Definicja głupoty
   Przyjażń         
   Definiowanie wolności
   Definiowanie prawdy
   Dobro i zło

FAŁSZYWE STEREOTYPY:
   Naiwność          
   Naiwność z ograniczonym zaufaniem
   Narcyzm szczęśliwy
   Znieczulica          
   Pierwsza wymówka
   Różnorodność i tolerancja
   Egoista z głową
   Pozytywne strony negatywnych uczuć
   Rywalizacja
   Pieprzeni humaniści
   Zło jest dobre
   Nic lepszego od demokracji?
   Filozofia, logika i inne
   Wyolbrzymianie niezrozumiałego
   Czyja to wina?
   Bój na argumenty
   Wychowanie w odrazie do zła

ŚWIATOPOGLĄDOWO:
   Czy istnieje Bóg
   I powstał Bóg
   Grzech pierworodny
   Życie po życiu
   Sens życia
   O grzechu
   O raju             
   Wojna                
   W sprawie aborcji
   Śmierć dobra albo zła
   Samobójstwo
   Władza sądownicza
   Teoria mieszania świata
   Ufność i niewiara
   Prawo Gorszego
   Manowce rozwoju

WIELKIE MAŁE PROBLEMY:
   Podatek od szczęścia
   Przeciw depresji
   Recepta na sukces?
   Recepta na porażkę
   Kurs starości
   Starzenie się
   Poczucie krzywdy
   Sprawiedliwość w stosunku 1/2
   Asertywność a wykorzystywanie
   Skuteczne przepraszanie
   Tak się nie chce!
   Motory napędowe
   Jak lubić siebie
   Codzienność przykra czy fajna
   Odruch rezygnacji
   Poznać swoje pragnienia
   Miłość nieszczęśliwa
   Rozkochiwanie
   Urabianie faceta
   Urabianie faceta - błędy
   Urabianie kobiety
   Urabianie kobiety - rozpieszczanie
   Spory i ustępstwa

   



nowości
 
     

ZWIĄZEK IDEALNY - URABIANIE KOBIETY - ROZPIESZCZANIE



Żeby sobie zapewnić stałość kobiety to nie trzeba kontrolować, urządzać scen. Wystarczy ją rozpieścić w takim stopniu, żeby żaden inny facet nie był w stanie wypełnić tych standardów.

Kobieta związku potrzebuje do tego, aby czuć się kobietą.
Chociaż jest wiele kobiet, które nie zechcą się do tego przyznać - to stan bycia piękną i słabą jest na tyle błogi, że będą chciały tego doświadczać.
Tzw. silne kobiety będą się zdecydowanie bardziej opierały układowi „słaba kobieta - silny mężczyzna”, ale nie oprą się do końca. To jest kwestia zaufania - do faceta i do samej siebie.
Nawet zatwardziałe feministki da się całkowicie rozmiękczyć - chociaż to już wyższa szkoła rozpieszczania.

Kobieta jest stworzona do adoracji, zainteresowania, spełniania zachcianek - w taki sposób, żeby mogła czuć się piękna i słaba.
Kobieta poczuje się słaba dopiero wtedy, kiedy będzie mieć pewność, że może sobie na tą słabość pozwolić, że facet jest tego godny aby można było być przy nim słabą.
A nie pozwoli sobie na słabość przy słabym facecie. Ale też nie przy zbyt silnym i pewnym siebie.
Więc to rozpieszczanie musi też świadczyć o słabości faceta na punkcie kobiety - tak aby równowaga była zachowana. Po prostu kobieta musi czuć, że jest w centrum uwagi i tyle.

Rozpieszczanie nie może mieć wymiaru zbyt praktycznego.
Praktyczne przedsięwzięcia nie budzą kobiety w kobiecie, a wręcz prowokują do zachowań racjonalnych. Nie da się rozpieścić kobiety pastując podłogi w całym mieszkaniu - raczej przypomni to o tym, że trzeba jeszcze powycierać kurze. Dupa blada. Zamiast kobiety budzi się gospodyni.
Nie da się rozpieścić kobiety przynosząc do domu pokaźne zakupy. Ale jeśli się przyniesie tylko jej ulubiony drobiazg... to już zaczyna być warte zauważenia.
Rozpieszczanie to drobiazgi. Niespodziewane spełnienie zachcianki, niespodziewane drobne prezenty, niewielkie gesty.
Czasem jednak - w zależności od kobiety - wielkie porywy. Wielkie - ale nie teatralne!

Facet rozpieszczając kobietę nie może wykonywać jej życzeń czy poleceń - to jest frajerstwo i utrata szacunku kobiety.
Facet nie może dać kobiecie pewności, którą z jej zachcianek spełni. Ona powinna wiedzieć, że on zrobi dla niej wiele rzeczy małych i wielkich - ale nie ma prawa odgadnąć kiedy które. Tu jest ważny dobry wywiad. To trzeba umieć z niedopowiedzeń i spomiędzy wierszy wyczytać te najciekawsze pragnienia kobiety.
Te wyrażone wprost też bywają warte spełnienia - ale w mało spodziewanym momencie.

Rozpieszczanie nie może być pod dyktando kobiety. Kobiety potrafią mieć swoje wymagania - ale wypełnianie wymagań nie może być uznane za rozpieszczanie. Co więcej, to świadczy o słabości faceta.

Facet nie może zważać na to czego ona wymaga!
Natomiast musi wiedzieć czego kobieta nie chce!

To trzeba dobrze zrozumieć - bo jeśli ona nie chce bałaganu w domu - to nie ma prawa być bałaganu. Ale jeśli ona chce, żeby sprzątać regularnie - to nie!
To trzeba tak kombinować, żeby ona go nie widziała przy sprzątaniu - ale żeby porządek był.
To niby niuanse - ale właśnie one stanowią o skuteczności rozpieszczania.

Przeciwstawiając się wymaganiom kobiety nie wolno zapomnieć o elementarnej odpowiedzialności. W tym względzie najlepiej po prostu wyprzedzić wszystkie ewentualne wymagania.
A w przypadku zaniedbania odpowiedzialności skutkującej wymaganiami - trzeba szybko i bezszelestnie odrobić straty - bez fanfar i tryumfów - "o już naprawiłem tą cieknącą od miesięcy rurę!". Bo to trochę żałosne.
Spełnianie wymagań - jak najciszej.
Najlepiej zgrywając twardziela - nie dopuścić do wyrażenia wymagań - uprzedzając wszystkie uzasadnione zawczasu. Wtedy kobieta może pozwolić sobie na całkowitą słabość w związku - a o to właśnie w tym chodzi.

Dlaczego uważam, że to skutecznie podniesie standardy wszystkim innym facetom na poziom, który będzie dla nich nieosiągalny?
Bo w stałym związku można tak skutecznie obezwładnić kobietę rozpieszczaniem, że w pełni się od tej słabości uzależni.
A obcy facet choćby nie wiem jak się starał i tak będzie podejrzany o gry miłosne (już pominę dużo niższy poziom wiedzy n.t. upodobań).

No chyba, że ktoś ma kobietę cholernie pewną siebie, albo silniej uzależnioną od adrenaliny niż można ją uzależnić od słabości.




   




      kabaret ADI
      kabaret Potem
      Wytwórnia A'YoY
      klub Gęba
      bok
 
   


można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:


podpis: mrowka
i teraz się zastanawiam, czy chcę wyjść za Ciebie, czy się jednak boję ;D

podpis: N.
kurcze, ależ to się okazuje skomplikowane, kiedy się to ubierze w słowa...
ja Wam panowie serdecznie nas współczuję ;)

podpis: mrowka
Sikor, ale to jest strasznie niehumanitarne. Bo jak przywiążesz do siebie kobietę, uzależnisz ją i sprawisz, że będzie chciała tylko Ciebie, a potem ona Ci się znudzi i się jej pozbędziesz, to ona sobie już może nie poradzić i będziesz ją miał na sumieniu.

podpis: S.
No jest niehumanitarne. No zgoda. (jeśli wchodzi ryzyko znudzenia się)
Zawsze po stronie kobiety jest możliwość uzależnienia faceta - i takie wzajemne uzależnienie nazywa się podobno miłością dozgonną.
Bo kto powiedział, że jeśli facet się stara to kobiecie wolno nic już nie robić?
No i jeszcze na usprawiedliwienie takiego sposobu postępowania bywa to, że lepsze to niż osaczanie siecią podejrzeń, oraz także, że to uzależnienie zwykle bywa niepełne - więc przy odstawieniu od czynnika uzależniającego słabnie z czasem.

podpis: mrowka
no bo właśnie ja Ci to piszę ze swojej perspektywy, wiem, że się łatwo uzależniam od kogoś i potem mi się ciężko przestawić na samodzielność (emocjonalną). Więc gdyby nie ten jeden mankament, że co będzie, jak to się skończy, to bym cały sposób przyjęła od razu, bo mi odpowiada.
I lepszy niż sieć podejrzeń, fakt.
podpis: Wojtek
Panie Sikoru! Działa! Jezu jak fajnie działa!:> Idę na szachy.

podpis: Anka
To jest święta prawda, ciężko poczuć się pewnie przy facecie, dlatego jeszcze nie pozwalam sobie na słabości, czasem bym chciała, ale zbyt racjonalnie myślę!!
 
podpis: Monisia
e-mail: falcon7@interia.pl
normalnie proszę się z tym zapoznać i wprowadzić do zycia
N A T Y C H M I A S T
 
podpis: wrona
e-mail: ...
Władek, jaki ty jesteś policzony! :)
a skąd masz takie dane? ile Twoich kobiet na to poszło?
w moim odczuciu jest na to wszystko prostsze słowo: miłość. no i można odwrócić role, będzie podobnie.
 
podpis: S.
e-mail: ...
Thaa. A jednak są kobiety, które tracą zainteresowanie - chociaż facet kocha. A jednak są faceci, którzy kochając zaniedbują.
Cóż więc?
 
podpis: Michał
e-mail: arderia@o2.pl
Dzień dobry!

Przyznam się szczerze, że przez przypadek trafiłem na stronę www.sikora.art.pl. Interesuję się także kabaretem, ale zainspirowały mnie głównie Pańskie filozoficzne, ale też w zasadzie psychologiczne rozważania czy poradniki na temat życia.
Sam bardzo lubię obserwować różnych ludzi i podejmować wszelkiego rodzaju tematy, czy to dotyczące ich zachowań, charakterów czy innych kwestii.
Nie wyjdę pewnie na skromną osobę, ale w zasadzie każdego człeka zawsze byłem w stanie „rozczytać”, nawet po bardzo krótkiej znajomości (np. kilkudniowej, kilkutygodniowej). Nieważne czy były to jakieś miłostki, przyjaźnie czy zwykłe koleżeństwo, to w każdym przypadku wiedziałem co może mnie ze strony danej osoby czekać i zawsze gdzieś tam byłem pod tym względem zabezpieczony. Być może wynika to z mojej natury introwertyka lub po prostu z braku pełnego zaufania do innych.
W każdym razie od pewnego czasu, a mianowicie od niecałych dwóch miesięcy spotkała mnie sytuacja, która mnie zaniepokoiła, a to dlatego, iż nie mam pojęcia czego się spodziewać. Nawet nie mam alternatyw odnośnie tego, co przyszłość mogłaby przynieść.

Być może poniższa historia posłuży jako inspiracja przy pisaniu innych refleksyjnych tekstów, a nawet bardzo możliwe, że wyda się komiczna. Jest tego 2 strony maszynopisu A4, także myślę, że zbyt dużego kawałka życia Panu nie ukradnę.

Nie jestem starym człowiekiem bo mam lat zaledwie 25. Pomimo tego mam niemały bagaż życiowy i najczęściej z rówieśnikami nie potrafię się porozumieć w odróżnieniu od osób starszych, z którymi zawsze klei mi się dialog.
Nie jestem również amantem, ale trochę doświadczenia w relacjach damsko-męskich także posiadam.
Pomimo tego, ostatnio, gdy nie miałem nawet większej ochoty na pakowanie się w jakieś związki, dotarły do mnie informacje, iż zainteresowało się mną pewne dziewczę, mało tego – ponoć męczyła się z takim stanem już od pół roku.
Ciekawy przypadek. W zasadzie znałem ją dotychczas tylko i wyłącznie z widzenia, nigdy nie zwróciłem nawet szczególnej uwagi na nią. Jest strasznie nieśmiała, przez długi czas bała się nawet strzelić najzwyklejsze „cześć!”, mimo, iż widziałem ją praktycznie na co dzień. Tak wiem… inicjatywa niby wychodzi od strony faceta. Dla mnie to nie do końca jest takie jasne, ale pomijając tą kwestię, to w zasadzie gdyby nie „pośrednik”, to nie wiem czy dalej byłaby dla mnie zauważalna.
Ja po dłuższej przerwie od jakichkolwiek flirtów podjąłem się próby nawiązania kontaktu, ale nie bezpośrednio. Prowokowałem sytuacje, które znacznie ułatwiały jej nawiązanie dialogu ze mną. Skoro od niej wyszła inicjatywa, to wyjątkowo doszedłem do wniosku, iż chociaż „zagadać” powinna sama. Wiele prób się pojawiało, ale wszystko kończyło się na komunikacji wzrokowej. Cierpliwie czekałem, aż w końcu odważyła się bardzo łamliwym głosem puścić kilka zdań w moim kierunku.
Zainteresowało mnie to. Wygląda na bardzo spokojną osobę, jest też dość religijna i zawsze pojawiała się gdzieś z boku, nigdy nie była w centrum.
Jako, że lata lecą, a ja nie młodnieję, pomyślałem: a może spróbuję, może trafię na kogoś więcej niż jakieś księżniczki, egoistki czy szybkie kobity, jak dotąd. Zaprosiłem więc ją na deser. Od czegoś trzeba zacząć. Tym bardziej, że sam jej jasno dałem do zrozumienia, iż mimo, że to jest randka, to na razie jesteśmy na etapie poznawania się… zostawiłem sobie w ten sposób małą furtkę. Z resztą, jeżeli kogoś dobrze nie poznam, to nic konkretnego z tego nie będzie i zawsze się tym kierowałem. Wcześniej niektórym dziewczynom nawet to się nie podobało bo wg nich wszystko przebiegało zbyt wolno, a dla mnie był to przynajmniej sygnał, że sprawa jest niewarta świeczki.
Wracając, spotykaliśmy się wiele razy, oczywiście traktowaliśmy to jako „poznawanie się”, także do niczego, prócz kwiatów, czy cmoków w policzek na powitanie, nie dochodziło. Mimo tego jestem w stanie stworzyć już nieco niewyraźny „portret psychologiczny” omawianej bohaterki.
Wiekowo jest niemal moją rówieśniczką. Większość facetów stwierdziłaby zapewne, iż urokiem sięga poniżej przeciętnej. Nieśmiałość idzie w parze z nadmierną nerwowością. Jest bardzo rozmowna, co może wyklucza powyższe, ale wydaję mi się, iż ona w ten sposób wyraża swoje zdenerwowanie. Łatwo ją zawstydzić, speszyć, nawet zwykłym spojrzeniem. Wtedy dalej nadaje jak katarynka, ale najczęściej głos jej się przy tym łamie, co niekiedy brzmi komicznie. Nie ma wiele doświadczeń, nie tylko w kontaktach z płcią przeciwną, ale również ze zwykłym życiem towarzyskim tzn. imprezy, wyjazdy itp. Jak już wspomniałem pochodzi z rodziny religijnej i czasami mam wrażenie jakby rodzice starali się ją w jakimś stopniu kontrolować. Zauważyłem też, iż sama podlega olbrzymiej presji różnego rodzaju środowisk lub też sama sobie stwarza takie wyobrażenie. Często opowiada o koleżankach, które mają już chłopaków, a często nawet narzeczonych czy mężów i wspomina o rodzinie „męczącej” ją pytaniami o relacje damsko-męskie. Wiem, także że bardzo często radzi się swoich przyjaciółek, a ich rady bierze bardziej jako jasne instrukcje, niż sugestie. Bardzo łatwo ją w takich kwestiach zmanipulować. Czasami mam wrażenie jakbym miał do czynienia z uczennicą, otoczoną zewsząd gronem mentorów, gdyż ona tak się właśnie w nim zachowuje. Wiele rzeczy traktuje strasznie przedmiotowo i nie ma absolutnie żadnego wyczucia czasu.
Myślę, że normalnie już dawno bym się z tego wycofał, ponieważ powyższe byłoby dla mnie wystarczającymi argumentami ku temu. Postanowiłem jednak próbować dalej. Mija drugi miesiąc, a my nadal się spotykamy. Nie jestem szybkim Billem, ale wydało mi się, że jest to odpowiedni moment do określenia się i podsumowania całej tej relacji. Zaryzykowałem bo nawet urzekła mnie ta jej nieśmiałość oraz wiele innych cech i na jednej kolacji jasno się wyraziłem, iż jeżeli ona ma ochotę, to możemy wskoczyć na nieco wyższy poziom, ale też nie tak by zaraz wszystko zmieniać i od tak zaczynać z grubej rury. Chyba trochę się zmieszała i cały czas trzymała się formułki „nie wiem”, a że w zasadzie i tak trzymaliśmy się cały czas za ręce, to postanowiłem, że pomogę jej podjąć decyzję i ją pocałuję. Oczywiście z tego nic nie wyszło, powiedziała „nie!” i tyle w temacie – nie dostałem w pysk :) Zaraz po tym zaczęła mówić o zakończeniu tego, a krótko po tym stwierdziła, że jednak sama już nie wie. Temat ten, jak i konkretniejszy kontakt urwał się na jakiś tydzień. W końcu postanowiłem, że tym razem ja się do niej zwrócę bo jako, iż nikogo nigdy nie miała, to może faktycznie, coś nie tak zadziałałem. Przeprosiłem za swoje zachowanie i zaproponowałem przyjaźń. Przystała na to, a nawet bardzo podziękowała za moją wiadomość. Mimo tego doskonale widziałem, że chodzi zdołowana, a jak się później dowiedziałem, miałem rację bo podobno wszystkie prezenty, otrzymane wcześniej ode mnie wywaliła do jakiejś skrytki, a to nie jest akt jakiejś apatii, a raczej gniewu czy żalu. Rozmawialiśmy jeszcze po tym fakcie przez jakiś czas i podczas jednej z takich rozmów doszliśmy wspólnie do wniosku, że taki incydent nie może przecież wszystkiego skreślić i powinniśmy spróbować raz jeszcze. No i tak nadal spotykamy się i poznajemy… już prawie trzeci miesiąc. Czasami mam wrażenie jakbyśmy się od siebie w jakiś sposób uzależnili.
Nadal jednak często czuję w niej jakąś „znieczulicę”. Przykładowo podczas jednej romantycznej sceny (która miała miejsce przed wyżej wspomnianą, nietypową sytuacją) wywaliła mi z tekstem, iż ona sama nie wie jak to z nią jest, gdyż u niej wygląda, to tak jak z zakupami tzn. woli obejść wszystkie sklepy i zobaczyć czy gdzieś nie ma korzystniejszej oferty. Nie wyczułem wtedy absolutnie żadnego humoru i jestem prawie pewien, iż ona mówiła wtedy poważnie, ale być może źle ujęła to w słowa i miała coś innego na myśli (wolałbym drugą opcję).
Tak więc wkręciłem sam siebie i mam nawet teraz wrażenie, że mi na tym wszystkim bardziej zależy niż jej. Szczerze, to nie zależy mi na jakimś szybkim numerku i odhaczeniu kolejnej, ale mimo wszystko, czy tylko mnie taka relacja wydaje się trochę nie teges?
Cała relacja jest pełna dziwnych, czasami wręcz niedorzecznych punktów. Prócz powyższych należałoby jeszcze wspomnieć, że wszelkie spotkania organizuję tylko ja, a mimo, iż mieszkamy w jednym mieście i na 100%, oboje, gdybyśmy się postarali, to zorganizowalibyśmy mnóstwo czasu na widzenia, to jej najczęściej zawsze coś nie pasuje. Oczywiście szanuję to i nie będę ingerował w jej prywatny czas jeżeli sobie tego nie życzy. Ale przewija się mnóstwo sytuacji, w których ona woli np. koleżankę odprowadzić na dworzec, niż być odprowadzoną przeze mnie do domu. Nie wspomnę już o tym, że w towarzystwie swoich znajomych, oczywiście czuje się pewniej, co raczej jest zrozumiałe, to jednak często zachowuje się tak jakby mnie nie widziała, a jak chcę się przywitać i ona widzi to „zagrożenie”, to ucieka mi gdzieś po kątach, żebym jej czasem nie cmoknął przy wszystkich w policzek na powitanie, czy pożegnanie. Brzmi to i zaręczam, że wygląda również bardzo komicznie, a niekiedy tragikomicznie.

Jeżeli Pan S. wytrwał i przeczytał mój tekst, to bardzo proszę o opinię, jako osoby obiektywnej i nie mającej bezpośredniego kontaktu ze sprawą. Byłbym olbrzymie wdzięczny bo ciekaw jestem jak to wygląda z innej perspektywy, a niestety nie mam zamiaru nikogo krzywdzić i nie opowiedziałbym podobnej historii bliższemu znajomemu, gdyż albo wyraziłby się w mojej obecności stronniczo, albo – co gorsza – cała sprawa wyszłaby na światło dzienne, a ja znów miałbym wyrzuty sumienia.

Serdecznie pozdrawiam!
Michał z Ostrołęki
 
podpis: S.
e-mail: ...
Wypisz wymaluj ilustracja do artykułów: definicja miłości i rozkochiwanie.
Akurat znam ten mechanizm z autopsji, który u Ciebie wystąpił. Naprawdę sam wkręciłeś sobie to zaangażowanie (na bazie pogłoski o jej zaangażowaniu). Podejrzewam u Ciebie podwyższony stopień odpowiedzialności - który wzmacnia cały efekt. Zacząłeś za dużo myśleć - i się wkręciłeś.
Na moje wyczucie - delikatnie zacznij wyzerowywać sytuację. Raczej powinieneś starać się przestać czuć się odpowiedzialnym, czy czasem ona z nieśmiałości się nie pogrąża - bo to właśnie wciąga Ciebie.
Wysłałeś wszystkie możliwe sygnały, że może się bezpiecznie angażować. Zignorowała je - a więc prawdopodobnie pogłoski o jej zaangażowaniu emocjonalnym były stanowczo przesadzone.
Raczej przyjmij jej obecną postawę za obowiązującą - bez dopowiadania sobie, że może ona się dręczy z powodu nieśmiałości. Nie dręczy się. Prawdopodobnie wcale nie jest w Tobie zakochana. Jestem tego pewien - na ile można być pewnym na podstawie opisu.
Ale odradzam gwałtowne zerowanie, bo spowoduje huśtawkę emocji - raczej uśpienie całej sytuacji.
 
podpis: Pat.
e-mail: pat.pracownia@gmail.com
Pełen szacun, podziw.... i wręcz - zdrowe uwielbienie do tego co piszesz ;) Poważnie- większość czytałam, i z powodzeniem stwierdzam, że bratnia dusza, to mało powiedziane :) Fajnie,że można w necie przeczytać coś, co jest tak bliskie moim poglądom, ba! upewnić się, że nie zwariowałam hahhahaha:) Pozdrawiam i ogromnie dziękuję za to, że miałam zaszczyt być Twoją czytelniczką ;) Będę wdzięczna za każdą kolejną publikację, lub możliwość delektowania się Twoimi przemyśleniami w innej formie- tekstów, lub książki np. Jak posiadasz coś, co mnie ominęło, to będę wdzięczna, za podesłanie mi czegoś na maila ;) Pozdrawiam serdecznie.
 
podpis: S.
e-mail: ...
:) Hm, nie wierzę, że już wszystko przekopałaś co jest na stronie. Jeśli tak, no to trzeba będzie coś nowego napisać.
 
podpis: Szczęśliwy
e-mail: rozkochajkobiete.pl
Rozkochiwanie kobiety to sztuka, mało osób ją potrafi a jeszcze mniej wie, ze można się tego nauczyć. Kluczem do serca kobiety jest wiedza! Nie zgadzam się z całym artykułem, ponieważ kobiecy umysł jest bardziej złożony. Gdyby było to takie proste, to każdy by mógł rozkochać kobietę po prostu się starając, a w rzeczywistości większość facetów, którzy się starają wpada w ramy przyjaciela.
 
podpis: S.
e-mail: ...
Niedokładnie czytałeś.
Właśnie przestrzegam przed tzw. staraniem się. Nie można oddać inicjatywy w ręce kobiety - bo to rzeczywiście prowadzi do roli przyjaciela.
A takie proste to wcale nie jest. Utrzymanie inicjatywy wymaga kreatywności i dobrego wywiadu w sprawie upodobań i potrzeb.